Pisalam jakis czas temu o naszych domowych dyskusjach o imieniu dla synka.
Moj Nie-maz byl poczatkowo b. sceptycznie, zeby nie powiedziec ziechetnie
nastawiony. Minelo troche czasu, a on z nienacka oznajmil mi, ze przemyslal
sprawe i stwierdza, ze nie ma nic przeciwko temu imieniu i ze bez problemow
przystanie na moja propozycje.
Wieeeelkie bylo moje zdziwienie, ale i radosc. fajnie miec faceta, ktory chce
i potrafi przemyslec wazne sprawy, dopuscic argumenty innych.
Myslalam, ze Wam o tym napisze, bo wiem, ze jest wsrod Was wiele przyszlych
mam, ktore borykaja sie z podobnymi problemami. Widac czasem potrzeba nieco
czasu

milego dzionka (i smacznych paczkow, tym, ktorzy maja do takowych dostep, bo
tu, w Danii ich nie ma

( )
kasia