hugo_w2
08.10.09, 09:33
referendum w Irlandii, w którym obywatele tego kraju ogromną
większością głosów zatwierdzili traktat lizboński otwierający drogę
do reform w Unii Europejskiej, prezydent Lech Kaczyński powinien
dotrzymać danego słowa i zakończyć swoim podpisem proces ratyfikacji
tego dokumentu także w Polsce.
Traktat pozwoli na usprawnienie funkcjonowania rozszerzonej UE
dzięki uproszczonemu procesowi podejmowania decyzji i odejściu od
prawa weta. Poważne zmiany dotyczą też polityki zagranicznej, gdyż
traktat zakłada utworzenie stanowiska stałego przewodniczącego Rady
Europejskiej oraz unijnej służby dyplomatycznej.
W Polsce przyjęcie traktatu lizbońskiego uzależnione jest nie tylko
od decyzji parlamentu, ale także wynika z kompromisu zawartego
między prezydentem Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem 14 miesięcy
temu w Juracie, zgodnie z którym podpis prezydenta został
uzależniony od przyjęcia nowej ustawy kompetencyjnej, pozwalającej
prezydentowi na udział w procesie ewentualnych zmian traktatowych.
Na szczęście obie strony najwyraźniej uznają, że w tej sprawie pacta
sunt servanda. We wtorek marszałek Sejmu miał przedstawić na
posiedzeniach prezydium i Konwencie Seniorów gotowy projekt ustawy
kompetencyjnej. Pora na kolejny ruch ze strony prezydenta.
Zewnętrznych obserwatorów i partnerów z UE niewiele jednak
interesują wewnętrzne manewry na polskiej scenie politycznej. Po
pozytywnej decyzji Irlandii, podjętej w sobotnim referendum, to
właśnie Polska i Czechy – kraje, które bez wątpienia należą do
największych beneficjentów ostatniej fali integracji – zaczęły
uchodzić za głównych hamulcowych reformy Unii Europejskiej. Polska
powinna jak najszybciej zdjąć z siebie to odium, tym bardziej że
podczas negocjacji nad traktatem z Lizbony uzyskała – wraz z Wielką
Brytanią – kilka znaczących koncesji, chroniących m.in. przed
możliwością narzucenia polskiemu prawu standardów moralnych. Dalsze
trwanie w uporze może nie tylko zaszkodzić wizerunkowi Polski, ale
doprowadzić do jej ukarania. Przez upór prezydenta Vaclava Klausa
Czechom grozi utrata stanowiska komisarza w przyszłych strukturach
UE.
Zjednoczona Europa będzie także poważniejszym partnerem dla Stanów
Zjednoczonych, które coraz częściej – zwłaszcza za obecnej kadencji
prezydenckiej – wydają się ignorować interesy swoich mniejszych
partnerów. Jeśli Brukseli uda się mówić jednym głosem o zasadniczych
problemach, zyska na tym także Polska. Choćby w tak zdawałoby się
drobnej sprawie, jak zmuszenie Stanów Zjednoczonych do stosowania
jednolitej polityki wizowej wobec obywateli wszystkich krajów
członkowskich. Zatwierdzenie Lizbony pozwoli także na dalsze
rozszerzenie Unii Europejskiej, najpierw o kolejne kraje byłej
Jugosławii, a docelowo także o Ukrainę.
Polskie procedury nie przewidywały ratyfikacji traktatu w drodze
referendum. Wolę w tej sprawie wyraził w imieniu Polaków polski
parlament. Podpis Lecha Kaczyńskiego powinien dopełnić tej
formalności.
Quelle PDN-NY(TD)