Moja córka ma na imię Matylda. Lubię twarde imiona, z charakterem,
choć raczej bez "r". Znam niemiecki i Niemcy. Wydaje mi się, ze
drugie dziecko też powinno mieć niemieckie/germańskie imię. Lawiruję
więc między Malwiną, Marleną, Brunonem, Hugonem i Joachimem, bo
wydaje mi się, że tak musi być. Zestawienia Matylda i Bronisław lub
Matylda i Dagmara wydają mi się od czapy. Z jednej strony mam
ułatwiony wybór wynikający z ograniczenia, a z drugiej zastanawiam
się, czy nie cierpię na jakieś natręctwo

.
Czy Wy też kierujecie sie taką konsekwencją?