cepekolodziej
06.10.09, 08:20
Dzisiejsza Rzeczpospolita. W komentarzu do tzw. afery hazardowej
Rafał Ziemkiewicz pisze m.in.:
<<Jesteśmy stawiani przed prostackim przymusem opowiedzenia się całą
duszą albo za „Kaczorem”, albo za Donaldem, i nic ponad to.
Stanowczo odmawiam i zachęcam do odmowy wszystkich współobywateli.>>
Tu
Tę niby konieczność "opowiedzenia się całą duszą" albo za X-em, albo
za Y-em skądś znam.
W pamięci propagandowe hasło mające maluczkim ułatwić pozbycie się
resztek samodzielnego myślenia i schowanie się za - właśnie
prostackim! - "kto nie jest z nami, jest przeciwko nam".
Świat politycznego manicheizmu, w którym odwieczni wrogowie czerpią
własną tożsamość ze wzajemnej wymiany aktów przemocy, przez totalną
negację przeciwnika, nie odszedł. Zaprzeczenie wartości obowiązującej
w jednej ze stron definicji "dobra" ma w nim lokować człowieka
automatycznie po stronie "zła" (które, nawiasowo, również samo-
definiuje się jako "dobro").
Z obu stron "dobro". I z obu stron "zło". Zależnie od punktu
widzenia.
I - z obu stron - gotowość do uznania wahających się w wyborze strony
(czy nawet zastanawiających się nad sensownością wyboru) za wrogów.
Osobiście nie znoszę przymusu.