Dodaj do ulubionych

Ta rana wciąż boli

09.07.08, 22:44
No to apiać od nowa zaczynamy dyskusję smile
Obserwuj wątek
    • moniowiec Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 10:12
      musi zmienic sie jedno pokolenie by było inaczej - pokolenie położnych. przyzwyczailiśmy je do cięcia wiec skąd ta pretnsja? myślicie ze nagle ktoś bedzie naciagał mięśnie krocza i meczył się skoro można ciachnąc i po kłopocie? ale spokojnie - czasy się zmieniają. ja rodziłam niedawno, w zwykłym szpitalu. ochroniono krocze RUTYNOWO. nie byłam cięta. miałam ktg przez częsć I fazy porodu - potem je zdjeto i badano mnie stetoskopem. widać można. ale wolałąm leżeć bo kręciło mi się w głowie podczas skurczy.
      ale teraz na porodówkach jest jeszcze inny problem - rutynowo też rodzi się naturalnie nawet w przypadku posiadania skierowania na cc ze względów zdrowotnych. bo jak przeginać to ostro w jakąkolwiek stronę.
      • totorotot Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:45
        Nie, nie musi się zniemić następne pokolenie, tylko JUŻ TO POKOLENIE POŁOŻNYCH. Bo to teraz ja będę rodzić a nie za 50 lat. I teraz mają mnie nie nacinać i traktować uprzejmie.
        • emanierka Re: A od kiedy to nacina położna? 10.07.08, 23:53
          Po co takie głupoty pisać o "panu i władcy"? Prawda jest taka, że to
          lekarz odpowiada za dziecko i pacjentkę, a nie położna, więc dla
          widzimisię pacjentki nie będzie narażał zdrowia czy życia jej i
          dziecka.
          Jak się czyta to forum, to ma się wrażenie, że pomiędzy pacjentkami
          a personelem medycznym trwa jakaś wojna- toż to jakaś psychoza!
          Nie daj się naciąć! W większości szpitali (przynajmniej w W-wie)
          lekarze i położne starają się chronić krocze (to naprawdę żadna
          nowość), ale do tego potrzebne są nie tylko dobre chęci lek. czy
          poł., ale wpływa na to również wiele innych okoliczności- inny
          sposób prowadzenia porodu, współpraca rodzącej, jej predyspozycje
          osobnicze, a także sam przebieg porodu. I konia z rzędem tej
          rodzącej, która sama w trakcie porodu będzie potrafiła ocenić czy
          należy ją naciąć czy nie. Oczywiście zdecydowane przeciwniczki mogą
          podpisać oświadczenie, że na nacięcie się nie zgadzają. Jak
          podpiszą, to nikt ich nie natnie (no, może jak będzie to zagrażać
          życiu dziecka).
          Cc- zwolenniczki cc uważają, że nalezy im się to jak psu buda.
          Pomijając fakt, że cc jest poważną operacją, to naprawdę pretensje
          nie do lekarzy, a do min. zdrowia lub specjalisty krajowego, bo
          stamtąd idą zalecenia. Dla lekarza nawet lepiej jest wykonać cięcie
          niż bujać się z pacjentką- cięcie zajmuje pół godziny czyli z punktu
          widzenia lekarza czy położnej jest to dla nich mniej pracy.
          Sprawy sprzeciwu przeciwko zakładaniu wenflonu... tego się nawet nie
          chce komentować- to żadne łamanie praw pacjenki. To zabezpieczenie
          dla niej na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, które zawsze mogą się
          przytrafić. Tylko kompletna idiotka może uznawać to za łamanie jej
          praw. Ale co tu wymagać? Ta sama pani jeszcze nie rodziła, a już
          wspomina o wytoczeniu ew. procesu, bo kasa zawsze się przyda. Żenada
          i głupota.

          Na szczęście większość dziewczyn podchodzi do porodu w sposób
          normalny i z zaufaniem do osób, które ich porody przyjmują. I
          naprawdę większość wychodzi ze szpitali szczęśliwa i zadowolona-
          pomimo rzekomej wojny pomiędzy stronami.wink

          Oczywiście, bettina, ten post nie jest w całości do Ciebie.smile Tylko
          pierwsze zdanie. Reszta to takie ogólne dywagacje wiejskiego
          listonosza.wink
          • imbirka Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 08:17
            emanierka napisała:

            > Po co takie głupoty pisać o "panu i władcy"? Prawda jest taka, że to
            > lekarz odpowiada za dziecko i pacjentkę, a nie położna, więc dla
            > widzimisię pacjentki nie będzie narażał zdrowia czy życia jej i
            > dziecka.

            Teraz to ty piszesz głupoty. Zapoznaj się może z ustawami o zawodzie lekarza i zawodzie położnej - to są dwa samodzielne, niezależne zawody, i zarówno lekarz jak i położna odpowiadają za to co robią, karnie i cywilnie. A wykonanie zabiegu takiego jak nacięcie krocza bez zgody pacjentki ma swój odpowiednik w kodeksie karnym, i to zagrożony sporą karą, więc na prawdę warto się nad tym zastanowić. Jak się jakiejś położnej wydaje, ze skoro wykonuje polecenia lekarza, to za nic nie odpowiada, to się może niestety bardzo zdziwić, jak ją pacjentka kiedyś pozwie. Polecam lekturę:
            www.rodzicpoludzku.pl/publikacje/publikacja.php?publikacja_id=12
            W większości szpitali (przynajmniej w W-wie)
            > lekarze i położne starają się chronić krocze (to naprawdę żadna
            > nowość), ale do tego potrzebne są nie tylko dobre chęci lek. czy
            > poł., ale wpływa na to również wiele innych okoliczności- inny
            > sposób prowadzenia porodu, współpraca rodzącej, jej predyspozycje
            > osobnicze, a także sam przebieg porodu.
            A masz jakieś dane na ten temat, jak to w Warszawie chronią krocze? Może w tych szpitalach, w których leży się plackiem pod aparaturą, a może w tych, w których w szkole rodzenia opowiadają bzdury o nacięciu wzięte z podręczników sprzed 40 lat? Owszem, czasami daje się uniknąć nacięcia, tylko że wcześniej trzeba zapłacić za indywidualną opiekę położnej.

            >I konia z rzędem tej
            > rodzącej, która sama w trakcie porodu będzie potrafiła ocenić czy
            > należy ją naciąć czy nie.

            Już to było sto razy na tym forum pisane, ze nie chodzi o to, aby samej oceniać czy nacięcie jest potrzebne cz nie, tylko o to, by mieć zaufanie do położnej, że natnie wtedy kiedy trzeba, a nie rutynowo. W obecnej sytuacji takiego zaufania nie ma, i trudno się temu dziwić.
            • emanierka Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 15:52
              Powtarzam- za to co się dzieje na dyżurze odpowiada lekarz, więc
              jeżeli coś się dzieje nie tak, to lekarz podejmuje decyzję i
              odpowiada za to. I może inaczej napiszę, bo widzę, ze nie kumasz-
              jeżeli położna czy pielęgniarka popełnią jakiś błąd to oprócz nich
              będzie odpowiadał również lekarz. I nie chodzi tu "o pana i władcę",
              ale za odpowiedzialność, więc może Ty się lepiej zapoznaj, bo ja nie
              muszę. Jesteś lekarzem czy położną? Chyba nie. Raczej mamusią, która
              swoją wiedzę o porodach i medycynie ogólnie, opiera na info z
              fundacji i forów internetowych oraz na własnym i 3 kolezanek
              porodzie. Kup sobie książkę o ciąży i porodach (np. Ginekologię
              ilustrowaną /są też obrazki/, Położnictwo ilustrowane, i dodatkowo
              może np. Ciążę wysokiego ryzyka) przeczytaj 10 razy i wtedy pogadamy
              na temat ciąży i porodów.
              A skarżyć sobie możesz każdego (demokracja jest)- nawet salową za
              krzywy uśmiech.


              • imbirka Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 22:33
                Czyżby sfrustrowana przedstawicielka zawodu medycznego? Cóż, jeszcze raz mogę Cę odesłać do odpowiednich ustaw i publikacji. Ze swojego wykształcenia nie muszę Ci się tłumaczyć, ale zapewniam, Cię ze nie jeden podręcznik miałam w ręku...Chętnie podyskutuję o rutynowych interwencjach i nacięciu krocza, ale za pomocą rzeczowych argumentów, opartych na dowodach naukowych.
              • lost_island Re: A od kiedy to nacina położna? 11.08.08, 22:03
                A na czym opierają się te wszystkie masowe nacinania krocza? Na literaturze
                fachowej??? Czy może na przyzwyczajeniu i dlatego, że położnej/lekarzowi się
                śpieszy do domu/na kawę?
                Wiedza jest podstawą! Jeśli kobieta-przyszła matka nie będzie miała podstawowej
                wiedzy na temat porodu, to lekarze i położne będą postępowały z nią wedle
                własnego uznania, często nieuzasadnionego ze strony medycznej. A kobieta przez
                głupotę/nierzetelność/wygodnictwo lekarzy i położnych może stać się kaleką.
          • memphis90 Re: A od kiedy to nacina położna? 11.07.08, 13:26
            Ja ostatnio czekałam w kolejce do mojego położnika, ze mną kilka babeczek i
            jedna młoda niunia z podstarzałym pseudo-biznesmenem w garniturku. Atmosfera
            milutka, a tu nagle parka zaczyna nadawać "jak ten lekarz tylko wbije ci
            pieczątkę do książczki, to ale go zjeb..., no zobaczysz jaką zjeb....
            dostanie"... Widać, że parka u tego lekarza będzie pierwszy raz, bo w żadnym
            razie nie można zarzucić mu braku dbałości o pacjentki, odpuszczania badań itd.
            Ja i reszta czekających miny miałyśmy raczej zbulwersowane i zniesmaczone. Nie
            cierpię roszczeniowych ludzi, którzy jeszcze nogi za próg nie przestawili, a już
            planują awantury albo pozwy...
    • memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 14:21
      Mnie zastanawia, dlaczego pod tym tytułem nie kryją się przerażające relacje
      kobiet, które na własne żądanie rozpłatały sobie brzuch...? Dlaczego Fundacja
      skupia się wyłącznie na tym nacięciu krocza, a nie na braku dostępu do zzo,
      braku możliwości rodzenia w wybranej pozycji, wreszcie nieracjonalnej modzie na
      cc na życzenie? NIKT mi nie wmówi, że uraz po nacięciu krocza jest większy niż
      uraz po otwarciu jamy brzusznej- a takie myślenie promuje się w mediach.
      • auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 14:25
        memphis90 napisała:
        Dlaczego Fundacja
        > skupia się wyłącznie na tym nacięciu krocza, a nie na braku dostępu do zzo,
        > braku możliwości rodzenia w wybranej pozycji, wreszcie nieracjonalnej modzie na
        > cc na życzenie?
        Ależ tymi kwestiami też zajmuje się ta fundacja. Zapoznaj się z jej raportami, wydawnictwami, itp., to bedziesz lepiej zorientowana w jej działaniach.
        • aga.53 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:05
          jest jeszcze jedna ważna kwestia...oprócz naciecia i swobody wyboru
          pozycji rodzenia...a mianowicie poszanowanie intymnosci czyli
          pojedyncza sala do porodu...nie rozumiem dlaczego w szpitalach za
          intymnosc musze płacić np. 400-800 zł????????? dlaczego??? przecież
          poród to jedna z najintymniejszych chwil naszego zycia,przykładowo
          kiedy ide na badanie ginekologiczne to jestem sam na sam z
          ginekologiem, jest jeden fotel, moge o wszystkim z nim porozmawiać,
          nie wstydze się rozebrać i poddać badaniu, wiec dlaczego w
          szpitalach są robione wieloosobowe sale do porodu??? czy to nie jest
          przegięcie? łamanie mojego prawa do intymności????
          • memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:13
            dlaczego w
            > szpitalach są robione wieloosobowe sale do porodu??? czy to nie jest
            > przegięcie?

            Ja myślę, że nie tyle "są robione", co po prostu istnieją od lat 70-tych (kiedy
            zostały zbudowane), a szpitali nie stać na remonty i modernizacje oddziałów.
        • memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 16:10
          Raporty? A czy raporty zmieniają cokolwiek? Przecież wszyscy doskonale zdają
          sobie sprawę, że praktycznie nie ma dostępu do zzo. I o tym w mediach się nie
          mówi, nie słychać o głośnych akcjach itd...
          • auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 19:04
            memphis90 napisała:
            > Raporty? A czy raporty zmieniają cokolwiek?
            Raporty nie mają "zmieniać cokolwiek", tylko opisują działania fundacji. Zaproponowałam ci zapoznanie się z nimi, żebyś nie pisała, że jedynie kwestia ciętego krocza ich interesuje.

          • titta Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:17
            <Przecież wszyscy doskonale zdają
            > sobie sprawę, że praktycznie nie ma dostępu do zzo. I o tym w
            mediach się nie
            > mówi, nie słychać o głośnych akcjach itd...
            No jak sie nie mowi? Jakis czas temu wylacznie mowilo sie o
            anestezjologach. I o tym ze masowo wyjezdrzaja? Kto ma robic to ZZO
            salowa?
      • aksamitka7 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 18:13
        memphis90 napisała:
        > NIKT mi nie wmówi, że uraz po nacięciu krocza jest większy niż
        > uraz po otwarciu jamy brzusznej- a takie myślenie promuje się w
        mediach.

        No to Cię zaskoczę. Miałam cc 7 miesięcy temu. Nie na własne
        życzenie ale wynikające z przebiegu porodu. I jestem BARDZO
        zadowolona, że skończyło się na cc. Ból tylko pierwszego dnia, rana
        świetnie się zagoiła, dziś nie ma po niej śladu. Mogłam zajmowac się
        dzieckiem i sobą, siedziec, chodzic. Niestety, tego nie mogę
        powiedziec o kobietach po tzw porodzie sn, które widziałam w
        szpitalu. I zapewniem - u mnie nie ma mowy o traumie, wręcz
        przeciwnie. dzięki cc wspominam poród jako wspaniałe przeżycie. I
        nie tylko ja tylko tysiące kobiet, które zdecydowały się na to
        rozwiązanie.
        • yola13 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:29
          aksamitka7 napisała:

          > memphis90 napisała:
          > > NIKT mi nie wmówi, że uraz po nacięciu krocza jest większy niż
          > > uraz po otwarciu jamy brzusznej- a takie myślenie promuje się w
          > mediach.
          >
          > No to Cię zaskoczę. Miałam cc 7 miesięcy temu. Nie na własne
          > życzenie ale wynikające z przebiegu porodu. I jestem BARDZO
          > zadowolona, że skończyło się na cc. Ból tylko pierwszego dnia,
          rana
          > świetnie się zagoiła, dziś nie ma po niej śladu. Mogłam zajmowac
          się
          > dzieckiem i sobą, siedziec, chodzic. Niestety, tego nie mogę
          > powiedziec o kobietach po tzw porodzie sn, które widziałam w
          > szpitalu. I zapewniem - u mnie nie ma mowy o traumie, wręcz
          > przeciwnie. dzięki cc wspominam poród jako wspaniałe przeżycie. I
          > nie tylko ja tylko tysiące kobiet, które zdecydowały się na to
          > rozwiązanie.
          >
          >

          Popieram w całej rozciągłości że cc to komfortowy poród w
          przeciwienstwie do sn. No i jest bardzo bezpieczny bo stoi nad tobą
          conajmniej 5-6 osób, a przy kobiecie rodzącej zaledwie 1 połozna
          tylko i to nie cały czas. Jestem już prawie rok po i czuje sie
          rewelacyjnie.
        • gaja78 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 14:50
          aksamitka7 napisała:

          > Ból tylko pierwszego dnia, rana
          > świetnie się zagoiła, dziś nie ma po niej śladu. Mogłam zajmowac się dzieckiem
          i sobą, siedziec, chodzic.

          Tiaa jasne, godzinę po operacji na pewno poszłaś do toalety a obiad w pierwszej
          dobie zjadłaś na siedząco tongue_outP
      • yola13 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:22
        a nie przyszło ci do głowy ty oświecona duszo że cc jest po prostu
        bezpieczniejsze od porodu siłami natury, ale skąd mozesz o tym
        wiedziec skoro nie miałas? W moim otoczeniu nie spotkałam się z
        osoba która narzekałaby na cc(ze mna na czele) w przeciwienstwie do
        ilości osób które spotkałam z problemami i to duzymi po porodzie sn,
        jestem po cc i po zdjęciu szwów jak ręką odjął, po 3 tyg. juz
        zapomniałam ze miałam cc, no i proponuję skończ juz najeżdzac na
        zwolenniczki cc bo jestes nudna jak flaki z olejemtongue_out
        • emanierka No, popatrz Yola, 10.07.08, 21:34
          już (!) po 3 tyg. zapomiałaś, że miałaś cc, a dziś wyszła ze
          szpitala pani po sn (na własną prośbę)- urodziła o 14, a wyszła ze
          szpitala do domu o 18. Wiem, że to nie jest normalna sytuacja, ale
          gdyby ta pani miała cc, to raczej by do domu nie wyszła, nawet jakby
          bardzo chciała.
          • gaja78 Re: No, popatrz Yola, 11.07.08, 14:54
            emanierka napisała:

            > już (!) po 3 tyg. zapomiałaś, że miałaś cc, a dziś wyszła ze
            > szpitala pani po sn (na własną prośbę)- urodziła o 14, a wyszła ze
            > szpitala do domu o 18. Wiem, że to nie jest normalna sytuacja, ale
            > gdyby ta pani miała cc, to raczej by do domu nie wyszła, nawet jakby
            > bardzo chciała.

            Otóż to. Ja się 4 godziny po drugim porodzie (z nacięciem !) zastanawiałam, co
            ja jeszcze robię w szpitalu tongue_out
        • betina1973 Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 23:11
          yola13 napisała:

          > a nie przyszło ci do głowy ty oświecona duszo że cc jest po prostu
          > bezpieczniejsze od porodu siłami natury, ale skąd mozesz o tym
          > wiedziec skoro nie miałas?

          A ty skąd możesz wiedzieć, o porodzie sn skoro nie miałaś? Przyganiał kocioł
          garnkowi.

          W moim otoczeniu nie spotkałam się z
          > osoba która narzekałaby na cc(ze mna na czele) w przeciwienstwie do
          > ilości osób które spotkałam z problemami i to duzymi po porodzie sn,

          Coś wąziutkie to twoje otoczenie.

          > jestem po cc i po zdjęciu szwów jak ręką odjął, po 3 tyg. juz
          > zapomniałam ze miałam cc,

          Ekspertka od cc się znalazła. Przeszłam dwa porody: sn i cc. Gdybym miała
          jeszcze kiedykolwiek jakiś wybór NIGDY nie zgodziłabym się na cc. NIGDY. To, że
          ty czułaś się dobrze to nie znaczy, że wszyscy też odczuwali komfort. Ja czułam
          się doskonale w chwili gdy tuż po porodzie sn położyli mi dziecko na piersi.

          no i proponuję skończ juz najeżdzac na
          > zwolenniczki cc bo jestes nudna jak flaki z olejemtongue_out

          A ty odczep się od kobiet, które chcą rodzić naturalnie.
        • memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:29

          > a nie przyszło ci do głowy ty oświecona duszo że cc jest po prostu
          > bezpieczniejsze od porodu siłami natury, ale skąd mozesz o tym
          > wiedziec skoro nie miałas?

          Ze statystyk...

          no i proponuję skończ juz najeżdzac na
          > zwolenniczki cc bo jestes nudna jak flaki z olejemtongue_out
          to nie czytaj moich postów- jest taka opcja, jak "ignoruj".
        • tesska Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:46
          Mój przykład to cc z komplikacjami, jakies ropienie rany i pobyt w szpitalu o 2
          tygodnie dluzej niz dziecko, zabranie dziecka do sali obok i sluchanie nocami
          jak ono placze, a ja nie moge sie ruszyc bo w izolatce. rewelka.
          mimo badan nie wykryto zadnych bakterii nic. Na antybiotyku o dzialaniu "na
          wszystko" omal nie stracilam pokarmu, po powrocie do domu przez 2 tygodnie maz
          mi opatrywal rane a przez miesiac walczylam zeby corka pila choc troche mojego
          mleka.

          Są rózne przypadki.
        • mamamisi12 Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 01:05
          Jeśli rzekomo bezpieczniejsze jest cc na życzenie, to podobała mi
          się kiedys wypowiedź jegnego z ginekologów: gdyby natura chciała,
          aby dzieci rodziły sie w ten sposób, to kobiety miałyby na brzuchu
          coś w rodzaju zamka błyskawicznego. Może warto to przemyśleć. Dla
          mnie cc to byłaby ostateczność. Niestety jest to zawsze duży zabieg
          brzuszny, nawet bardziej rozległy i traumatyczny niz wycięcie
          wyrostka robaczkowego, a nikt nie wycinaga go dla swojego
          widzimisię. Nie zrozumię kobitek, które chcą cc na własne życzenie.
          • maurra Re: Ta rana wciąż boli 12.07.08, 09:49
            > Niestety jest to zawsze duży zabieg
            > brzuszny, nawet bardziej rozległy i traumatyczny niz wycięcie
            > wyrostka robaczkowego<

            A skąd takie uogólnienie, że mają? Miałam cc, nie mam żadnej traumy. I tysiące
            kobiet też jej nie mają.
            Traumę za to bardzo chciałby u nas wyhodować przeciwniczki cięcia na życzenie.
            Zwłaszcza te, które wiedzą wszystko o tych "strasznych cesarkach" z filmiku na
            youtube

            >podobała mi
            > się kiedys wypowiedź jegnego z ginekologów: gdyby natura chciała,
            > aby dzieci rodziły sie w ten sposób, to kobiety miałyby na brzuchu
            > coś w rodzaju zamka błyskawicznego

            a gdyby natura chciała, żeby na czas porodu krocze rozszerzało sie o dodatkowe
            10 cm, to by ten suwaczek zainstalowała w miejscu, gdzie nacinają położne. To
            tym bardziej warto przemyśleć w kontekście dyskusji o rutynowym nacięciu krocza
      • totorotot Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:44
        Memphis, dlatego, że kobiety zrobiły sobie cc "na własne życzenie", a nie ciachnęła je znienacka i bez ich zgody rutynowo położna.
        Wiele cc bierze się zresztą właśnie ze strachu przed nacięciem, przed koniecznością nienaturalnego parcia na plecach, ze strachu przed wrednymi położnymi (takimi, z całym szacunkmiem, jak Ty) itp. itd.
        • studentka255 Dzięki Bogu że nie dałam się naciąc 11.07.08, 13:16
          da się uniknąc nacięcia. należy zapytac czy da się uniknąc pęknięcia krocza w
          tej pozycji.

          rodziłam w pozycji - prawie siedzącej, próbowałam jak najbardziej uzyskac
          pionową pozycję, bo wiedziałam że tak najlepiej ochronc krocze. mimo że położne
          kazały opierac sie plecami o kozetkę nie opierałam sie. rodząc, swoje pośladki
          miałam w POWIETRZU (!!!!!!) i dwoma rękami podtrzymywałam cały swój tors. prosze
          sobie to wyobrazic... położne nie pomogły mojemu męzowi przytrzymac mnie.
          musiałam myślec o dziecku i powstrzymac sie od parcia w dodatku tracic dużo siły
          aby siebie sama utrzymac...
          powstrzymac się od parcia - w decydującym momencie - jak już główka sie
          urodziła. potem było tylko jedno parcie i cały mój Jasio wyskoczył.

          sądze że nawet w pozycji takiej jak ja da się uniknąc nacięcia i oczywiscie
          pęknięcia. Nie pękłam na zewnątrz. Miałam tylko 4 szwy WEWNĘTRZNE, prosze nie
          myli z zewnętrznymi. Zostałam cała.

          Zawdzięczam cwiczenim kegla. Uelastyczniają i wzmacniają mięsnie krocza.
      • ariella do memphis 10.07.08, 16:44
        nie czyatlam tekstu, wiec odniose sie tylko do twojej wypowiedzi -
        po prostu rana po cc nie boli, nie powoduje zadnej traumy,
        rozplatanie sobie brzucha na zyczenie powodowane jest glownie
        zminimalizowaniem ryzyka dla dziecka i przejeciu go na siebie.
        Reasumujac - wybieram opcje - cc jest bezpieczniejsze dla dziecka,
        ale niesie pewne ryzyko dla mnie, wiec trudno. Rodze zdrowe dziecko
        (ja konkretnie dwa) i wisi mi kreska na brzuchu i wisi mi, ze
        naciagnelam NFZ.
        Nie wywolana, nie zabieralabym glosu w kwestii naciec. Nie wiem co
        bym wolala. Na szczescie nie musialam wybierac.
        Do lilith jeszcze slowko. Ja mam blizne na brzuchu i, jak napisalam,
        ona mi wisi, jest prawie niewidoczna, pod majtkami, na lini wlosow
        lonowych. Jednak wydaje mi sie, ze blizna na narzadach rodnych,
        zwlaszcza widoczna, czy wyczuwalna, czy wrecz ciagnaca jest bardziej
        dyskomfortowa. Tez w ujeciu, ze te narzady sa rodne, a wkrotce, hmm
        seksualne. Jakos tak mi sie wydaje, ze do waginy ma sie bardziej
        emocjonalny stosunek, niz do dolu brzucha.
        Ekstremalnie, pomysl, gdybys musiala wybrac, czy miec gangrene na
        brzuchu czy waginie, to chyba jednak wybralabys brzuch, nie? Mysle,
        ze to o to chodzi.
        pozdr
        • pita_nesso Re: do memphis 10.07.08, 18:21
          I dokladnie o to chodzi. To sa bardzo subtelne niuanse, ktore nie
          zawsze da sie wytlumaczyc, troche na zasadzie "jeden woli ogorkowa,
          drugi pomidorowa". Nie jest wcale rzadkim zjawiskiem, ze
          kobiety "milej" wspominaja cesarke niz porod naturalny. Z drugiej
          strony nie dziwi mnie tez, ze lekarze kieruja sie
          dobrem "organizmu", w koncu na tym sie znaja, a jakas tam
          psychika?... dooobrze bedzie...
        • jowita771 Re: do memphis 11.07.08, 06:45
          > Ja mam blizne na brzuchu i, jak napisalam,
          > ona mi wisi, jest prawie niewidoczna, pod majtkami, na lini wlosow
          > lonowych.

          Jednak wydaje mi sie, ze blizna na narzadach rodnych,
          > zwlaszcza widoczna,

          No proszę cię, bliznę po cc masz niewidoczną, bo pod majtkami, a o bliźnie po
          nacięciu piszesz "widoczna". Instrukcja noszenia majtek chyba Ci potrzebna.
        • memphis90 Re: do memphis 11.07.08, 13:32
          > Ekstremalnie, pomysl, gdybys musiala wybrac, czy miec gangrene na
          > brzuchu czy waginie, to chyba jednak wybralabys brzuch, nie?

          Ja bym wybrała w waginie... Może dlatego, że ja widziałam już gangrenę w
          brzuchu, po której traci się większość jelit i ostatecznie kończy jako
          inwalida... A to i tak optymistyczna wersja, bo można skończyć i na cmentarzu.
        • ambiance Re: do memphis 11.07.08, 14:52
          A kto Ci naopowiadał, że CC, jeśli dziecko jest zdrowe, jest dla niego mniej
          ryzykowne? Co za bzdura. CC na życzenie jest robione tylko dlatego, żeby jedna z
          drugą mamą się za bardzo nie nacierpiały a nie dla dobra dziecka (nie mówię o
          przypadkach, kiedy CC jest wskazane).
          Dla zdrowego dziecka mniej ryzykowny i bardziej wskazany jest poród SN, bo
          przechodząc przez drogi rodne kobiety oczyszcza płucka z płynu owodniowego.
      • nessie-jp Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 01:35
        lilith76 napisała:

        > Ciekawe dlaczego rana po nacięciu krocza, to rana psychiczna, a po cc już nie.

        Daj spokój, przecież to oczywiste. Pierwsze jest ci narzucone, bolesne,
        upokarzające. Drugie
    • emicyb Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 17:15
      Ten artykul jest jednostronny i nierzetelny.

      Dlaczego nie pisze sie o kobietach ktroych peklo cale krocze (wraz z
      odbytem).To nie jest trauma???
      Rodzilam w Anglii i tu krocze nacina sie tylko zeby pomoc urodzic
      glowke dziecka.Rozlegle pekniecia nie sa historiami wyssanymi z
      palca, doswiadczylam tego ja i moje 2 kolezanki.Gdyby polozna
      naciela mi krocze to nie musialabym byc zszywana przez 1.5 godz. na
      sali operacyjnej ze znieczuleniem w kregoslup, moglabym wstac
      wczesniej niz 24 godz. od porodu.Na szeczescie wszystko sie dobrze
      zagoilo ale moja znajoma nie trzyma stolca.Niedlugo bedzie miala
      nastepna operacje.
      Uwazam, ze fundacja postepuje nieuczciwie mowiac tylko o latwo
      gojacych sie peknieciach a nie wspominajac o tych powazniejszych.
      • berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 18:36
        emicyb napisała:

        > Ten artykul jest jednostronny i nierzetelny.
        >
        > Dlaczego nie pisze sie o kobietach ktroych peklo cale krocze (wraz z
        > odbytem).To nie jest trauma???
        > Rodzilam w Anglii i tu krocze nacina sie tylko zeby pomoc urodzic
        > glowke dziecka.Rozlegle pekniecia nie sa historiami wyssanymi z
        > palca, doswiadczylam tego ja i moje 2 kolezanki.Gdyby polozna
        > naciela mi krocze to nie musialabym byc zszywana przez 1.5 godz. na
        > sali operacyjnej ze znieczuleniem w kregoslup, moglabym wstac
        > wczesniej niz 24 godz. od porodu.Na szeczescie wszystko sie dobrze
        > zagoilo ale moja znajoma nie trzyma stolca.Niedlugo bedzie miala
        > nastepna operacje.
        > Uwazam, ze fundacja postepuje nieuczciwie mowiac tylko o latwo
        > gojacych sie peknieciach a nie wspominajac o tych powazniejszych.



        wchodzę w zakład o stówę że rodziłaś na leżąco. Kiedy kobieta ma prawo wyboru
        pozycji, wybiera wertykalna-pionową, ona minimalizuje ryzyko pęknięcia. Wg badań
        więcej było peknieć po odbyt po nacięciu niż bez niego.
        • useyourbrain Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:18
          Strasznie to wszystko brzmi. Nie planuje posiadania dziecka w najbliższych
          latach, ale gdy czytam takie opowieści na forum i słucham kobiet w ciąży i
          młodych matek, to myślę sobie, że w ogóle nie chce mieć dzieci i nie widzę
          powodu, by żałować braku instynktu macierzyńskiego.

          Może kiedyś adoptuje dziecko w potrzebie i nie będę tych wszystkich nacięć
          krocza, pęknięć i żylaków warg sromowych itp znosić.

          Natura się chyba gdzieś pomyliła 'konstruując' to w ten sposób.


          • berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:36
            useyourbrain napisała:

            > Strasznie to wszystko brzmi. Nie planuje posiadania dziecka w najbliższych
            > latach, ale gdy czytam takie opowieści na forum i słucham kobiet w ciąży i
            > młodych matek, to myślę sobie, że w ogóle nie chce mieć dzieci i nie widzę
            > powodu, by żałować braku instynktu macierzyńskiego.
            >
            > Może kiedyś adoptuje dziecko w potrzebie i nie będę tych wszystkich nacięć
            > krocza, pęknięć i żylaków warg sromowych itp znosić.
            >
            > Natura się chyba gdzieś pomyliła 'konstruując' to w ten sposób.
            >
            >
            Ja tez nie zamierzam mieć dzieci w najbliższym czasie smile Miejmy nadzieje Droga
            Koleżanko, że cos się w położnictwie polskim zmieni w ciąglu kilku najblizszych
            lat wink)
      • auszrine Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 19:14
        emicyb napisała:
        Gdyby polozna
        > naciela mi krocze to nie musialabym byc zszywana przez 1.5 godz.
        Tego nie wiesz. Nacięcie krocza często skutkuje dalszym jego pęknięciem. Być może byłabyś w jeszcze gorszej kondycji, gdyby położna cię nacięła.

        > sali operacyjnej ze znieczuleniem w kregoslup
        Wiele kobiet rodzących w Polsce by ci pozazdrościło, bo same były szyte na żywca.
      • titta Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:22
        No niestety nie wystarczy powiedziec "nie tniemy" i juz. Trzeba
        jeszcze umiejetnie ten porod poprowadzic. A przy tym co sie czyta o
        brakach personalnych w angielskim poloznictwie, to chyba o to nie
        latwo. Z drugiej strony pekniecia IV stopnia zdazaja sie tez przy
        nacieciach.
    • maya28 czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 10.07.08, 20:07
      Nie do końca to rozumiem, a niestety spotykam się z tym często. Przecież to powinien być wolny wybór kobiety rodzącej! Nie uważacie? I ciekawostki na temat co jest zdrowsze. Znajomy lekarz z CZD powiedział mi, że dla dziecka cesarka jest nieporównywalnie bezpieczniejsza. Niestety do niego trafiają na operacje dzieci po tych nieudanych porodach sn. Jego żona 2 razy rodziła cc.
      W większości wypadków z dzieckiem po porodzie naturalnym jest wszystko ok, ale w samym moim otoczeniu jest jedno dziecko niedorozwiniete z powodu przyduszenia, drugie mialo rehabilitackje przez 2 lata z powodu zniekształconej główki. Moja siostra po dlugim i wyczerpujacym porodzie naturlnym zostala przewieziona na sale operacyjna. Żadnych urazów psychicznych po cc nie ma, za to wspomnienia porodu silami natura wspomina jak koszmar.
      Takich i innych przykładow można by wiele wymieniać. Ktoś chce siłami natura - super, ale dajcie spokoj z tym biciem na alarm na zwolenniczki cc. Jak mamy rodzić po ludzku to dajcie prawo wyboru i przestancie same osądzać czyjes wybory.
      Pozdrawiam.
      • patik110 Re: czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 10.07.08, 20:34
        To i ja coś dorzucę w sprawie cc i porodów naturalnych. Pierwsze dziecko
        rodziłam siłami natury, bez znieczulenia (za które chciałam zresztą zapłacić,
        ale nie było dla mnie anestezjologa). Efekt - córka urodzona z niedotlenieniem,
        tylko 5 pkt, rehabilitacja do 11 miesiąca życia, brak odruchów warunkowych...
        Wyszła z tego i już ok. roczku było ok, ale co przeżyliśmy to nasze. Dodam, że
        ważyła przy urodzeniu 4,600, lekarze wiedzieli, że dziecko będzie ważyć ok 4,300
        (tydzień szybciej miałam w tym szpitalu usg). I co? I nic! Nie widzieli powodów
        do robienia cc - a ja cierpiałam. Zresztą co tam ja, z córką mogło być źle. Po
        tym porodzie dochodziłam do siebie 10 dni, nacięte krocze ropiało itd.
        Druga córka urodziła się przez cc - ale tym razem rodziłam w innym szpitalu.
        Poród zaczynał się naturalnie ale jak tylko pojawiły się pierwsze problemy
        (krwawienie) zrobili mi cesarkę, tym bardziej, że i tym razem dziecko było duże
        (4,200 - na usg waga wyszła 3800). Po cc na drugi dzień śmigałam po korytarzach
        a w trzeciej dobie w fantastycznej formie wróciłam do domu. I tak już zostało.
        Oczywiście nie muszę mówić, że po cc córka nie miała żadnych komplikacji, typu
        niedotlenienie, czy coś innego.
        Wiem, że cc to operacja i niesie ona pewne ryzyko. Ale w moim przypadku to poród
        naturalny był tragiczny.
        Pozdrawiam.
      • titta Re: czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 10.07.08, 21:28
        Tak sie zastanawiam...´
        Ile z tych "dlugich i wyczerpujacych" porodow nie bylo by takimi
        gdyby nie byly one wywolywane oksytacyna, nie byly by w nerwach,
        kobieta nie byla by zmuszona lezec, mogla by chodzic albo tkwic pod
        prysznicem?
        A CC gdy mimo tego porod nie postepuje albo cos jest nie tak. I to
        natychmiast, bez zmuszania aby kobieta jednak urodzila, wyciskania
        dziecka itp.
        Utopia?
      • jowita771 Re: czemu atakuje sie zwolenniczki cc? 11.07.08, 06:59
        Nie do końca to rozumiem, a niestety spotykam się z tym często. Przecież to pow
        > inien być wolny wybór kobiety rodzącej! Nie uważacie?

        Powiedz, że żartujesz. Przecież kobieta nie widzi, jak sprawa wygląda m iędzy
        jej nogami, a nawet, gdyby widziała, to niest w stanie ocenić, bo i skąd?
    • aczka Ta rana wciąż boli 10.07.08, 20:18
      Ta kampania winna być skierowana PRZEDE WSZYSTKIM do lekarzy i położnych, bo
      to oni nacinają te 80% i potrafią w przypadku nie wyrażenia zgody na ten
      zabieg kobietę poniżyć i sprowadzić do roli śmiecia, nawet w tak wychwalonym
      pod niebiosa szpitalu jak im. Żeromskiego w Krakowie. To niedouczeni i chamscy
      często lekarze odpowiadają za taki stan polskiego położnictwa. I to ich
      powinno się edukować przymusowo.
      • berna_dette Re: Ta rana wciąż boli 10.07.08, 21:02
        emicyb napisała:

        > Rodzilam w pozycji polsiedzacej - tak mi bylo najwygodniej,
        > uwierz nie moglo byc gorzej, kazde naciecie jest mniejsze od
        > pekniecia 4 stopnia.


        nacięcie odpowiada pęknięciu 2 stopnia, które zdarza sie przy ok 20% porodów.
        Pęknięcia krocza typu 3 i 4 stopnia zdarzają się częściej przy nacięciu niż bez
        niego! Gdy kobieta rodzi na kucaka, podpiera ja partner lub na siedząco to
        ryzyko jakiegokolwiek pęknięcia jest minimalne! nacięcie nie chroni przed
        peknieciem 3 i 4 stopnia co zostało udowodnione naukowo!
      • delfina77 Re: Dziękuję za nacięcie 10.07.08, 23:32
        Bylam przeciwna nacieciu zanim urodzilam, nie bede sie zastanawiac czy bylo
        potrzebne w moim przypadku czy nie - faktem jest, ze dzieki temu prawdopodobnie
        szybciej i sprawniej wyszla glowka i z tego sie cieszylam, bo bylam wykonczona
        wielogodzinnym bolem i samo naciecie nie bolalo wcale w obliczu oksytocynowych
        skurczy! Jak tylko urodzilam poczulam ulge, tej samej nocy poszlam sama do
        toalety, nastepnego dnia chodzilam po korytarzu. Oczywiscie minelo pare dni
        zanim poczulam sie naprawde dobrze ale mysle, ze sa gorsze rzeczy niz to
        cholerne nacieciesmile Teraz dla odmiany bede rodzic w Irlandii i ciekawa jestem
        czy mnie natna - mi to w zasadzie obojetne teraz
    • hasiorka Ta rana wciąż boli 10.07.08, 23:44
      urodziłam dwójkę dzieci.oba porody były szybkie.oba z nacięciem
      krocza.samo nacięcie nie bolało ale szycie to koszmar.chetnie bym
      tego uniknęła. planuje jeszcze jedno dziecko i będę walczyć o to,by
      tym razem uniknąc nacięcia.
    • jowita771 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 06:35
      Pomysłodawcy akcji "nie daj się naciąć" robią rodzącym niedźwiedzią przysługę.
      Kobiety się wykłócają o to nacięcie, bo się go boją, skoro to TAKI BÓL. Te,
      które urodziły z nacięciem, dowiadują się, że na miejscu jest trauma z powodu
      nacięcia. Bez przesady. Nacięcie wykonane we właściwym momencie nie boli, bo go
      nie czuć.
      • maurra Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 09:00
        widocznie położne mają w gdzieś cięcie we "właściwym" momencie, skoro tyle
        kobiet pisze, że bolało
        i już samo to wystarczy, żeby patrzeć paniom na łapki z nożyczkami

        • cota Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 09:27
          ja tez sie obawiam, ze to może być niedźwiedźia przysługa z ta
          akcją..tak jak z systemnem rooming-in, przegiecie jest w drugą
          stronę - u mnie wszpitalu matka dostaje obligaoryjnie dziecko po
          porodzie i nieważne jak sie czuja ma sie nim zajmować. To miał być
          przecież przywilej, a nie przymus. Tak samo moze być z nacieciem, że
          przestaną nacinać nawet w sytuacjach koniecznych i będzie jak u
          mojej znajomej, ze pękła ż po odbyt..przede wszystkim fundacja zanim
          zacznie jakąś akcje powinna zrobić jakiś np. sondaż, czy jest taka
          kacja naprawde potrzebna. Bo w tym momencie siedzą tam panie, które
          właśnie sobie umyśłiły taką akcję, a byc może np. bardziej pożądana
          przez kobiety byłby szerszy dostęp do zzo - u mnie w mieście
          wojweózkim na 4 szpitale, nie ma w żadnym zzo nawet za dopłatą.
          Kobieta ma rodzić w bólach i juz. Reasumując jeśli akcja ma być dla
          kobiet i w ich interesie to na Boga zapytajcie nas o to! A co do cc -
          to pisałam już kilka razy - jedni lepiej znosża cc, inni pn. Nie ma
          co piętnowac którejś ze stron, bo i po pn i po cc mogą być
          powikłania. Jestem osobą dorosłą, posiadająca pełną zdolność do
          czynności prawnych i chce decydowac o sobie. Tnz. juz zadecydowałam -
          miałam cc, następne dziecko też przez cc. Mój mąż jest lekarzem i
          jak ktoś mówi, ze cc jest poważną operacją brzuszną to zaprasza do
          siebie na tętniaka aorty, żeby zobaczyć jak wygląda poważna
          operacja. W chiwli obencje cc jest jedną z najprostszych operacji, a
          ryzyko powikłań jest mniejsze niż to, ze jak wyjdę z pracy będę
          miała wypadek. Także nie dramatyzujmy niech każdy rodzi jak chce,
          reszcie nic do tego
          • auszrine Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 11:17
            cota napisała:
            przede wszystkim fundacja zanim
            > zacznie jakąś akcje powinna zrobić jakiś np. sondaż, czy jest taka
            > kacja naprawde potrzebna.
            A jak myślisz, czym były dotychczasowe 4 akcje "rodzić po ludzku", jak nie sondażem? W którym wzięły udział tysiące kobiet.

            Bo w tym momencie siedzą tam panie, które
            > właśnie sobie umyśłiły taką akcję,
            Taaa. Napewno olały dziesiątki tysięcy nadesłanych przez lata ankiet, tylko sobie usiadły i "sobie umyśliły" wink

          • memphis90 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:40
            Zgadzam się w 100%! Chrzanię akcję z nacinaniem, obolała i wykończona
            wielogodzinnym porodem kobieta ma gdzieś, czy jest nacięta czy nie- byle się
            tylko ten poród skończył. Wolałabym działania zwiększające dostępność do zzo,
            wtedy można sobie spokojnie, nie przyspieszając niczego przeć choćby i te 2h.
            • spa76 Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 13:45
              popieram dostepność zzo ale gwoli ścisłości - przyspieszanie końca
              porodu nie jest tylko kwestia kondycji rodzącej. poród nie może
              trwac w nieskończoność ze względu na dziecko - jeżeli odeszły już
              wody płodowe poród powinien się skończyc w przeciągu ok. 8h bo
              dziecku grozi zakażenie - nie jest już chronione przez pęcherz
              płodowy. zdarza się tez, że trzeba szybko kończyc, bo maluchowi
              spada tętno.


              memphis90 napisała:

              > Zgadzam się w 100%! Chrzanię akcję z nacinaniem, obolała i
              wykończona
              > wielogodzinnym porodem kobieta ma gdzieś, czy jest nacięta czy nie-
              byle się
              > tylko ten poród skończył. Wolałabym działania zwiększające
              dostępność do zzo,
              > wtedy można sobie spokojnie, nie przyspieszając niczego przeć
              choćby i te 2h.
    • brak-pomyslu Re: Schiza po nacięciu to jak dla mnie przesada... 11.07.08, 09:59
      Mówię serio. Sama rodziłam naturalnie, poród był w sumie krótki co
      nie znaczy że nie było komplikacji. Rodziłam bez znieczulenia,
      skurcze były wywoływane bo na początku odeszły mi wody i dalej nic
      sie nie ruszało. Lekarze musieli nieco przyspieszyć bo okazało sie
      że dziecko miało pępowinę owiniętą wokół szyi co nie ułatwiało
      porodu. Dzięki szybkiemu nacięciu które w obliczu bólu zwiazanego ze
      skurczami był niczym, dziecko sprawnie wyjęto i dostało 9 pkt. Nie
      musiało być leczone po porodzie, nie musiałam chodzic z nim na
      rehabilitację, jest zdrów jak ryba. No i nie miałam traumy z powodu
      szycia. Myślę że niektóre kobiety podchodzą do tego nieco
      histerycznie (to jest moje zdanie)bo w gazetach pojawiaja się w
      większości tylko artykuły stwierdzające że to gwałt na kobiecie.
      Jakoś nie chce mi się wierzyc że po Polsce chodzą tłumy kobiet
      skrzywionych psychicznie po nacięciu krocza.
      Moje zdanie na ten temat nie oznacza że jestem zwolenniczką
      nacinania, ale nie lubię jak się przesadza w druga stronę.
    • agusiap2 dzięki mężowi 11.07.08, 10:20
      Rodziłam 3 lata temu...zarówno ja jak i mój mąż bardzo dużo
      czytaliśmy na temat porodu..byliśmy dobrze przygotowani....Poród
      przebiegł sprawnie i szybko...ale...no własnie...gdyby nie nasze
      podejście do sprawy było by bardziej krwawo...a oto moja historia:
      lekarz już wyciągał narzędzia żeby przeciąć pęcherz płodowy ( i to
      przy mniejszym rozwarciu niż powinnien to zrobić)...bardzo się
      zdziwił kiedy po wyciagnięciu ze strerylnego worka "narzedzi"
      zapytałam co robi i odmówiłam przebicia....oczywiście straszył
      mnie "bezpodstawnie" że moje dziecko udusi się w wodach płodowych....
      Kiedy już nadszedł czas porodu...zaczął znowu wyciągać sczypce do
      nacięcia krocza...tutaj do akcji wkroczył mój mąż i z okrzykiem "
      nie nacinać...wychodzi" uratował mnie przed cięciem...lekarz zrobił
      wielkie oczy i odłożył narzędzie zbrodni...a fakt był taki że nawet
      mi nic nie pękło...jedynie co mnie bolało to miejsce w którym
      odrastały mi włoski "po sprawnym" ich wycinaniu maszynką BICa przez
      Panią przyjmującą mnie na porodówkę. Niestety nie udało mi się przed
      tym uchronić bo Pani zadziałała szybko i rozmacham....ot
      zawodowiec....Kobietki...najważniejsza jest świadomość...i dobre
      przygotowanie do porodu...no i szczęście....smile))
      P.S Podczas porannego obchodu Mój Pan Lekarz...omijał moje łóżko z
      krzywą miną i mówił...tej Pani nie ruszać...wszystko dobrze....chyba
      byłam jego wtrzutem sumienia...może dzięki temu czegoś się nauczył...
      Dodatkowo chciałam poruszyć temat płacenia lekarzom i położnym..oraz
      umawianem się na poród rodzinny....po pierwsze...płacenie za sale
      rodzinne jest bezprawne...więc nie zapłaciłam- a miałam piękną
      salkę, po drugie- z lekarzem się na poród nie umawiałam (czytaj. nie
      płaciłam)...zapłaciłam tylko położnym...bo były przy mnie przez 6 h
      porodu...lekarz wpadł na 5min...i nie uważałam że mu się coś
      należy...to tyle...
    • skrzydlate Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:28
      rodziłam dwa razy, naturalnie, nie cięta, bez lewatywy, ogoliłam się tylko za
      pierwszym razem z głupoty, jadłam, piłam, śmiałam sie w trakcie.... moim
      zdaniem bez środków przyspieszających poród nic nie ma prawa pęknąć, a nawet
      jeżeli - naturalne porwanie skóry goi sie dużo łatwiej niż cięcie
      • skrzydlate Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:33
        acha... pierwsze rodziłam na czworakach, drugie leżąc na boku bo nie zdążyłam
        się odpowiednio ułożyć, było bardzo szybko (wystrzał z pistoletu).. nie leżałam
        w łóżku czekając na parcie, łaziłam .. po pierwszym porodzie byłam mocno
        zmęczona i chciało mi sie leżeć, po drugim wstałam i poszybowałam do łazienki
        wziąć sobie prysznic, tak, kochani.. dokładnie tak było smile))) czułam się jak
        orlica!!!!
        • skrzydlate Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:37
          obojętnie czy lekarz, czy pielęgniarka, czy położna nalezy cenic zdrowy rozsądek
          i życzliwość do ludzi, reszta jest do ..d ... przy rodzeniu dziecka jesteśmy
          tkliwe i delikatne, potrzebujemy miłości i troski, prawie tak samo jak wtedy gdy
          go poczynaliśmy w pocie i trudzie smile wtedy trudniej o komplikacje a łatwiej o
          siły i zdrowie
        • milajo Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 10:59
          Ja rodziłam 7 lat temu w szpitalu na Solcu w Warszawie - poród
          wspominam bardzo dobrze, pomimo tego a moze dzieki tem że zostałam
          nacięta. Wszystko się szybko zagoiło a samo nacięcie wykonane
          zostało w takim momencie ze nawet tego nie zauwazyłam. Dziękuję
          lekarzom i położnej którzy byli przy mnie smile
          BYło super smile Teraz znów jestem w ciązy i będe rodzić prawie 400 km
          od Warszawy - ale mam nadzieję ze znowu bedzie super wink
        • malwinamaziarz Re: Ta rana wciąż boli 11.07.08, 15:06
          Ja tez rodzilam nauralnie, poród bez wywoływania, bez znieczulenia, bez lewatywy, BEZ NACINANIA. Rodziłam w Londynie. Według mnie trzeba słuchac instrukcji położnej i przeć kiedy ona tak powie. Urodziłam bez zadnego pekniecia a jestem drobna osoba i byl to mój pierwszy poród. W końcowej fazie robiłam mostek(heh), nie wiem dlaczego tak jakos wyszlo. Chyba natura wiedziala jak mna pokierowac. Wczesniej caly czas chodzilam, troche bylam tez w wannie, zeby zmniejszyc ból. Kiedy było juz po połozna zostawila nas samych (mnie, meza i synka) i powiedziala zebym sie przygotowala, poniewaz za chwile zostana zabrana z porodówki. Maz pojechal po chwili do domu(byla 2 w nocy i byl juz bardzo zmeczony), a ja wstalam wzielam prysznic ubralam sie i spakowalm swoje rzeczy. Kiedy bylam juz gotowa ok godziny po porodzie, wzielam synka na rece, torbe na ramie i wezwalam polozna. Gdy weszla nie mogla uwierzyc wlasnym oczom. Zostalam wypisana o 9 rano tego samego dnia. Kolejne dziecko tez chce urodzic w 100% naturalnie.
    • spa76 kochana fundacjo.... 11.07.08, 13:21
      świetnie, że walczycie o zmiany w polskim położnictwie, szkoda, że
      walka niestety odbywa się 'rękami' rodzących kobiet.

      takie artykuły większosci aktualnych położnic niestety w niczym nie
      pomogą a raczej wywołają dodatkowy lęk przed porodem i zwiększą
      ryzyko psychicznej traumy o której piszecie.
      kobieta, która znalazła się ma porodówce nie jest tam po to aby
      edukowac, uświadamiac personel, pilnować aby jej nie okalaczono przy
      pomocy męża i adwokata. poród z takim nastawieniem to paranoja,
      która ma duże szanse źle się skończyć bo nadmierny stres i brak
      współpracy z personelem nie sprzyja dobrej akcji porodowej.

      to co robicie niewątpliwie ma sens, lecz zacznijcie od drugiego
      końca tego kija - przekonajcie lekarzy i położne zamiast stawiac
      kobiety w sytuacji gdy ich oczekiwania nijak maja się do
      rzeczywistości.
      • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:00
        spa76 napisała:
        szkoda, że
        > walka niestety odbywa się 'rękami' rodzących kobiet.
        a czyimi rękami ma się odbywać, skoro akademie medyczne, lekarze i położne przez dziesięciolecia ignorują wyniki badań naukowych, zalecenia WHO itd.?
        Sorry, ale bez zaangażowania grupy nacisku w postaci najbardziej zainteresowanych, czyli pacjentek w tym przypadku, nie da się nagłośnić sprawy i wywrzeć presji na przeprowadzenie zmian.
        • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:12
          a nie da się tego nacisku wywierać inaczej niż przez awanturę
          podczas akcji porodowej? jakieś listy, pikiety, może jakis polityk
          zbuduje sobie na tym elektorat...
          sorry ale dla mnie poród z nastawieniem takim oto, że tępy personel
          zamierza mnie okaleczyc a ja tu i teraz mam sie temu przeciwstawiać
          to paranoja.

          może i ta akcja przyniesie pozytywne skutki w następnym pokoleniu
          ale frustruje mnie, że my jestesmy takie lost generation.
          • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:18
            spa76 napisała:

            > a nie da się tego nacisku wywierać inaczej niż przez awanturę
            > podczas akcji porodowej? jakieś listy, pikiety, może jakis polityk
            > zbuduje sobie na tym elektorat...
            A gdzie przeczytałaś, że fundacja zachęca do awantur podczas akcji porodowej?
            Fundacja zachęca do wyboru dobrego szpitala, pisze listy (m.in. do Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego), organizuje konferencje informacyjne dla dziennikarzy, przygotowuje materiały informacyjne.
            Zapoznaj się z jej działaniami, zanim zaczniesz krytykować.
          • maurra Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:19
            spa76, a ile takich awantur w trakcie akcji porodowej już widziałaś? Albo
            chociaz o nich słyszałaś? Albo czytałaś, widziałaś w TV czy w necie? jak duża
            jest skala tego zjawiska i jak wiele szkód jak dotąd ona przyniosła, jak wiele
            tragedii z tego powodu się w szpitalach rozegrało?
            Pytam konkretnie o te awantury na porodówkach, które są efektem akcji
            zainicjowanej przez Fundację
            • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:37
              maurra, nie widziałam takich awantur, sama awantury nie zrobiłam i
              podejrzewam, że nie zrobiło jej sporo kobiet, które w necie się do
              tego szykowały bo co innego miały na głowie. ja podczas porodu
              myslałam głównie o dziecku, bałam się o nie i wolałam zaufac osobom
              z medycznym wykształceniem.

              chodzi mi o to, że nie widzę za bardzo innego sposobu osiągnięcia
              celu, który oto nakreśla nam fundacja - uniknięcia nacięcia.
              a cel ten moim zdaniem dobrze byłoby osiągnąć i chętnie coś w tym
              kierunku uczynię ale nie na porodówce bo to moim zdaniem złe miejsce
              i czas.

              po prostu chciałabym, żeby panie z fundacji miały świadomość, że
              większosci kobiet rodzących TERAZ ta akcja nie pomoże a wręcz uczyni
              ich sytuację bardzo frustrującą. większość z nas nie mieszka w wawie
              i nie wykupi sobie do porodu połoznej na żelaznej. istnieje duże
              prawdopodobieństwo, że bez względu na to jak się przygotują do
              porodu zostaną pocięte przez personel przekonany o konieczności tego
              zabiegu, a świedomośc iż można a wręcz należało tego uniknąć
              zaowocuje traumą psychiczną.
              • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 14:55
                spa76 napisała:
                > po prostu chciałabym, żeby panie z fundacji miały świadomość, że
                > większosci kobiet rodzących TERAZ ta akcja nie pomoże a wręcz uczyni
                > ich sytuację bardzo frustrującą.
                No, sorry, ale jak sobie to wyobrażasz? Izolować kobiety rodzące TERAZ od informacji na ten temat?


                • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:06
                  No optymalnie by było zacząć informować kobiety w momencie kiedy
                  uda się cos zmienić w podejściu personelu wink))).

                  Ale powiesz mi, że nie da się zmienić bez nacisku ze strony kobiet.
                  Oczywiście jest w tym sporo racji ale to nie zadziała szybko bo
                  rynek usług położniczych nie działa tak jak komercyjny rynek
                  jakichkolwiek innych usług gdzie jak towar ci nie odpowiada to nie
                  kupujesz i to motywuje producenta do zmiany. tu musisz kupic bo za
                  bardzo nie masz wyboru.

                  Wiec tak:
                  1. czemu właściwie środowisko medyczne tak strasznie oporuje
                  przeciwko ograniczeniu epizjonomii? (od dawna mnie strasznie nurtuje
                  to pytanie i to jest może wskazówka jak działać)
                  czy fundacja oprócz szkoleń, konferencje próbuje innych form
                  lobbingu: szukanie wpływowych sprzymierzeńców w tym środowisku, w
                  ministerstwie, wywieranie nacisku przez sponsorów.
                  2. informować ale w sposób rzeczowy bez dramatyzowania i opisów
                  potencjalnych traum po nacięciu, bo to prowadzi do tego, że
                  niektóre wolą zapłacić za cesarkę niż rodzić naturalnie i dać się
                  naciąć i zwiększa wystąpienie traumy psychicznej u tych, które to
                  dotknęło.
                  3. zorganizować nam jakieś działania - listy do polskiego
                  towarzystwa ginekologicznego, ministerstwa zdrowia, WHO, marsz (tak
                  zdaje się walczyły Angielki o dobre połoznictwo wiele lat temu…wink.
                  Nie wiem, czy to sensowne przykłady, może wymyślicie lepsze, to
                  jeśli nie przyniesie skutku to pozwoli odreagować.
                  Nie ustawiać rodzących w sytuacji konfliktu z personelem bo personel
                  wtedy jeszcze bardziej oporuje i na porodówce nikt na tym nie
                  wygrywa.
                  4. przyznać, że mamy przerąbane i się nie obrażać jak krytykujemy w
                  ramach odreagowania działania fundacji bo kogo w końcu mamy
                  krytykować – publiczna służbę zdrowia? wink))
                  • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:21
                    Chyba nie doczytałaś mojego wcześniejszego posta. Pomysł listu do Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego już jest zrealizowany przez fundację. Wpływy w środowisku też ma - są lekarze i położne, które współpracują z fundacją i angazują się w jej działania.
                    Nacisk przez sponsorów - no cóż, nacięcie jest za friko wink
                    Informację rzeczową fundacja też przekazuje, ale pamiętaj, że tylko coś co budzi emocje jest w stanie przyciągnąć uwagę dziennikarzy i opinii publicznej.

                    Punkt 4 bardzo fajny wink
                    > 4. przyznać, że mamy przerąbane i się nie obrażać jak krytykujemy w
                    > ramach odreagowania działania fundacji bo kogo w końcu mamy
                    > krytykować – publiczna służbę zdrowia? wink))

                    A tak na serio:
                    > Nie ustawiać rodzących w sytuacji konfliktu z personelem bo personel
                    > wtedy jeszcze bardziej oporuje i na porodówce nikt na tym nie
                    > wygrywa.
                    To naturalne, że personel oporuje. W końcu, gdyby chciał zmiany, to sam by ją zapoczątkował i przeprowadził.
                    Konflikt jest tu oczywisty i nie do uniknięcia: personel chce utrzymać status quo, rodzące chcą poprawy standardu usług. Przy pierwszej akcji "Rodzić po ludzku" personel szpitali też był wielce oburzony (bo przecież się starają i chcą jak najlepiej, a niewdzięczne pacjentki mają pretensje i wymagania), ale z czasem zaczął wprowadzać zmiany w swoim postępowaniu. Chcąc uniknąć tego konfliktu, nie przeprowadzi się zmian.
                    Ale jeszcze raz napiszę, że fundacja działa wielotorowo i wcale nie nakłania do "awantur w czasie akcji porodowej".
                    • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:34
                      > To naturalne, że personel oporuje. W końcu, gdyby chciał zmiany,
                      to sam by ją z
                      > apoczątkował i przeprowadził.
                      > Konflikt jest tu oczywisty i nie do uniknięcia: personel chce
                      utrzymać status q
                      > uo, rodzące chcą poprawy standardu usług. Przy pierwszej
                      akcji "Rodzić po ludzk
                      > u" personel szpitali też był wielce oburzony (bo przecież się
                      starają i chcą ja
                      > k najlepiej, a niewdzięczne pacjentki mają pretensje i wymagania),
                      ale z czasem
                      > zaczął wprowadzać zmiany w swoim postępowaniu. Chcąc uniknąć tego
                      konfliktu, n
                      > ie przeprowadzi się zmian.

                      jakos trudno mi uwierzyc, że personel medyczny ma mentalność mojego
                      1,5 rocznego synka który będzie chodził w jednych butach bo nie
                      istnieje coś takiego jak zmiana na lepsze. twoja argumentacja
                      zakłada złą wole personelu a przynajmniej brak dobrej. w tym
                      przypadku to znaczy że będziemy działac na szkodę pacjentek, bo
                      zwyczajnie nam się nie chce inaczej. wydaje mi się, że motywy są
                      bardziej złożone i warto je poznać.
                      • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 17:05
                        spa76 napisała:
                        twoja argumentacja
                        > zakłada złą wole personelu a przynajmniej brak dobrej.
                        No oczywiście, że zakłada brak dobrej woli. Gdyby ta dobra wola była, to nie byłoby trzeba kampanii społecznej, bo personel sam by wprowadził zmiany. A fundacji i prasie pozostałoby tylko rozpływać się w komplementach dla personelu.

                        w tym
                        > przypadku to znaczy że będziemy działac na szkodę pacjentek, bo
                        > zwyczajnie nam się nie chce inaczej.
                        Myślę, że tu nie ma intencji "na szkodę pacjentek". Raczej: "tak robiliśmy do tej pory i nikt nie miał do nas pretensji".
                        Motywy oporu przed zmianą są zresztą dość dobrze opisane przez socjologię i psychologię i nie ma co wyważać otwartych drzwi.


                        • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 21:07
                          nauki społeczne opisały mechanizmy oporu przed zmianą ale nie
                          konkretne motywy konkretnych grup czy jednostek.
                          łatwo też wyczytac, że założenie, że masz do czynienia jedynie ze
                          zbiorem bezpodstawnych mechanizmów obronnych to kiepska podstawa
                          strategii perswazyjnej. by kogos przekonac do zmiany musisz dobrze
                          znać jego motywy, lęki, argumenty, umiec wczuć się w jego położenie.

                          ale może łatwiej przyjąć, że oni są z gruntu be, my cacy i napuścić
                          położnice na personel.
                          • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 21:17
                            spa76 napisała:
                            > ale może łatwiej przyjąć, że oni są z gruntu be, my cacy i napuścić
                            > położnice na personel.
                            Amen.
                            Ale o co chodzi? kto napuszcza? jakie be, jakie cacy?
                            Nie upraszaj, to i tobie nie będzie "uproszczone" wink
                          • totorotot Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 21:17
                            Spa76, ja się cieszę, że fundacja "napuszcza" te położnice na personel. Dlatego już personel nie może, jak to miał w zwyczaju jeszcze kilka lat temu, dać mi podczas porodu po pysku bo krzyczę z bólu, personel nie może mnie wyzwać od kurew i innych ścier bo go denerwuje moje cierpienie. Personel już nie ma prawa mnie przywiązać do łózka i ma psi obowiązek pozwolić mojej bliskiej osobie aby stała przy mnie i trzymała mnie za rękę.

                            Personelowi się ostatnio pogorszyło, a jeszcze bardziej się pogorszy. Personel będzie skakał na paluszkach wokół pacjentki i dwa razy się GRZECZNIE zapyta, czy może coś zrobić, ponieważ świadome swoich praw położnice w ten czy inny sposób (np. sprawy sądowe) wymusi na personelu odpowiednie traktowanie.

                            Czy personelowi się to podoba, czy też nie, to ja zarabiam na jego utrzymanie i jestem jego klientem, a KLIENT NASZ PAN i tyle w tym temacie.
                            • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 22:13
                              porozmawiamy po twoim porodzie.
                              nie mówię tego złosliwie - może będzie całkiem fajnie i zmienisz
                              nawet zdanie o nastawieniu personelu a przynajmniej będziesz miała
                              bardziej realistyczne wyobrażenia na temat mozliwości a przede
                              wszystkim chęci egzekwowania czegokolwiek podczas porodu.
                              ja - gwoli wyjaśnienia - mam bardzo dobre wspomnienia, ale
                              kosztowało mnie to trochę kasy i czasu. zawczasu załozyłam że poród
                              będzie cięzkim przeżyciem jeśli nie będę w stanie zaufac lekarzowi i
                              położnej i znalazłam takie osoby.
                              na sprawy sądowe bym się nie nastawiała - znasz kogos kto w
                              rozsądnym czasie uzyskał jakies sensowne odszkodowanie? no chyba, że
                              za sądownictwo też się weźmiesz wink) zreszta odszkodowanie niewiele
                              znaczy w obliczu utraty zdrowia twojego lub dziecka.
                              • totorotot Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 22:21
                                Spa76, przeczytaj, proszę, ze zrozumieniem mój post o przygotowaniach do porodu. Wiem, ze trakcie trudno cokolwiek egzewować. Dlatego też rozpocznę "akcję informacyjną" odpowiednio wcześniej.

                                Ty byś się na rozprawy nie nastawiała, a ja owszem. Co się odwlecze, to nie uciecze i skoro skoro zostaną ewidentnie i ponad wszelką wątpliwość złamane moje prawa - uzyskanie zadośćuczynienia nie będzie rzeczą trudną. Jest jeszcze trybunał itp. itd.
                                Z pozdrowieniami.
                    • spa76 Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 16:40
                      > Informację rzeczową fundacja też przekazuje, ale pamiętaj, że
                      tylko coś co budz
                      > i emocje jest w stanie przyciągnąć uwagę dziennikarzy i opinii
                      publicznej.
                      >
                      fajnie ze prasa ma temat, tylko szkoda, że parę kobiet w ciąży przy
                      okazji przeżywa niezbyt zdrowe emocje: totalny lęk przed prodem i
                      poczucie bezsilności.
                      • auszrine Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 17:13
                        > fajnie ze prasa ma temat, tylko szkoda, że parę kobiet w ciąży przy
                        > okazji przeżywa niezbyt zdrowe emocje: totalny lęk przed prodem i
                        > poczucie bezsilności.
                        Nie przeceniasz trochę wpływu prasy? Wystarczy, że kobieta posłucha opowieści innych kobiet, przyjaciółek, własnych matek i też się może "straumatyzować".
                        Zamiatanie złych doświadczeń pod dywan naprawdę nikomu nie służy, nawet tym kobietom, o które się tak troszczysz. A nie przepraszam, służy! Służy zakonserwowaniu sytuacji na polskich porodówkach.

              • totorotot Re: kochana fundacjo.... 11.07.08, 20:42
                Jest prosty sposób, mam zamiar go wykonać. Iść do szpitala i omówić przebieg porodu z ordynatorem oraz ze wskazaną położną. Wyjaśnić, że w przypadku nierespektowania moich praw (z naciskiem na to, ze moje decyzje mogą im się wydać niestosowne, ale MUSZĄ się im odporządkować) czeka ich sprawa sądowa. Mam zamiar wybrać się tam kilka razy i dobrze ognębić peronel swoimi żądaniami. Mam zamia wydrukować listę moich życzeń i im rozdać. Zawiozę im broszurki dot. nacięcia oraz wydruki artykułów z gazeta.pl do poczytania. Wydrukuję również odpowiednie fragmenty ustaw/karty praw pacjenta (do znalezienia na rodzicpoludzku.pl) i dam do przeczytania. Odpytam.
                Prawo jest po mojej stronie. Racja też.
                I pewnie w końcu urodzę w domu smile
                Aha, mój mąż został znakomicie wyedukowany i wie, żeby w razie gdybym sama nie była dostatecznie asertywna podczas porodu pilonować pozycji wertykalnych i niepodawania mi jakichkolwiek środków znienacka, podobnie jak z nacięciem itp. smile
                • emanierka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 00:24
                  Ciekawe tylko, czy ktoś będzie chciał aż tyle rozmawiać?
                  Przypuszczam, że nawet jeżeli będzie chciał, to po pewnym czasie
                  albo Cię przekona, że to nie bitwa pod Grunwaldem, albo dojdzie do
                  wniosku, że ma do czynienia ze zwykłym oszołomem i rzeczywiście
                  urodzisz w domu (oby bez komplikacji).
                  Porządnie się zastanów przed składaniem swoich petycji i ulotek
                  przed porodem o co tak naprawdę Ci chodzi? O wywołanie awantury? O
                  respektowanie praw? (do pewnego stopnia można iść pacjentce na rękę,
                  ale tylko do pewnego stopnia) czy o urodzenie zdrowego dziecka?
                  Nikt się nie zgodzi na spełnienie żądań, których spełnienie może
                  doprowadzić do tragedii. I myślę, że w przypadku tragedii nagle się
                  okaże, że wtedy też masz pretensje (lub Twoja rodzina), nawet jeżeli
                  personel postępowałby zgodnie z Twoimi wytycznymi ;p. Nagle by się
                  okazało, że Ty jesteś niewinna, bo to lekarz czy położna odpowiadają
                  za poród.
                  Naprawdę myślę, że furory swoimi żądaniami nie zrobisz- lekarze są
                  przyzwyczajeni do różnej maści oszołomów i niewiele ich dziwi.
                  Może trafisz na cierpliwą osobę, która będzie Ci próbowała
                  wytłumaczyć pewne sprawy, a może trafisz na kogoś, komu nie będzie
                  się chciało i odeśle Cię do innego szpitala, a ten szpital do
                  nastepnego itd. Aż w końcu sytuacja zweryfikuje Twoje poglądy i albo
                  urodzisz w domu, albo w szpitalu bez swoich (niektórych)
                  idiotycznych wymogów. Zależy na kogo trafisz i do jakiego szpitala,
                  ale jedno jest pewne- nikt nie weźmie odpowiedzialności za poród,
                  którym kierować będzie tylko i wyłącznie rodząca. Tak se ne da, pane
                  Hawranek i może rzeczywiście lepiej urodzić w domu pod światłą
                  opieką męża.smile I nie zapomnijcie o nożyczkach i gorącej wodzie (na
                  herbatę). wink
                  • imbirka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 07:42
                    emanierka napisała:
                    O
                    > respektowanie praw? (do pewnego stopnia można iść pacjentce na rękę,
                    > ale tylko do pewnego stopnia) czy o urodzenie zdrowego dziecka?

                    Wg przepisów prawa nikt z personelu medycznego nie ma prawa wykonać jakiegokolwiek zabiegu medycznego bez pełnej informacji i swobodnej i świadomej zgody pacjentki. Jeśli ktoś odmawia poddania się jakiemuś zabiegowi, personel ma obowiązek zaproponować inne postępowanie. Przestrzeganie praw pacjenta to nie jest "pójście na rękę" komukolwiek, to po prostu ustawowy obowiązek pracowników szpitala. I to nie jest tak, że jakieś szpitalne procedury są ważniejsze niż prawo do samostanowienia - rodzącej nikt tego prawa nie pozbawia gdy wchodzi do szpitala, to może zrobić tylko sąd, i to w ściśle ograniczonych przypadkach. Kobieta w szpitalu ma takie samo prawo decydowania o sobie, jak w każdej innej sytuacji. Dziwi mnie, ze taka perspektywa budzi tyle zdziwienia, a nawet agresji. Jeśli wykonujesz zawód medyczny, a tak można wywnioskować z twoich postów, szczerze radzę żebyś zapoznała się z obowiązującym w Polsce prawem i zasadami wykonywania zawodu. Ja w każdym razie mam prawo decydować o swoim porodzie, i co więcej prawo jest po mojej stronie. A skargi i pozwy to właśnie jest dorobek cywilizacyjny, z którego może warto zacząć korzystać. Jeśli położne i lekarze naruszający prawa pacjenta są tak pewni swoich racji, to niech mają szansę dowieść tego przed sądem. Na tym właśnie polega odpowiedzialność - że przed odpowiednią instancją mogę udowodnić, ze działam słusznie. A nie na tym, ze z racji posiadanego wykształcenia lub zajmowanego stanowiska mogę narzucać swoją wolę innym, a reszta ma się dostosować. Gdyby pewnego dnia w mieście x 100 kobiet złożyło doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa w postaci wykonania zabiegu bez zgody pacjentki, to może by się skończyło tak aroganckie i przedmiotowe traktowanie kobiet, "bo lekarz i położna wiedzą lepiej".
                    • totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 11:25
                      Imbirko, mamy podobny tok myślenia, szczerze mówiąc identyczny, tylko Tobie się to jakoś rak ładniej składa w zdania smile
                      O to chodzi, żeby wiele kobiet zabroniło lekarzom traktować się jak śmieci, a jak ich prawa zostaną złamane, to żeby dochodziły ich wsądzie. Jak taki jeden konował z drugą położną będą sięusieli poszlajać po sądach, a później szpital będzie musiał wypłacić odszkodowanie, to się szybciutko skończy rutynowe nacinanie, przebijanie pęcherza i masaż szyjki macicy.
                      Wyobrażasz sobie w usa, że ktoś Cię naciął wbrew Twojej woli?
                      Do końca życia nie musiałabyś pracować, a szpital straciłby pacjentów smile
                      • imbirka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 11:48
                        totorotot napisała:

                        > Imbirko, mamy podobny tok myślenia, szczerze mówiąc identyczny, tylko Tobie się
                        > to jakoś rak ładniej składa w zdania smile
                        Ja na tym forum siedzę od lat, takie mam szczególne hobby smile a nacięcie i pp to mój ulubiony temat, więc już się wyćwiczyłam. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, ze myślimy podobnie, oby nas było coraz więcej, a tematów do dyskusji takich jak ten - coraz mniej. Pozdrawiam

                        Imb.
                        • totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 18:31
                          smile
                          Jesteś na forum od lat, więc na pewno zauważyłaś zmianę proporcji w poglądach pań nt. porodów i zabiegów okołoporodowych, są one coraz bardziej świadome smile
                          Jest nas właśnie coraz więcej smile
                          Pozdrawiam serdecznie.
                      • studentka255 Re: kochana fundacjo.... 16.07.08, 17:07
                        na całym podbeskidziu wychodzi tygodnik - kronika beskidzka. prosiłam, aby
                        oprócz mojego porodu i to w jaki sposób złąmali moje prawa, opisali o Fundacji
                        wink Jest ona wspomniana i kampania "nie daj się naciąc" smile
                    • przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 19:06
                      Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania
                      personel. Pacjenci czasem tak nieracjonalnie mysla że az strach brac
                      ich "żądania" pod uwage.
                      Przeciętna rodząca nie widzi co sie dzieje między jej nogami. A
                      połozna i lekarz jak najbardziej.
                      A gdybac to sobie może filozof a nie medyk w czasie porodu. Tam
                      sytuacja zmienia się zbyt dynamicznie.
                      • totorotot Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 19:14
                        > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia

                        Wobec tego trzeba pozwać do sądu ojca dziecka pod zarzutem spowodowania zagrożenia życia!!!

                        Aha, pacjent może myśleć sobie nawet wspak; według polskiego prawa lekarz musi to uszanować i nie może zrobić NIC wbrew woli pacjenta.
                        Wsio. Twarde prawo, ale prawo smile
                      • berna_dette Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 21:59
                        przeciwcialo napisała:

                        > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania
                        > personel.


                        sorry ale chyba źle przeczytałam, ty uważasz że PORÓD to zagrożenie zycia?? ehh
                        ręce opadają ;/
                          • imbirka Re: kochana fundacjo.... 13.07.08, 11:27
                            W medycynie czy w prawie o ubezpieczeniach i świadczeniach zdrowotnych? Bo w tym drugim, zgoda, uprawnienia są podobne, ale to z powodu nagłości i nieuchronności zdarzenia, oraz konstytucyjnego prawa kobiety w ciąży do szczególnej opieki zdrowotnej. Ale byłabym naprawdę wdzięczna za podanie źródła twierdzenia, że w medycynie poród, który jest stanem fizjologicznym w ok. 80% przypadków, i są znane dokładnie czynniki zaburzające jego przebieg, jest sam w sobie stanem zagrożenia życia. Czy to nie jest taki mit, który ma usprawiedliwiać interwencyjność medycyny w sytuację zdrowej kobiety? Oczywiście z zastrzeżeniem, że naprawdę nie mam nic przeciwko temu, aby interweniować w przypadkach patologii. Ale uznanie każdego porodu za stan zagrożenia życia prowadzi do popsucia tego, co naprawdę jest nieźle zaprojektowane od tysiącleci. I w wielu krajach tendencja jest odwrotna - w kierunku uznania, że poród sam w sobie jest stanem fizjologicznym, i do opieki nad rodzącą wystarczy wykwalifikowana położna, natomiast dla powikłań jest szpital, lekarze, aparatura etc. I gdyby badania naukowe nie dowiodły, że taki kierunek jest słuszny i bezpieczny, nikt by nie krytykował zmedykalizowanego położnictwa.
                      • imbirka Re: kochana fundacjo.... 12.07.08, 22:35
                        przeciwcialo napisała:

                        > Eeee... poród jest sytuacja zagrożenia życia i jako taki wybrania
                        > personel.

                        ???? Wg WHO ok. 80% kobiet ma szanse na poród normalny, czyli spontaniczny, o czasie, bez powikłań, niepotrzebnych interwencji etc. Przecież przy obecnej jakości diagnostyki większość czynników ryzyka można określić i wykluczyć przed porodem, a zdrowym kobietom po prostu nieprzeszkadzać w rodzeniu, i w mądry sposób im towarzyszyć. Większość powikłań ma swoje źródło w tzw. kaskadzie interwencji, to wszystko zostało już zbadane na wszystkie strony i opisane. Ale wystarczy przy przyjęciu kobiety do szpitala zmusić ją do leżenia płasko w czasie KTG, żeby już na starcie zaburzyć poród. A potem kolejne interwencje już z górki, i rzeczywiście pojawia się zagrożenie życia, ale niestety na czyjeś wyraźne życzenie.
                    • emanierka Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 01:23
                      imbirka napisała:



                      Jeśli ktoś odmawia poddania się jakiemuś zabiegowi, personel ma
                      obowiązek zaproponować inne postępowanie.

                      big_grin Tak. Np. jak pacjentka nie zgadza się absolutnie na nacięcie, a
                      lekarz lub położna widzą, że zaraz popęka we wszystkie strony
                      powinni zaproponować wykaszlanie dziecka przez drogi oddechowe.smile

                      Szanowna, gdyby nie to, że dobro pacjentek leży mi jednak na sercu,
                      to można by zaproponować, żebyście zdecydowanie namawiały do
                      podpisywania pisemnych oświadczeń o braku zgody na nacięcie
                      niezależnie od sytuacji. Po niedługim czasie dałoby to obraz ile
                      porodów bez nacięcia kończy się tak radośnie jak to opisujecie.
                      Inaczej zawsze będą przypuszczenia, że nacięli choć nie musieli i z
                      tego powodu mam traumę.

                      I żeby nie było nieporozumień- nie twierdzę, że w Polsce w każdym
                      szpitalu wykonuje się tylko potrzebne nacięcia, ale droga do zmian
                      nie prowadzi przez podżeganie do walki osób, które tak naprawdę nie
                      są w stanie ocenić czy ich nacięcie było bezwzględnie niezbędne czy
                      może zrobione trochę "na zapas". I jak udowodni w sądzie, że było
                      niepotrzebne? Czy jej osobiste odczucia będą dla sądu wystarczającym
                      dowodem? Lub odczucia jej męża?
                      Ja znam odpowiedź na te pytania, a Tobie się wydaje, że znasz, więc
                      dalsza wymiana postów mija się z celem.
                      Na koniec- ochrona krocza jak najbardziej- o ile jest to tylko
                      możliwe. Nawoływanie do "walki" i straszenie traumą - nie!



                      • waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 10:26
                        Skoro dobro pacjentek leży Ci na sercu, to radzę Ci się zapoznać z
                        wynikami badań w zakresie zasadności zabiegu nacięcia krocza. To już
                        zostało zbadane i okazało się..., że na ogół natura nie wymaga
                        interwencji i to na dodatek bez efektów w postaci popękania na
                        wszystkie strony. Jeszcze raz radzę odłożyć fantazje na bok i
                        zapoznać się z wynikami rzetelnych badań. Wiadomo, ile porodów bez
                        nacięcia kończy się radośnie.
                      • totorotot Re: kochana fundacjo.... 15.07.08, 21:31
                        emanierka napisała:

                        > imbirka napisała:
                        >
                        >
                        >
                        > Jeśli ktoś odmawia poddania się jakiemuś zabiegowi, personel ma
                        > obowiązek zaproponować inne postępowanie.
                        >
                        > big_grin Tak. Np. jak pacjentka nie zgadza się absolutnie na nacięcie, a
                        > lekarz lub położna widzą, że zaraz popęka we wszystkie strony
                        > powinni zaproponować wykaszlanie dziecka przez drogi oddechowe.smile


                        Nie manipuluj, koleżanko i nie ośmieszaj, gdy braknie Ci rzeczowych argumentów.
                        Lekarz lub położna widzą, że pacjentka popęka, tymczasem ona bezwzględnie zakazała nacinania. Co robią lekarz lub położna zgodnie z prawem? Starają się ograniczyć pęknięcia bez zastosowania nacinania, np. zmienić pozycję pacjentki na wertykalką, aby zmniejszyć nacisk na miejsce, któe podejrzewają że pęknie.

                        Nacięcie jest dla położnej najwygodniejsze, bo nie musi się przy nim schylać, nie musi masować krocza rodzącej, nie musi się wysilać.

                        Uważam, że położne powinny być lepiej opłacane, tak aby im się chciało przykucnąć albo okazać rodzącej "nadzwyczajną" życzliwość.
                        W wielu krajach zawód położnej jest prestiżowy i adekwatnie wynagradzany.
                        Nie spodziewajmy się fajerwerków za te niecałe 2 tys miesięcznie. Jednak nic nie usprawiedliwia łamania prawa - czyli wykonywania zabiegu wbrew kategorycznemu sprzeciwowi pacjentki.
                    • waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 10:21
                      Imbirka, zastanawiałam się właśnie nad tym złożeniem doniesienia do
                      prokuratury. Poinformowałam położną, że nie chcę być nacięta, a ona
                      to kompletnie olała i nacięła mnie, nawet nie informując mnie, że
                      zamierza to zrobić. Ja nie widziałam nic, bo miałam nogi nakryte
                      taką dużą płachtą, a mąż, niestety, nie odnalazł się w sytuacji sad i
                      oddalił się na odległość również uniemożliwiającą widzenie. Sąd
                      pielęgniarek i położnych udzielił położnej upomnienie. Można
                      powiedzieć, że i tak sukces, że nie próbowali zamieść sprawy pod
                      dywan, ale przy przesłuchaniu i tak musiałam przekonywać, że moja
                      decyzja była świadoma, że miałam wiedzę na temat możliwych powikłań
                      itd, choć tak naprawdę mogłam sie nie zgodzić bez powodu, a i tak
                      moja decyzja powinna być święta (naturalnie poza przypadkiem
                      ratowania życia). Naturalnie nikt się nawet nie poruszył tej
                      kwestii, że to personel medyczny powinien mnie poinformować o
                      możliwych powikłaniach wynikających z wykonania zabiegu (a miałam
                      takie, oprócz problemów przy opatrywaniu rany jeszcze 6 tygodni
                      poważnych problemów z gojeniem, a w związku z tym również z
                      zajmowaniem się dzieckiem). Połżna dostała upomnienie za
                      nieuzyskanie mojej zgody na wykonanie zabiegu.
                      Tak się teraz zastanawiam, czy w prokuraturze by mnie nie wyśmiali.
                      • berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 11:31
                        waniliax napisała:

                        > Imbirka, zastanawiałam się właśnie nad tym złożeniem doniesienia do
                        > prokuratury. Poinformowałam położną, że nie chcę być nacięta, a ona
                        > to kompletnie olała i nacięła mnie, nawet nie informując mnie, że
                        > zamierza to zrobić.


                        Ja bym sie nie zastanawiała! wyobrażasz sobie jak lekarz mimo zgody obcina komuś
                        reke, albo robi operacje jamy brzusznej bez zgody pacjenta??? To niedopuszczalne!
                        • waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 11:42
                          szczerze mówiąc, nie wyobrażałam sobie czegoś takiego przed porodem.
                          Nie spotkałam się z takimi przypadkami w innych okolicznościach, niż
                          poród. Nawet badań nie robi się bez zgody pacjenta, a w przypadku
                          porodu personel medyczny uważa, że ma prawo zrobić, co tylko zechce.
                          Zgadzam się, że to niedopuszczalne. Nie mam jednak żadnego
                          doświadczenia w sprawach pozwów itp., co jednak stanowi pewną
                          przeszkodę. Jednak uważam, że nie należy takich spraw pomijać
                          milczeniem, bo wtedy nic i nigdy się nie zmieni.
                          • przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 12:27
                            jest cos takiego jak zgoda domyslna o ile ktos nie zastrzegł inaczej-
                            np. podejmowanie lub nie podejmowanie reanimacji w sytuacji utraty
                            swiadomosci przez pacjenta. Dotyczy to tez operacji majacych
                            uratowac życie.
                              • przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:03
                                To tak jak z transplantacjami- możesz nie wyrazic zgody na pobranie
                                twoich narządów po smierci ale jak ktos nie zastrzeże to przyjmuje
                                sie że wyraził zgodę na takie pobranie.
                                Podobnie z reanimacja.
                                jesli trafia pacjent z wypadku, nieprzytomny, nie ma nikogo z
                                rodziny a pacjent wymaga operacji to tez przyjmuje się że wyraził
                                zgodę na taka operację.
                                • berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:10
                                  czyli co mam napisać że nie zgadzam sie na nacięcie krocza, chyba że dziecku
                                  zacznie spadać tętno, i będą to respektować? Pozatym, co innego reanimacja po
                                  wypadku, gdy z pacjentem nie ma kontaktu i transplantacja gdy wogóle nie ma
                                  kontaktu tongue_out a co innego nacięcie krocza, gdy kobieta jest świadoma i przytomna!
                                  Dlaczego służba zdrowia robi z połoznic ludzi niezdolnych do racjonalnego
                                  myslenia! Powiedz, czy w innym przypadku u dentysty, laryngologa, itp można
                                  sobie po przecinać człowieka bez jego zgody??
                                  • przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:19
                                    Nie kazda kobieta umie współpracowac z połozna.
                                    Może kazda jest przytomna ale nie kazda jest świadoma. Uwierz.
                                    Podczas mojego ostatniego porodu rodziła tez młoda dziewczyna- darła
                                    sie w niebogłosy, na zadne rady połoznej nie reagowała. Krzyczała na
                                    całe gardło ze ją boli i że nie bedzie oddychac tak jak jej karza.
                                    Skończyło sie na cesarce w znieczulenieu ogólnym- zastrzyk dostała
                                    trzymana przez 3 połozne, trzymały ją aby nie spadła na podłogę.
                                    Pare minut później dziecko trafiło na intensywna terapie. Nie było
                                    czasu pytac czy ta pani życzy sobie cc. Trzeba było ratowac dziecko.
                                    I nie jest to odosobniony przypadek. Rozmawiałam z nia potem w
                                    czasie korytarzowych spacerów- była zdziwiona jak słyszała co
                                    wyprawiała.
                                    Zanim się nie urodzi trudno przewidziec swoje reakcje.
                                    Ja przed skurczami partymi poryczałam sie że nie mam siły urodzic i
                                    zeby mnie zostawili juz w spokoju. Dobrze że połozna nie zostawiłam
                                    mnie smile. Trzy parcia, małe nacięcie i dziecko było na swiecie.
                              • przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:09
                                A jak udowodnisz że nie było zagrożenia życia? Twojego czy dziecka?
                                Jest cos takiego jak szok porodowy. Możesz nie miec zdolności
                                prawidłowego postrzegania sytuacji. Ty możesz wrzeszczeć nie ciąć!!
                                a lekarz czy połozna widzą że naciąć trzeba bo krocze bieleje a np.
                                przedłużone parcie niekorzystnie wpływa na dziecko.
                                Poród to sytuacja gdzie decyduje się za 2 osoby z których jedna nie
                                ma się jak wypowiedziec.
                                Może zagmatwanie to wyszło ale praca w szpitalu pokazała mi
                                niejednokrotnie że za pacjenta nalezy nieraz zadecydowac żeby mu
                                pomóc bo sam w stresie nie potrafi decyzji podjać.
                                Nie odnosze sie do twojego przypadku.
                                • berna_dette Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:15
                                  przeciwcialo napisała:

                                  > A jak udowodnisz że nie było zagrożenia życia? Twojego czy dziecka?
                                  > Jest cos takiego jak szok porodowy. Możesz nie miec zdolności
                                  > prawidłowego postrzegania sytuacji. Ty możesz wrzeszczeć nie ciąć!!
                                  > a lekarz czy połozna widzą że naciąć trzeba bo krocze bieleje a np.
                                  > przedłużone parcie niekorzystnie wpływa na dziecko.
                                  > Poród to sytuacja gdzie decyduje się za 2 osoby z których jedna nie
                                  > ma się jak wypowiedziec.
                                  > Może zagmatwanie to wyszło ale praca w szpitalu pokazała mi
                                  > niejednokrotnie że za pacjenta nalezy nieraz zadecydowac żeby mu
                                  > pomóc bo sam w stresie nie potrafi decyzji podjać.
                                  > Nie odnosze sie do twojego przypadku.



                                  Przeciwciało, a widziałaś jak pozwolono kobiecie przeć w pozycji wertykalnej,
                                  wątpię. W tej pozycji pęknięcie jest minimalnym zagrożeniem. Zgadzam sie tylko w
                                  jednym, w tym że gdy dziecku spada tętno, trzeba je ratować. i tu każdy przyzna
                                  rację. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, większość szpitalu ma w nosie czy kobieta
                                  chce leżeć przy parciu, czy nie, czy chce być nacięta, czy nie. Dlaczego w
                                  innych krajach naciętych jest 20% kobiet a u nas 80%? NAPEWNO nie z winy
                                  rodzących....
                                  • przeciwcialo Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:24
                                    Rodziłam 11 lat temu- do porodu miałam fotel na którym siedziałam
                                    wyżej niz połozna i lekarz. Kolana miałam prawie pod broda, parłam
                                    więc w dół a nie w górę. Po prawie 20 godzinach porodu byłam
                                    zmeczona i nacięcie pomogło mi szybciej urodzic.
                                    Nie poganiano mnie oksytocyna bo nie widziałam żeby wogóle komus
                                    podawano a przez mój czas pobytu na porodówce urodziło sie ok. 10
                                    dzieci.
                                    Oksytocyna przydała sie po porodzie jak zmeczona skurczami macica
                                    nie chciała sie obkurczac. Cos za cos.
                                • waniliax Re: kochana fundacjo.... 14.07.08, 13:16
                                  Zapewne są takie sytuacje, jak piszesz. Jednak jeśli pacjentka jest
                                  przytomna wypadałoby sie jednak z nią komunikować, a przynajmniej
                                  próbować, a nie traktować, jak kawałek mięsa do oprawienia, który
                                  nie ma prawa głosu.
                                  Bielenie krocza nie jest powodem do wykonania nacięcia, w każdym
                                  razie na pewno nie bez zgody pacjentki. Samoistne małe pęknięcie
                                  jest lepsze od nacięcia. W każdym razie na to bezwzględnie wskazują
                                  wyniki badań (masowych).
                                  Czy w przypadkach innych, niż poród i ratowanie życia decydujecie za
                                  pacjenta bez prób komunikowania się z nim?
                                  • auszrine Re: kochana fundacjo.... 21.07.08, 17:42
                                    waniliax napisała:
                                    > Czy w przypadkach innych, niż poród i ratowanie życia decydujecie za
                                    > pacjenta bez prób komunikowania się z nim?

                                    Niestety, w Polsce pokutuje przekonanie, że rodząca kobieta staje się niepełnosprawna umysłowo i niezdolna do decydowania: np. wypowiedź przeciwciało "Może kazda jest przytomna ale nie kazda jest świadoma.". Bycie "nieświadomym" można wcisnąć praktycznie każdemu i raźno robić swoje nie licząc się z pacjentem.

                                    Nie przejmuj się też "zgodą domyślną". To pojęcie ma zastosowanie tylko w transplantologii, a nie w twoim przypadku.
                                • thorper Re: kochana fundacjo.... 19.11.08, 12:02
                                  Masz rację, ale tutaj też jest potrzebna pomoc osoby towarzyszącej. Zwykle jest
                                  to ojciec. To na niej spoczywa obowiązek, żeby dbać o rodzącą.
                                  Ponadto jak kobieta rodzi na leżąco, to jak ma nie być komplikacji? Leży=dziecko
                                  ma pod górę=rozwarcie słabo postępuje=podajemy oksytocynę=skurcze są silniejsze
                                  i bardziej bolesne=podajemy zzo=nacinamy krocze, bo dziecko naciska
                                  nierównomiernie na krocze itd. A wystarczy rodzić w pozycji wertykalnej. Aż
                                  takie to trudne?