Dodaj do ulubionych

Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań

30.01.04, 10:05
"Dziennik "Życie" pisze, że od jutra wynajmowanie mieszkań może wrócić do
szarej strefy.

"Jutro właściciele mieszkań i domów, które wynajmują, muszą zapłacić podatek
od pieniędzy zarobionych z tego tytułu. Zapłacą między innymi za to, że
wynajmujący oglądają telewizję w ich domu, kąpią się, wypalają gaz, palą w
mieszkaniu światło. Zapłacą, bo dla ministerstwa finansów, właściciel na tym
zarabia. A, jak zarabia, to musi zapłacić podatek. [...]

"Osoba wynajmująca nieruchomość płacąc te świadczenia zwalnia z tego
obowiązku jej właściciela" - wyjaśnia Wiktor Krzyżanowski, rzecznik prasowy
Ministerstwa Finansów. - "Mówiąc obrazowo pozwala to właścicielowi
nieruchomości zachować w portfelu więcej pieniędzy. Trudno to inaczej
zinterpretować, jak jego przychód i dlatego winien on zapłacić od tego
podatek" - mówi "Życiu" rzecznik resortu finansów.[...]

/onet/


No proszę! Cóż za genialne umysły mają kamraci dokumendy! Jeżeli kolega
zaprosi mnie na piwo i postawi z dziesięć kolejek, to oczywistym jest,
że "zachowam w portfelu więcej pieniędzy", jak to był łaskaw określić tow.
Krzyżanowski. A zatem mam przychód i powinienem zapłacić fiskusowi od tego
podatek... Ratunku!!!
Obserwuj wątek
    • basia Propozycja dla fiskusa 30.01.04, 10:50
      Proponuję opodatkować przychód u kupującego z uzykanych rabatów przy zakupie
      czegośtam.
    • xiazewader Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 11:50
      Nie ma dla nas ratunku. Panstwo na okrada na kazdym kroku a ten pomysł fiskusa
      jest wyjatkowo debilny. Czas na prawdziwą prawicę.
      • panidanka1 Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 12:23
        xiazewader napisał:

        > Nie ma dla nas ratunku. Panstwo na okrada na kazdym kroku a ten pomysł
        fiskusa
        > jest wyjatkowo debilny. Czas na prawdziwą prawicę.

        ja proponuję jednak medoę "środka"
        dlaczego?
        może jakiś mechanik od środków ciężkości (umysłowej co niektórych) się też
        wypowie
        a potem fachman od przewentylowania zatkanych noso-ucho-gardzieli
        a co na linii pompa ssąco-tłocząca z głębin (umysłowych) oczywiście naszych
        fachmanów od sterowania gospodarką?

        ciekawe chyba byłoby połączenie ekonometrii z planimetrią

        D.
        D.
        • xiazewader Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 12:35
          Szanowna Pani jest ekonomistką czy hydraulikiem a może laryngologiem?
          Żadnych półśrodków Szanowna. Tylko czysty prawicowy liberalizm moze nasz kraj
          z tego szamba wyciągnąć.
          • panidanka1 Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 12:39
            xiazewader napisał:

            > Szanowna Pani jest ekonomistką czy hydraulikiem a może laryngologiem?
            > Żadnych półśrodków Szanowna. Tylko czysty prawicowy liberalizm moze nasz kraj
            > z tego szamba wyciągnąć.

            droga środka to nie półśrodek
            nie każda droga dzieli półdupki po połowie
            chyba rozmawiamy o różnych połowach
            kobieta nie zawsze myśli du...
            bywa, że jak pracuje to używa innych półkul

            Pozdrawiam z tej innej półkuli
            D.
            • xiazewader Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 12:49
              Droga Pani, ględzi Pani nie na temat. Gdzie tu było coś o półdupkach?
              Tak, to może Pani podyskutować sobie ze swoim nocnikiem.
    • kataryna.kataryna Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 12:48
      xiazeluka napisał:

      > "Dziennik "Życie" pisze, że od jutra wynajmowanie mieszkań może wrócić do
      > szarej strefy.
      >
      > "Jutro właściciele mieszkań i domów, które wynajmują, muszą zapłacić podatek
      > od pieniędzy zarobionych z tego tytułu. Zapłacą między innymi za to, że
      > wynajmujący oglądają telewizję w ich domu, kąpią się, wypalają gaz, palą w
      > mieszkaniu światło. Zapłacą, bo dla ministerstwa finansów, właściciel na tym
      > zarabia. A, jak zarabia, to musi zapłacić podatek. [...]
      >
      > "Osoba wynajmująca nieruchomość płacąc te świadczenia zwalnia z tego
      > obowiązku jej właściciela" - wyjaśnia Wiktor Krzyżanowski, rzecznik prasowy
      > Ministerstwa Finansów. - "Mówiąc obrazowo pozwala to właścicielowi
      > nieruchomości zachować w portfelu więcej pieniędzy. Trudno to inaczej
      > zinterpretować, jak jego przychód i dlatego winien on zapłacić od tego
      > podatek" - mówi "Życiu" rzecznik resortu finansów.[...]



      Najgorsze jest to, że ten chory pomysł jakiegoś - przepraszam - kretyna
      widziało i zaakceptowało po drodze ileś tam osób z MF i nikt się nie dopatrzył
      niczego śmiesznego. Albo w MF są całe zastępy podobnie myślących oszołomów,
      albo szaleje tam ostra odmiana kapitanozy. Jedna głupia interpretacja i szara
      strefa znacząco spuchnie, bo teraz wynajmowanie się mało komu opłaci.
      • Gość: Mosul Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań IP: 193.19.164.* 30.01.04, 12:58
        Jedna z pań, była uprzejma napisać: "kiedy kobieta pracuje,myśli inną połową
        mózgu" lub coś w tym stylu. Pragnę Panią zmartwić, móżg kobiety jest tak
        mały,że aż niepodzielny.Co oczywiście nie oznacza,że kobiety są głupie.Tylko
        ich mózg jest mniejszy od męskiego.
        Co do działań fiskusa,to nalezy przypomnieć,że działa on zgodnie z prawem
        uchwalonym w naszym,polskim parlamencie.Ktoś wczesniej nawoływał,że czas na
        rządy prawicy.Pytanie: skąd ją wziąć ?
        • xiazewader Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 13:03
          Gość portalu: Mosul napisał(a):

          > Jedna z pań, była uprzejma napisać: "kiedy kobieta pracuje,myśli inną połową
          > mózgu" lub coś w tym stylu. Pragnę Panią zmartwić, móżg kobiety jest tak
          > mały,że aż niepodzielny.Co oczywiście nie oznacza,że kobiety są głupie.Tylko
          > ich mózg jest mniejszy od męskiego.
          > Co do działań fiskusa,to nalezy przypomnieć,że działa on zgodnie z prawem
          > uchwalonym w naszym,polskim parlamencie.Ktoś wczesniej nawoływał,że czas na
          > rządy prawicy.Pytanie: skąd ją wziąć ?

          Prawica jest. Czysta, nieskorumpowana i nieskompromitowana. Proszę sobie
          poczytać program

          www.upr.org.pl/upr/info/progupr.html
          • Gość: Mosul Śmieszna prawica. IP: 193.19.164.* 30.01.04, 13:16
            Śmieszna prawica reprezentowana przez UPR może co najwyżej rozbawiać a nie
            rządzić.Pisanie ładnych hasełek czy wręcz programów jest łatwiejsze od
            rządzenia.UPR nie ma żadnych mozliwości do sprawowania władzy. Z pożytkiem dla
            kraju.
            • xiazewader Re: Śmieszna prawica. 30.01.04, 13:23
              Gość portalu: Mosul napisał(a):

              > Śmieszna prawica reprezentowana przez UPR może co najwyżej rozbawiać a nie
              > rządzić.Pisanie ładnych hasełek czy wręcz programów jest łatwiejsze od
              > rządzenia.UPR nie ma żadnych mozliwości do sprawowania władzy. Z pożytkiem
              dla
              > kraju.

              Towarzyszu Mosul,jeżeli nie znasz się na ekonomii i polityce, to mogę tylko z
              ubolewaniem wzruszyć ramionami.
            • mr_watchman Re: Śmieszna prawica. 30.01.04, 13:28
              Gość portalu: Mosul napisał(a):

              > UPR nie ma żadnych mozliwości do sprawowania władzy. Z pożytkiem dla kraju.

              Czy towarzysz chce powiedzieć, że możliwość sprawowania władzy i faktycznie
              jej sprawowanie przez SLD przynosi nam same pożytki? Niech towarzysz wymieni,
              co zyskalilśmy dzięki rządom SLD - chętnie wzbogacę swoją wiedzę.
        • xiazeluka Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 30.01.04, 13:42
          Gość portalu: Mosul napisał(a):

          > Co do działań fiskusa,to nalezy przypomnieć,że działa on zgodnie z prawem
          > uchwalonym w naszym,polskim parlamencie.

          A skąd ta pewność? Mało to ustaw TK uwalił ostatnio?
          • Gość: emerytka zRzeszowa Że co? Trybunał?! IP: *.chello.pl 30.01.04, 14:32
            Trybunał opanowany jest przez prawicową reakcję, to widać na każdym kroku.
            Nawet człowiek niezwiązany z lewicą może to stwierdzić, o ile ma choć odrobinę
            dobrej woli. Wiele wspaniałych, korzystnych dla Polski ustaw zostało już
            uchylonych przez to szmatławe gremium. Doczepili się do nowelizacji lustracji,
            bo oszołomom z prawicy chcieli zrobić dobrze, żeby się mogły przed wyborami
            samorządowymi wykazać walką z lewicą na teczki. Nie wyszło, sejm pokazał wała
            prawicowemu motłochowi i ponownie uchwalił ustawę (przy wyraźnej pomocy Pana
            Leppera, co mu się chwali, bo kiedyś działał konstruktywnie, a ostatnio
            rozrabia). Podobnie było w przypadku NFZ, jedna z lepszych (jeśli nie
            naJLEPSZA) ustaw ostatnich 15 lat trafiła do kosza, też w gruncie rzeczy z
            powodu widzimisię prawicowych pajaców siedzących w tym "szanownym gremium". No
            niby niezgodna była z jakimś tam jednym zdankiem w konstytucji 1997, ale czy to
            pwoód by niszczyć pracę parudziesięciu ludzi, którzy w pocie czoła próbowali
            naprawić to co zepsuły Buzki, Balcerowicz i inne kanalie? Łapińskiego
            zniszczono psychicznie, zrobiono z niego szmatę, wytarto sobie Nim gębę, a to
            przecież jest przykład człowieka rozumnego, honorowego, nastawionego bardzo
            prospołecznie. No ale kapitał zagraniczny kazał do spółki z opozycją go
            wyrzucić, więc się Miller pozbył doktora Mariusza.

            Powtarzam nie wierzcie trybunałowi, to grono powinno się porządnie przetrzepać
            politycznie i osadzić tam ludzi mądrych, rozumnych, otwartych na argumenty,
            życzliwych polskiej lewicy, a nie jakichś fanatyków tj. to było w przypadku RPP.

            Wasza emerytka zRzeszowa
            pozdrawia Was ciepło
            • alfalfa Re: Że co? Trybunał?! 30.01.04, 14:39
              Gość portalu: emerytka zRzeszowa napisał(a): bardzo fajny, prowokacyjny
              tekstwink)

              Łapińskiego
              > zniszczono psychicznie, zrobiono z niego szmatę, wytarto sobie Nim gębę, a to
              > przecież jest przykład człowieka rozumnego, honorowego, nastawionego bardzo
              > prospołecznie.

              I to jest kawał tygodnia! W nagrodę powinien być bilet do jakiejś placówki NFZ.
              Np. do Anina, co prawda Religa znowu chce się podać do dymisji ale z pewnością
              znajdą na jego miejsce jakiegoś "prospołecznego doktora"smile)
              i ja pozdrawiam, zdrowie się z pewnością przyda wszystkim
              • Gość: emerytka zRzeszowa Do tow. Alfy IP: *.chello.pl 30.01.04, 15:00
                Nadal podtrzymuję to co napisałam o doktorze Mariuszu. Pod naciskiem
                solidaruchów nie wycofam się ani na milimetr.

                PS. A za życzenia zdrowia dziękuję, bo właśnie przechodzę ciężką grypę i muszę
                w domu odchorowywać. Trzeba przyznać, że za czasów Buzka to chyba bym zdechła:
                kolejki do lekarzy, trudności z dostaniem jakiejkolwiek nawet recepty, drożyzna
                w aptekach, a nade wszystko brak życzliwości dla ludzi starszych. Wszystko to
                zniknęło na początku 2002 roku jak za dotknięciem czaroidziejskiej różdżki. Nie
                chcę powiedzieć, że Łapiński jest czarodziejem, bo w prawicowe zabobobny to ja
                nie wierzę, ale trudni nie czuć sentymentu do ministra, który jako jeyny przez
                14 lat okazał się osobą życzliwą dla społeczeństwa. I zaco prawicowe gnidy
                (TVN, Platforma, Radziszewska) mu odpłacił, bo nie mogły znieść że ktoś może
                BEZWARUNKOWO działać dla dobra społeczeństwa.
                • alfalfa Re: Do tow. Emerytki 30.01.04, 15:44
                  To miło poczytać posty tak zadowolonego z sytuacji obywatela. Czy odniesie się
                  Pani może do działań profesora Religii? Może list by Pani do niego wysłała, że
                  jest dobrze i żeby przestał np. oglądać TVN, to się przekona?
                  pzdr.
                  smile)
                  • Gość: emerytka zRzeszowa Re: Do tow. Emerytki IP: *.chello.pl 30.01.04, 15:49
                    Już wygłosiłam swoją opinię na temat działalności tego lekarza na forum "kraj".
                    Zaproponowałam również, co może Pan sprawdzić, żeby zasypać go lisatmi od
                    oburzonego społeczeństwa, żeby w końcu został w tym Aninie i zaczął leczyć
                    ludzi (no cóż, trzeba przyznać, że kiedyś łatwiej było organizować tego typu
                    akcje). Chyba, że Religa bierze udział w spisku Busza, Regana i Blera mającym
                    na celu wykończenie Polaków i przejęcie naszych kontraktów w Iraku.
                    • alfalfa Re: Do tow. Emerytki 30.01.04, 16:00
                      Co tez Pani chce od tego staruszka Reagana? Ten poważnie chory człowiek w
                      jakimś spisku (i to jakim!)?

                      Popieram propozycję zasypania Profesora listami, treść nieistotna - ale w
                      każdym proszę dołączyć dolarów dziesięć. Im więcej listów tym lepiej.

                      Tak mi się wydaje, że czytam niechęć do prof. Religi w Pani postach, ciekawym
                      dlaczego. Może jakiś link?
                      pzdr,
                      nieustannie
                • Gość: Spokojny do tow. Emerytki. Nie zdzierzylem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 19:43
                  Dr Mariusz z klniki AM w W-wie przy Banacha zrobil jeden z najgorzej funkcjonujacych szpitali. To wiem napewno. Bylem tam. Marnuje sie tam ogrmne sumy naszej
                  forsy w totanym balaganie a na dodatek pacjent musi do szpitaa AM przyjsc z wlasnm papierem toaletowy. Tow. Emerytko! Macie szczescier, ze mieszkacie w
                  Rzeszowie i nie leczycie se w klinice AM w W-wie na u. Banacha. O reszcie osiagniec dr. Mariusza milosiernie zmilcze. W dyrdymaly Prawica Lewica moze sobie
                  tow. wierzyc. Potrzebni ucziwi i fachowcy. Nic wiecej.
                  • Gość: emerytka zRzeszowa Re: do tow. Emerytki. Nie zdzierzylem! IP: *.chello.pl 30.01.04, 20:43
                    Gość portalu: Spokojny napisał(a):

                    > Dr Mariusz z klniki AM w W-wie przy Banacha zrobil jeden z najgorzej
                    funkcjonuj
                    > acych szpitali. To wiem napewno. Bylem tam. Marnuje sie tam ogrmne sumy
                    naszej
                    > forsy w totanym balaganie a na dodatek pacjent musi do szpitaa AM przyjsc z
                    wla
                    > snm papierem toaletowy. Tow. Emerytko! Macie szczescier, ze mieszkacie w
                    > Rzeszowie i nie leczycie se w klinice AM w W-wie na u. Banacha. O reszcie
                    osiag
                    > niec dr. Mariusza milosiernie zmilcze. W dyrdymaly Prawica Lewica moze sobie
                    > tow. wierzyc. Potrzebni ucziwi i fachowcy. Nic wiecej.

                    Otóż Pan prawdopodobnie nie był w żadnym szpitalu, ale został zmanipulowany
                    przez polskojęzyzcne media. Wyjątkowo zgodne są one w prowadzeniu nagonki na
                    doktora Mariusza, który jako jedyny odważył się naruszyć interesy koncernów
                    farmaceutycznych, których owe media (pewnie nie za darmo) bronią. Przypomnę, że
                    dr Łapińśki odziedziczył ministerstwo po czteroletniej zawierusze buzkowej, co
                    samo w sobie nie było łatwe. Pod koniec 2001 roku groziła przecież Polakom
                    biologiczna eksterminacja, szeroka o tym pisała niezależna prasa. Pozytywne
                    efekty działalności Doktora widać gołym okiem i nie trzeba zbyt wiele
                    inteligencji, żeby stwierdzić, że Łapiński urwatował nas przed katastrofą,
                    która byłaby naszym udziałem, gdyby nie powrót lewicy.

                    Przypominam więc dla porządku: za rzadów Mariusza Łapiśńkiego wprowadzono długo
                    oczekiwany przez polskich emerytów i rencistów program leków za złotówkę,
                    który - proszę mi wierzyć - w wielu miastach działa i przynosi efekty, po
                    drugie zlikwidowane zostały kasy chorych, będące sieliskiem solidarnościowego
                    motłochu, który torpedował wszelkie próby reform na korzyść pacjenta. To
                    Mariuszowi Łapińskiemu zawdzięczamy w dużej mierze, że z polskich klinik i
                    szpitali znikła powszechna w okresie rządów prawicy arogancja, buta i nienawiść
                    wobec pacjentów, szczególnie tych starszych. Łapiński skończył wreszcie z
                    wystawnymi bankietami, rautami, limuzynami co było właściwe dla poprzednich
                    ministrów. Oczywiście za to był nieustannie opluwany: a to przez panią Olejnik,
                    przed Radziszewską i Kopacz, przez wrogie media z "Wyborczą" na czele. Doszło w
                    końcu do tego, że pod naciskiem lobby UW musiał zostać odwołany, właśnie w
                    momencie gdy wywalczył większą skłądkę na służbę zdrowia. Musiał zastąpić go
                    niejaki Balicki (prawdopodobnie GW zaszantażowała premiera, że spreparuje jakąś
                    kolejną nagonkę na zwór "afery Rywina"), co wszyscy wiemy jak się skończyło.
                    Dlatego moim zdaniem, gwarancją dalszej korzystnej dla pacjentów reformy służby
                    zdrowia byłoby przywrócenie przez koalicję SLD-UP-PLD doktora Mariusza do swej
                    funkcji, co staje się coraz bardziej prawdopodobne po ostatnich wydarzeniach z
                    panem Jagiellińskim. Tak więc zarzyty wobec Łapiśńkiego proszę zawiesić na
                    kołku i czekać w konstruktywnycm duchu na pozytywne efekty jego działań, które
                    powinny dać się odczuć przez szersze kręgi społeczne już z początkiem 2005
                    roku.

                    Wasza
                    emerytka z Rzeszowa
                    żyjąca dzięki Łapińskiemu
                    • Gość: Zofia Re: do tow. Emerytki. Nie zdzierzylem! IP: *.netlandia.pl 30.01.04, 22:03
                      Potwierdzam opinie o szpitalu przy Banacha z czasow dyrektorowania w nim dr
                      "Mariusza". Bylam pacjentka w tym szpitau 2 miesiace. Marnujacy sie sprzet
                      kupiony za ciezkie miliony z naszych pieniedzy (nie wykorzystywany z powodu
                      totalnego balaganu) brud, prywata na kazdym kroku. To wiedza z autopsji nie z gazet.

                      tow. emerytka napisala:
                      że z polskich klinik i szpitali znikła powszechna w okresie rządów prawicy
                      arogancja, buta i nienawiść

                      Nie wiem jak jest w Polsce w innych szpitalach. To czesto zalezy od dyrektora i
                      personelu kierowniczego szpitala. Za czasow gdy dyrektorem kliniki AM przy
                      Banacha byl dr. Mariusz szpital uzyskal opinie jedego z najgorszych w W-wie.
                      • Gość: emerytka zRzeszowa Dlaczego piszecie nieprawdę o Mariuszu Łapińskim? IP: *.chello.pl 30.01.04, 23:39
                        Oceniając dzialalność Mariusza Łapińskiego, współczesnego doktora Judyma,
                        posługuje się pani kłamstwem, pomówieniem i nieprawdą. Kto kazał pani w ten
                        sposób napisać? W czyjej grze pani uczestniczy?! Nie wolno krytykować
                        człowieka, dzięki któremu zimę 2001/2002 przeżyło miliony emerytów. A mówienie
                        o "brudzie" jest już po prostu niesmaczne, świadczy o ignorancji i
                        stronniczości w ocenie. Szpital Mariusza Łpaińśkiego jest sterylnie czysty,
                        schludny i zadbany. Nowoczesny sprzęt służy doratowania życia ludziom,
                        zmęczonym i schorownym, którzy wcześniej musieliby umierać na ulicy, a dziś są
                        z otwartymi ramionami przyjmowani przez pana Mariusza. Jak mi donoszono -
                        również wyżywienie jest klasa. Ale rozgłaszać kalumnie zawsze można. Tym
                        bardziej, gdy dotykaają one ludzi lewicy.
                        • sceptyk Prywatna nagroda p. Sceptyka 30.01.04, 23:58
                          przypada



                          nickowi



























                          emerytka zRzeszowa




                          za doskonale teksty. Uczyc sie mozna od Pani, staruszko.
                          • Gość: Szerszeń Re: Prywatna nagroda p. Sceptyka IP: *.tvsat364.lodz.pl 31.01.04, 11:48
                            sceptyk napisał:

                            > przypada
                            > nickowi
                            >
                            >
                            > emerytka zRzeszowa

                            Ludzie, nie widzicie, że to żadna tam emerytka, tylko ktoś z was sobie jaja
                            robi...smile

                            No nie ja, niestety nie ja!
                            Aż żałuję, że sam nie wpadłem na taki świetny pomysł!!!
    • oleg3 To normalna (od lat !) praktyka Fiskusa 30.01.04, 13:25
      Ten pomysł to tylko logiczne -według fiskusa- rozciągnięcie zasad
      obowiązujących przedsiębiorców na wynajmujących lokale. Nihil novi ...

      Czy wiecie, że według interpretacji Fiskusa właściciel firmy korzystający z
      bezpłatnego pakietu biurowego osiąga przychód (do opodatkowania oczywiście) w
      wysokości ceny zakupu Microsoft Office.


      Rada jest tylko jedna. Radykalne obcięcie -czyli do 1/3 obecnego poziomu-
      wydatków publicznych i wysłanie prawie całego tego wesołego towarzystwa na
      zieloną trawkę.
      • alfalfa Re: To normalna (od lat !) praktyka Fiskusa 30.01.04, 14:06
        oleg3 napisał:

        > Czy wiecie, że według interpretacji Fiskusa właściciel firmy korzystający z
        > bezpłatnego pakietu biurowego osiąga przychód (do opodatkowania oczywiście) w
        > wysokości ceny zakupu Microsoft Office.

        Wiemy, wiemysmile To skutecznie zniechęca firmy do używania tego softu. Nie chcą
        mieć problemów na przyszłość i częściej wybierają MS. To się nazywa lobbing!wink
        pozdrawiam
        A.
        • andrzejg a o jakiej formie opodatkowania piszecie?/nt 30.01.04, 14:11
          • Gość: Mosul Śmieszna prawica i żałosna lewica. IP: 193.19.164.* 30.01.04, 14:21
            Moi szlachetni rozmówcy w powyżej zamieszczonych tekstach,napisali
            nieścisłości,które dla porządku wyjaśniam.Skoro napisałem,że UPR to śmieszna
            partyjka-kanapówka, to znaczy,że tak uważam.Nie ja sam tylko,bo wspierają mnie
            też sondaże.Mam nadzieję, że ich wyniki są znane moim adwersażom.Nie
            napisałem,że z rządów SLD-UP jestem zadowolony,bo nie jestem.ZAuważyłem
            skromnie,iż nie ma w Polsce poważnej prawicy. I to ponawiam.Dlaczego tak
            sądzę? Żadna partyjka nie przedstawiła poważnego programu.To czym się chwalą,
            to zbiorki dobrych chęci.Nie myślicie,że to za mało,aby zdobyć zaufanie
            wyborców?
            • xiazeluka Większość ma zawsze rację! Nawet kretynów... 30.01.04, 14:29
              Gość portalu: Mosul napisał(a):

              > Nie ja sam tylko,bo wspierają mnie też sondaże.

              Czyli o mądrości wyborców świadczy wynik SLD z ostatnich wyborów?

              > Mam nadzieję, że ich wyniki są znane moim adwersażom.

              Komu, przepraszam?

              > ZAuważyłem
              > skromnie,iż nie ma w Polsce poważnej prawicy.

              Wedle jakich kryteriów? Poparcia ulicy? To oczywiste - gawiedź chce
              obietnic "bezpieczeństwa", a nie potu i łez. Dlatego kierowanie się gustami
              ulicy nieuchronnie prowadzi do upadku państwa.

              > Żadna partyjka nie przedstawiła poważnego programu.To czym się chwalą,
              > to zbiorki dobrych chęci.Nie myślicie,że to za mało,aby zdobyć zaufanie
              > wyborców?

              Ciekawe, że gruszki na wierzbie z "programów" SLD/PSL/PO etc.
              wyborców "przekonały". Już widzę, jak robole po fajrancie czytają w pociągu
              podmiejskim odpowiednie broszury i porównują jedne z drugimi.
              • Gość: Mosul Re: Większość ma zawsze rację! Nawet kretynów... IP: 193.19.164.* 30.01.04, 14:46
                Napisałeś: "Czyli o mądrości wyborców świadczy wynik SLD z ostatnich wyborów? "

                O czymś świadczy. Przede wszystkim o złym rządzeniu wcześniejszej
                ekipy.Dzisiejsze sondaże pokazują złą ocenę rządów SLD-UP.Pokazywane poparcie
                dla PO, to oznaka zawodu na kolejnych rządach.Wiemy,że w tym ugrupowaniu jest
                wielu nieudaczników z ekip wcześniejszych i uciekinierów z UW.Ci
                politycy,pomimo,iż się na stanowiskach publicznych nie sprawdzili,dalej chcą
                rządzić.Podobnie postępują politycy z SLD.Mają w swych szeregach osoby,które
                już dawno się nie sprawdzały.Co z tego? Nic.Dalej uważają,że są
                niezastąpieni/niezatapialni?/i psują gospodarkę nadal.Popatrz na scenę
                polityczną i zadaj proste pytanie: czy widzisz szansę na powstanie powaznej
                partii prawicowej przed wyborami? Ja nie widzę.Skoro nie ma szans na poważna
                partię,nie ma też szans na powazny program dla kraju.Zlepki hasełek programu
                nie zastąpią.A dobry program to m.in. pokazanie celu i pokazanie środków,jakie
                zostaną zastosowane dla jego osiągnięcia.My jako społeczeństwo, obserwujemy
                ciągle walkę ludzi o stołki a nie walkę o programy.Gdzie i kiedy rozliczono
                chociaż jednego polityka,że nie wykonał zapowiedzi przedwyborczych? Nigdzie. I
                tak jeszcze długo bedzie.Dlaczego,to temat na inną okazję.
                • mr_watchman Re: Większość ma zawsze rację! Nawet kretynów... 30.01.04, 14:58
                  Gość portalu: Mosul napisał(a):

                  > O czymś świadczy. Przede wszystkim o złym rządzeniu wcześniejszej
                  > ekipy.

                  Ciekawy wniosek. To skąd popularność SLD przed wyborami? Lustrzane odbicie
                  notowań komuny z AWS?

                  > Dzisiejsze sondaże pokazują złą ocenę rządów SLD-UP.Pokazywane poparcie
                  > dla PO, to oznaka zawodu na kolejnych rządach. Wiemy,że w tym ugrupowaniu
                  > jest wielu nieudaczników z ekip wcześniejszych i uciekinierów z UW.Ci
                  > politycy,pomimo,iż się na stanowiskach publicznych nie sprawdzili,dalej chcą
                  > rządzić.Podobnie postępują politycy z SLD.Mają w swych szeregach osoby,które
                  > już dawno się nie sprawdzały.Co z tego? Nic.Dalej uważają,że są
                  > niezastąpieni/niezatapialni?/i psują gospodarkę nadal.Popatrz na scenę
                  > polityczną i zadaj proste pytanie: czy widzisz szansę na powstanie powaznej
                  > partii prawicowej przed wyborami? Ja nie widzę.Skoro nie ma szans na poważna
                  > partię,nie ma też szans na powazny program dla kraju.Zlepki hasełek programu
                  > nie zastąpią.A dobry program to m.in. pokazanie celu i pokazanie
                  > środków,jakie zostaną zastosowane dla jego osiągnięcia.

                  Z chęcią posłucham twoich wieszczych słów. Może i ja błądzę mamiony ułudą
                  liberalizmu?

                  > My jako społeczeństwo, obserwujemy ciągle walkę ludzi o stołki a nie walkę o
                  > programy.Gdzie i kiedy rozliczono chociaż jednego polityka,że nie wykonał
                  > zapowiedzi przedwyborczych? Nigdzie. I tak jeszcze długo bedzie.Dlaczego,to
                  > temat na inną okazję.

                  Czemu? Spieszysz się gdzieś?
                • xiazeluka Re: Większość ma zawsze rację! Nawet kretynów... 30.01.04, 15:04
                  Gość portalu: Mosul napisał(a):

                  > Ci
                  > politycy,pomimo,iż się na stanowiskach publicznych nie sprawdzili,dalej chcą
                  > rządzić.

                  Nie tyle chcą (choć oczywiście chcą), ale są wybierani przez tłum kretynów. Na
                  zmianę, co 4 lata. I to tyle, jeśli idzie o wartościowanie UPR głosami, za
                  przeproszeniem, wyborców.

                  > Dalej uważają,że są
                  > niezastąpieni/niezatapialni?/i psują gospodarkę nadal.

                  Kto ich wybrał do koryta? Sami siebie wsparci przez rodziny?

                  > polityczną i zadaj proste pytanie: czy widzisz szansę na powstanie powaznej
                  > partii prawicowej przed wyborami?

                  Taka partia istnieje - UPR. Problemem jest jednak zsocjalizowanie umysłów, a
                  nie jej program. Wystarczyłoby zacząć obiecywać każdemu po domku z ogródkiem i
                  dożywotnią pensję, a w sondażach zajęliby miejsce co najmniej Samoobrony.
                  Rozdziel więc rozsądny program od jego odbioru przez elekorów, zamiast się
                  naśmiewać.

                  > A dobry program to m.in. pokazanie celu i pokazanie środków,jakie
                  > zostaną zastosowane dla jego osiągnięcia.

                  Co dowodzi, że gawiedź nie zwraca uwagi na takie niuanse! Przecież wybiera
                  kolejne reżimy zajadając kiełbasę wyborczą, a nie sprawdzając jej składniki!

                  > My jako społeczeństwo, obserwujemy
                  > ciągle walkę ludzi o stołki a nie walkę o programy.

                  A kto ma jakiś fajny program?

                  > Gdzie i kiedy rozliczono
                  > chociaż jednego polityka,że nie wykonał zapowiedzi przedwyborczych? Nigdzie.

                  To na cholerę Ci programy, skoro sam widzisz, że "my, społeczeństwo" mamy ich
                  treść w dupie?
              • Gość: siedem Re: Większość ma zawsze rację! Nawet kretynów... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 14:49
                > Wedle jakich kryteriów? Poparcia ulicy? To oczywiste - gawiedź chce
                > obietnic "bezpieczeństwa", a nie potu i łez.

                prawe państwo to nie jest pot i łzy. to jest mit. taki BABOK którym straszy się
                dzieci.

                5040
              • Gość: emerytka zRzeszowa Re: Większość ma zawsze rację! Nawet kretynów... IP: *.chello.pl 30.01.04, 16:11
                Już widzę, jak robole po fajrancie czytają w pociągu
                > podmiejskim odpowiednie broszury i porównują jedne z drugimi.

                Skąd w Panu tyle pogardy do robotniów? Gdzie się Pan wychował, nikt Pana
                szacunku do innych ludzi nie nauczył?!
          • oleg3 Re: a o jakiej formie opodatkowania piszecie?/nt 30.01.04, 15:01
            Witaj,

            dotyczy to wszystkich form opodatkowania -ryczałt, liniowy, zasady ogólne-.
            Zrobiłem Ci mały wyciąg wink To te INNE NIEODPŁATNE ŚWIADCZENIA

            USTAWA z dnia 26 lipca 1991 r.
            o podatku dochodowym od osób fizycznych


            Art. 11. [Przychody] 1. Przychodami, z zastrzeżeniem art.14–16, art. 17 ust. 1
            pkt 6 i 9, art. 19 i art. 20 ust. 3, są otrzymane lub postawione do dyspozycji
            podatnika w roku kalendarzowym pieniądze i wartości pieniężne oraz wartość
            otrzymanych świadczeń w naturze i INNYCH NIEODPŁATNYCH ŚWIADCZEŃ.
            2. Wartość pieniężną świadczeń w naturze, z zastrzeżeniem art. 12 ust. 2,
            określa się na podstawie cen rynkowych stosowanych w obrocie rzeczami lub
            prawami tego samego rodzaju i gatunku, z uwzględnieniem w szczególności ich
            stanu i stopnia zużycia oraz czasu i miejsca ich uzyskania.
            2a. Wartość pieniężną innych nieodpłatnych świadczeń ustala się:
            1) jeżeli przedmiotem świadczenia są usługi wchodzące w zakres działalności
            gospodarczej dokonującego świadczenia – według cen stosowanych wobec innych
            odbiorców,
            2) jeżeli przedmiotem świadczeń są usługi zakupione – według cen zakupu,
            3) jeżeli przedmiotem świadczeń jest udostępnienie lokalu lub budynku – według
            równowartości czynszu, jaki przysługiwałby w razie zawarcia umowy najmu tego
            lokalu lub budynku,
            4) w pozostałych przypadkach – na podstawie cen rynkowych stosowanych przy
            świadczeniu usług lub udostępnianiu rzeczy lub praw tego samego rodzaju i
            gatunku, z uwzględnieniem w szczególności ich stanu i stopnia zużycia oraz
            czasu i miejsca udostępnienia.
            2b. Jeżeli świadczenia są częściowo odpłatne, przychodem podatnika jest różnica
            pomiędzy wartością tych świadczeń, ustaloną według zasad określonych w ust. 2
            lub 2a, a odpłatnością ponoszoną przez podatnika.


            USTAWA z dnia 20 listopada 1998 r.
            o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez
            osoby fizyczne

            Art. 6. [Warunki opłacania ryczałtu od przychodów] 1. [6] Opodatkowaniu
            ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych podlegają przychody osób fizycznych z
            pozarolniczej działalności gospodarczej, o których mowa w art. 14 ustawy o
            podatku dochodowym, w tym również, gdy działalność ta jest prowadzona w formie
            spółki cywilnej osób fizycznych lub spółki jawnej osób fizycznych, zwanych
            dalej „spółką”.
            1a. [7] Opodatkowaniu ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych podlegają
            również otrzymane lub postawione do dyspozycji podatnika w roku kalendarzowym
            pieniądze i wartości pieniężne oraz wartość otrzymanych świadczeń w naturze i
            INNYCH NIEODPŁATNYCH ŚWIADCZEŃ z tytułu umowy najmu, podnajmu, dzierżawy,
            poddzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze. Dla ustalenia wartości
            otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń z tytułu tych
            umów, stosuje się art. 11 ust. 2–2b ustawy o podatku dochodowym.


            Pozdrawiam
            • Gość: AndrzejG Re: a o jakiej formie opodatkowania piszecie?/nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 15:29
              Uznanie za przychód nieodpłatnych świadczen (ale tylko w zakresie oferty
              gospodarczej firmy dającej darmową usługę) jestem sobie w stanie wytłumaczyć
              zabezpieczeniem się przed wykorzystywaniem cichej,niepisanej umowy pomiędzy
              dwoma stronami,które moga później podzielić się zaoszczędzonym podatkiem.
              Ustawienie podatku Vat troche to komplikuje,ale mamy jeszcze sporo nievatowców.

              Jeśli chodzi o najem mieszkań ,to z tego co czytałem ,uznanie za przychód
              opłaty za wszystkie media dotyczy tylko podatku ryczałtowego od wynajmu lokalu.
              Wynajmując na zasadach ogólnych możesz w opłatę za wynajem wliczyć odstępne,
              czynsz mieszkaniowy i wszystkie media i po odliczeniu kosztów do opodatkowania
              pozostanie Ci tylko odstępne.Ryczałt za wynajem mieści się chyba w granicach
              8.5% do 20%,czyli dla tych któzy umieją umieścić się w najniższej stawce,
              jest on o wiele korzystniejszy od zasad ogólnych.Nie wiem co kierowało
              pomysłodawcami zmian,ale na pewno nie poczucie sprawiedliwości , mające
              wyrównać obciążenia ryczałtowców i innych.Prędzej chcą zapędzić wszystkich
              do wycofania się z ryczałtu.

              A.
              • oleg3 Re: a o jakiej formie opodatkowania piszecie?/nt 30.01.04, 16:43
                Udzieliłeś bezpłatnej porady podatkowej. Fiskus już do Ciebie jedzie -smile.

                W zasadach ogólnych to kwestia dobrego sporządzenia umowy. Ale co dla
                przedsiębiorcy jest rutyną, dla wynajmującego, bez doświadczeń biznesowych,
                będzie torem przeszkód.
                • obserwator_1971 Dam upust rozgoryczeniu, a co... 30.01.04, 18:54
                  Przede wszystkim chcę podziekować Xsięciuluce (?) za zasygnalizowanie zmian w
                  przepisach, a także Olegowi3 za bardzo ciekawe dla mnie informacje podatkowe.
                  Jestem drobnym przedsięborcą i nie miałem pojęcia, że mam zapłacić podatek
                  dochodowy od używanego bezpłatnego oprogramowania. Swoją drogą ciekawe na
                  jakiej podstawie fiskus ustalił, że wartośc dowolnego bezpłatnego pakietu
                  biurowego jest równa cenie NAJDROŻSZEGO pakietu biurowego oferowanego na rynku.
                  Przecież funkcje programów są nieporównywalne. Co ciekawsze, sam Microsoft
                  ustala ceny w RÓŻNEJ wysokości na TEN SAM produkt, uzależniając je od sposobu
                  zakupu programu("z pólki" lub jako dodatek do hardware-u). Poza tym istnieje
                  dużo tańszy pakiet "Microsoft Works", będący okrojoną wersją Office-a ale
                  zachowujący podstawowe funkcje pakietu biurowego, więc bliższe uczciwości
                  byłoby gdyby fiskus właśnie tę cenę przyjął jako podstawę do rozliczeń. A w
                  ogóle sam się dziwię własnym słowom, bo dałem się "zakręcić" i uwierzyłem, że
                  można oszacować wartośc produktu bezpłatnego (bezpłatne oprogramowanie jest
                  formą promocji firmy - mylę się?). To tak jakby fiskus domagał się uiszczenia
                  podatku od dochodu wynikającego z otrzymania gadżetów reklamowych w rodzaju
                  koszulki, długopisu, bądź kalendarza.

                  A teraz do meritum, czyli mojego rozgoryczenia. Przeczytałem posty Mosula i
                  jego adwersarzy. I adwersarzom muszę powiedzieć, że zaatakowaliście Mosula
                  gwałtownie, mimo że moim zdaniem ma On wiele racji. Zareagowaliście bardziej na
                  FORMĘ jego wypowiedzi, którą uznaliście za obelżywą wobec ugrupowania, z którym
                  sympatyzujecie, a nie na TREŚĆ.

                  Mam nadzieję, że nie muszę nikogo na tym forum zapewniać o moich prawicowych
                  poglądach. Ale co mi po poglądach, kiedy od lat nie moge ich "zainwestować" w
                  żadne ugrupowanie. I tu zgadzam się z Mosulem - w Polsce nie ma AKTYWNEJ partii
                  liberalnej, a UPR od lat (niestety) jest nieobecna w życiu politycznym, mimo
                  dobrego programu.

                  Zawsze uczono mnie, że jeśli występuje brak zrozumienia, to winny jest NADAWCA
                  komunikatu, a nie odbiorca. Zatem dopóki istnieje demokracja, nie można się
                  obrażać na wyborców i nazywac ich "baranami". To UPR od lat nie
                  potrafi "sprzedać" swojego programu w taki sposób, żeby "nabywcy"
                  zmaterializowali się przy urnach wyborczych. Jesli jakiś produkt nie znajduje
                  nabywcy, to znaczy że jest do chrzanu, bez względu na to, że w kategoriach
                  obiektywnych jest świetny. Partię polityczną, Drodzy Panowie Liberałowie,
                  należy rozliczać tak jak przedsiębiorstwo, czyli z WYNIKÓW. Przecież nie
                  odkrywam przed Wami Ameryki, prawda? Niech UPR wyjdzie w końcu z politycznego
                  cienia, a zapewniam, że znajdzie się więcej takich, jak ja, sympatyków, którzy
                  dotychczas żałowali im swojego głosu kierując się pragmatyzmem.

                  W Polsce przy każdych wyborach zwyciężała partia bazująca na niezadowoleniu, a
                  nie na zadowoleniu. Wahadło sympatii wyborców za każdym razem zajmowało
                  przeciwstawne położenie w porównaniu do poprzednich wyborów. Każda ekipa
                  kończąca sprawowanie władzy odchodziła w atmosferze klęski.

                  I tu dochodzimy do sedna problemu. Moim zdaniem obecnie ŻADNE ugrupowanie w
                  Polsce nie jest w stanie sprawować władzy dłużej, niz przez jedną kadencję. A
                  co za tym idzie, KAŻDE ugrupowanie dochodzące do władzy ma świadomość
                  tymczasowości swojego rządzenia. I dlatego styl rządów dopasowuje właśnie do
                  tych warunków. Czyli nie wysila się na większe reformy, rozdaje świadczenia
                  socjalne na prawo i lewo (nawet tzw. prawica!), a w ostatnim roku rządów
                  zostawia w budżecie "miny" dla swoich następców. I nie ma sensu dyskusja, które
                  ugrupowania są bardziej cyniczne w takim postępowaniu, bo krytyka należy sie
                  wszystkim.

                  Strategia DUŻYCH partii jest dostosowana do rządzenia co drugą kadencję i do
                  przechodzenia do opozycji po utracie władzy. Bycie w opozycji natomiast polega
                  na torpedowaniu (nie licząc się z kosztami) posunieć aktualnego rządu i
                  przygotowywaniu sobie gruntu pod objęcie władzy przy najbliższej okazji.

                  Najgorsze jest to, że nic nie wskazuje, aby stosowanie strategii „wahadła”
                  miało się zakończyć w najbliższym czasie. Pozostaje jedynie cierpliwe czekanie
                  aż Naród się wyedukuje na tyle, żeby byc w stanie ŚWIADOMIE podejmować wybór. I
                  tu upatruję rolę MEDIÓW, choc z drugiej strony nie wiążę z nimi wielkich
                  nadziei. A to dlatego, że media korzystają na tej sytuacji, gdyż sa hołubione
                  zarówno przez lewicę jak i prawicę, w zależności od tego, kto akurat jest przy
                  władzy. Podobną strategię ma PSL – największe polityczne dziwki, jakie znam.

                  Jestem ciekaw Waszych uwag co do mojego rozumowania, Wypowiedzi Emerytki z
                  Rzeszowa pominę milczeniem (choć podświadomie czuję, że robi sobie ona po
                  prostu "jaja" z nas).

                  Pozdrawiam ciepło i wybaczcie mi pisanie pod wpływem emocji.
                  • oleg3 Zamiast odpowiedzi 30.01.04, 19:20
                    Zgadzam się z (prawie) wszystkim co napisałeś. UPR nie jest partią polityczną
                    tylko klubem dziennikarsko-dyskusyjnym. Oto historyjka z życia.

                    W moim mieście oficjalni kandydaci UPR otrzymali śladowe ilości głosów w
                    ostatnich wyborach do sejmiku wojewódzkiego. W tych samych wyborach Komitet
                    Wyborców złożony z sympatyków UPR otrzymał powyżej 4% głosów w wyborach do
                    Rady Miasta, a kandydat tego komitetu na prezydenta zajął 3 miejsce
                    nieznacznie przegrywając z kandydatem SLD (prawie 15%) . Wszystko to zostało
                    osiągnięte metodą pospolitego ruszenia kilkunastu ludzi. A UPR nie zrobiła nic,
                    NIC, NIC. To i takie są wyniki.

                    Z czym się nie zgadzam ? Z wahadłem. To jest JEDEN układ. Wyborcy są
                    oszukiwani, że cokolwiek wybierają.

                    P.S.
                    Podziękowania przyjmuję z pewnym zażenowaniem wink

                    Pozdrawiam
                    • andrzejg Re: Zamiast odpowiedzi 30.01.04, 19:25
                      oleg3 napisał:

                      > Z czym się nie zgadzam ? Z wahadłem. To jest JEDEN układ. Wyborcy są
                      > oszukiwani, że cokolwiek wybierają.
                      >

                      LPR i SLD to jeden układ?
                      Nie zgodze się z Tobą.Czytam od czasu do czasu zarzuty,że rządzi układ
                      pomagdalenkowy,że to wszystko jedno ,która partia ,czy PiS,czy UP wygra
                      wybory,bo to jest jeden układ.Układ kończy się gdy chodzi o walkę o władzę
                      i mimo wszystko mamy demokrację i każda partia musi się liczyć z wyborcami.

                      A.
                      • alfalfa Re: Zamiast odpowiedzi 30.01.04, 19:47
                        Eh, Andrzeju zdaje się jednak, że Oleg ma rację. Oni oficjalnie są
                        przeciwnikami politycznymi ale prywatnie są Leszkami co to z Donaldami czy
                        innymi "Księzycowymi" koniaczek w sejmowej knajpie wychylają (tudzież Redaktor
                        z exRzecznikiem - cholera by go wzięła). Jedna banda. Faktem jest, że
                        oficjalnie grają swoje "ideowe" role ale zobacz sam - głosowanie na dotacje
                        dot. pkp. Przecież to granda! "Ideowość" poszła w kont i dali dopłat za 0,5mld
                        Ci niby "prawicowcy" z bożej łaski.

                        Jedną myśl bym chciał poruszyć - pragmatyzm. Otóż ja już z "pragmatyzmem"
                        kończę. Nie wybiorę PO czy PiS "pragmatycznie" właśnie z powodu tego głosowania.
                        pozdrawiam
                        A.
                        • andrzejg Re: Zamiast odpowiedzi 31.01.04, 09:01
                          Mimo wszystko mamy demokrację ,bo nikt Cie nie zmusza do głosowania na
                          kogokolwiek,możesz sobie załozyć nawet swoja partię.To że oni tam popijają
                          sobie prywatnie jest całkiem inna sprawą.Czasami po koniaczku wypiją również
                          przeciwnicy polityczni,ale równiez może to swiadczyć o powiazaniach.

                          Wracając do tematu - ogladałem wczoraj występ takiego łysego z ministerstwa,
                          nie pamietam nazwiska - to wszystko jest takie jakies pokrętne.Niby chcą
                          równości w traktowaniu wynajmujacych opodatkowanych ryczałtem i na zasadach
                          ogólnych,tłumacząc to niska stawką ryczałtu w stosunku do podatku progresywnego,
                          ale tylko gmatwają.Wiadomo,że chcą sciągnąć jak najwięcej kasy.W takim razie
                          najprościej jest ujednolicić stawkę ryczałtu na poziomie 17-19 % i za przychód
                          uznawać tylko odstepne lokalu,tzn to co pozostanie po odjeciu wszystkich opłat.
                          Jest to logiczne i jasne dla kazdego,a takim gmatwaniem tylko zniechęcają ludzi
                          do rzadzacych i powoduja ciągłe pogłebianie się rozdziału pomiedzy tymi na
                          górze i tymi na dole.

                          Będziemy mówic ONI jak nic.Mówimy ONI.

                          A.
                          • oleg3 Re: Zamiast odpowiedzi 31.01.04, 09:18
                            andrzejg napisał:

                            > Mimo wszystko mamy demokrację ,bo nikt Cie nie zmusza do głosowania na
                            > kogokolwiek,możesz sobie załozyć nawet swoja partię.

                            Obserwujesz lokalne układy? Nie jesteśmy w stanie prześledzić siatki interesów
                            na szczeblu centralnym, choć Kulczyk czy Krauze rzucają się w oczy. Co innego w
                            gminie. Tu możesz wszystko zobaczyć.

                            Konkurencja, wśród polityków, oczywiście jest. Ale Moczar też konkurował z
                            Gomułką, włoska Chrześcijańska Demokracja z komunistami.

                            Miłego Dnia
                            • andrzejg Re: Zamiast odpowiedzi 31.01.04, 09:29
                              oleg3 napisał:

                              > andrzejg napisał:
                              >
                              > > Mimo wszystko mamy demokrację ,bo nikt Cie nie zmusza do głosowania na
                              > > kogokolwiek,możesz sobie załozyć nawet swoja partię.
                              >
                              > Obserwujesz lokalne układy? Nie jesteśmy w stanie prześledzić siatki
                              interesów
                              > na szczeblu centralnym, choć Kulczyk czy Krauze rzucają się w oczy. Co innego
                              w
                              >
                              > gminie. Tu możesz wszystko zobaczyć.
                              >
                              > Konkurencja, wśród polityków, oczywiście jest. Ale Moczar też konkurował z
                              > Gomułką, włoska Chrześcijańska Demokracja z komunistami.
                              >
                              > Miłego Dnia

                              Powiedz mi gdzie nie ma układów?W dyktaturach nie ma?
                              Pewnie masz zastrzeżenia do efektów tej demokracji,że przy sterach nie są
                              ci których bys tam chętnie widział,ale nie zmienia to faktu,ze jest u nas
                              demokracja.Masz prawo głosu.

                              A.
                              • oleg3 Re: Zamiast odpowiedzi 31.01.04, 09:34
                                andrzejg napisał: jest u nas demokracja.Masz prawo głosu.

                                Ja nie kwestionuję tego faktu.

                                Ale są i takie kwiatki:

                                www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040124/prawo/prawo_a_2.html?k=on;t=2004010120040131
                                • xiazewader Re: Zamiast odpowiedzi 31.01.04, 14:11
                                  oleg3 napisał:

                                  > andrzejg napisał: jest u nas demokracja.Masz prawo głosu.
                                  >
                                  > Ja nie kwestionuję tego faktu.
                                  >
                                  > Ale są i takie kwiatki:
                                  >
                                  > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040124/prawo/prawo_a_2.html?k=on;t=2004010120040131
                                  >

                                  Gdzie widzisz tego kwiatka? Może w mozliwości zlikwidowania przektętów w
                                  funduszach na kampanie wyborcze? Powinno być jawne kto daje i ile daje. Wkraju
                                  takim jak Polska jest to warunek sine qua non. Społeczeństwo, czyli wyborcy
                                  muszą wiedzieć kto w kampanie inwestuje a po wygranych wyborach ocenić na ile
                                  inwestycja się zwraca inwestujacemu. Takim sposobem jest kontrola nad
                                  przepływem pieniędzy przez konta bankowe.
                                  • oleg3 Kara za pozaparyjną aktywność polityczną 31.01.04, 15:06
                                    xiazewader napisał:

                                    > Gdzie widzisz tego kwiatka? Może w mozliwości zlikwidowania przekrętów w
                                    > funduszach na kampanie wyborcze? Powinno być jawne kto daje i ile daje.
                                    >W kraju takim jak Polska jest to warunek sine qua non. Społeczeństwo, czyli
                                    >wyborcy muszą wiedzieć kto w kampanie inwestuje a po wygranych wyborach
                                    > ocenić na ile inwestycja się zwraca inwestujacemu. Takim sposobem jest
                                    >kontrola nad przepływem pieniędzy przez konta bankowe.

                                    Na początek skopiuje cały tekst. Jutro będzie już niedostępny.

                                    Prawo wyborcze Finansowanie kampanii
                                    Jedynie czekiem, przelewem lub kartą
                                    Czy ograniczenie możliwości dokonywania przez osobę fizyczną wpłaty na konto
                                    komitetu wyborczego jedynie czekiem, przelewem lub kartą płatniczą jest zgodne
                                    z konstytucją? Czy przepadek na skarb państwa kwot wpłaconych gotówką nie
                                    narusza zasad państwa prawa?
                                    Takie pytania prawne do Trybunału Konstytucyjnego skierował niedawno Sąd
                                    Okręgowy w Koszalinie. Zawisła tam bowiem sprawa z wniosku komisarza wyborczego
                                    w Koszalinie, wytoczona w imieniu skarbu państwa jednemu z koszalińskich
                                    komitetów wyborczych uczestniczących w ostatnich wyborach samorządowych.
                                    Komisarz domaga się przepadku na rzecz skarbu państwa kwoty 51 tys. zł
                                    pozyskanej przez komitet wyborczy od osób fizycznych inną drogą niż z rachunku
                                    bankowego oraz solidarnego obciążenia tą kwotą członków komitetu wyborczego. Od
                                    odpowiedzi TK na postawione pytania zależy wyrok w tej sprawie.
                                    Członkowie pozwanego komitetu wyborczego kwestionują przepisy ustawy -
                                    Ordynacja wyborcza do rad gminy rad powiatów i sejmików województw, które
                                    umożliwiają komisarzowi wyborczemu wystąpienie z takim wnioskiem. Uważają, że
                                    są to przepisy niezgodne z konstytucją, ponieważ naruszają równość obywateli
                                    wobec prawa. Nie wszyscy bowiem mają rachunek w banku i okoliczność ta nie może
                                    stanowić podstawy do pozbawiania ich możliwości finansowania komitetów
                                    wyborczych, które popierają. Sąd Okręgowy podziela te wątpliwości i stwierdza,
                                    że obowiązek posiadania konta bankowego ogranicza prawa obywateli do
                                    uczestnictwa w życiu lokalnej społeczności.
                                    W uzasadnieniu swojego pytania SO stwierdza, że praktyka wpłacania gotówki na
                                    rachunek bankowy komitetu wyborczego jest nagminna, co potwierdzają także inne
                                    sprawy toczące się przed nim. Gotówkowych wpłat na konto komitetów wyborczych
                                    dokonywali nawet ich członkowie dysponujący kontami osobistymi. Przekonani byli
                                    bowiem, że nie są to zakazane wpłaty gotówkowe "do ręki".
                                    W tej sytuacji przepisy o przepadku na skarb państwa kwot wpłaconych na konta
                                    komitetów wyborczych inaczej niż przelewem, kartą czy czekiem oceniane są jako
                                    nadmiernie represyjne. Mogą być też uznane za sprzeczne z zasadami
                                    sprawiedliwości społecznej obowiązującymi w państwie prawa. Ponadto - zauważa
                                    koszaliński SO - dokonana 26 lipca 2002 r. nowelizacja gminnej ordynacji
                                    wyborczej weszła w życie z dniem ogłoszenia, czyli bez vacatio legis
                                    niezbędnego na poznanie ustawy i wyjaśnienie wątpliwości, jakie nasuwają
                                    regulacje skomplikowanej problematyki społecznej.
                                    Wątpliwości koszalińskiego Sądu Okręgowego wzbudził ponadto przepis
                                    ograniczający możliwość odwołania się komitetu wyborczego od postanowienia
                                    komisarza o odrzuceniu sprawozdania finansowego tylko do jednej instancji
                                    sądowej. SO uważa to za ograniczenie prawa do sądu. Bo choć komisarz wyborczy
                                    jest sędzią, to będąc pełnomocnikiem Państwowej Komisji Wyborczej nie może
                                    rozstrzygać sporów między PKW a komitetami wyborczymi. Pytanie o
                                    konstytucyjność normy kreującej taki stan prawny jest więc trzecim postawionym
                                    Trybunałowi przez koszaliński SO w związku z rozpatrywaną sprawą dotyczącą
                                    finansowania komitetów wyborczych.
                                    Od odpowiedzi Trybunału na te pytania zależy wyrok nie tylko w sprawie zawisłej
                                    przed koszalińskim sądem. Orzeczenie dotyczące przepisów gminnej ordynacji
                                    wyborczej może mieć bowiem wpływ na ogólne zasady współfinansowania wyborów
                                    przez obywateli.
                                    Jolanta Kroner



                                    Niestety nie przeczytałeś tekstu z linku, nie znasz też ordynacji wyborczej.
                                    Twoje postulaty dotyczące jawności finansowania są spełnione bez restrykcyjnego
                                    zapisu. Wpłata na konto komitetu jest zawsze rejestrowana przez bank. Komitet
                                    musi też złożyć imienną listę ofiarodawców.

                                    Poszło tylko i wyłącznie o danie po łapach pozapartyjnym inicjatywom wyborczym
                                    O likwidację konkurencji.

                                    Brawo dla Sądu Okręgowego w Koszalinie. Inne sądy wydały już wyroki skazujące w
                                    identycznych sprawach.

                                    A teraz wyciąg z tekstu:

                                    Nie wszyscy bowiem maja rachunek w banku i okolicznosc ta nie moze stanowic
                                    podstawy do pozbawiania ich mozliwosci finansowania komitetów wyborczych, które
                                    popieraja. Sad Okregowy podziela te watpliwosci i stwierdza, ze obowiazek
                                    posiadania konta bankowego ogranicza prawa obywateli do uczestnictwa w zyciu
                                    lokalnej spolecznosci.
                                    W uzasadnieniu swojego pytania SO stwierdza, ze praktyka wplacania gotówki na
                                    rachunek bankowy komitetu wyborczego jest nagminna, co potwierdzaja takze inne
                                    sprawy toczace sie przed nim. Gotówkowych wplat na konto komitetów wyborczych
                                    dokonywali nawet ich czlonkowie dysponujacy kontami osobistymi. Przekonani byli
                                    bowiem, ze nie sa to zakazane wplaty gotówkowe "do reki".

                                    Ukłony
                                    • oleg3 To był hak 31.01.04, 15:37
                                      Pisałem uprzednio o pewnym Komitecie Wyborców. Członkiem komitetu był (m.in.)
                                      radca Trybunału Konstytucyjnego, adwokat był kandydatem na radnego. Ja,- moją
                                      profesję zaczernijmy- byłem nieformalnym doradcą przewodniczącego.
                                      Przewodniczący z pełnomocnikiem finansowym olali moje wątpliwości co do
                                      gotowości banku -renomowany bank ogólnokrajowy- do zawierania umów z
                                      Komitetami Wyborców. Radośnie dostarczyli egz. umowy rachunku bankowego i
                                      kilka pierwszych wpłat na ten rachunek. Dzięki "Rzepie", przy wsparciu w/w
                                      prawników, mogłem im uświadomić konsekwencje. Zmieniliśmy tekst umowy z
                                      bankiem, bank zwrócił nieprawnie pzyjęte wpłaty.


                                      Już wtedy wiedzieliśmy, że będzie problem. I nie mieliśmy wątpliwości, że to
                                      celowa robota. My mieliśmy szczęście i zaplecze intelektualne niedostępne dla
                                      większości Komitetów Wyborców.

                                      P.S. Proszę tego nie traktować jako autoreklamy. To tylko doświadczenie.
                              • alfalfa Re: Zamiast odpowiedzi 31.01.04, 11:44
                                Nie do końca podoba mi się dyktatura, choćby "oświecona", nie mam zaufania i
                                kiepsko się kojarzy. Natomiast wcale nie ma jednej formy (modelu) demokracji i
                                tą która na zasadzie improwizacji i zapożyczeń w Polsce powstała krytykuję.
                                Piszemy o słabości ludzi nas reprezentujących, to nie zmieni się pod
                                wpływem "oświeconej dyktatury", tu się zgodzę ale przecież można inaczej
                                ustawić prawa wyborcze, "poczukać" społeczeństwa obywatelskiego, choćby
                                powiązać je z poziomem podatków płaconych czyli oddać decyzję świadomie w ręce
                                ograniczonej wg. pewnych zasad grupy. Nie chodzi o rządy oligarchii ale
                                przynajmniej ograniczenie wpływu tej masy, która co cztery lata "rządzi"
                                wahadłem. Chodzi o przyspieszenie "edukacji" i np. ograniczenie warcholstwa
                                posłów-przestępców.
                                pozdrawiam
                                A.
                  • alfalfa Re: Dam upust rozgoryczeniu, a co... 30.01.04, 19:36
                    No cóż, na pocieszenie (?) mogę jedynie dodać, że US-y każdy inaczej traktuje
                    kwestię darmowego oprogramowania. Zdaje się, że ta sprawa nie ma ostatecznego
                    rozwiązania.

                    Analiza partyjniactwa krajowego jak najbardziej celna. Za tę "edukację"
                    będziemy bulić dziesiątki lat, niestety. Tyle, że to nasza specjalność. Jak się
                    w krótką historię polskiej demokracji spojrzy np. te dwadzieścia
                    międzywojennych lat, widać to wyraźnie. I tu rozumiem wątpliwości jakie budzi
                    demokracja w wydaniu polskim.

                    A media to też k...y (za przeproszeniem) bo dla sprzedaży pisemka czy
                    oglądalności najchętniej by pokazywali samoloty wlatujące w budynki albo babę z
                    brodą. Na media nie ma co liczyć.

                    Ja np. zawsze w róznych statystykach znajduję siebie w jakichś cholernie małych
                    grupach. Podejrzewam, że Koleżanki/Koledzy też. Jak nam przy naszych poglądach
                    przyjdzie znaleść się kiedyś w procencie istotnym, możemy odrobinę optymizmu
                    poczuc.
                    pozdrawiam
                    A.
                    ps. pan(i) "emerytka" zabawowa jest, racja. takich trzeba pacyfikować przez
                    ściągnięcie na manowcesmile))
    • Gość: małpa Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 30.01.04, 16:07
      Nie straszcie ciagle tym fiskusem , tylko pomyslcie powaznie o sytuacji i
      problemach w kraju.
      • oleg3 Bardzo proszę 30.01.04, 17:49
        Gość portalu: małpa napisał(a):

        > Nie straszcie ciagle tym fiskusem , tylko pomyslcie powaznie o sytuacji i
        > problemach w kraju.


        Mamy zbyt duże wydatki publiczne - 44,6 proc. PKB. Słaba to pociecha, że na
        Węgrzech, gdzie w ostatnich dwóch latach podważono reputację gospodarczą
        państwa, wydatki wynoszą aż 53,5 proc. To patologia. Liderzy systemowi mają dwa
        razy mniejsze obciążenia: Korea - 23 proc., Irlandia - 31, podobnie... Litwa,
        choć jeszcze trzy lata temu wydawała przez budżet 40 proc. PKB. Wysokie wydatki
        oznaczają wysokie obciążenia podatkowe. Część wydatków sektora finansowego ma
        postać tzw. klina podatkowego - czyli narzutów na płacę. Im wyższy klin, tym
        gorzej dla zatrudnienia, bo tym wyższe są koszty pracy. Pod tym względem jest
        źle: w Polsce klin wynosi 44 proc. łącznych kosztów pracy (w Czechach - 24
        proc.). Owe obciążenia to tzw. składki, finansujące rozdęte wydatki socjalne.
        Można powiedzieć, że duże wydatki socjalne powodując wysokie podatki tego typu
        przyczyniają się do wzrostu bezrobocia. Bezrobocie z kolei wymaga dodatkowych
        wydatków socjalnych. Błędne koło się zamyka.

        Po drugie, w latach 2001-03 nastąpił wzrost deficytu finansów publicznych (do 5
        proc. PKB), tylko częściowo z powodu wolniejszego wzrostu gospodarki. Przede
        wszystkim wywołano go większymi wydatkami. W 2001 r. realne wydatki budżetowe
        wzrosły o 8 proc. I z tego poziomu dalej je podwyższano, choć cały czas
        słyszeliśmy o planowanych cięciach. W rezultacie wydatki publiczne wzrosły - z
        42 do 44,6 proc. PKB.

        Trzeci godny uwagi czynnik to regulacja rynku pracy, czyli przepisy
        ograniczające swobodę zawierania umów między pracodawcami i pracobiorcami. To
        rynek szczególnie ważny, bo przenika pozostałe. By cokolwiek wytworzyć, niemal
        zawsze trzeba zatrudnić pracownika. Mimo że w ostatnich latach przeprowadzono
        pewną liberalizację rynku pracy, to Polska nadal odbiega od liderów. Doskonale
        obrazuje to ciągle niekorzystnie wysoki wskaźnik indeksu regulacji pracy.
        Stosunkowo łatwo tworzymy elastyczne formy zatrudnienia, wychodzące poza zwykły
        etat. Jednak nadal nienajlepiej wypadamy pod względem usztywnienia warunków
        zatrudniania i zwalniania. Wysoka płaca minimalna to jedna z najważniejszych
        przyczyn bezrobocia. Im trudniej zwolnić pracownika, tym mniej ludzi firmy
        zatrudniają. To prowadzi do zastępowania pracy kapitałem.

        Dowodem, jak bardzo nadmierna sztywność rynku pracy (także wspomniane pułapki
        socjalne) utrudnia zwiększanie zatrudnienia, jest inny wskaźnik: odsetek
        oficjalnie zatrudnionych osób w wieku produkcyjnym (czyli 15-64 lata). W Polsce
        jest on katastrofalnie niski - 51,5 proc.! Wśród krajów posocjalistycznych
        niżej od nas jest tylko Bułgaria (50,6). Na Węgrzech wynosi on 56 proc., w
        Czechach - 65 proc., w USA - 72 proc. Unia Europejska przyjmując w 2000 r. tzw.
        cele z Lizbony, określiła, że wskaźnik zatrudnienia w Europie w roku 2010
        powinien wynosić 70 proc. Jak widać, daleko nam do tego poziomu.

        Nienajlepiej przedstawiają się różne wskaźniki wolności gospodarczej: otwartość
        gospodarki, obciążenia podatkowe, ochrona praw własności, klimat prawny,
        korupcja i czarny rynek. A przecież im więcej wolności gospodarczej, chronionej
        przez prawo, tym gospodarka bardziej prężna. Od liderów odstajemy pod każdym
        względem, a najbardziej w przypadku korupcji. Na ten indeks nakłada się
        kolejny - prawno-administracyjnych warunków działania. W Polsce mało czasu
        zajmuje założenie firmy - o wiele dłużej trwa to w Hiszpanii czy Czechach. Dużo
        większe są jednak koszty tego założenia - tu nasze wskaźniki są złe. Kuriozalny
        jest przeciętny okres rozpatrywania przez sądy typowego sporu gospodarczego: w
        Polsce wynosi on... 1000 dni. Tunezji, liderowi światowemu, zajmuje to tydzień.
        Owego tysiąca dni (czyli trzech lat!) nie można kłaść na karb dziedzictwa
        socjalizmu - w Armenii spory rozstrzyga się w 70 dni, a w Słowacji w 69. To da
        się zrobić, a problemem nie są pieniądze, ale organizacja pracy sądów

        więcej znajdziesz
        tygodnik.onet.pl/0,1148092,druk.html
    • Gość: babariba pan hrabia jakimiś konkretnymi informacjami... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 30.01.04, 17:07
      ...dysponuje, czy tylko od Karola przy goleniu usłyszał???
      Polecam także inne lektury oprócz tego co pan wie i co pan co rano czyta przy...
      • Gość: leje-sie A xiaze IP: 193.235.118.* 30.01.04, 19:38
        Banialuka i Xiazekubel to sa nawzajem swoimi wlasnymi klonami - taka sobie
        egzystencjonalna petla no tego, no wiecie? Czy tez biora jednak swoje
        pochodzenie od centralnego maga polityki nadrealnej?
    • Gość: doku Luka głupi jak zawsze IP: *.chello.pl 30.01.04, 22:54
      Wyobraź sobie, że masz w mieszkaniu gabinet terapeutyczny i masz taki biznes
      zarejestrowany i płacisz od tego biznesu podatek dochodowy. Przychodzą pacjenci
      i płacą za masaże i dobre rady. Nagle wpadasz na pomysł, żeby stałych klientów
      potraktować inaczej. Dajesz im zniżkę pod warunkiem, że zamiast płacić ci
      gotówką, to pójdą na pocztą i zapłacą za twój czynsz, prąd, ciepło, gaz i wodę.

      I co cwaniaczku, sądzisz, że teraz powinieneś zapłacić mniejszy podatek?

      Albo wynajmujesz pokój studentom, a oni opłacają twój czynsz. Myślisz, że nic
      ci nie płacą? Zawsze byłeś głupi, ale w tak kiepskiej kondycji jeszcze cię nie
      widziałem.

      „"Osoba wynajmująca nieruchomość płacąc te świadczenia zwalnia z tego
      obowiązku jej właściciela" - wyjaśnia Wiktor Krzyżanowski, rzecznik prasowy
      Ministerstwa Finansów. - "Mówiąc obrazowo pozwala to właścicielowi
      nieruchomości zachować w portfelu więcej pieniędzy”

      Na twoje usprawiedliwienie muszę przyznać, że takiego debilizmu jak ten, który
      przytoczyłeś, dawno już nie widziałem. Jeśli ten czerwony pajac naprawdę
      powiedział coś takiego, to miałeś prawo zgłupieć od tego. Jego wizja „więcej
      pieniędzy w portfelu” jest naprawdę pokrętna.

      Jeżeli mój student, któremu wynajmuję mieszkanie, da mi pieniądze do ręki, a ja
      z tego opłacę czynsz, to przynajmniej przez jakiś czas mam więcej pieniędzy.
      Jeżeli jednak dam studentowi rachunek i każę mu iść zapłacić na pocztę, to w
      żaden sposób nie przybywa pieniędzy w moim portfelu, a przeciwnie, ubędzie, bo
      student nie będzie przecież za darmo latał na pocztę.

      Pieniędzy może przybyć w moim portfelu dopiero wtedy, gdy okłamię fiskusa, ile
      płaci mi mój student – pokażę fiskusowi tylko te pieniądze, które daje mi do
      ręki, a nie powiem fiskusowi, że płaci za mnie czynsz. Jeśli fiskus uwierzy i
      zabierze mi mniejszy podatek, to wtedy dopiero mogę „zachować w portfelu więcej
      pieniędzy”, oczywiście kosztem obniżenia ceny wynajmu.

      Albo wyobraź sobie Luczko, że razem z Wiktorkiem chodzicie do tego samego
      prywatnego gabinetu kosmetycznego, do dwóch miłych pań, które mają we dwie
      spółkę i prowadzą biznes kosmetyczny. Płacicie im za manicure, pedicure,
      fryzurę, makijaż itd. Wyobraźcie sobie, że każda z tych miłych pań wynajmuje
      pokój, jedna u ciebie, a druga u Wiktorka. One płacą podatek od swoich
      dochodów, a wy płacicie od swoich.

      Ale nagle Wiktorek wpadł na pomysł, że nie będzie płacił swojej kosmetyczce za
      jej usługi, a ona nie będzie płaciła mu za pokój, który jej wynajmuje, bo
      Wiktorek wykombinował, że nie ma sensu przekładać pieniędzy z kieszeni do
      kieszeni. Ale ty tak nie chcesz, bo jesteś uczciwy. Czy uważasz, że powinieneś
      płacić za tę uczciwość wyższe podatki niż Wiktor?

      A teraz skup się, bo oto pytania: Kiedy Wiktor w państwie prawa będzie mógł
      przestać płacić podatek od dochodu za wynajem mieszkania tej kosmetyczce? Kiedy
      kosmetyczka ma prawo nie wliczyć do swojego dochodu wartości usług świadczonych
      Wiktorowi? Te pytania, to dla ciebie test, czy już umysł twój się przebudził.

      A swoją drogą, to wszyscy powinniście się przebudzić. Jak najszybciej trzeba
      zrobić przedterminowe wybory, bo czerwoni robią coraz gorszy burdel.
      • oleg3 Doku, to może to skomentujesz? 30.01.04, 23:44
        Jak frajer zapłacił podatek od "bezpłatnego użytkowania" własnego samochodu.

        Nieodpłatne korzystanie z samochodu niestanowiącego składnika majątku wspólnego
        wspólników, lecz odrębną własność jednego z nich - dla osiągnięcia wspólnego
        celu gospodarczego (przychodu) - stanowi wspólny przychód wspólników z
        nieodpłatnych świadczeń, a po uwzględnieniu kosztów jego uzyskania - dochód,
        który stosownie do udziału podlega opodatkowaniu osobno u każdego ze
        wspólników - stwierdził NSA w wyroku z 29 października 2003 r. (sygn. akt SA/Sz
        2918/01).

        Podatnik prowadził działalność gospodarczą w spółce cywilnej, w której miał 50-
        proc. udział. Dochód z tego tytułu był opodatkowany na zasadach ogólnych
        (księgi rachunkowe). W 1998 r. spółka używała na potrzeby prowadzonej
        działalności samochód ciężarowy - na podstawie umowy użyczenia zawartej z
        właścicielem, którym był jeden ze wspólników.

        Organy podatkowe stwierdziły, że nieodpłatne korzystanie z samochodu powinno -
        zgodnie z art. 14 ust. 2 pkt 8 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych
        (dalej updof) - zwiększać przychód spółki, a tym samym wspólników. Wysokość
        przychodu z tego nieodpłatnego świadczenia obliczyły na podstawie art. 12 ust.
        3 pkt 4, przyjmując za cenę rynkową wielkość odpisów amortyzacyjnych od podanej
        wartości samochodu (założyły, że cena rynkowa co do zasady powinna pokrywać
        koszt wynajmu, nie może zatem być niższa od kwoty odpisów amortyzacyjnych).
        Wartość otrzymanego w 1998 r. przez spółkę nieodpłatnego świadczenia ustaliły
        na kwotę 6000 zł, z czego 3000 zł przypisały wspólnikowi - właścicielowi
        samochodu.

        Ten zaskarżył decyzję, podnosząc, że w świetle art. 8 i art. 24 updof wspólnik
        spółki cywilnej, będący właścicielem użyczonego samochodu, nie uzyskuje z tego
        tytułu przychodu. Powołał się na argumentację uchwały NSA z 27 listopada 1998
        r. FPS 15/98, która jego zdaniem nadaje się do przeniesienia na grunt
        rozpatrywanej sprawy (patrz tekst "Wspólnik pożycza, spółka płaci odsetki").

        NSA nie podzielił tej argumentacji. Stwierdził, że podatnikami podatku
        dochodowego od osób fizycznych - w wypadku prowadzenia pozarolniczej
        działalności gospodarczej w ramach spółki cywilnej - są wspólnicy tej spółki, a
        nie spółka, co wynika z art. 1 i art. 8 updof. Spółka cywilna powstaje na mocy
        umowy, w której wspólnicy zobowiązują się do osiągnięcia wspólnego celu
        gospodarczego przez działanie w sposób oznaczony, w szczególności przez
        wniesienie wkładów (art. 860 § 1 k.c.). Majątek utworzony przez wkłady
        wspólników i zwiększony o efekty uzyskane w toku działalności spółki jest
        majątkiem wspólnym wspólników o charakterze niepodzielnym (art. 863 § 1 k.c.) i
        zachowuje odrębność od majątku osobistego wspólników.

        Spółka cywilna nie ma wprawdzie osobowości prawnej, jednak prowadząc
        działalność gospodarczą, jest jednostką organizacyjną będącą odrębnym podmiotem
        gospodarczym, może więc zawierać umowy także ze wspólnikami, ze skutkiem dla
        majątku wspólnego. Aby więc określić dochody wspólników z udziału w spółce
        cywilnej, niezbędne jest ustalenie przychodów uzyskanych we wspólnym źródle, a
        także kosztów ich uzyskania i ich rozdział pomiędzy wspólników według ich
        udziałów.

        Nieodpłatne korzystanie z samochodu niestanowiącego składnika majątku wspólnego
        wspólników - dla osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego (przychodu) - stanowi
        wspólny przychód wspólników, o którym mowa w art. 11 ust. 1 updof, a po
        uwzględnieniu kosztów jego uzyskania - dochód, który stosownie do udziału
        podlega opodatkowaniu osobno u każdego ze wspólników (art. 8).

        Sąd podkreślił też, że oddanie przez wspólnika samochodu stanowiącego odrębną
        jego własność do działalności prowadzonej w ramach spółki cywilnej nie jest
        tożsame z zawarciem umowy z samym sobą, co zresztą byłoby prawnie bezskuteczne.
        Organy podatkowe miały zatem rację, uwzględniając - u skarżącego wspólnika - w
        udziale z działalności spółki przychód (dochód) z nieodpłatnego korzystania z
        samochodu stanowiącego odrębną jego własność. Stwierdził ponadto, że powołana
        przez skarżącego uchwała NSA dotyczy kosztów uzyskania przychodów określonych w
        art. 23 ust. 1 pkt 10 updof i nie ma żadnego związku ze sprawą.
        • oleg3 Fiskus 2 razy bierze 31.01.04, 00:06
          W razie nieodpłatnego udostępnienia nieruchomości przychód powstaje nie tylko
          po stronie osoby bądź osób, które biorą ją w użyczenie, ale także - zgodnie z
          art. 16 ust. 1 updof - po stronie właściciela nieruchomości. U niego też
          przychodem tym jest równowartość czynszu, jaki przysługiwałby od tych podmiotów
          w razie zawarcia umowy najmu lub dzierżawy nieruchomości.
          • Gość: doku Bo jest grabieżcą. nt IP: *.chello.pl 31.01.04, 00:18
        • Gość: doku To kwestia niskiej jeszcze kultury prawnej IP: *.chello.pl 31.01.04, 00:16
          Mamy już dość wysoką kulturę prawna w zakresie praw człowieka, nie dorównuje
          temu rozwój praw ekonomicznych z prostego powodu: intensywny rozwój gospodarki
          światowej zaczął się dopiero kilkaset lat temu i jeszcze ludzkośc nie
          wykształciła w sobie instynktów czy archetypów moralności ekonomicznej.

          Musimy wreszcie oswoic się z faktem, że w przeciwieństwie do tradycyjnych
          stosunków miedzyludzkich, w których podmiotem prawa jest człowiek, w ekonomii
          podmiotem prawa jest organizacja. Graczami na rynku są firmy, fabryki, spółki,
          zakłady rzemieślnicze, hurtownie, banki, kancelarie itd. Aby mogło powstać
          prawo ekonomiczne wysokiej jakości, nie można zastanawiać się, który człowiek w
          której jest organizacji. Każda organizacja powinna być równym podmiotem prawa
          ekonomicznego, a odpowiedzialność powinna być zabezpieczona majątkiem tego
          podmiotu, ewentualnie podmiotów podrzędnych (filii, wspólników itp.)

          Jeżeli jakiś człowiek chciałby sam stać się podmiotem gospodarczym, powinien
          zarejestrować się jako organizacja o takich samych prawach jak każda inna. Jego
          działalność nie powinna odróżniać się z punktu widzenia prawa od innych
          organizacji, innymi słowy: człowiek występujący jako podmiot gospodarczy musi
          konsekwentnie trzymac się tej roli, jakby nie był człowiekiem, ale jakąś
          bezosobową spółką.

          Gdybyśmy mieli prawo ekonomiczne (np. podatkowe) zbudoane na takich spójnych
          fundamentach, nikt by nie miał wątpliwości, czyją własnością jest ciężarówka i
          czy mamy do czynienia ze świadczeniem usług jednemu podmiotowi przez inny
          podmiot
      • xiazeluka Dokumenda zodziejem jak zawsze 31.01.04, 09:42
        Towarzysz dokumenda po raz kolejny obnay swoją bolszewicką naturę, niezbyt
        starannie skrywaną za maską pseudoprawicowca.

        Otóż zasadą cywilizowanych społeczeństw winna być zasada, że państwo nie wtrąca
        się w prywatne umowy obywateli. Jeżeli poproszę sąsiada, by umył mi samochód, a
        ja w podzięce powstrzymam się od wbijania gwoździ w ścianę w chwilach, gdy jego
        małe dziecko śpi za ścianą - to gdzie tu jest czyjś dochód? Albo w podanym
        przeze mnie przykładzie z piwem, debilu?

        Dochodem jest to, co zarobię, a nie to, co mógłbym zarobić!

        Jeżeli zarabiam w gabinecie 2000 PLN miesięcznie, a opłaty stałe wynoszą 500
        PLN, to zysk wynosi 1500 PLN. Jeżeli opłaty te uiszczą klienci, to zysk nadal
        będzie wynosił (upraszczając) 1500! Pomyliłeś, idioto, koszty z przychodem -
        przecież jeśli ja nie zapłacę za prąd, to nie będę bogatszy, ponieważ różnicę
        stanowić będzie niższa cena terapii w gabinecie.
        Innymi słowy probozycja zbójów z MinFinu to opodatkowanie nieistniejącego
        zysku...

        Przykład z pokojem dla studentów jest tak głupi, że nie sądzę, byś go wymyslił
        będąc przy zdrowych zmysłach: na tej samej zasadzie mógłbyś zakretynić, że
        jeżeli w styczniu zapłacę niższy rachunek za telefon (prąd/wodę) niż styczniu
        (bo mniej gadałem/paliłem światło/kąpałem się), to mam "dochód", który należy
        opodatkować... Takie absurdy powstają, kiedy państwo zaczyna się wtrącać w
        swobodne umowy prywatne między ludźmi.

        Kwestie związane z okłamywanie złodziei ze Świętokrzyskiej pomijam, gdyż nie
        wnoszą niczego do tematu, może poza tym, że istotnie rozwinie się czarny rynek -
        w przeciwnym wypadku właściciel przerzuci koszty (czynsz) na klienta
        (studentów) i zamiast 200 dolarów za wynajem, cena wzrosnie do 300...

        Przykład z Wiktorkiem i kosmetyczką to kolejny popis kretynizmu dokumentnego:
        jeżeli kwota A i kwota B pozostaje nietknięta, to gdzie tu jest zysk? Według
        ciebie przeniesienie obu RÓWNYCH kwot z kieszeni do kieszeni daje dochód? Jaki?

        Testy możesz przeprowadzać na swoim stołku, do którego jesteś przyspawany w
        pewnym łajdackim ministerstwie.
        Jak kosmetyczka ma fantazję robić Wiktorkowi pedicure za friko, to fiskusa nie
        powinno to obchodzić, podobnie jak to, że w rewanżu Wiktorek policzy za najem
        symboliczną złotówkę.

        A na koniec zgodzę się z tobą - wy, czerwoni, faktycznie robicie coraz wiekszy
        burdel.
        • Gość: doku Ta demagogia ma być polemiką? IP: *.chello.pl 01.02.04, 10:57
          xiazeluka napisał:

          > Towarzysz dokumenda po raz kolejny obnay swoją bolszewicką naturę, niezbyt
          > starannie skrywaną za maską pseudoprawicowca.

          Taka projekcja nie jest argumentem głupi socjalisto

          > państwo nie wtrąca się w prywatne umowy obywateli.

          Jeżeli obywatel ma zaejestrowaną działalność gospodarczą, od której płaci
          podatki, to umowy jakie zawiera w ramach tej działalności, nie są umowami
          prywatnymi.

          Jeżeli zwyczajny obywatel wynajmuje mieszkanie zwykłemu studentowi w zamian za
          korepetycje, to jest umowa prywatna i państwo nie ma nic do tego. Jeśli ten
          obywatel jest taksówkarzem, nadal jest to prywatne.

          Ale jeśli ten obywatel jest kamienicznikiem i z tego biznesu płaci podatki, to
          wynajmowanie prze niego mieszkania nie ma wtedy chrakteru "prywatności",
          niezaleznie od tego, kto jest wynajmującym i w jakiej formie płaci

          > Jeżeli poproszę sąsiada, by umył mi samochód

          A czy sąsiad ten ma firmę "myjnia" z której płaci podatki?

          Widzisz już głupku, na czym polega błąd twojej demagogii?
          > Jeżeli zarabiam w gabinecie 2000 PLN miesięcznie, a opłaty stałe wynoszą 500
          > PLN, to zysk wynosi 1500 PLN. Jeżeli opłaty te uiszczą klienci, to zysk nadal
          > będzie wynosił (upraszczając) 1500!

          Ty głupku nawet liczyć nie umiesz. Te 2000 zł zarabiasz dzięki temu że klienci
          ci płacą. Dlaczego mieliby jeszcze dodatkowo zapłacić jakieś opłaty? Tak jak ty
          po dziecinnemu liczysz, to nie zarobisz 2000 planów (rozumiem że lubisz walutę
          sf.) ale mniej, bo klienci nie zgodzą się oprócz zapłaty za usługę jeszcze
          dodatkowo pokryć jakieś twoje stałe koszty.

          > Jak kosmetyczka ma fantazję robić Wiktorkowi pedicure za friko, to
          > fiskusa nie powinno to obchodzić, podobnie jak to, że w rewanżu
          > Wiktorek policzy za najem symboliczną złotówkę

          Jeżeli robiliby to prywatnie, to fiskus nie może się wtrącać, ale jeśli mają to
          w oficjalnym biznesie, to nie jest prywatne.

          Skoro pytanie była za trudne, to odpowiem. Umowa zwana małżeństwem zwalnie ich
          z obowiązku płacenia podaków od wzajemnie świadczonych usług.
          • xiazeluka W demagogii wam nie dorwnam, towarzyszu Spinaczu 02.02.04, 07:47
            Gość portalu: doku napisał(a):

            > Taka projekcja nie jest argumentem głupi socjalisto

            To byo zagajenie, a nie argumentacja, skoroszytowy analfabeto.

            > Jeżeli obywatel ma zaejestrowaną działalność gospodarczą, od której płaci
            > podatki, to umowy jakie zawiera w ramach tej działalności, nie są umowami
            > prywatnymi.

            Wynajmujący mieszkanie studentom prowadzi działalność gospodarczą? Przecież o
            to tu chodzi, głupku.

            > A czy sąsiad ten ma firmę "myjnia" z której płaci podatki?

            Nie, tępaku. Przykład byl przecież calkowicie z życia wzięty, a nie z twojej
            teczki, fiskalny ubeku.

            > Ty głupku nawet liczyć nie umiesz. Te 2000 zł zarabiasz dzięki temu że
            klienci
            > ci płacą. Dlaczego mieliby jeszcze dodatkowo zapłacić jakieś opłaty?

            1. Nie dodatkowo, durniu, ale w zamian za obniżenie ceny terapii.
            2. Jak mają taką fantazję, by placić dodatkowo, to nadal nie twoja sprawa.

            > Tak jak ty
            > po dziecinnemu liczysz, to nie zarobisz 2000 planów (rozumiem że lubisz
            walutę
            > sf.) ale mniej, bo klienci nie zgodzą się oprócz zapłaty za usługę jeszcze
            > dodatkowo pokryć jakieś twoje stałe koszty.

            Jeżeli opodatkujesz zysk wirtualny, to siłą rzeczy zmusisz terapeutę do
            przerzucenia tych kosztow na klienta, infantylny biurokrato.

            > Jeżeli robiliby to prywatnie, to fiskus nie może się wtrącać, ale jeśli mają
            to w oficjalnym biznesie, to nie jest prywatne.

            Jest prywatne, totalitarysto - gdzie jest napisane, że nie można wynająć
            pomieszczenia za 1 PLN?

            > Skoro pytanie była za trudne, to odpowiem. Umowa zwana małżeństwem zwalnie
            ich z obowiązku płacenia podaków od wzajemnie świadczonych usług.

            A o czym teraz właściwie bredzisz, komuchu? No i sądząc po wykrętno-kretyńskiej
            odpowiedzi załatwilem cię bez pudła.
            • Gość: doku Tak głupi, że aż śmieszny IP: *.chello.pl 02.02.04, 22:23
              xiazeluka napisał:

              > Wynajmujący mieszkanie studentom prowadzi działalność gospodarczą?

              To jest właśnie kluczowe pytanie. Jeżeli odpowiesz „tak”, to wtedy nie są to
              już sprawy prywatne.

              > > A czy sąsiad ten ma firmę "myjnia" z której płaci podatki?
              >
              > Nie, tępaku. Przykład byl przecież calkowicie z życia wzięty

              A więc dlaczego nie możesz zrozumieć, że gdyby była to zarejestrowana
              firma „Myjnia” i gdyby ten sąsiad płacił od niej podatki, to umycie twojego
              samochodu przez tę firmę (fizycznie przez sąsiada) nie byłoby już tylko waszą
              sprawą prywatną

              > 1. Nie dodatkowo, durniu, ale w zamian za obniżenie ceny terapii.

              Bardzo śmieszne. W poprzednim poście to ja ci właśnie udowodniłem, że musi
              obniżyć w takim przypadku cenę terapii, a wtedy klient nie zapłaci mu 2000 zł
              tylko mniej. Cieszę się, że tyle na początek zrozumiałeś.

              > gdzie jest napisane, że nie można wynająć pomieszczenia za 1 PLN?

              Faktycznie. W Biblii jest „nie kradnij”. Nie ma „nie oszukuj”, ani „nie
              wymuszaj”. Wiem że innych pisanych tekstów nie uznajesz. Jednak ludzie moralni
              potępiają oszustów i takich, co wymuszają haracze czy inne „prywatne” usługi za
              symboliczną złotówkę.

              Spróbuję jeszcze raz, precyzyjniej i jaśniej, wyłożyć, kiedy i dlaczego to jest
              oszustwo. Najpierw „kiedy”, czyli teza (Uwaga! Skup się)

              Jeżeli zwyczajny robotnik lub urzędnik wynajmuje swoje mieszkanie komuś, a sam
              mieszka u żony albo u rodziców, to jest to jego sprawa prywatna. Podobnie jest
              w sytuacji, gdy biznesmen ma np. piekarnię i od tej piekarni płaci podatki.
              Jeżeli taki piekarz wynajmie komuś mieszkanie to jest to jego sprawa prywatna.

              Jeżeli jednak właściciel kamienic wynajmuje mieszkania jako
              firma „Kamienicznik” i płaci podatki od dochodu z wynajmowania tych mieszkań,
              to wtedy wynajmowanie przez niego mieszkań nie jest już jego sprawą prywatną,
              ale oficjalną, formalną działalnością gospodarczą. Taki biznesmen nie może
              mówić fiskusowi, że niektóre mieszkania wynajmuje za symboliczną złotówkę, bo
              to jego przyjaciele - będzie wtedy oszustem (i jego „przyjaciele” też).

              Teraz „dlaczego”, czyli dowód.

              Jeżeli człowiek – osoba prywatna – ogłosi światu, że oto zaczyna prowadzić
              publicznie działalność gospodarczą i płacić od niej podatki, to tym samym
              zobowiązuje się do uznania pewnych reguł gry, które obowiązują na wolnym rynku
              wszystkich graczy, którzy taką działalność gospodarczą prowadzą. Jedną z takich
              reguł jest podawanie do wiadomości publicznej ceny sprzedaży oferowanych dóbr,
              aby wszyscy gracze wiedzieli, jakie kto oferuje ceny. Inna reguła, to płacenie
              podatków wg zasady: za ten sam dochód ten sam podatek, niezależnie od innych
              cech gracza.

              Wolny człowiek ma wolny wybór: albo pozostać osobą prywatną i wynajmować
              prywatnie, albo wejść publicznie do gry wg obowiązujących w tej grze reguł.
              Jako że jest to wolny wybór, więc konsekwencje tego wyboru ponosi ten, który go
              dokonał. Jeśli więc świadomie złamie reguły gry, stanie się oszustem. Cnd.

              Wniosek: Jeżeli więc twój sąsiad myje ci prywatnie samochód z sympatii (lub ze
              strachu), to wasza sprawa. Ale jeśli facet ogłosi światu, że myje samochody za
              pieniądze, to wchodzi tym samym na rynek, czyli zabiera klientów innym myjniom,
              otrzymuje kredyt w banku, staje się partnerem dla innych graczy (dostawców,
              kooperantów), przyjmuje jakieś zobowiązania wobec klientów, otrzymuje nową
              podmiotowość chronioną i uznawaną przez państwo i prawo, w imieniu której może
              zawierać umowy, wyodrębniać majątek i bankrutować bez ryzyka strat osobistych.
              Od tej chwili staje się graczem na rynku mycia samochodów i jeśli chce pozostać
              uczciwy, musi ponieść tego konsekwencje, a więc nie może ci już umyć prywatnie
              samochodu.

              Ja wiem skąd się biorą twoje poglądy, bo jak pewnie pamiętasz, rozgryzłem cię
              już kiedyś po tym co i jak piszesz. Twoja praca nauczyciela religii w szkole
              jest tylko przykrywką. W rzeczywistości jesteś członkiem bandy typu mafijnego i
              zajmujesz się wymuszaniem haraczy. Polskie prawo podatkowe (i nie tylko) chroni
              takich jak ty, bo nie pozwala opodatkować dochodów uzyskanych z działalności
              niemogącej być przedmiotem ważnej umowy. W USA można wsadzić mafiosa za samo
              niepłacenie podatków od dochodu, u nas dochody mafiosa są z góry zwolnione z
              podatku. Dlatego wy, czerwoni bandyci, tak bardzo bronicie się przed wolnym
              rynkiem i uczciwym płaceniem podatków, dlatego głosujecie na złodziei i
              mafiosów, którzy jako posłowie nie pozwalają opodatkować dochodów mafii, bo
              sami z takich dochodów żyją.

              > > Skoro pytanie była za trudne, to odpowiem. Umowa zwana małżeństwem
              > > zwalnia ich z obowiązku płacenia podaków od wzajemnie świadczonych usług.
              >
              > A o czym teraz właściwie bredzisz, komuchu? No i sądząc po wykrętno-
              kretyńskiej
              > odpowiedzi załatwilem cię bez pudła.

              Biedny tępaku. To naprawdę nie jest takie trudne. Wyjaśniam więc.

              Umowa cywilno-prawna, zwana „małżeństwem” ma oprócz wspólnoty majątkowej i
              możliwości wspólnego opodatkowanie jeszcze inny aspekt cywilno-prawny.
              Małżeństwo ma moc „uprywatniania” tego, co przed małżeństwem było publiczne.

              Jeżeli dwoje graczy na wolnym rynku świadczy jakieś usługi, jedno jest
              fryzjerem a drugie dentystą, to jest jasne dla ludzi uczciwych, że jeżeli
              fryzjer przyjdzie z wizytą do dentysty, to zwyczajnie płaci za wizytę w
              recepcji, jak każdy inny klient. Podobnie jest z dentystą, który przychodzi do
              fryzjera i płaci za usługę.

              Nie każdy jest taki jak ty, Luko. Nie każdy u lekarza zagaja: „Panie doktorze,
              jestem fryzjerką. Czy chodzi Pan do fryzjera? Ooo, to bardzo się cieszę. To
              zapraszam do swojego salonu, oto moja wizytówka, proszę mówić mi Luka, rozumie
              Pan, to od luki w prawie”. A potem dentysta odprowadza Lukę do drzwi i krzyczy
              do poczekalni: „Pani Gieniu, ta pani była u mnie prywatnie, nie z wizytą,
              proszę nie kasować!”.

              Natomiast męska wersja Luki – dentysta – przychodzi do fryzjerki i podczas
              golenia zagaja: „Moi przyjaciele są zmartwieni, bo zaczynają wątpić, czy ten
              twój zakład jest rentowny. Prosili mnie, abym zapisał cię na specjalną wizytę
              ekstra w moim gabinecie. Powiedzieli, że pojutrze przyślą pielęgniarzy, aby
              pomogli ci dojechać. Podejrzewamy, że twoje zęby zaczynają się psuć i dlatego
              masz tak mało klientów, że cię nie stać na najpotrzebniejsze wydatki. I nie
              trzęś mi się tu, bo mnie zatniesz!”. A potem Luka wstaje z fotela, patrzy na
              innego klienta i mówi „A ty co się gapisz, coś ci się nie podoba?! Ja tu jestem
              prywatnie, więc nie muszę płacić. Ja cię znam, ty masz myjnię niedaleko. Jutro
              umyjesz mi samochód, tak prywatnie, żebyś lepiej zrozumiał, co to znaczy. A
              jeśli jeszcze raz będziesz się tak gapił, to pomyślę sobie, że chcesz leczyć u
              mnie zęby”.

              Kiedy jednak fryzjer ożeni się z dentystką, to wszelkie dwuznaczności znikają.
              Dentystka może z czystym sumieniem leczyć zęby swojemu mężowi za darmo, a
              fryzjer może z czystym sumieniem układać włosy swojej żonie za darmo. Nawet
              jeśli są jawnymi graczami na rynku usług, to wzajemne usługi małżeńskie są
              zawsze sprawami prywatnymi, choćby dlatego (ale nie tylko dlatego), że ich
              prawo do małżeńskiej wspólnoty majątkowej czyni fikcyjnym wzajemny przepływ
              gotówki pomiędzy małżonkami.

              Zaczynasz już kojarzyć? Jeśli nie, to służę dalszymi wyjaśnieniami.
              • xiazeluka Karol Dokumenda, "Kapitał", tom V 03.02.04, 08:06
                Gość portalu: doku napisał(a):

                > To jest właśnie kluczowe pytanie. Jeżeli odpowiesz „tak”, to wtedy
                > nie są to już sprawy prywatne.

                Czyli popełnileś sążnistą filipikę bez próby ustalenia odpowiedzi na
                to "kluczowe" pytanie. Nie da się nazwać tego inaczej jak biciem piany.

                > A więc dlaczego nie możesz zrozumieć, że gdyby była to zarejestrowana
                > firma „Myjnia” i gdyby ten sąsiad płacił od niej podatki, to umycie
                > twojego
                > samochodu przez tę firmę (fizycznie przez sąsiada) nie byłoby już tylko waszą
                > sprawą prywatną

                Byłoby. Ja nie kupuję od niego usługi, ale wyświadczam mu grzeczność, ponieważ
                nie mam obowiązku powstrzymywania się od walenia w ściany między 6 a 22.

                > Bardzo śmieszne. W poprzednim poście to ja ci właśnie udowodniłem, że musi
                > obniżyć w takim przypadku cenę terapii, a wtedy klient nie zapłaci mu 2000 zł
                > tylko mniej. Cieszę się, że tyle na początek zrozumiałeś.

                Istotnie, zabawne. Śmieszy mnie twój pompatyczny sposób udowadniania
                oczywistości. Nareszcie za mną nadążasz, choć długo i z mozołem ci to idzie.

                > Faktycznie.

                Skoro tak, to sam widzisz, że się mylileś.

                > W Biblii jest „nie kradnij”. Nie ma „nie oszukuj&
                > #8221;, ani „nie wymuszaj”.

                Cywilizowane społeczeństwa uznają zasadę "co nie jest zabronione, jest
                dozwolone", co pewnie nie mieści ci się w tym twoim biurokratycznym saganie.
                jeśli dwie strony dobrowolnie zawierają umowę, z której warunków są zadowolone,
                to nie ma mowy ani o oszustwie, ani "wymuszeniu", nieszczęsny idioto.

                > Wiem że innych pisanych tekstów nie uznajesz.

                Jak zwykle nic nie wiesz.

                > Jednak ludzie moralni

                Co ty możesz wiedzieć o moralności, aborcjonisto?

                > potępiają oszustów i takich, co wymuszają haracze czy inne „prywatne̶
                > 1; usługi za symboliczną złotówkę.

                Absurd, co udowodniłem powyżej.

                > Taki biznesmen nie może
                > mówić fiskusowi, że niektóre mieszkania wynajmuje za symboliczną złotówkę, bo
                > to jego przyjaciele - będzie wtedy oszustem (i jego „przyjaciele” też).

                Poproszę o konkretny paragraf, który określałby minimalną wysokość ceny za
                wynajem. Konkretnie. Ale nie z Biblii, tylko odpowiedniej ustawy.

                > Jedną z takich
                > reguł jest podawanie do wiadomości publicznej ceny sprzedaży oferowanych
                dóbr,
                > aby wszyscy gracze wiedzieli, jakie kto oferuje ceny.

                Proszę bardzo - "cena wynajmu 200$/miesiąc, do negocjacji". Po negocjacjach
                strony ustalają cenę 1 PLN/miesiąc. Coś tu nie tak, pajacu?

                > Inna reguła, to płacenie
                > podatków wg zasady: za ten sam dochód ten sam podatek, niezależnie od innych
                > cech gracza.

                Zgoda. Placimy podatek od 1 PLN.

                > Jeśli więc świadomie złamie reguły gry, stanie się oszustem. Cnd.

                Jakie reguły złamał w powyższym przykładzie?

                > Ale jeśli facet ogłosi światu, że myje samochody za
                > pieniądze,

                Co nie oznacza, że nie wolno mu w ogóle myć samochodów za darmo! Cóż to za
                faszystowski totalitaryzm?

                > to wchodzi tym samym na rynek, czyli zabiera klientów innym myjniom,

                No i proszę, znowu się zdemaskowałeś jako lewicowiec: tylko czerwoni uważają,
                że rynek do gra o skończonej sumie.

                > Od tej chwili staje się graczem na rynku mycia samochodów i jeśli chce
                pozostać uczciwy, musi ponieść tego konsekwencje,

                Bardzo zabawne zdanie - uczciwość=konsekwencje.

                > a więc nie może ci już umyć prywatnie samochodu.

                Tak samo jak dentysta nie może zajrzeć do buzi sąsiada i wydać diagnozy podczas
                towarzyskiego przyjęcia? Coraz lepiej - niewolnictwo branżowe.

                > Ja wiem skąd się biorą twoje poglądy, bo jak pewnie pamiętasz, rozgryzłem cię
                > już kiedyś po tym co i jak piszesz. Twoja praca nauczyciela religii w szkole
                > jest tylko przykrywką.

                Rozkoszny debil z ciebie. Twój kumpel od przenicowanej moralności, Kretyn52,
                nie miał takich oporów i wprost napisał, że jestem księdzem. No cóż, skoro mnie
                zdemaskowałeś, to nie ma co się kryć - ojciec Rydzym sum, do usług, synu.

                > W rzeczywistości jesteś członkiem bandy typu mafijnego i
                > zajmujesz się wymuszaniem haraczy.

                A właśnie - kiedy oddasz mi moje 50 000 PLN, złodzieju? Myślisz, że zapomniałem
                o twoim długu?

                > Polskie prawo podatkowe (i nie tylko) chroni
                > takich jak ty, bo nie pozwala opodatkować dochodów uzyskanych z działalności
                > niemogącej być przedmiotem ważnej umowy.

                Jeśli dobrze zrozumiałem powyższy bełkot, masz pretensję do obowiązującego lewa
                podatkowego, że szczerze żałujesz, iż grzeczności sąsiedzkie nie podlegają
                daninie na rzecz twojego łajdackiego ministerstwa?

                > Dlatego wy, czerwoni bandyci, tak bardzo bronicie się przed wolnym
                > rynkiem i uczciwym płaceniem podatków, dlatego głosujecie na złodziei i
                > mafiosów, którzy jako posłowie nie pozwalają opodatkować dochodów mafii, bo
                > sami z takich dochodów żyją.

                Największą, najlepiej zorganizowaną i najbardziej bezwzględną mafią w Polsce
                jest Ministerstwo Finansów, którego jesteś żołnierzem, komunistyczny doliniarzu.

                > Podobnie jest z dentystą, który przychodzi do
                > fryzjera i płaci za usługę.

                A jak narzeczona-fryzjerka ostrzyże narzeczonego-dentystę, to powinna zapłacić
                podatek od kwoty, którą jej mąż zapłaci? No dobra, świetny, fiskalny żart.
                Skoro dowcipkujesz to znaczy, że jednak ja mam rację, a ty usiłujesz się w ten
                żartobliwy sposób wycofać.

                > Kiedy jednak fryzjer ożeni się z dentystką, to wszelkie dwuznaczności
                znikają.

                Szkoda, że udawałeś powyżej felietonistę. Po takim występie nikt juz nie
                uwierzy, że jesteś prawicowcem. Albo nawet centrystą, czerwony złodzieju.
                • panidanka Re: Karol Dokumenda, "Kapitał", tom V 03.02.04, 10:27
                  na pewno Panów nie uda mi się pogodzić i nie taki jest mój zamiar "wtrącenia
                  się".
                  czy któryś z panów prowadził kiedyś własną firmę i płacił z tej działalności
                  podatki?

                  ja mam za sobą i takie doświadczenie
                  z klijentami zawierałam każdorazowo umowę za świadczoną usługę z której to
                  usługi płaciłam podatki a także opłacałam "cichego wspólnika", który to
                  sprawił,że w ogóle mogłam zająć się tego typu działalnością gospodarczą.
                  nieeee, to nie ta działalność co niektórzy mogliby mieć na myśli, choć system
                  rozliczeń i umów jak najbardziej mógłby pasować i do tej no...jak jej tam z
                  nazwy....działalności kobiecej firmy jednoosobowej we własnym lokalu
                  mieszkalnym smile

                  i powiem wam Panowie jedno
                  wszędzie i we wszystkim można zrobić przekręty i nie ma prawa czy lewa by
                  powstrzymać takich co bez przekrętów nie umią funkcjonować.

                  i nie jest istotne czy gdzieś tam napisano czy napisze się nie kradnij, nie
                  oszukuj,nie rób przekrętów itd.
                  uczciwość MUSI być zapisana we własnym umyśle czy jak kto woli rozumie, czy
                  sercu, czy moralności i nic i nikt tego własnego strażnika sumienia swojego nie
                  zastąpi

                  a tak co jest, to tylko prawnicy i dozorcy podatkowi i stanowiący prawo
                  i...wszyscy ich klakierzy, też dziennikarscy i religianccy zacierają ręce, bo
                  ich zyski i ilość rośnie w siłę i znaczenie

                  pozdrawiam

                  d_nutka
                  • Gość: doku Pani Danko IP: *.chello.pl 03.02.04, 21:15
                    panidanka napisała:

                    > na pewno Panów nie uda mi się pogodzić

                    Kiedyś przy piwie Euromir mi powiedział, że nasze ostre starcia są jedną z
                    głównych atrakcji tego forum i że szkody by było, gdybyśmy z nich zrezygnowali.

                    Jak widać, luka jest tego samego zdania, gdyż bardzo wziął sobie do serca tę
                    rolę błazna i od czasu do czasu wywołuje mnie z lasu jakąś prowokacją. Szkoda
                    że tym razem tak nieudolną, zbyt jawne głupoty popisał. A ja oczywiście bardzo
                    lubię być wywoływany do tablicy, szczególnie kiedy ktoś chce, żeby znaleźć lukę
                    w jego rozumowaniu.
                    • xiazeluka Re: Pani Danko 04.02.04, 10:28
                      Gość portalu: doku napisał(a):

                      > Kiedyś przy piwie Euromir mi powiedział, że nasze ostre starcia są jedną z
                      > głównych atrakcji tego forum i że szkody by było, gdybyśmy z nich
                      zrezygnowali.
                      Jeszcze więkza szkoda, że stchórzyłeś i nie chciałeś się spotkać ze mną twarzą
                      w twarz, mimo tego, że EUROMIR obiecywał cię chroić, a ja sam dawałem ci glejt.
                      • Gość: doku Kłamiesz tchórzu, ja chciałem, a ty się bałeś IP: *.chello.pl 04.02.04, 23:00
                        xiazeluka napisał:

                        > Jeszcze więkza szkoda, że stchórzyłeś i nie chciałeś się spotkać ze mną
                        twarzą
                        > w twarz, mimo tego, że EUROMIR obiecywał cię chroić, a ja sam dawałem ci
                        glejt.

                        To z pewnością da się jeszcze przeczytać, gdyby ktoś miał wątpliwości.

                        Na pewno nie dam się zaprosić do ciebie na Pragę, ale w jakimś przyzwoitym
                        miejscu w Centrum odważnie stawię czoła tobie i twoim kumplom, bo wiem, że sam
                        bałbyś się przyjść. Wiem, że musisz czuć się winny, za to, żeś dzwonił na mnie
                        ze skargami do minfinowych funkcjonariuszy i innych namawiałeś do takich samych
                        donosów. Ale nie bój się, wybaczyłem ci, bo jestem ateistą i nie chowam urazy.
                        Wystarczającą mam satysfakcję, że za te donosy sumienie ci nie daje spokoju, bo
                        wiesz przecież, że dopadli mnie i ukarali.

                        Nie bój się więc, miej ufność w sercu. Napisz, czy wolisz czekać na mnie w
                        knajpie, czy wolisz żebym ja czekał na ciebie popijając już swoje piwo.
                        • xiazeluka Ty kłamiesz, pękaczu 05.02.04, 10:43
                          Gość portalu: doku napisał(a):

                          > Na pewno nie dam się zaprosić do ciebie na Pragę, ale w jakimś przyzwoitym
                          > miejscu w Centrum odważnie stawię czoła tobie i twoim kumplom, bo wiem, że
                          sam
                          > bałbyś się przyjść.

                          Nie mieszkam/przebywam na Pradze, a moja gwardia towarzyszmy mi tylko w
                          wyjątkowych przypadkach. Ciebie, złodzieju, miałem ochotę sprać własnymi
                          rękami, a nie za czyimś pośrednictwem. Jako tchórz i złodziej bałeś się nawet
                          podać adres tego "przyzwoite miejsca" oraz odmawiałeś zwrotu długu, który,
                          przypominam, wynosi 51 000 PLN.

                          > Wiem, że musisz czuć się winny, za to, żeś dzwonił na mnie
                          > ze skargami do minfinowych funkcjonariuszy i innych namawiałeś do takich
                          samych donosów.

                          Niestety, piszę to z przykrością, nie ja wziąłem się za ciebie, złodziejska
                          agrafko, choć istotnie miałem szczery zamiar na ciebie donieść, pasożycie.
                          Acha, a kogo to ja do czegoś namawiałem? Zacytuj, łgarzu, coś takiego.

                          > Ale nie bój się, wybaczyłem ci, bo jestem ateistą i nie chowam urazy.

                          Wybaczać możesz swojemu stołkowi w MinFinie, że krzywo stoi.

                          > Wystarczającą mam satysfakcję, że za te donosy sumienie ci nie daje spokoju,
                          bo wiesz przecież, że dopadli mnie i ukarali.

                          Cała Warszawa wie. I owszem, mam satysfakcję, że przestałeś wreszcie okradać
                          podatników.

                          > Nie bój się więc, miej ufność w sercu. Napisz, czy wolisz czekać na mnie w
                          > knajpie, czy wolisz żebym ja czekał na ciebie popijając już swoje piwo.

                          Wolę, byś przyniósł całą kwotę długu. Jeśli to nastąpi, to będę wspaniałomyślny
                          i może nawet postawię ci kolejkę.
                          • Gość: doku Nie zapłacę ci żadnego haraczu IP: *.chello.pl 05.02.04, 22:30
                            xiazeluka napisał:

                            > Wolę, byś przyniósł całą kwotę długu. Jeśli to nastąpi, to będę
                            wspaniałomyślny
                            > i może nawet postawię ci kolejkę.

                            Sam zapłacę za swoje piwo

                            Nie boję się wcale. Moje ulubione „przyzwoite miejsce”, to Elefant na południu
                            placu Bankowego (tam najlepiej podają najlepszego Guinessa). Odważysz się tam
                            przyjść? Tylko uważaj, abym nie zauważył, że nadal masz ochotę mnie sprać, bo w
                            takich razach reaguję bez wahania, szczególnie wtedy, gdy widzę, że mam do
                            czynienia z łobuzem. Bądź pewien, że zdążę sprać cię pierwszy.
                            • xiazeluka To dług, a nie haracz, złodzieju 06.02.04, 11:56
                              Gość portalu: doku napisał(a):

                              > Sam zapłacę za swoje piwo

                              Nawet życzliwości nie ejsteś w stanie docenić, przybłędo etyczny.

                              > Nie boję się wcale. Moje ulubione „przyzwoite miejsce”, to Elefant
                              > na południu
                              > placu Bankowego (tam najlepiej podają najlepszego Guinessa). Odważysz się tam
                              > przyjść?

                              W tym samym budynku co hotel? Byłem tam raz - zamówiony stek byl twardszy od
                              ławy, na której siedziałem. No, ale może piwo faktycznie podają "najlepiej". W
                              każdym razie jeść tam więcej nie pójdę.

                              > Tylko uważaj, abym nie zauważył, że nadal masz ochotę mnie sprać, bo w
                              > takich razach reaguję bez wahania, szczególnie wtedy, gdy widzę, że mam do
                              > czynienia z łobuzem. Bądź pewien, że zdążę sprać cię pierwszy.

                              W lokalu? Dokumendo, ty chamie, takie sprawy załatwia się na uboczu. na myśl mi
                              nie przyszło, żeby dać ci po ryju przy stoliku, w dodatku podczas konsumpcji
                              piwa! Twój brak manier jest przerażający - chyba będziesz musiał siedzieć na
                              podłodze przy mojej nodze, żeby nikt nie pomyślał, że ucztuję wspólnie z takim
                              prostakiem...
                              A reagujesz może szybciej od staruszki, której kradniesz portmonetkę, ale z
                              pewnością nie ode mnie.
                              To kiedy umawiamy się na zwrot twojego długu?
                              • Gość: doku A skąd ci o do głowy przyszło? IP: *.chello.pl 08.02.04, 20:55
                                xiazeluka napisała:

                                > W lokalu? Dokumendo, ty chamie

                                "W lokalu?" - sam zdemaskowałeś swoje chamstwo.

                                Żeby ktoś sobie nie pomyślał, że z takim chamem się umawiam, to nie pozostaje
                                mi nic innego, jak wpaść sobie po pracy na Guinnessa, np. we czwartek, i tylko
                                na wszelki wypadek muszę zapamiętać, żeby mieć przy sobie mało gotówki i
                                żadnych kart kredytowych. Jeżeli jednak nabiorę podejrzeń, że i ty tam zechcesz
                                przyjść w tym samym czasie co ja, to oczywiście będę musiał zrezygnować tego
                                dnia z piwa w tym lokalu
                                • Gość: Perła do doku dwie kwestie są IP: *.blue-net.com.pl 08.02.04, 21:51
                                  1. czemu Ty doku nie załatwisz sprawy tych pieniędzy? Długi trzeba spłacać, a
                                  najlepiej ich nie zaciągać. To spora suma jest. Spróbuj jakoś ułożyć się z
                                  Luką. Na raty albo co innego. Bo to głupio wygląda. Pouczasz tu, umoralniasz,
                                  etc. a sam w porządku nie jesteś. Załatw sprawę tego długu.
                                  2. Ciebie nie dopadli i ukarali z powodu, iż ktoś Cię podpieprzył, a z powodu,
                                  że kradłeś w pracy.

                                  Perła
                                  • Gość: doku To była perełka IP: 5.2.* / *.chello.pl 09.02.04, 00:04
                                    Gość portalu: Perła napisał(a):

                                    > czemu Ty doku nie załatwisz sprawy tych pieniędzy? Długi trzeba spłacać, a
                                    > najlepiej ich nie zaciągać. To spora suma jest. Spróbuj jakoś ułożyć się z
                                    > Luką. Na raty albo co

                                    Naprawdę mnie rozśmieszyłeś. Od czasu odejścia Galby nikt tutaj humorem nie
                                    błyszczy.

                                    Co do tego długu, to lubię okrągłe sumy, więc czekam aż odsetki podniosą jego
                                    wartość do 100 tys.
                                • xiazeluka A o czym ty ględzisz, kretynie? 09.02.04, 10:43
                                  Gość portalu: doku napisał(a):

                                  > "W lokalu?" - sam zdemaskowałeś swoje chamstwo.

                                  "lokal m I, D. -u; lm M. -e, D. -i a. -ów
                                  1. «mieszkanie, pomieszczenie»
                                  Lokal biurowy, mieszkalny.
                                  Wynająć lokal.
                                  Zajmować lokal trzypokojowy.
                                  Δ Lokal użytkowy «lokal przeznaczony na cele niemieszkalne (biuro, sklep itp.)»

                                  2. «zakład gastronomiczny lub zakład o charakterze rozrywkowym»
                                  Nocny lokal.
                                  Lokal rozrywkowy.
                                  Iść do lokalu na kawę.
                                  Przyjęcie odbyło się w lokalu."

                                  Gdzie tu jest chamstwo, matole? A dług ma miłą, okrągłą sumę - 51 000 PLN.
                                  • Gość: doku Panienka niekumata IP: *.chello.pl 10.02.04, 20:55
                                    xiazeluka napisała:

                                    > Gość portalu: doku napisał(a):
                                    >
                                    > 1. «mieszkanie, pomieszczenie»
                                    > 2. «zakład gastronomiczny lub zakład o charakterze rozrywkowym»
                                    > Gdzie tu jest chamstwo, matole?

                                    Napisałaś, że będziemy się bić w lokalu. To zdradziło twoją chamską duszę, inną
                                    jednak w gatunku od chamstwa oryginalnego luki.

                                    Luko gdzie jesteś? I jak to jest możliwe, że jakaś baba umie podpisać się tak
                                    jak ty bez zdradzania IP?
                                    • xiazeluka Analfabeta pasożytniczy 11.02.04, 09:41
                                      Gość portalu: doku napisał(a):

                                      > Napisałaś, że będziemy się bić w lokalu. To zdradziło twoją chamską duszę,

                                      Napisałem:
                                      "W lokalu? Dokumendo, ty chamie, takie sprawy załatwia się na uboczu. na myśl
                                      mi nie przyszło, żeby dać ci po ryju przy stoliku, w dodatku podczas konsumpcji
                                      piwa!"

                                      Jesteś tępy z rana, skacowany czy nie rozumiesz tego, co czytasz, idioto?
                                      • Gość: doku "Napisałam", a nie "napisałem" IP: *.chello.pl 11.02.04, 20:22
                                        xiazeluka napisała:

                                        „napisała” głupiutka, zarejestrowałaś się w GW jako kobieta, natomiast luka
                                        jest zarejestrowany jako mężczyzna, popatrz na jego wcześniejsze posty w tym
                                        wątku. Wystawiasz mój feminizm na ciężką próbę.

                                        > Gość portalu: doku napisał(a):
                                        >
                                        > > Napisałaś, że będziemy się bić w lokalu. To zdradziło twoją chamską duszę,
                                        >
                                        >
                                        > Napisałem:
                                        > "W lokalu?

                                        To twój pomysł z tym lokalem, twoja imaginacja podsunęła ci wyobrażenie facetów
                                        bijących się w lokalu. Co z tego, że postawiłaś znak zapytania? Fakt pozostaje
                                        faktem, gąsko.
                                        • xiazeluka Wpadłeś, kretynie 12.02.04, 08:15
                                          Gość portalu: doku napisał(a):

                                          > „napisała” głupiutka, zarejestrowałaś się w GW jako kobieta, natomi
                                          > ast luka
                                          > jest zarejestrowany jako mężczyzna, popatrz na jego wcześniejsze posty w tym
                                          > wątku. Wystawiasz mój feminizm na ciężką próbę.

                                          Myślisz, że ucieczką do przodu zakamuflujesz swoją wpadkę z niezrozumieniem
                                          mojego tekstu?

                                          > To twój pomysł z tym lokalem, twoja imaginacja podsunęła ci wyobrażenie
                                          facetów
                                          > bijących się w lokalu. Co z tego, że postawiłaś znak zapytania? Fakt
                                          pozostaje faktem, gąsko.

                                          Fakt ze znakiem zapytania. Nieźle. Zaprzeczenie jako potwierdzenie. Coraz
                                          lepiej. Tym razem strzeliłeś sobie pieknego samobója po solowej akcji w
                                          niewłaściwym kierunku boiska. I nawet nie umiesz się przyznać to takiego
                                          drobiazgu...
                                          • Gość: doku Tak prymitywnie się nie wykręcisz IP: *.chello.pl 13.02.04, 20:57
                                            xiazeluka napisała:

                                            > Gość portalu: doku napisał(a):
                                            >
                                            > > To twój pomysł z tym lokalem, twoja imaginacja podsunęła ci
                                            > > wyobrażenie facetów
                                            > > bijących się w lokalu. Co z tego, że postawiłaś znak zapytania?
                                            > > Fakt pozostaje faktem, gąsko.
                                            >
                                            > Fakt ze znakiem zapytania. Nieźle. Zaprzeczenie jako potwierdzenie. Coraz
                                            > lepiej.

                                            Faktem jest, głupiutka, że tobie pierwszej przyszedł do główki pomysł, że
                                            będziemy się z luką bić w lokalu. Fakt, że ten swój pomysł obarczyłaś znakiem
                                            zapytania i dodałaś do niego jakieś prostackie insynuacje niczego nie zmienia.
                                            Chamska natura twoja wyszła w całej pełni.

                                            Poza tym obraziłaś przy okazji lukę. Ja napisałem, że jeśli luka mnie
                                            zaatakuje, to go pobiję. A wtedy ty włączyłaś się do naszej dyskusji z
                                            sugestią, że to zdarzy się w lokalu. Tym samym rzuciłaś na lukę podejrzenie, że
                                            on atakuje w lokalu. Przypominam, że ostatnim postem luki było „Ty kłamiesz
                                            pękaczu”, potem ty przejęłaś pałeczkę i od tego momentu mam dużo
                                            prymitywniejszego interlokutora, co widać na pierwszy rzut oka.
                                            • xiazeluka Głupku, nic nie zasłoni twojej kompromitacji 16.02.04, 10:13
                                              Gość portalu: doku napisał(a):

                                              > Faktem jest, głupiutka, że tobie pierwszej przyszedł do główki pomysł, że
                                              > będziemy się z luką bić w lokalu.

                                              Zacytuj ten "fakt", głupku. Jedynym, kto tu cos wspominał o wszczynaniu
                                              karczemnych awantur w lokalu byłeś ty, tchórzliwy łgarzu.

                                              > Fakt, że ten swój pomysł obarczyłaś znakiem
                                              > zapytania i dodałaś do niego jakieś prostackie insynuacje niczego nie
                                              zmienia.

                                              Zadanie pytania zadaniem pytania nie jest, ponieważ znak zapytania na końcu
                                              pytania dowodzi, że to nie było pytanie, ale twierdzenie? No, pokłam sobie
                                              jeszcze, fiskalna cioto, to jedyne, co ci pozostało.

                                              > Chamska natura twoja wyszła w całej pełni.

                                              Zgadza się - dokumenda awanturuje się w lokalach gastronomicznych. A
                                              przynajmniej ma na to ochotę.

                                              > Ja napisałem, że jeśli luka mnie zaatakuje, to go pobiję.

                                              Raczej zamarzyłeś sobie, że tak się stanie.

                                              > A wtedy ty włączyłaś się do naszej dyskusji z
                                              > sugestią, że to zdarzy się w lokalu.

                                              Napisałeś, śmieciu:
                                              "Moje ulubione „przyzwoite miejsce”, to Elefant na południu
                                              placu Bankowego [...] Odważysz się tam przyjść? Tylko uważaj, abym nie
                                              zauważył, że nadal masz ochotę mnie sprać, bo w
                                              takich razach reaguję bez wahania [...]"

                                              No i co - czyż nie jest tu wprost napisane, że zamierzasz się bić w lokalu?
                                              Chamie, z toba pokazać się na mieście, to tak, jakby nieść w dziurawej torbie
                                              kilka grzechotników.

                                              > Tym samym rzuciłaś na lukę podejrzenie, że
                                              > on atakuje w lokalu.

                                              Żadnych podejrzeń nie ma po co rzucać, przecież sam się pochwaliłeś, że lubisz
                                              ("w takich razach") bić się w lokalach.

                                              > Przypominam, że ostatnim postem luki było „Ty kłamiesz
                                              > pękaczu”, potem ty przejęłaś pałeczkę i od tego momentu mam dużo
                                              > prymitywniejszego interlokutora, co widać na pierwszy rzut oka.

                                              To kto tu zamierzam bić się w restauracji? Powtórzmy - dokumenda.
                                              A teraz szczekaj sobie do woli, kłamco.
                            • Gość: doku Guinness wciąż tak samo jest tam dobry, ale ... IP: *.chello.pl 13.02.04, 22:41
                              ... teraz jest tańszy niż dawniej.

                              PS. Oczywiście ten tchórz nie przyszedł
                • Gość: doku Tak się zaplątałeś, że zapomniałeś o poście otwier IP: *.chello.pl 03.02.04, 20:05
                  xiazeluka napisał:

                  > Czyli popełnileś sążnistą filipikę bez próby ustalenia odpowiedzi na
                  > to "kluczowe" pytanie. Nie da się nazwać tego inaczej jak biciem piany.

                  Ta odpowiedź znajduje się w poście, który sam napisałeś:

                  „wynajmowanie mieszkań może wrócić do szarej strefy”

                  Otworzyłeś watek o ludziach, którzy mają swoją działalność już zarejestrowaną i
                  płacą już podatki. Widzisz jak ci się strasznie w główce wszystko plącze. Od
                  początku piszemy o graczach na rynku, którzy powinni grać wszyscy wg tych
                  samych reguł.

                  > Proszę bardzo - "cena wynajmu 200$/miesiąc, do negocjacji". Po negocjacjach
                  > strony ustalają cenę 1 PLN/miesiąc. Coś tu nie tak, pajacu?

                  Ty po prostu nie rozumiesz, co to znaczy grać uczciwie, czyli „fair” po
                  zagranicznemu. Nie ma w tobie tych naturalnych instynktów moralnych, pewnie w
                  dzieciństwie nie chcieli się z tobą nawet w chowanego bawić, bo podpowiadałeś
                  szukającemu, gdzie kto się schował

                  > za ten sam dochód ten sam podatek, niezależnie od innych
                  > > cech gracza.
                  >
                  > Zgoda. Placimy podatek od 1 PLN.

                  1 zł + wartość wyświadczonych ci w naturze usług

                  > Jakie reguły złamał w powyższym przykładzie?

                  Reguła uczciwego liczenia zapłaty za mieszkanie. Bezgotówkowa wymiana towarów
                  lub usług jest taką samą wymiana wartości jak za pośrednictwem gotówki. Widać,
                  że oprócz braków moralnych masz problem rozumienia tego, co wymaga myślenia
                  abstrakcyjnego. Gdy nie widzisz gotówki, to myślisz, że nie ma pieniędzy.

                  > Co nie oznacza, że nie wolno mu w ogóle myć samochodów za darmo! Cóż to za
                  > faszystowski totalitaryzm?

                  Ręce opadają! Co za tępak! Kto powiedział, że mu nie wolno, głupku niepoprawny?

                  Taka usługa „za darmo” też ma swoją wartość czego wszyscy uczciwi gracze są
                  świadomi. A w uczciwej grze nie może być tak, że prawie wszyscy płacą podatki,
                  a tacy jak ty mówią, że świadczą swoje usługi za darmo i wykazują straty.
                  Jesteś wtedy oszustem i należy ci się wykluczenie z gry. Świadczyć usługi za
                  darmo możecie sobie prywatnie, poza wolnym rynkiem uczciwych graczy, w swoim
                  półświatku.

                  > > a więc nie może ci już umyć prywatnie samochodu.
                  >
                  > Tak samo jak dentysta nie może zajrzeć do buzi sąsiada i wydać diagnozy
                  podczas
                  > > towarzyskiego przyjęcia? Coraz lepiej - niewolnictwo branżowe.

                  Uczciwy dentysta nie leczy znajomym zębów za darmo. Może im za darmo wymasować
                  co tam umie, albo ułożyć fryzurę (w ramach swoje fryzjerskiego hobby). Może też
                  za darmo uczyć podstaw bycia uczciwym.

                  To są podstawy uczciwości, nie mające jeszcze nawet nic wspólnego z podatkami.
                  Jeżeli znajomi dentysty są ludźmi uczciwymi, to nie poproszą go o darmowe
                  leczenie, ale przyjdą do jego gabinetu i mu zapłacą, aby go wesprzeć w
                  konkurencji na wolnym rynku. Naciąganie znajomych na darmowe usługi jest bardzo
                  brzydkie, to takie jakieś chamskie i prostackie, to trudno wytłumaczyć, albo to
                  czujesz, albo sam jesteś chamem i na co dzień kombinujesz w ten
                  sposób: „Potrzebuję adwokata, czy któryś ze znajomych nie weźmie mojej sprawy
                  za darmo?”. „Potrzebuję samochodu, czy któryś ze znajomych nie robi w branży i
                  nie skombinuje mi go za darmo?”. „Jadę na narty, czy któryś ze znajomych nie ma
                  gdzieś dostępu po znajomości do darmowego domku w górach?”. „Boli mnie ząb,
                  może któryś ze znajomych jest dentystą” ... - tak żyją nieuczciwi ludzie,
                  mafijna hołota, postkomunistyczny amoralny półświatek osobników o kalekiej
                  psychice. W takim świecie rozwój gospodarczy musi kuleć.

                  Ty malutki człowieczku, nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, jakimi kategoriami
                  myśli i jak czuje człowiek uczciwy o prawicowych poglądach, nazywasz się
                  księciem, ubliżasz od komunistów lepszym od siebie, podczas gdy na każdym kroku
                  zdradzasz swoją chamską naturę.

                  To właśnie m.in. taka mentalność czerwonej hołoty powoduje, że tak trudno
                  naszemu społeczeństwu nauczyć się grać uczciwie wg reguł wolnego rynku w wolnym
                  świecie. Nasi biznesmeni czy menedżerowie nie są partnerami dla ludzi z
                  zachodu, zaskoczonych tym, że można jakoś tak pokątnie „prywatnie” prowadzić
                  część interesów.
                  • Gość: luka Niestety, już zrobileś z siebie durnia IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.02.04, 20:39
                    Gość portalu: doku napisał(a):

                    > Otworzyłeś watek o ludziach, którzy mają swoją działalność już zarejestrowaną
                    i płacą już podatki.

                    Bzdura. Nie trzeba mieć zarejestrowanej działalności gospodarczej, by wykazywać
                    dochód z wynajmu. Te rzeczy rozlicza się w PIT - co powinieneś wiedzieć lepiej
                    ode mnie, fiskalny złodzieju.

                    > Ty po prostu nie rozumiesz, co to znaczy grać uczciwie, czyli „fair”

                    A co tu jest nie fer, złodzieju?

                    > Nie ma w tobie tych naturalnych instynktów moralnych, pewnie w
                    > dzieciństwie nie chcieli się z tobą nawet w chowanego bawić, bo podpowiadałeś
                    > szukającemu, gdzie kto się schował

                    Tak, tak, ucieczka do przodu. Nie masz nawet cienia argumentu, więc piszczysz
                    ze złości. Pytam powtórnie - czy prawo tego zabrania?

                    > 1 zł + wartość wyświadczonych ci w naturze usług

                    Na przykład spędzenie razem nocy? Nawet prostytucja nie jest opodatkowana, a co
                    dopiero uwieńczenie dobrego interesu... Pytam po raz trzeci - który paragraf
                    nakazuje mi za to płacić podatek?

                    > Reguła uczciwego liczenia zapłaty za mieszkanie. Bezgotówkowa wymiana towarów
                    > lub usług jest taką samą wymiana wartości jak za pośrednictwem gotówki.

                    Jasne - opodatkować należy zrzutkę po 10 zł na kolegę z pracy, który ma
                    imieniny. Obdarowany kupi za tę forsę ciastek i 2 litry koli - opodatkować!

                    > Widać,
                    > że oprócz braków moralnych masz problem rozumienia tego, co wymaga myślenia
                    > abstrakcyjnego. Gdy nie widzisz gotówki, to myślisz, że nie ma pieniędzy.

                    Problemy to ty masz, nie tylko z abstrakcją, ale i zdrowym rozsądkiem. Albo
                    może to twoja natura złodzieja się odzywa - nie możesz znieść, że ludzie
                    wymieniają towary bez twojego fiskalnego nadzoru, komuchu.

                    > Ręce opadają! Co za tępak! Kto powiedział, że mu nie wolno, głupku
                    niepoprawny?

                    Ty, idioto. Nie odróżniasz przecież dobrosąsiedzkiej przysługi od świadczenia
                    odplatnych usług.

                    > Taka usługa „za darmo” też ma swoją wartość czego wszyscy uczciwi g
                    > racze są świadomi.

                    Podobnie jak zrobienie mi przez teściową kolacji. Powinienem jej zapłacić, tak?

                    > A w uczciwej grze nie może być tak, że prawie wszyscy płacą podatki,
                    > a tacy jak ty mówią, że świadczą swoje usługi za darmo i wykazują straty.

                    To powszechna praktyka, dzięki której da się jeszcze żyć, mimo opresyjnego
                    nadzoru takich kanalii jak ty.

                    > Jesteś wtedy oszustem i należy ci się wykluczenie z gry. Świadczyć usługi za
                    > darmo możecie sobie prywatnie, poza wolnym rynkiem uczciwych graczy, w swoim
                    > półświatku.

                    Rzekł biurokrata z MinFinu, bolszewicki złodziej i totalitarysta.

                    > Uczciwy dentysta nie leczy znajomym zębów za darmo.

                    Nie leczy (nie nosi z sobą w gosci fotela dentystycznego i zestawu narzędzi),
                    ale diagnozuje. Powinien zażądać zapłaty, ośle?

                    > To są podstawy uczciwości

                    To jest wymarzony przez fiskalnych kradziei odgorny nadzór nad poczynaniami
                    ludzi.

                    > Jeżeli znajomi dentysty są ludźmi uczciwymi, to nie poproszą go o darmowe
                    > leczenie, ale przyjdą do jego gabinetu i mu zapłacą, aby go wesprzeć w
                    > konkurencji na wolnym rynku.

                    Szczególnie, jeśli są np. rodziną. czy ty kiedykolwiek w życiu zrobiłeś coś
                    bezinteresownie, szmaciarzu?

                    > czujesz, albo sam jesteś chamem

                    Czuję, że ty jesteś chamem. Zapewne zatrzaskujesz sąsiadom drzwi windy przed
                    nosem, aby zintensyfikować wykorzystanie dźwigu osobowego i dać pracę na rynku
                    technikom od konserwacji wind?

                    > sposób: „Potrzebuję adwokata, czy któryś ze znajomych nie weźmie mojej sp
                    > rawy za darmo?”

                    Za darmo? Niech mi jeszcze dopłaci...!

                    > mafijna hołota, postkomunistyczny amoralny półświatek osobników o kalekiej
                    > psychice. W takim świecie rozwój gospodarczy musi kuleć.

                    Ty, śmieciu, nawet nie wiesz, co to jest dług wdzięczności.

                    > człowiek uczciwy o prawicowych poglądach,

                    To ja, a nie ty. masz omamy, towarzyszu.

                    nazywasz się
                    > księciem, ubliżasz od komunistów lepszym od siebie, podczas gdy na każdym
                    kroku zdradzasz swoją chamską naturę.

                    Biedny pozerze, ja nie od dziś wiem, że mi zazdrościsz klasy i inteligencji,
                    ale staraj się swoje frustracje trochę lepiej kamuflować, ponieważ żałość
                    bierze.

                    I oddawaj mi dług - 50 000 PLN, ekspercie od moralnosci.
                    • Gość: doku No i złapałem cię, zaplątałeś się biedaku IP: *.chello.pl 03.02.04, 21:56
                      Gość portalu: luka napisał(a):

                      > Nie trzeba mieć zarejestrowanej działalności gospodarczej, by wykazywać
                      > dochód z wynajmu. Te rzeczy rozlicza się w PIT

                      A więc nie prywatnie, tylko z urzędem, więc na jedno wychodzi. Wykazał w PIT, a
                      więc wszedł do gry.

                      > Pytam powtórnie - czy prawo tego zabrania?

                      Nagle uwierzyłeś że Polska jest państwem prawa? Ja ci wyjaśniam, co
                      to "uczciwość", a nie "zgodność z prawem". Prawo się zmienia, a ty protestujesz
                      tutaj przeciwko zmianie prawa na uczciwsze, dlatego próbuję cię oświecić.

                      > Jasne - opodatkować należy zrzutkę po 10 zł na kolegę z pracy, który ma
                      > imieniny. Obdarowany kupi za tę forsę ciastek i 2 litry koli - opodatkować!

                      Przecież to są właśnie sprawy prywatne! Widzisz jak się plączesz. A ja ci
                      tłumaczę właśnie tę różnicę, pomiędzy tym co prywatne i nie opodatkowane, a tym
                      co dzieje się na publicznym rynku graczy opodatkowanych, którzy powinni grać
                      fair.

                      > nie możesz znieść, że ludzie
                      > wymieniają towary bez twojego fiskalnego nadzoru, komuchu.

                      Nic mnie nie obchodzi, co ludzie robią prywatnie, cały czas ci to tłumaczę
                      tępaku. Mnie interesuje tylko to, jak grają gracze nieprywatni na wolnym rynku.

                      > Ty, idioto. Nie odróżniasz przecież dobrosąsiedzkiej przysługi od świadczenia
                      > odplatnych usług.

                      Cały czas ci tę różnicę próbuję wytłumaczyć. Dobrosąsiedzka, czyli prywatna
                      przysługa jest tedy, gdy np. ludzie pożyczaja sobie pieniadze, albo pomagają
                      remontować domy czy mieszkania, wtedy fiskusa to nie obchodzi. Ale kiedy firma
                      budowlana remontuje dom sąsiadowi, to jest już jej publiczna działalność
                      gospodarcza, choćby nawet byli zaprzyjaźnieni. Naprawdę nie wyczuwasz tej
                      różnicy?

                      > Podobnie jak zrobienie mi przez teściową kolacji. Powinienem jej zapłacić

                      To jest właśnie przykład prywatności. Nawet jeśli teściowa jest właścicielem
                      restauracji, to wasze małżeństwo w naturalny sposób uprywatnia tę jej usługę,
                      może nawet dać ci kolację w swojej restauracji przy ludziach i nie musi tej
                      usługi wliczać w obroty firmy. Ale jeśli jesteś tylko kolegą jej córki, to musi
                      tarktować cię uczciwie, czyli jak zwykłego klienta.

                      Wydaje mi się, że jesteśmy w miejscu polemiki, gdzie natrafiasz na mur, przez
                      który twój umysł nie może się przebić. Dopóki nie jesteś w stanie zrozumieć
                      tego rozróżnienia, które stosuję - pomiędzy "prywatnością" (w moim a nie tym
                      twoim mafijnym rozumieniu) a "grą na wolnym rynku" - dopóty nie do pojęcia będą
                      dla ciebie wnioski, jakie wyciągam na temat grania fair. Byłoby z mojej strony
                      fiksacją tłumaczyć ci coś dalej, bez sygnału od ciebie, że rozumiesz mój wywód
                      do tego miejsca. Czakam więc na
                      • xiazeluka Złapałeś się za swój pusty kalafior 04.02.04, 10:26
                        Gość portalu: doku napisał(a):

                        > A więc nie prywatnie, tylko z urzędem, więc na jedno wychodzi. Wykazał w PIT,
                        a więc wszedł do gry.

                        To nadal nie zmienia stanu rzeczy - złodzieje z MinFinu chcą opodatkować zysk
                        wirtualny,oprócz tego, który jest wykazywany w PIT.

                        > Nagle uwierzyłeś że Polska jest państwem prawa? Ja ci wyjaśniam, co
                        > to "uczciwość", a nie "zgodność z prawem".

                        Już ci wyjaśniałem jakimi zasadami kierują się spoleczeństwa cywilizowane, tym
                        bardziej, że sam z dumą powołujesz się na brak prywatności, głupcze.

                        > Przecież to są właśnie sprawy prywatne! Widzisz jak się plączesz.

                        To ty się plączesz - facet miał bez wątpienia dochód ze zrzutki. Dlaczego nie
                        domagasz się opodatkowania takich prezentów, natomiast żądasz podatku od
                        mniejszych kosztów?

                        > Mnie interesuje tylko to, jak grają gracze nieprywatni na wolnym rynku.

                        Nie ulega wątpliwości, że koszt opłat za mieszkanie to sprawa prywatna, co już
                        udowodniłem na przykladzie mniejszych opłat za np. wodę do kąpieli. A twoje
                        durne "reguły gry" są zachowane, ponieważ dochód z najmu jest wykazywany w PIT.

                        > Ale kiedy firma
                        > budowlana remontuje dom sąsiadowi, to jest już jej publiczna działalność
                        > gospodarcza, choćby nawet byli zaprzyjaźnieni.

                        A co, nie wolno im w wolnej chwili pomóc sąsiadowi??? Jednak propagujesz
                        niewolnictwo branżowe.

                        > To jest właśnie przykład prywatności. Nawet jeśli teściowa jest właścicielem
                        > restauracji, to wasze małżeństwo

                        Moje małżeństwo z teściową???

                        > może nawet dać ci kolację w swojej restauracji przy ludziach i nie musi tej
                        > usługi wliczać w obroty firmy.

                        A to dlaczego? Nawet nie potrafisz być konsekwentny...

                        > Ale jeśli jesteś tylko kolegą jej córki, to musi
                        > tarktować cię uczciwie, czyli jak zwykłego klienta.

                        A narzeczonym?

                        > Wydaje mi się, że jesteśmy w miejscu polemiki, gdzie natrafiasz na mur, przez
                        > który twój umysł nie może się przebić.

                        Wyzwól się, dokumendo, z okowów fiskalizmu, który opętał twój umysł. Spróbuj
                        być porządnym człowiekiem, to nie boli.

                        > dopóty nie do pojęcia będą
                        > dla ciebie wnioski, jakie wyciągam na temat grania fair.

                        Ty nie masz pojęcia ani o normalności, ani o ludzkiej wolności. Jesteś
                        fiskalnym cyborgiem z uszkodzonym systemem operacyjnym.
                        • Gość: doku Mowa jest nie o kosztach ale o zapłacie IP: *.chello.pl 04.02.04, 21:20
                          xiazeluka napisał:

                          > żądasz podatku od mniejszych kosztów?

                          Jeżeli ktoś płaci moje rachunki, to tak jakby płacił mnie

                          > Nie ulega wątpliwości, że koszt opłat za mieszkanie to sprawa prywatna,
                          > co już udowodniłem na przykladzie mniejszych opłat za np. wodę do kąpieli.

                          O właśnie, może ten przykład do ciebie dotrze. Wyobraź sobie, że wynajmujesz
                          pokój i każesz płacić sobie jeszcze dodatkowo odzielnie za każdą kąpiel. Czy
                          nie uważasz, że uczciwie byłoby wykazać w PIT sumę tych kwot, skoro już
                          decydujesz się wykazać w PIT zapłatę za pokój?

                          Widzisz, prędzej czy późnię oświecę każdego błądzącego, bo cierpliwość jest
                          cnotą.

                          > A co, nie wolno im w wolnej chwili pomóc sąsiadowi??? Jednak propagujesz
                          > niewolnictwo branżowe.

                          Proponuję zwyczajną uczciwość w prowadzeniu interesów

                          > A to dlaczego? Nawet nie potrafisz być konsekwentny...

                          Konsekwentnie od początku piszę, że małżeństwo "uprywatnia" usługi

                          > > Ale jeśli jesteś tylko kolegą jej córki, to musi
                          > > tarktować cię uczciwie, czyli jak zwykłego klienta.
                          >
                          > A narzeczonym?

                          Muszą młodzi umieć w razie czego to udowodnić. Nieuczciwie byłoby w biznesie
                          powoływać się na fikcyjne narzeczeństwo.

                          > Spróbuj być porządnym człowiekiem, to nie boli.

                          Ja to wiem. I cieszą się, że tobie też się czasem udaje.
                          • xiazeluka Mowa jest właśnie o kosztach, a nie zapłacie 05.02.04, 10:51
                            Gość portalu: doku napisał(a):

                            > Jeżeli ktoś płaci moje rachunki, to tak jakby płacił mnie

                            Nie. Jeżeli ktoś zapłaci za twoje rachunki, to ilość banknotów w portfelu ci
                            nie wzrośnie. Uiszczenie za kogoś jakiegoś zobowiązania nie jest twoim dochodem
                            w sensie wzrostu ilości posiadanej forsy.

                            > Wyobraź sobie, że wynajmujesz
                            > pokój i każesz płacić sobie jeszcze dodatkowo odzielnie za każdą kąpiel. Czy
                            > nie uważasz, że uczciwie byłoby wykazać w PIT sumę tych kwot, skoro już
                            > decydujesz się wykazać w PIT zapłatę za pokój?

                            To jest właśnie dodatkowy dochód, ośle - ilość forsy na twoim koncie wzrasta
                            wraz z każdą opatą za kąpiel. Po drugie - takie opłaty musiałyby być wykazane w
                            umowie najmu, więc siłą rzeczy stanowią twój dochód rzeczywisty.

                            > Widzisz, prędzej czy późnię oświecę każdego błądzącego, bo cierpliwość jest
                            > cnotą.

                            Czy to wyznanie oznacza, że zapaliłeś sobie przed kinolem świeczkę?

                            > Proponuję zwyczajną uczciwość w prowadzeniu interesów

                            Przecież to nie jest interes, ale grzeczność.

                            > Konsekwentnie od początku piszę, że małżeństwo "uprywatnia" usługi

                            Teściowa nie jest moją małżonką. No więc co z tą konsekwencją?

                            > Muszą młodzi umieć w razie czego to udowodnić. Nieuczciwie byłoby w biznesie
                            > powoływać się na fikcyjne narzeczeństwo.

                            A jeśli się rozstali 5 minut po wykonaniu usługi?
                            • Gość: doku Złota zasada dydaktyki: krok po kroku IP: *.chello.pl 05.02.04, 22:29
                              xiazeluka napisał:

                              > Jeżeli ktoś zapłaci za twoje rachunki, to ilość banknotów w portfelu ci
                              > nie wzrośnie. Uiszczenie za kogoś jakiegoś zobowiązania nie jest twoim
                              dochodem

                              Chciałeś chyba napisać „za ciebie’ a nie „za kogoś”. Oczywiście jesteś w
                              błędzie.

                              A jak ktoś mi zapłaci towarem za towar, tzw. barter, to też ilość banknotów mi
                              w kieszeni nie wzrasta? Uprzedzę już argument, że mogę ten towar sprzedać, bo
                              może być to surowiec do mojej fabryki – zamiast więc samemu płacić za surowiec,
                              mogę kazać zapłacić za ten surowiec klientowi. Tak jest z każdymi kosztami.
                              Jeżeli klient mi nie płaci za usługę, ale pokrywa zamiast tego koszty mojej
                              działalności, to jest to samo, co by mi zapłacił gotówką, a ja bym sam sobie
                              pokrył te koszty

                              > To jest właśnie dodatkowy dochód, ośle - ilość forsy na twoim koncie wzrasta
                              > wraz z każdą opatą za kąpiel. Po drugie - takie opłaty musiałyby być wykazane
                              w
                              > umowie najmu, więc siłą rzeczy stanowią twój dochód rzeczywisty.

                              No to teraz wyobraź sobie, że ten twój wynajmujący zauważył, że twoje rachunki
                              za wodę są w niektórych miesiącach niższe niż suma opłat, jakie bierzesz od
                              niego za korzystanie z łazienki. Przychodzi do ciebie i mówi. Zmieńmy umowę,
                              która jest niewygodna dla nas obu. Ja oszczędzam wodę i nie czuję się
                              komfortowo podczas mycia, a pan trudzisz się niepotrzebnie płaceniem rachunków.
                              Zamiast opłaty za każdorazowe użycie wanny napiszmy w umowie, że korzystam z
                              wanny do woli i płacę za to raz w miesiącu tyle, ile wynosi cały pański
                              rachunek miesięczny za zużycie wody.

                              Widzisz jaką mam świętą cierpliwość – prawda, że ściśle i jasno to wyłożyłem?

                              > A jeśli się rozstali 5 minut po wykonaniu usługi?

                              To nie ma znaczenia. Gdyby ktoś ich podejrzewał o oszustwo (dumping, nieuczciwą
                              konkurencję, zaniżanie dochodów), to wystarczy, że znajdą się świadkowie,
                              którzy potwierdzą ich prywatną zażyłość. Nawet 5 dni po zerwaniu nikt się do
                              nich nie będzie mógł przyczepić, chyba że to zerwanie będzie publiczne. Jednak
                              po zerwaniu nie będą już mogli z czystym sumieniem świadczyć sobie nawzajem
                              usług, bo sami będą czuli, że jest to nieuczciwe wobec innych graczy, uczciwie
                              płacących podatki. Z czasem otoczenie też się zorientuje, że narzeczeństwo
                              było fikcją, która miała im umożliwić oszukiwanie.

                              W środowisku brydżowym np. uczciwi gracze uważają, żeby nie grać na małą
                              szansę, kierując się niejasną intuicją. Kiedy trafisz na turnieju jedyny wist
                              kładący (wyjście dające ci wygraną), który nie miał racjonalnego uzasadnienia,
                              to przeciwnik wzywa sędziego, a sędzia dopytuje się, jakimi przesłankami się
                              kierowałeś. Jeżeli odpowiesz, że nie miałeś żadnych przesłanek i zawistowałeś
                              byle jak, to sędzia przekazuje informację o takim zdarzeniu do bazy danych
                              PZBS. Jeżeli po latach takiego grania uzbiera ci się wiele takich zapisów,
                              znacząco więcej niż innym graczom zarejestrowanym w PZBS, to uznają cię za
                              gracza oszukującego i usuwają z PZBS.

                              W swoim sumieniu możesz być czysty, starałeś się grać uczciwie, ale grałeś
                              głupio, za mało myślałeś, za bardzo ufałeś intuicji, za dużo miałeś
                              szczęścia ... a zostajesz wykluczony ze środowiska jako oszust. Oczywiście inni
                              brydżyści dużo wcześniej widzą, że pary (w brydża gra się parami) cynkują
                              (oszukują), i często robią to nieświadomie, chcą grać uczciwie, niby to kierują
                              się intuicją, ale w rzeczywistości nieświadomie czytają z intonacji i wyrazu
                              twarzy partnera. Dlatego brydż jest tak skodyfikowany, aby gra była fair w
                              sposób jawny, wręcz demonstracyjny. Uczciwi gracze często po zbyt długim
                              namyśle partnera pasują do końca licytacji (wycofują się z gry), nawet jeśli
                              partner naprawdę uczciwie myślał nad skomplikowanym problemem. Pasuje, gdyż nie
                              może być pewien, że świadomość namysłu partnera nie wpłynęła na jego ocenę
                              sytuacji.

                              Oczywiście uczciwość brydżystów jest nieporównanie wyższa niż zwyczajnych
                              biznesmenów, którzy często wywodzą się z prostych cwaniaczków. Jednak minimum
                              przyzwoitości powinno obowiązywać jako norma dla klasy zwanej burżuazją czy
                              klasą średnią: „W sytuacjach dwuznacznych graj fair, aby inni nie podejrzewali,
                              że oszukujesz. Dopóki publicznie nie zastrzeżesz prywatności pewnych
                              transakcji, dopóty wykazuj je w swoich księgach”.
                              • xiazeluka Krok do przodu, krok do tyłu 06.02.04, 12:15
                                Gość portalu: doku napisał(a):

                                > Chciałeś chyba napisać „za ciebie’ a nie „za kogoś”. Oc
                                > zywiście jesteś w błędzie.

                                Nie jestem w błędzie, czego dowodzi brak twojej odpowiedzi.

                                > A jak ktoś mi zapłaci towarem za towar, tzw. barter, to też ilość banknotów
                                mi w kieszeni nie wzrasta?

                                Oczywiście, że nie. Ale mylisz teraz równorzędną wymianę z opłatą za użyczenie
                                czegoś.

                                Uprzedzę już argument, że mogę ten towar sprzedać, bo
                                > może być to surowiec do mojej fabryki – zamiast więc samemu płacić za sur
                                > owiec, mogę kazać zapłacić za ten surowiec klientowi.

                                Z klientem się wymieniasz na towary? Piszesz nie na temat.

                                > Jeżeli klient mi nie płaci za usługę, ale pokrywa zamiast tego koszty mojej
                                > działalności, to jest to samo, co by mi zapłacił gotówką, a ja bym sam sobie
                                > pokrył te koszty

                                Nie jest to samo, co ci tłumaczę po raz 123: brak kosztów nie zwiększa twojego
                                dochodu, zatem nie może podlegać opodatkowaniu.

                                > Zamiast opłaty za każdorazowe użycie wanny napiszmy w umowie, że korzystam z
                                > wanny do woli i płacę za to raz w miesiącu tyle, ile wynosi cały pański
                                > rachunek miesięczny za zużycie wody.

                                No i co to zmienia? Facet wynajmuje mieszkanie i płaci za media, które zużył.
                                Nadal nie ma tu dochodu właściciela lokum.

                                > Widzisz jaką mam świętą cierpliwość – prawda, że ściśle i jasno to wyłoży
                                > łem?

                                Straciłeś tylko czas na napisanie tego samego inaczej.

                                > To nie ma znaczenia. Gdyby ktoś ich podejrzewał o oszustwo (dumping,
                                nieuczciwą
                                > konkurencję, zaniżanie dochodów), to wystarczy, że znajdą się świadkowie,
                                > którzy potwierdzą ich prywatną zażyłość.

                                A jeśli było to starannie ukrywane przez narzeczonych? Świoadków więc nie ma...
                                Może chciałbyś zaświadczenie od ginekologa i laboratorium DNA? No i jednak ma
                                znaczenie, ponieważ "narzeczeństwo" żadnych skutków prawnych ze sobą nie
                                niesie, a ty coś pierdzieliłeś o "uprywaceniu".

                                > Jednak
                                > po zerwaniu nie będą już mogli z czystym sumieniem świadczyć sobie nawzajem
                                > usług, bo sami będą czuli, że jest to nieuczciwe wobec innych graczy,
                                uczciwie płacących podatki.

                                Taaa, ex-narzeczona nie może zrobić legalnie swemu byłemu ciasta za darmo? A
                                macocha może swemu pasierbowi? To przecież obcy sobie ludzie...

                                > Z czasem otoczenie też się zorientuje, że narzeczeństwo
                                > było fikcją, która miała im umożliwić oszukiwanie.

                                Robienie ciasta drożdżowego na imieniny. Istotnie, horrendum. Nie chciałbym być
                                twoją byłą narzeczoną (o ile taki cyborg jak ty mógł w ogóle mieć kogoś
                                bliskiego), ponieważ za podwiezienie własnym samochodem policzyłbyś jej
                                taksówkową taryfę. I to nocną, bagażową, w II strefie.

                                > W środowisku brydżowym np. uczciwi gracze uważają, żeby nie grać na małą
                                > szansę, kierując się niejasną intuicją.

                                A to ciekawe - ponieważ wybitni szachiści często kierowali się intuicją
                                i "środowisko" (?) ich raczej podziwia za to.

                                > Kiedy trafisz na turnieju jedyny wist
                                > kładący (wyjście dające ci wygraną), który nie miał racjonalnego
                                uzasadnienia,
                                > to przeciwnik wzywa sędziego, a sędzia dopytuje się, jakimi przesłankami się
                                > kierowałeś. Jeżeli odpowiesz, że nie miałeś żadnych przesłanek i zawistowałeś
                                > byle jak, to sędzia przekazuje informację o takim zdarzeniu do bazy danych
                                > PZBS. Jeżeli po latach takiego grania uzbiera ci się wiele takich zapisów,
                                > znacząco więcej niż innym graczom zarejestrowanym w PZBS, to uznają cię za
                                > gracza oszukującego i usuwają z PZBS.

                                "Oszukujący" = grający na intuicję? Zabawne - oznacza to, że grający na
                                intuicję są lepsi od debili grających szablonowo! Cały ten PZBS to jakaś
                                zbieranina ograniczonych bolszewików. Prawdziwy gracz bowiem kieruje się
                                zasadą "kto nie ryzykuje - ten nie ma".

                                > W swoim sumieniu możesz być czysty, starałeś się grać uczciwie, ale grałeś
                                > głupio, za mało myślałeś, za bardzo ufałeś intuicji, za dużo miałeś
                                > szczęścia ... a zostajesz wykluczony ze środowiska jako oszust.

                                "Mieć za dużo szczęścia" = oszukiwać. Chyba tym razem przesadzasz z tymi swoimi
                                prowokacjami.

                                > „W sytuacjach dwuznacznych graj fair, aby inni nie podejrzewali,
                                > że oszukujesz. Dopóki publicznie nie zastrzeżesz prywatności pewnych
                                > transakcji, dopóty wykazuj je w swoich księgach”.

                                W tej chwili podejrzewam cię o próbę zakamuflowania swej kapitulacji w wątku
                                poświęconym opodatkowaniu wirtualnego zysku.
                                • Gość: doku To dość drastyczna różnica poglądów IP: *.chello.pl 08.02.04, 21:53
                                  xiazeluka napisała:

                                  > Gość portalu: doku napisał(a):
                                  > > Jeżeli klient mi nie płaci za usługę, ale pokrywa zamiast tego koszty moje
                                  > j
                                  > > działalności, to jest to samo, co by mi zapłacił gotówką, a ja bym sam sob
                                  > ie
                                  > > pokrył te koszty
                                  >
                                  > Nie jest to samo, co ci tłumaczę po raz 123: brak kosztów nie
                                  > zwiększa twojego dochodu

                                  Tam gdzie są koszty, ty mówisz, że nie ma kosztów. Zresztą widzę że ktoś
                                  jeszcze głupszy podszył się pod ciebie ("xiazeluka napisała:"). Jak kiedyś
                                  napisałem, że podejrzewam lukę, że jest kobietą, to się bardzo obraził

                                  > W tej chwili podejrzewam cię o próbę zakamuflowania swej kapitulacji w wątku
                                  > poświęconym opodatkowaniu wirtualnego zysku.

                                  Gdyby luka napisał, że nie ma kosztów tam, gdzie płaci się za prąd, wodę itd.
                                  to uznałbym, że skapitulował. Ale ty, dzieczyno, nie znasz luki. On walczy do
                                  końca, do całkowitego zmęczenia i znudzenia interlokutora.
                                  • xiazeluka Ale ty jesteś tępy, Skoroszycie 09.02.04, 10:30
                                    Gość portalu: doku napisał(a):

                                    > Tam gdzie są koszty, ty mówisz, że nie ma kosztów.

                                    Niestety, zmuszasz mnie do zejścia na poziom przedszkola:

                                    Masz dochód miesięczny 2000 PLN. Opłaty za mieszkanie wynoszą X.
                                    W jednym miesiącu kosztów nie masz (z obojętnego powodu).
                                    I teraz pytanie, na które odpowiedź zna moja trzyletnia córka: czy brak opłat X
                                    zwiększa dochód? O ile i skąd ta kwota by się wzięła?

                                    > Zresztą widzę że ktoś
                                    > jeszcze głupszy podszył się pod ciebie ("xiazeluka napisała:"). Jak kiedyś
                                    > napisałem, że podejrzewam lukę, że jest kobietą, to się bardzo obraził

                                    Ty masz różne głupie podejrzenia - kobieta, katecheta etc.

                                    > On walczy do końca, do całkowitego zmęczenia i znudzenia interlokutora.

                                    Słusznie. Zwycięzcą jest ten, który pozostaje na polu bitwy. A zwyciężców się
                                    nie sądzi, jak to mawiał pewien wybitny działacz socjalistyczny z XX wieku,
                                    komuchu.
                                    • Gość: doku Jesteś przedszkolanką? IP: *.chello.pl 10.02.04, 20:57
                                      xiazeluka napisała:

                                      > Niestety, zmuszasz mnie do zejścia na poziom przedszkola:
                                      >
                                      > Masz dochód miesięczny 2000 PLN. Opłaty za mieszkanie wynoszą X.
                                      > W jednym miesiącu kosztów nie masz (z obojętnego powodu).

                                      Założenie zupełnie nie na temat tego wątku, ale skoro pytasz ...

                                      > I teraz pytanie, na które odpowiedź zna moja trzyletnia córka: czy brak opłat
                                      X
                                      > zwiększa dochód?

                                      Nie zwiększa.

                                      > O ile i skąd ta kwota by się wzięła?

                                      Jaka kwota? Masz na myśli X?

                                      Ale wracamy do tematu wątku, czyli do sytuacji, gdy w każdym miesiącu koszty
                                      są, czego jawnym dowodem są rachunki zapłacone za prąd, gaz, wodę itd. oraz
                                      pieniądze, jakie wpłynęły jak co miesiąc na konta sprzedawców prądu, wody, gazu
                                      itd.

                                      Luka jednak usiłuje dowieść, dziewczyno, że jeżeli te rachunki zostaną opłacone
                                      przez kogoś innego, to już nie mogą liczyć się jako koszty.
                                      • xiazeluka Tak, dzidziusiu. 11.02.04, 09:51
                                        Gość portalu: doku napisał(a):

                                        > Założenie zupełnie nie na temat tego wątku, ale skoro pytasz ...

                                        To jest właśnie temat tego wątku. A o czym ty do tej pory pisałeś?

                                        > Nie zwiększa.

                                        Brawo. Poziom trzylatka trzymasz.

                                        > Luka jednak usiłuje dowieść, dziewczyno, że jeżeli te rachunki zostaną
                                        opłacone przez kogoś innego, to już nie mogą liczyć się jako koszty.

                                        Nie, durniu. Dowodzę, od samego początku, że nie są dochodem.
                                        • Gość: doku Przeczytaj więc uważnie posty luki ... IP: *.chello.pl 11.02.04, 20:23
                                          xiazeluka napisała:

                                          > Gość portalu: doku napisał(a):
                                          > > Luka jednak usiłuje dowieść, dziewczyno, że jeżeli te rachunki zostaną
                                          > >opłacone przez kogoś innego, to już nie mogą liczyć się jako koszty.
                                          >
                                          > Nie, durniu. Dowodzę, od samego początku, że nie są dochodem.

                                          ... a zobaczysz, że luka od samego początku dowodzi, że kwota, którą lokator
                                          płaci za wynajem,
                                          (1.) nie jest dochodem kamienicznika, jeśli zostanie bezpośrednio skierowana na
                                          konto dostawcy prądu i wody, natomiast
                                          (2.) jest dochodem kamienicznika, jeśli pieniądze przejdą przez ręce
                                          kamienicznika zanim trafią na konto dostawcy.

                                          (1.) oznacza, że zdaniem luki to już nie są koszty kamienicznika, włączyłaś się
                                          do dyskusji w środku, więc nie rozumiesz skrótów myślowych – luka nie widzi tu
                                          ani dochodów ani kosztów. Ja twierdzę, że luka tworzy w ten sposób fikcję, W
                                          rzeczywistości nic się nie zmienia, a luka nagle raz traci z oczu część
                                          dochodów i kosztów kamienicznika, a innym razem je widzi, w zależności od tego,
                                          czy lokator teraz sam płaci za prąd i gaz, czy za pośrednictwem kamienicznika.

                                          Dochód jest ten sam w obydwu przypadkach, tylko przychód i koszty się zmieniają
                                          w zależności od punktu widzenia – ślepy luka widzi mniejsze kwoty niż ja, bo
                                          dla mnie nie ma znaczenia czy lokator opłaca rachunki sam, czy płaci więcej
                                          kamienicznikowi, który opłaca te rachunki. Dla mnie te rachunki zawsze są
                                          kosztami właściciela, w więc pieniądze wypływające z kieszeni lokatora są
                                          dochodami tegoż właściciela.

                                          Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że luka przestraszył się, że od tego
                                          wzrosną podatki. A to może być możliwe tylko w przypadku kamienicznika, który
                                          oszukuje fiskusa, bo wpisuje sobie koszty, a nie ujawnia pieniędzy, które płaci
                                          lokator za jego rachunki. To demaskuje lukę jako oszusta

                                          Ślepota luki na pieniądze, których nie widzi gołym okiem, jest oczywiście,
                                          teraz już, po mojej niezbitej argumentacji, udawana. Chce on jednak utrzymać
                                          pozór racjonalności dla głupoty fiskusa, że niby to taka naturalna ślepota,
                                          która przez swą naturalność jest usprawiedliwiona. A skoro jest
                                          usprawiedliwiona, to nie ma powodu zmieniać prawa w tym zakresie.
                                          • xiazeluka Mam czytać swoje posty? Czemu nie - są mądre 12.02.04, 08:28
                                            Gość portalu: doku napisał(a):

                                            > ... a zobaczysz, że luka od samego początku dowodzi, że kwota, którą lokator
                                            > płaci za wynajem,
                                            > (1.) nie jest dochodem kamienicznika, jeśli zostanie bezpośrednio skierowana
                                            na konto dostawcy prądu i wody, natomiast
                                            > (2.) jest dochodem kamienicznika, jeśli pieniądze przejdą przez ręce
                                            > kamienicznika zanim trafią na konto dostawcy.

                                            Jeżeli lokator płaci za media, to nie jest do dochód kamienicznika.
                                            Jeżeli kamienicznik płaci za media osobiscie, to również nie ma dochodu.
                                            Jeżeli lokator pieniądze za media wręcza kamienicznikowi, to dochód jest.

                                            > Ja twierdzę, że luka tworzy w ten sposób fikcję,

                                            Nie ma tu ani fikcji, ani dochodu, głupku.

                                            > w zależności od tego, czy lokator teraz sam płaci za prąd i gaz, czy za
                                            pośrednictwem kamienicznika.

                                            To oczywiste - w przypadku (1) kamienicznik forsy nie otrzymuje, zatem dochodu
                                            nie ma. W przypadku drugim dochód ma - kto powiedział, że musi tę forsę wydać
                                            na opłaty, a nie na dziwki i popaść w długi?

                                            > Dochód jest ten sam w obydwu przypadkach,

                                            Gdzie jest dochód, skoro kamienicznik nie dostaje pieniędzy? Acha, i nie
                                            ściemniaj - chodzi o osoby wynajmujące mieszkania, a nie właścicieli kamienic.

                                            > dla mnie nie ma znaczenia czy lokator opłaca rachunki sam, czy płaci więcej
                                            > kamienicznikowi, który opłaca te rachunki.

                                            To nie ma znaczenia - mowa jest o rzekomym dochodzie, a nie sposobie opłacania
                                            rachunków.

                                            > Dla mnie te rachunki zawsze są
                                            > kosztami właściciela, w więc pieniądze wypływające z kieszeni lokatora są
                                            > dochodami tegoż właściciela.

                                            Dochód z wynajmu to 200 $, na przykład. Jeśli lokator pokryje opłaty, to te 200
                                            dolców nie wzrośnie o kolejne 50$. Dochodu więc nie ma. Jeśli właściciel
                                            zapłaci sam, to również na jego koncie nie będzie więcej niż 200$. Dochodu
                                            nadal więc nie ma.

                                            > Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że luka przestraszył się, że od
                                            tego wzrosną podatki.

                                            Zapewne zmaleją, szczególnie po podwyżce opłat za wynajem.

                                            A to może być możliwe tylko w przypadku kamienicznika, który
                                            > oszukuje fiskusa, bo wpisuje sobie koszty, a nie ujawnia pieniędzy, które
                                            płaci lokator za jego rachunki. To demaskuje lukę jako oszusta

                                            Powyższy akapit demaskuje dokumendę jako debila - jak właściciel
                                            może "ujawniać" opłaty? Potajemnie placi elektrowni, podrzucając koperty na
                                            progu? Aby wpisać koszty, należy prowadzić działalność gospodarczą. W umowach
                                            prywatnych natomiast ludzie swobodnie ustalają warunki najmu.

                                            > Chce on jednak utrzymać
                                            > pozór racjonalności dla głupoty fiskusa, że niby to taka naturalna ślepota,
                                            > która przez swą naturalność jest usprawiedliwiona. A skoro jest
                                            > usprawiedliwiona, to nie ma powodu zmieniać prawa w tym zakresie.

                                            A na zakończenie niekoherentny bełkot, zasłona dymna cieżkiej porażki dokumendy
                                            w tym wątku.
                                            • Gość: doku To nie twoje posty. To widać. Sama zobacz IP: *.chello.pl 13.02.04, 20:59
                                              xiazeluka napisała:

                                              Myślisz, że sam to napisałem (to o tej linijce tekstu powyżej)?

                                              Ostatni post luki tutaj to „Mowa jest właśnie o kosztach a nie zapłacie”.

                                              > Gość portalu: doku napisał(a):
                                              >
                                              > > (1.) nie jest dochodem kamienicznika, jeśli zostanie bezpośrednio
                                              > > skierowana na konto dostawcy prądu i wody, natomiast
                                              > > (2.) jest dochodem kamienicznika, jeśli pieniądze przejdą przez ręce
                                              > > kamienicznika zanim trafią na konto dostawcy.
                                              >
                                              > - w przypadku (1) kamienicznik forsy nie otrzymuje, zatem dochodu
                                              > nie ma. W przypadku drugim dochód ma - kto powiedział, że musi tę forsę wydać
                                              > na opłaty, a nie na dziwki i popaść w długi?

                                              Przynajmniej potrafisz, w przeciwieństwie do luki, skupić się przez chwilę na
                                              meritum. Znajdujemy się w punkcie najlepiej pokazującym różnicę zdań pomiędzy
                                              mną i luką. W ten sposób przyszpiliłaś biedaka, bo z tego już się nie wykręci.
                                              Napisałaś jasno w co wierzysz, a przy okazji wyraziłaś precyzyjnie jego
                                              poglądy, których bał się sformułować, żeby nikt nie mógł mu wykazać
                                              nielogiczności. Bełkotał o czymś „wirtualnym”, wił się jak piskorz, a ty mu
                                              jakby samo sedno z ust wyjęłaś.

                                              Twój pogląd jest oczywiście błędny. Nie ma znaczenia na co wydaje pieniądze
                                              kamienicznik. Istotny jest sam fakt, że on te pieniądze wydaje, pozostawiając
                                              tym samym ślad w postaci faktu wpłynięcia tych pieniędzy na jakieś konto. Tylko
                                              wtedy, gdyby tych pieniędzy w ogóle nie wydał, w oczach świata by tych
                                              pieniędzy nie miał, a więc mógłby ukryć fakt otrzymania tych pieniędzy od
                                              lokatora. Kiedy jednak pieniądze wpływają na konto dostawcy wody, to nie można
                                              już schować głowy w piasek i twierdzić, że tych pieniędzy nie ma.

                                              Zrozum dziewczyno, skoro dostawca wody dostarczył tę wodę kamienicznikowi, to
                                              zanotował sobie w księgach, że kamienicznik jest mu winien za wodę. Gdy potem
                                              wpłynęły pieniądze na pokrycie tej właśnie należności, to znaczy, że
                                              kamienicznik za dostarczoną mu wodę zapłacił. Nie ma znaczenia, kto fizycznie
                                              poszedł na pocztę i wpłacił pieniądze. Jeżeli to zrobił lokator, to jest bez
                                              znaczenia, czy dostał on te pieniądze od kamienicznika z rozkazem „skocz na
                                              pocztę i zapłać za wodę”, czy zapłacił za wodę zamiast zapłacić czynsz.

                                              Fakt jest w obydwu przypadkach ten sam, odnotowany w księgach dostawcy wody i
                                              na koncie tego dostawcy w banku. Kamienicznik zapłacił za dostarczoną mu wodę.
                                              A to znaczy, że kamienicznik te pieniądze musiał zarobić, posiadać i wydać. To
                                              czego z luka nie rozumiecie, to natura pieniądza. Nie trzeba mieć gotówki w
                                              kieszeni, żeby mieć pieniądze. Można posiadać pieniądze w innej formie.

                                              Dawniej dla ludzi było to oczywiste, bo często nie używali pieniędzy, ale
                                              wymieniali towary na towary czy usługi. Podatki czy dziesięciny płacili też w
                                              naturze, bez użycia pieniędzy, ale wiedzieli, że płacą. W dzisiejszych czasach
                                              kiedy prawie za wszystko płaci się pieniędzmi, ludzie przestali rozumieć, że
                                              zapłata w naturze jest też zapłatą. Wystarczy trochę niższy iloraz inteligencji
                                              i już nie widać pieniędzy, tam gdzie nie widać gotówki. W rzeczywistości
                                              sytuacja 1.) i 2.) niczym się nie różnią, poza tym, że człowiek tępy w sytuacji
                                              2.) nie widzi faktu płacenia, bo nie widzi gotówki. W rzeczywistości jednak
                                              lokator w obydwu przypadkach płaci kamienicznikowi za wynajmowane od niego
                                              mieszkanie.

                                              Gdyby płacili sobie wszyscy w naturze, to nie moglibyście się pomylić. Dostawca
                                              wody dostarcza kamienicznikowi wodę i czeka na jakiś towar czy usługę równej
                                              wartości, ale nie potrzebuje mieszkania do wynajęcia. Kamienicznik pyta go, co
                                              by chciał, może jajka, bo jakiś chłop chce u niego wynająć mieszkanie i płaci
                                              jajkami. Dostawca wody się zgadza i za jakiś czas dostaje te jajka.
                                              Kamienicznik nie musi zanieść mu tych jajek osobiście, a dostawca i tak wie, że
                                              to są jajka kamienicznika, którymi chłop zapłacił mu za mieszkanie.

                                              > Gdzie jest dochód, skoro kamienicznik nie dostaje pieniędzy? Acha, i nie
                                              > ściemniaj - chodzi o osoby wynajmujące mieszkania, a nie właścicieli kamienic.

                                              Tu chodzi o zrozumienie zasady, o umiejętność liczenia i dostrzegania faktu
                                              płacenia za usługę, mimo że czasem nie widać gotówki przechodzącej z ręki do
                                              ręki.

                                              Wydaje mi się, że dalsze ciągnięcie tego tematu nie ma sensu. Można długo
                                              polemizować nad różnicami i podobieństwami pomiędzy kółkiem i krzyżykiem, ale
                                              kiedy te dwie figury ulepimy z plasteliny i spróbujemy jakoś je do siebie
                                              upodobnić, to polemika staje się zbędna, gdyż wszystko po prostu widać i czuć.

                                              W tym poście w ten sam niemal bezpośredni sposób zderzyły się dwa różne umysły -
                                              dwa sposoby patrzenia na płacenie i dochody. Mój sposób myślenia nazwę
                                              fizycznym, bo daje się zredukować do gospodarki naturalnej (bez pieniędzy).
                                              Sposób myślenia luki nazwę formalnym, bo opiera się na liczeniu pieniędzy wg
                                              obowiązujących przepisów. Być może ktoś inny mógłby nazwać inaczej te dwa
                                              sposoby myślenia. Ja np. czuję, że mój jest uczciwy, a luki cwaniacki; mój jest
                                              otwarty, a luki strusi. Ale z kolei luka pewnie odczuwa to inaczej, że np. mój
                                              jest niedyskretny, a jego dyskretny (przecież kamienicznik mógł nagle sam
                                              zacząć hodować kury i stać go było, żeby gościć chłopa za darmo - luka nie chce
                                              wiedzieć, skąd on ma te jajka). Niezależnie od tego, jak te nasze sposoby
                                              myślenia ocenimy i jak nazwiemy, nie ma już żadnych wątpliwości, jakie są nasze
                                              poglądy i czym dokładnie się różnią miedzy sobą.
                                              • xiazeluka Lubisz odgrzewane, głupie żarty? A długo się nimi 16.02.04, 10:29
                                                ...ekscytujesz?

                                                Gość portalu: doku napisał(a):

                                                > Przynajmniej potrafisz, w przeciwieństwie do luki, skupić się przez chwilę na
                                                > meritum.

                                                Aaaaa.... [ziewanie w oczekiwaniu, aż głupek dokumenda zmieni płytę]

                                                > Nie ma znaczenia na co wydaje pieniądze
                                                > kamienicznik. Istotny jest sam fakt, że on te pieniądze wydaje, pozostawiając
                                                > tym samym ślad w postaci faktu wpłynięcia tych pieniędzy na jakieś konto.

                                                To nie jest istotne, głupku. Mowa jest o rzekomych przychodach, a nie wydatkach.

                                                > Tylko
                                                > wtedy, gdyby tych pieniędzy w ogóle nie wydał, w oczach świata by tych
                                                > pieniędzy nie miał, a więc mógłby ukryć fakt otrzymania tych pieniędzy od
                                                > lokatora.

                                                Jakich pieniędzy by nie wydał? I kto tu coś pisze o ukrywaniu faktu
                                                otrzymywania zapłaty za wynajem?

                                                > Kiedy jednak pieniądze wpływają na konto dostawcy wody, to nie można
                                                > już schować głowy w piasek i twierdzić, że tych pieniędzy nie ma.

                                                Ale nie ma najmniejszego znaczenia, kto je tam wpłacił - lokator, właściciel
                                                czy Elżbieta II.

                                                > Zrozum dziewczyno, skoro dostawca wody dostarczył tę wodę kamienicznikowi, to
                                                > zanotował sobie w księgach, że kamienicznik jest mu winien za wodę.

                                                Nie kłam, kretynie. Wątek nie dotyczy kamieniczników, tylko osób wynajmujących
                                                pojedyncze mieszkania (czy wręcz pokoje), które nie prowadzą działalności
                                                gospodarczej.
                                                Po drugie - i tak powyższy argument jest głupi: jeśli za wodę zapłaci ktoś inny
                                                od kamienicznika, to ów nie ma wcale z tego dochodu!

                                                > A to znaczy, że kamienicznik te pieniądze musiał zarobić, posiadać i wydać.

                                                Zgadza się - ale nie zarobił żadnej kwoty większej od tej, którą zarabia
                                                miesięcznie. Powtórzę ci, boś tępy - jeśli zarabiam 1500 PLN/mies., a za wodę
                                                płacę 40 PLN/mies., to jeśli opłatę za wodę zafunduje mi w lutym dobra ciocia,
                                                to mój dochód nadal wynosi 1500, a nie 1540!

                                                > Można posiadać pieniądze w innej formie.

                                                Na przykład okradając ludzi dzięki synekurze w MinFinie.

                                                > W rzeczywistości jednak
                                                > lokator w obydwu przypadkach płaci kamienicznikowi za wynajmowane od niego
                                                > mieszkanie.

                                                Piętrowy dowód oczywistości, z którą nikt tu się nie kłócił. Musisz marnować
                                                tyle czasu?

                                                > Kamienicznik nie musi zanieść mu tych jajek osobiście, a dostawca i tak wie,
                                                że to są jajka kamienicznika, którymi chłop zapłacił mu za mieszkanie.

                                                Wszystko bardzo ładnie, ale gdzie tu jest dodatkowy dochód do opodatkowania -
                                                temat tego wątku, głupolu?

                                                > Mój sposób myślenia nazwę fizycznym,

                                                Sposób owszem, ale na pewno nie myślenia. Ten proces ma jakąś inna nazwą,
                                                zbliżoną do "skrawania krawędziowego".

                                                > Ja np. czuję, że mój jest uczciwy, a luki cwaniacki;

                                                Zgodny z przepisami = cwaniacki. Dokumenda zaczyna pożerać własny ogon.

                                                > otwarty, a luki strusi.

                                                Cwaniacki = strusi. Teraz dokumenda wgryza się w swój tyłek.

                                                > luka nie chce wiedzieć, skąd on ma te jajka).

                                                Oczywiście, że nie chcę, bolszewicki szpiclu. Na koniec zdemaskowałeś się znowu
                                                jako komuch.
                                                • Gość: doku Nie chodzi o twoją ciotkę ale o twojego lokatora IP: *.mofnet.gov.pl 16.02.04, 11:09
                                                  xiazeluka napisała:

                                                  > jeśli zarabiam 1500 PLN/mies., a za wodę
                                                  > płacę 40 PLN/mies., to jeśli opłatę za wodę zafunduje mi w lutym dobra
                                                  > ciocia, to mój dochód nadal wynosi 1500, a nie 1540!

                                                  Dokładnie tak. Jednak jeśli podniesiesz mu czynsz o 40 planów, to twój dochód
                                                  będzie wynosił 1540, nawet jeśli on te 40 polan wpłaci bezpośrednio na konto
                                                  twojego dostawcy wody. Teraz widzisz, gąsko, jakie to proste.

                                                  Bredząc o ciotce pokazałaś, że skończyły ci się argumenty. Luka z pewnością nie
                                                  poddałby się tak żałośnie, ale pozostałby przy swoim zdaniu twardo do końca
                                                  • xiazeluka Złodzieju, znowu okradasz podatników? 16.02.04, 11:17
                                                    Gość portalu: doku napisał(a):

                                                    > Jednak jeśli podniesiesz mu czynsz o 40 planów, to twój dochód
                                                    > będzie wynosił 1540, nawet jeśli on te 40 polan wpłaci bezpośrednio na konto
                                                    > twojego dostawcy wody. Teraz widzisz, gąsko, jakie to proste.

                                                    A kto mówi o podnoszeniu czynszu? Mowa jest o sytuacji, w której wynajmujący
                                                    płaci te 40 PLN za wodę, a ty i twoi kamraci z MinZłodz chcą od tych 40 PLN
                                                    sciagać podatek. Czy nareszcie zrozumiałeś, na jaki temat się kłócisz?

                                                    > Bredząc o ciotce pokazałaś, że skończyły ci się argumenty. Luka z pewnością
                                                    nie poddałby się tak żałośnie, ale pozostałby przy swoim zdaniu twardo do końca

                                                    Śmieszny pajacu, jesteś załatwiony na cacy. Jeśli nie pyskujesz w odpowiedzi
                                                    pseudoargumentami to znak, że masz świadomość porażki.

                                                    A teraz nakazuję ci, mój sługo z MinFinu, odłączyć się od internetu, ponieważ
                                                    siedzisz w pracy. Okradasz mnie w ten sposób, złodzieju. Za ten przestępczy
                                                    czyn wymierzam grzywnę w wysokości 1000 PLN, co podnosi twój dług względem mnie
                                                    do 52 500 PLN. Kiedy mi odasz zagrabioną forsę, pasożycie?
                                                  • Gość: doku Ten argument ostatecznie wyjaśnia, kto ma rację IP: *.mofnet.gov.pl 16.02.04, 11:29
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > A teraz nakazuję ci, mój sługo z MinFinu, odłączyć się od internetu, ponieważ
                                                    > siedzisz w pracy. Okradasz mnie w ten sposób, złodzieju. Za ten przestępczy
                                                    > czyn wymierzam grzywnę w wysokości 1000 PLN, co podnosi twój dług względem
                                                    > mnie do 52 500 PLN. Kiedy mi odasz zagrabioną forsę, pasożycie?

                                                    Oczywiście że się odłączam, wszyscy wiedzą, że już nie nadużywam tej formy
                                                    relaksu. Chciałem tylko mieć pewność, że poddałeś się w dyskusji z typowym dla
                                                    siebie wdziękiem. To jednak ty! Dlaczego przerobiłeś się na kobietę?
                                                  • xiazeluka Ja mam rację. A ty won do "pracy". 16.02.04, 11:40
                                                    Złodziej z MinFinu: doku zrelaksował się:

                                                    > Oczywiście że się odłączam, wszyscy wiedzą, że już nie nadużywam tej formy
                                                    > relaksu.

                                                    Truteń spinaczowy się relaksuje podczas godzin pracy. Czy trzeba lepszego
                                                    dowodu na to, że pasożytów tych należy rozpędzić na zieloną trawkę?

                                                    > Chciałem tylko mieć pewność, że poddałeś się w dyskusji z typowym dla
                                                    > siebie wdziękiem. To jednak ty! Dlaczego przerobiłeś się na kobietę?

                                                    Dyskusję wygrałem ja - ponieważ poza chlipaniem nic więcej do powiedzenia nie
                                                    masz, złodzieju. Za kolejną kradzież wymierzam następną grzywnę. Jesteś mi
                                                    winny już 53 000 PLN. Kiedy oddasz moją forsę, złodzieju? Odpowiedź nakazuję ci
                                                    wysłać wieczorem z prywatnego łącza - o ile już zrozumiałeś, co to
                                                    jest "prywatne". A teraz precz od internetu.
          • mr_watchman Re: Ta demagogia ma być polemiką? 03.02.04, 09:40
            Wtrącam się, bo post doku zawiera wielce interesujące "treści" i chciałbym
            wiedzieć, z którego palca zostały one wyssane.

            Gość portalu: doku napisał(a):

            > Jeżeli obywatel ma zaejestrowaną działalność gospodarczą, od której płaci
            > podatki, to umowy jakie zawiera w ramach tej działalności, nie są umowami
            > prywatnymi.

            A jakimi? Państwowymi? Chcesz wykład z podstaw prawa cywilnego?

            > Jeżeli zwyczajny obywatel wynajmuje mieszkanie zwykłemu studentowi w zamian
            > za korepetycje, to jest umowa prywatna i państwo nie ma nic do tego. Jeśli
            > ten obywatel jest taksówkarzem, nadal jest to prywatne.
            > Ale jeśli ten obywatel jest kamienicznikiem i z tego biznesu płaci podatki,
            > to wynajmowanie prze niego mieszkania nie ma wtedy chrakteru "prywatności",
            > niezaleznie od tego, kto jest wynajmującym i w jakiej formie płaci

            Na czym twoim zdaniem polega prywatność umów? Co to według ciebie znaczy, że
            coś jest prywatne?

            > Skoro pytanie była za trudne, to odpowiem. Umowa zwana małżeństwem zwalnie
            > ich z obowiązku płacenia podaków od wzajemnie świadczonych usług.

            Jeśli żona upiecze ciasto na moje urodziny, to jestem zwolniony z podatku, a
            jeśli zrobi to moja kochanka, to powinienem polecieć z okruchami do fiskusa? A
            co jeśli wyjdzie jej zakalec? Przyjdzie kontrola z Urzędu Skarbowego?
            • oleg3 Re: Ta demagogia ma być polemiką? 03.02.04, 09:54
              mr_watchman napisał:

              > Jeśli żona upiecze ciasto na moje urodziny, to jestem zwolniony z podatku, a
              > jeśli zrobi to moja kochanka, to powinienem polecieć z okruchami do fiskusa?
              > A co jeśli wyjdzie jej zakalec? Przyjdzie kontrola z Urzędu Skarbowego?

              Witaj,

              dohtor wszchnauk doku jest niereformowalny wink))

              Już wkrótce jakiś kolega doku z MF ustali, że większość obywateli
              osiąga "nieodpłatne przychody" uprawiając seks małżeński czy towarzyski. Cenę
              rynkową ustali się na podstawie "przeciętnych cen rynkowych" stosowanych przez
              burdele zwane agencjami towarzyskimi. Impotenci będą mogli ubiegać się o
              zwolnienie na podstawie zaświadczenia orzecznika ZUS.

              Miłego Dnia
            • Gość: doku Przeciwieństwem "prywatny" jest "publiczny" IP: *.chello.pl 03.02.04, 21:23
              mr_watchman napisał:

              > Na czym twoim zdaniem polega prywatność umów? Co to według ciebie znaczy, że
              > coś jest prywatne?

              Prywatne, to znaczy do wiadomości tylko niektórych osób prywatnych. Żaden urząd
              ani publiczne medium o tym nie wie.

              > Jeśli żona upiecze ciasto na moje urodziny, to jestem zwolniony z podatku, a
              > jeśli zrobi to moja kochanka, to powinienem polecieć z okruchami do fiskusa?

              Czy kochanka jest właścicielką cukierni? Czy będziesz mógł w razie czego
              udowodnić, że jest Twoją kochanką? Małżeństwo to przykład jeden z wielu, taki
              najprostszy, żeby luka zrozumiał samą zasadę. Ty jak widzę nie masz z tym
              kłopotu, chwyciłeś w lot.
              • oleg3 Re: Przeciwieństwem "prywatny" jest "publiczny" 03.02.04, 21:30
                Gość portalu: doku napisał(a):

                > Prywatne, to znaczy do wiadomości tylko niektórych osób prywatnych. Żaden
                > urząd ani publiczne medium o tym nie wie.

                Coś Ci się doku po..bało. Nie wystarczy fantazjować (filozofować), trochę
                wiedzy też by się przydało. Już Ci wachtman wyjaśniał. Umowa prywatna nie jest,
                jak Ci się wydaje tajna; więcej często jest niemałyn nakładem środków
                rejestrowana u rejenta i zgłaszana do Urzędu Skarbowego.
              • mr_watchman Re: Przeciwieństwem "prywatny" jest "publiczny" 04.02.04, 10:07
                Gość portalu: doku napisał(a):

                > Prywatne, to znaczy do wiadomości tylko niektórych osób prywatnych. Żaden
                > urząd ani publiczne medium o tym nie wie.

                Otóż nie. "Prywatne" oznacza "bez udziału WŁADZY państwa". Umowa tworzy
                stosunek cywilnoprawny, tzn. tworzy stan, w którym strony zobowiązane są do
                określonych świadczeń, z reguły o charakterze wzajemnym. Istotą umów jest
                dobrowolność ich zawierania oraz dobrowolność kształtowania ich treści.
                Dlatego nazywa się je "prywatnymi" - w przeciwieństwie do tego, co
                jest "publiczne", czyli wynikające z administracyjnego władztwa państwa lub
                samorządu. Publiczna jest decyzja czy wyrok sądu, ponieważ o sytuacji prawnej
                i faktycznej danej osoby rozstrzyga arbitralnie odpowiedni organ administracji
                publicznej lub sąd na podstawie udzielonej im WŁADZY.
                Każda umowa, nawet ta zawierana przez Skarb Państwa lub państwową osobę
                prawną, jest prywatna w tym sensie, że nosi charakter UMOWNY (czy etymologia
                tego słowa nie wyjaśnia ci jego istoty?), a nie opiera się na władztwie.
                Oczywiście, umowy finansowane ze środków publicznych poddane są większym
                rygorom w zakresie sposobu wyboru drugiej strony - zob. ustawa o zamówieniach
                publicznych.
                Umowy nie dzielą się na "prywatne" i "publiczne" w takim sensie, o jakim ty
                piszesz. Czy umówimy się, że za tydzień sprzedam ci klaser za 200zł
                (przedwstępna umowa sprzedaży), czy Skarb Państwa zawiera umowę o zakup iluś
                tam samolotów, są to umowy PRYWATNE, choć finansowane z różnych źródeł.
                A jednak bez mini-wykładu się nie obeszło.

                > > Jeśli żona upiecze ciasto na moje urodziny, to jestem zwolniony z podatku,
                > > a jeśli zrobi to moja kochanka, to powinienem polecieć z okruchami do
                > > fiskusa?
                >
                > Czy kochanka jest właścicielką cukierni?

                A jakie to ma znaczenie!? A może kupiła ciasto i twierdzi, że je upiekła? Czy
                tylko właściciel cukierni ma prawo upiec ciasto dla kogoś, a nie dla siebie?

                > Czy będziesz mógł w razie czego udowodnić, że jest Twoją kochanką?

                A jakie to ma znaczenie!? Pisałeś przecież o małżeństwie. Kochanka jest
                przeciwieństwem żony, a więc jest osobą, z którą nie łączą mnie więzy
                pokrewieństwa albo małżeństwa, czyli osobą obcą. Taki jest sens mojego
                przykładu stanowiącego egzemplifikację twoich wyssanych z brudnego
                palucha "teorii".

                > Małżeństwo to przykład jeden z wielu, taki najprostszy, żeby luka zrozumiał
                > samą zasadę. Ty jak widzę nie masz z tym kłopotu, chwyciłeś w lot.

                Oj, mam kłopot. Jedyne, co chwyciłem w lot, to rozmiary twojej niewiedzy.

                Podsumowując - czy ciasto, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                anonimowy darczyńca itp.), jest dochodem podlegającym opodatkowaniu?
                • mr_watchman Hej, doku, zaprzestałeś uświadamiania? 04.02.04, 14:42
                  • Gość: doku Nie udawaj idioty, wiesz że z pracy nie mogę IP: *.mofnet.gov.pl 04.02.04, 15:37
                  • Gość: doku Nie zmieniaj tematu, nie rozmawiamy o kwestiach... IP: *.chello.pl 04.02.04, 21:00
                    ... prawnych

                    Osoba prywatna «osoba nie reprezentująca (w danej sprawie) żadnej instytucji,
                    urzędu, władzy, itp. działająca w swoim własnym imieniu»

                    Ta definicja ze słownika j.pol. PWN najlepiej oddaje istotę pojęcia „prywatny”
                    w kontekście dyskusji o uczciwości w prowadzeniu interesów. Jeżeli czujesz tę
                    definicję, to jasnym się staje, że za tym „itp.” kryje się coś podobnego do
                    instytucji, a mianowicie także firma, spółka, itp.

                    Zauważ, że to znaczenie prywatności nie pokrywa się całkowicie ze znaczeniem
                    prywatności w pojęciu „Prywatne przedsiębiorstwo”. W kapitalizmie większość
                    firm to firmy prywatne, a mimo to manager reprezentujący taką firmę nie czuje
                    się osobą prywatną, kiedy wykonuje czynności związane z jej działalnością.

                    Powyższe rozróżnienie jest trudno uchwytne dla ludzi wychowanych przez PRL,
                    gdzie tak mało było prywatnych przedsiębiorstw, że wszystko w takim
                    przedsiębiorstwie wydawało się obywatelowi prywatne. Jednak wolny świat jest
                    zupełnie inny. Prawie cały biznes jest własnością prywatną, więc nie istnieje w
                    wolnym świecie taka socjalistyczna perspektywa.

                    W wolnym świecie prywatnych biznesów człowiek w pracy nie jest osobą prywatną,
                    ale profesjonalnym pracownikiem (nawet jeśli jest właścicielem), który
                    reprezentuje swoją firmę.

                    Osoba, która reprezentuje firmę i w jej imieniu podpisuje umowę z
                    przedstawicielem innej firmy, nie jest w czasie podpisywania tej umowy osobą
                    prywatną, niezależnie od tego, czy umowa ta „tworzy stosunek cywilnoprawny” jak
                    to śmiesznie określiłeś. Widzisz już, jak bardzo nie na temat pisałeś.
                    • mr_watchman Re: Nie zmieniaj tematu, nie rozmawiamy o kwestia 05.02.04, 11:33
                      Gość portalu: doku napisał(a):

                      > ... prawnych

                      Bo umowy i podatki twoim zdaniem nie mają nic wspólnego z prawem?

                      > Osoba prywatna «osoba nie reprezentująca (w danej sprawie) żadnej instytu
                      > cji, urzędu, władzy, itp. działająca w swoim własnym imieniu»

                      Świetnie, ale z punktu widzenia prawa cywilnego istnieją wyłącznie osoby
                      fizyczne i prawne. Podam przykład, aby oszczędzić ci katuszy myślenia. Pan
                      Kowalski jest osobą fizyczną i jako osoba fizyczna wynajmuje studentom 20-
                      metrowe mieszkanie. Ten sam pan Kowalski jest prezesem spółki, w której 100%
                      udziałów ma Skarb Państwa. Pan Kowalski jest organem osoby prawnej, która np.
                      wynajmuje mieszkania niektórym swoim pracownikom. W obu przypadkach umowy
                      najmu to umowy prywatne, których realizacji można dochodzić przed sądem
                      powszechnym. Natomiast pozwolenie na budowę domku pana Kowalskiego to decyzja
                      administracyjna wydawana jednostronnie przez organ administracji - to prawo
                      publiczne. Chwytasz już czy będę to musiał tłumaczyć po raz trzeci?

                      > Ta definicja ze słownika j.pol. PWN najlepiej oddaje istotę pojęcia
                      > „prywatny” w kontekście dyskusji o uczciwości w prowadzeniu interesów. Jeżeli
                      > czujesz tę definicję, to jasnym się staje, że za tym „itp.” kryje się coś
                      > podobnego do instytucji, a mianowicie także firma, spółka, itp.

                      Powyżej masz moje wyjaśnienia.

                      > Zauważ, że to znaczenie prywatności nie pokrywa się całkowicie ze znaczeniem
                      > prywatności w pojęciu „Prywatne przedsiębiorstwo”. W kapitalizmie
                      > większość firm to firmy prywatne, a mimo to manager reprezentujący taką
                      > firmę nie czuje się osobą prywatną, kiedy wykonuje czynności związane z jej
                      > działalnością.

                      Bo albo działa jako organ osoby prawnej, albo jest upoważniony do takiego
                      działania. Ale umowy zawierane przez tę spółkę to umowy prywatne w tym sensie,
                      że o ich zawarciu i treści nie decyduje WŁADZA publiczna (państwowa lub
                      samorządowa).

                      > Powyższe rozróżnienie jest trudno uchwytne dla ludzi wychowanych przez PRL,
                      > gdzie tak mało było prywatnych przedsiębiorstw, że wszystko w takim
                      > przedsiębiorstwie wydawało się obywatelowi prywatne. Jednak wolny świat jest
                      > zupełnie inny. Prawie cały biznes jest własnością prywatną, więc nie
                      > istnieje w wolnym świecie taka socjalistyczna perspektywa.

                      Zgoda.

                      > W wolnym świecie prywatnych biznesów człowiek w pracy nie jest osobą
                      > prywatną, ale profesjonalnym pracownikiem (nawet jeśli jest właścicielem),
                      > który reprezentuje swoją firmę.

                      Więc kim jest ów właściciel/przedsiębiorca? Organem władzy? Abyś mógł wreszcie
                      zrozumieć, na czym polega ekonomiczne i prawne rozróżnienie prywatne-
                      publiczne, zastanów się, czyj interes reprezentuje właściciel firmy. Swój czy
                      państwa?

                      > Osoba, która reprezentuje firmę i w jej imieniu podpisuje umowę z
                      > przedstawicielem innej firmy, nie jest w czasie podpisywania tej umowy osobą
                      > prywatną, niezależnie od tego, czy umowa ta „tworzy stosunek
                      > cywilnoprawny” jak to śmiesznie określiłeś. Widzisz już, jak bardzo nie na
                      > temat pisałeś.

                      Jeśli cię śmieszą te określenia, to wiń naukę prawa, a nie mnie. Dla mnie
                      nazwa wątroba jest przezabawna, ale nie wmawiam lekarzowi, że wiem lepiej od
                      niego, czy moja wątroba jest chora, czy nie. Załapał?

                      "Zapomniałeś", mój drogi, o pozostałych kwestiach. Trzymaj się tematu - czy
                      sam do tego nie nawołujesz?

                      > Czy kochanka jest właścicielką cukierni?

                      A jakie to ma znaczenie!? A może kupiła ciasto i twierdzi, że je upiekła? Czy
                      tylko właściciel cukierni ma prawo upiec ciasto dla kogoś, a nie dla siebie?

                      > Czy będziesz mógł w razie czego udowodnić, że jest Twoją kochanką?

                      A jakie to ma znaczenie!? Pisałeś przecież o małżeństwie. Kochanka jest
                      przeciwieństwem żony, a więc jest osobą, z którą nie łączą mnie więzy
                      pokrewieństwa albo małżeństwa, czyli osobą obcą. Taki jest sens mojego
                      przykładu stanowiącego egzemplifikację twoich wyssanych z brudnego
                      palucha "teorii".

                      PODSUMOWUJĄC - czy ciasto, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                      anonimowy darczyńca itp.), jest dochodem podlegającym opodatkowaniu?
                      • Gość: doku Ty o prawie, ja o uczciwości w biznesie IP: *.chello.pl 05.02.04, 22:32
                        mr_watchman napisał:

                        > Gość portalu: doku napisał(a):
                        >
                        > > Osoba prywatna «osoba nie reprezentująca (w danej sprawie) żadnej
                        > > instytucji, urzędu, władzy, itp. działająca w swoim własnym imieniu»
                        >
                        > Świetnie, ale z punktu widzenia prawa cywilnego istnieją wyłącznie osoby
                        > fizyczne i prawne.

                        Już odpływasz. Myślenie cię męczy, więc uciekasz w prawniczy bełkot, wykuty
                        kiedyś bez zrozumienia, który nie ma tutaj zastosowania. Bredzisz coś o władzy
                        i administracji, podczas gdy temat dotyczy gry biznesmenów na wolnym rynku.
                        Zanim wplączesz do tematu władzę państwową, musisz najpierw zrozumieć, kto to
                        jest osoba prywatna w kontekście kontaktów pomiędzy przedstawicielami firm (dla
                        ułatwienia ogranicz się do firm prywatnych)

                        > jest upoważniony do takiego działania.

                        Dlatego nie jest osobą prywatną

                        > Ale umowy zawierane przez tę spółkę to umowy prywatne w tym sensie ...

                        Dobrze, że rozumiesz przynajmniej tyle, że jest to „prywatność” w innym sensie.
                        To właśnie chciałem ci na początek wytłumaczyć. Teraz zapomnij o tym swoim
                        państwowym znaczeniu „prywatności”.

                        > > W wolnym świecie prywatnych biznesów człowiek w pracy nie jest osobą
                        > > prywatną, ale profesjonalnym pracownikiem (nawet jeśli jest właścicielem),
                        > > który reprezentuje swoją firmę.
                        >
                        > Więc kim jest ów właściciel/przedsiębiorca? Organem władzy?

                        Nie mieszaj do tego władzy. On jest osobą „upoważnioną”, jak to sam zauważyłeś,
                        a nie „prywatną”

                        > czyj interes reprezentuje właściciel firmy. Swój czy państwa?

                        Źle postawione pytanie. Powinno być „swój czy firmy?”.

                        > Dla mnie nazwa wątroba jest przezabawna, ale nie wmawiam lekarzowi,
                        > że wiem lepiej od niego, czy moja wątroba jest chora, czy nie.

                        Ja w ogóle nie daję się wciągnąć lekarzowi w dyskusję o wątrobie, kiedy
                        polemizuję na temat uczciwości w interesach. Lekarz, który ucieka podczas
                        takiej polemiki w temat wątroby, pokazuje tym samym, że nie nadąża albo nie ma
                        czystych intencji

                        > A może kupiła ciasto i twierdzi, że je upiekła?

                        Znów uciekasz z tematu. Problem nieuczciwości powstaje wtedy, gdy upiekła, a
                        twierdzi, że kupiła.

                        > > Czy będziesz mógł w razie czego udowodnić, że jest Twoją kochanką?
                        >
                        > A jakie to ma znaczenie!? Pisałeś przecież o małżeństwie. Kochanka jest
                        > przeciwieństwem żony,

                        Nieprawda, konkubinaty mają w wolnym świecie podobne prawa co małżeństwa.

                        > czy ciasto, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                        > anonimowy darczyńca itp.), jest dochodem podlegającym opodatkowaniu?

                        Głupie pytanie. Ja piszę tylko o tym, jak powinno być, aby było uczciwie z
                        punktu widzenia gry fair na wolnym rynku. Tylko taki punkt widzenia ma sens,
                        jeśli chcemy ocenić propozycje zmian w zasadach opodatkowania biznesmenów (a o
                        tym jest cały wątek).

                        Odpowiem więc na pytanie nastepujące:

                        > czy wartość ciasta, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                        > anonimowy darczyńca itp.) powinna być wliczona do jej (jego) przychodu?

                        Odpowiedź na to pytanie czasem jest „tak” (w 1/4 przypadków) a częściej „nie”
                        (w 3/4). Chcesz szczegółów o tych przypadkach, czy sam już rozumiesz, na czym
                        polega uczciwość w tej grze?
                        • mr_watchman Doku, zacznij myśleć. Choć trochę. 06.02.04, 10:57
                          Gość portalu: doku napisał(a):

                          > Już odpływasz. Myślenie cię męczy, więc uciekasz w prawniczy bełkot, wykuty
                          > kiedyś bez zrozumienia, który nie ma tutaj zastosowania.

                          Czy wszystko, czego nie jesteś w stanie zrozumieć, nazywasz bełkotem? To
                          wyjaśnia, dlaczego percepcja prostych faktów przychodzi ci z takim trudem.

                          > Bredzisz coś o władzy i administracji, podczas gdy temat dotyczy gry
                          > biznesmenów na wolnym rynku.

                          Tłumaczę ci pewne podstawowe sprawy, aby ten twój nieużywany mózg wreszcie
                          pojął, że biznes to sprawa PRYWATNA, bo prowadzą go podmioty PRYWATNE, czyli
                          NIEPAŃSTWOWE i NIESAMORZĄDOWE (czyli publiczne). Skoro masz takie problemy ze
                          zrozumieniem fundamentów gospodarki wolnorynkowej, to nie dziwi, że wikłasz
                          się w produkcję teoryjek pozbawionych logiki i sensu.

                          > Zanim wplączesz do tematu władzę państwową, musisz najpierw zrozumieć, kto
                          > to jest osoba prywatna w kontekście kontaktów pomiędzy przedstawicielami
                          > firm (dla ułatwienia ogranicz się do firm prywatnych)

                          Wytłumaczyłem ci to już kilka razy, ale twój socjalistyczny "rozumek" wykazuje
                          nieprzeciętną odporność na myślenie.

                          > Dlatego nie jest osobą prywatną

                          Kto nie jest osobą prywatną? Biznesmen prowadzący firmę za SWOJE pieniądze?
                          Jego pracownik, który za JEGO pieniądze i w JEGO imieniu zawiera umowy (za co
                          otrzymuje od biznesmena pensję)? Stuknij się w ten swój wieszak na kapelusze.

                          > Dobrze, że rozumiesz przynajmniej tyle, że jest to „prywatność” w innym
                          > sensie.

                          Szkoda, że nie doczytałeś mojej wypowiedzi do końca. A może doczytałeś, ale
                          nie zrozumiałeś?

                          > To właśnie chciałem ci na początek wytłumaczyć. Teraz zapomnij o tym swoim
                          > państwowym znaczeniu „prywatności”.

                          Co ty bredzisz? Od paru postów usiłuję nakarmić twoje słabo rozwinięte zwoje
                          mózgowe jakąś wiedzą - że "prywatne" jest przeciwieństwem "państwowego"
                          czy "publicznego". To jest tak proste, że powinieneś się wstydzić, że jeszcze
                          tego nie pojąłeś.

                          > Nie mieszaj do tego władzy. On jest osobą „upoważnioną”, jak to sam
                          > zauważyłeś, a nie „prywatną”

                          A o czym ty teraz pleciesz? Stwierdziłeś, że biznesmen i jego pracownicy nie
                          są osobami prywatnymi. Więc zadałem ci proste pytanie: kim w takim razie są?
                          Organami władzy? No spróbuj chociaż raz w życiu pomyśleć.

                          > Źle postawione pytanie. Powinno być „swój czy firmy?”.

                          A jaka to różnica? Facet, który prowadzi działalność gospodarczą reprezentuje
                          interes swój i swojej firmy. Nie państwa i nie gminy. Swój. Dlatego nazywamy
                          go przedsiębiorcą prywatnym. Naprawdę tego nie rozumiesz?

                          > Ja w ogóle nie daję się wciągnąć lekarzowi w dyskusję o wątrobie, kiedy
                          > polemizuję na temat uczciwości w interesach. Lekarz, który ucieka podczas
                          > takiej polemiki w temat wątroby, pokazuje tym samym, że nie nadąża albo nie
                          > ma czystych intencji

                          Chyba że leakrzowi trafi się taki dziwoląg jak ty, który zaczyna mu wmawiać,
                          że nie ma wątroby. Ale masz rację, lekarz nie powinien ci nic tłumaczyć, tylko
                          od razu dać skierowanie do psychiatry.

                          > Znów uciekasz z tematu. Problem nieuczciwości powstaje wtedy, gdy upiekła, a
                          > twierdzi, że kupiła.

                          Jasne, a co to ma wspólnego z podatkami? Swoje dyrdymały uzależniałeś od tego,
                          czy ów darczyńca jest właścicielem cukierni. Więc może pociągnij ten temat.
                          Jakie ma znaczenie to, czy dostanę ciasto od cukiernika, czy od koleżanki z
                          pracy?

                          > Nieprawda, konkubinaty mają w wolnym świecie podobne prawa co małżeństwa.

                          I co z tego? Twierdziłeś, że umowa zwana małżeństwem zwalnia z opłat za
                          świadczone usługi. Nie pamiętasz własnych bredni? Nie, ty po prostu nie
                          potrafisz wyplątać się z głupot, jakich naprodukowałeś.

                          > > czy ciasto, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                          > > anonimowy darczyńca itp.), jest dochodem podlegającym opodatkowaniu?
                          >
                          > Głupie pytanie.

                          Dostosowane do poziomu rozmówcy.

                          > Ja piszę tylko o tym, jak powinno być, aby było uczciwie z punktu widzenia
                          > gry fair na wolnym rynku. Tylko taki punkt widzenia ma sens, jeśli chcemy
                          > ocenić propozycje zmian w zasadach opodatkowania biznesmenów (a o
                          > tym jest cały wątek).

                          To po co zacząłeś chrzanić o małżeństwie? Co to ma wspólnego z grą rynkową?

                          > > czy wartość ciasta, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                          > > anonimowy darczyńca itp.) powinna być wliczona do jej (jego) przychodu?
                          >
                          > Odpowiedź na to pytanie czasem jest „tak” (w 1/4 przypadków) a częś
                          > ciej „nie” (w 3/4).

                          A od czego zależą te proporcje?

                          > Chcesz szczegółów o tych przypadkach, czy sam już rozumiesz, na czym
                          > polega uczciwość w tej grze?

                          Ależ proszę o szczegóły, omów kilka przykładów, rozwiń swoją "myśl".
                          • Gość: doku Najpierw musisz zrozumieć podstawy IP: *.chello.pl 08.02.04, 21:36
                            mr_watchman napisał:

                            > Kto nie jest osobą prywatną? Biznesmen prowadzący firmę za SWOJE pieniądze?
                            > Jego pracownik, który za JEGO pieniądze i w JEGO imieniu zawiera umowy (za co
                            > otrzymuje od biznesmena pensję)?

                            Dotarłeś do właściwego miejsca z właściwymi pytaniami. W tym miejscu możesz
                            przeżyć olśnienie, albo pozostać tępakiem. Najpierw uwolnij się od tych swoich
                            państwowo-socjalistycznych stereotypów i zapomnij w ogóle o swoich ukochanych
                            władzach i administracjach. Weź słownik języka polskiego, skoro nie uwierzyłeś,
                            że podałem poprawną definicję, i zastanów się, co kryje się za pojęciami:

                            "Osoba prywatna, czli osoba działająca w swoim włsnym imieniu".

                            Czy kasjer w sklepie bierze od ciebie pieniądze w swoim własnym imieniu? Czy
                            kasjer występuje wobec ciebie, klienta, jako osoba prywatna.

                            Wyobraź sobie, że jesteś kasjerem w banku i jakaś piękna kobieta prosi cię o
                            wypłaceni gotówki, np. 100$. Ty jej wręczasz pieniądze i mówisz: "proszę, daję
                            pani te pieniądze jako osoba prywatna". A teraz zagadka dla ciebie. Co ona
                            powinna zrobić? Tylko jedna z dwóch odpowiedzi jest poprawna.

                            1. Powiedzieć: "To przecież jasne że daje mi pan te pieniądze prywatnie, bo ten
                            bank jest firmą prywatną"

                            2. Dać ci w mordę

                            Jeżeli przebrniesz ten test, to dopiero czytaj dalej, wcześniej nic nie
                            zrozumiesz.

                            > "prywatne" jest przeciwieństwem "państwowego"

                            Teraz sam już możesz się śmiać ze swoich bradni - niby racja, ale zupełnie nie
                            na temat

                            > Stwierdziłeś, że biznesmen i jego pracownicy nie
                            > są osobami prywatnymi. Więc zadałem ci proste pytanie: kim w takim razie są?
                            > Organami władzy?

                            Teraz już sam już umiesz odpowiedzieć na to pytanie. Ja takie osoby nieprywatne
                            nazywam "reprezentantami", nawet jeśli reprezentują inne osoby prywatne.

                            > > Powinno być „swój czy firmy?”.
                            >
                            > A jaka to różnica?

                            Teraz już rozumiesz. Czy włożysz pieniądze do swojej kieszeni, czy do firmuwej
                            kasy, to jest różnica zasadnicza. Pomyśl, jakim byłeś zakutym homo sovieticus.
                            I podzękuj mi za oświecenie.

                            > To po co zacząłeś chrzanić o małżeństwie? Co to ma wspólnego z grą rynkową?

                            Teraz możesz już pojąć nawet to. Wobec swojej żony nie musisz reprezentować
                            swojej firmy. Żaden szef nie może kazać ci traktować żony jak zwykłego klienta,
                            nawet w godzinach pracy.

                            Jeżeli szef cię spyta, dlaczego pieniądze, które dała ci ta pani, włożyłeś do
                            własnej kieszeni, a nie do kasy firmy, to możesz mu spokojnie odpowiedzieć, że
                            to twoja żona.

                            Jeżeli natomiast będziesz codziennie mówił szefowi, że każda z tych pań, co ci
                            dają pieniądze, to twoja narzeczona, to szef ma prawo pomyśleć, że jesteś
                            alfonsem, a praca w kasie jest tylko przykrywką.

                            W pracy nie możesz być osobą prywatną, jeśli chcesz być uczciwy.

                            > > > czy wartość ciasta, które upiekła mi kochanka (matka, przyjaciel,
                            > > > anonimowy darczyńca itp.) powinna być wliczona do jej (jego) przychod
                            > u?
                            > >
                            > > Odpowiedź na to pytanie czasem jest „tak” (w 1/4 przypadków) a
                            > częś
                            > > ciej „nie” (w 3/4).
                            >
                            > A od czego zależą te proporcje?

                            1. Kochanka nie jest właścicielką cukierni, a ty jestes jej narzeczonym
                            2. Kochanka nie jest właścicielką cukierni, a ty nie jestes jej narzeczonym
                            3. Kochanka jest właścicielką cukierni, a ty nie jestes jej narzeczonym
                            4. Kochanka jest właścicielką cukierni, a ty jesteś jej narzeczonym

                            W wypadku 3. uczciwość nakazuje odnotować to ciasto w księgach jako sprzedane.

                            1., 2., 4. to sprawy prywatne
                            • mr_watchman Re: Najpierw musisz zrozumieć podstawy 11.02.04, 13:48
                              Gość portalu: doku napisał(a):

                              > Dotarłeś do właściwego miejsca z właściwymi pytaniami. W tym miejscu możesz
                              > przeżyć olśnienie, albo pozostać tępakiem. Najpierw uwolnij się od tych
                              > swoich państwowo-socjalistycznych stereotypów i zapomnij w ogóle o swoich
                              > ukochanych władzach i administracjach. Weź słownik języka polskiego, skoro
                              > nie uwierzyłeś, że podałem poprawną definicję, i zastanów się, co kryje się
                              > za pojęciami:
                              > "Osoba prywatna, czli osoba działająca w swoim włsnym imieniu".
                              > Czy kasjer w sklepie bierze od ciebie pieniądze w swoim własnym imieniu? Czy
                              > kasjer występuje wobec ciebie, klienta, jako osoba prywatna.

                              Działa w imieniu tego podmiotu, na rzecz którego płacę. Tylko zrozum wreszcie,
                              że różnica polega na tym ZA CO i NA JAKIEJ PODSTAWIE płacę. Jeśli kupuję towar
                              lub usługę, to ze sprzedawcą wiąże mnie PRYWATNA umowa sprzedaży. PRYWATNA, bo
                              do jej zawarcia nie jestem ani ja, ani sprzedawca, przymuszony (czego o
                              zapłacie podatku powiedzieć się nie da). Wbij sobie wreszcie do głowy (albo
                              gdziekolwiek tam, gdzie trzymasz mózg), że prywatny oznacza BEZ PRZYMUSU
                              PAŃSTWA/SAMORZĄDU. Odsyłam cię zresztą do definicji, której fragmenty
                              przeoczyłeś:
                              prywatny - «dotyczący kogoś osobiście, czyichś spraw osobistych, stanowiący
                              czyjąś osobistą własność; nie związany z żadną instytucją itp.; osobisty,
                              niepaństwowy, nieurzędowy»
                              prawo prywatne - «ogół przepisów normujących prawa osobiste i majątkowe osób
                              fizycznych i prawnych»
                              sjp.pwn.pl/haslo.php?id=49637

                              > Wyobraź sobie, że jesteś kasjerem w banku i jakaś piękna kobieta prosi cię o
                              > wypłaceni gotówki, np. 100$. Ty jej wręczasz pieniądze i mówisz: "proszę,
                              > daję pani te pieniądze jako osoba prywatna". A teraz zagadka dla ciebie. Co
                              > ona powinna zrobić? Tylko jedna z dwóch odpowiedzi jest poprawna.
                              > 1. Powiedzieć: "To przecież jasne że daje mi pan te pieniądze prywatnie, bo
                              > ten bank jest firmą prywatną"
                              > 2. Dać ci w mordę

                              Cóż, dzięki temu przykładowi wiem, w jaki sposób reagują twoim zdaniem tzw.
                              uczciwi ludzie - walą w mordę. Ja znam znacznie bardziej kulturalne formy
                              zwracania komuś uwagi, ale - jak widać - inaczej mnie wychowano.
                              A do rzeczy - jak pisałem powyżej, oceny zapłaty nie można oderwać od jej
                              podstawy. Jako kasjer w banku nie mogę tej pani wypłacić ani grosza (bez
                              względu na to, czy to bank państwowy, czy prywatny), jeżeli nie przysługuje
                              jej prawo do otrzymania od banku żądanej przez nią kwoty. Przykład, jaki
                              podałeś, dotyczy wypełniania przez kasjera swoich obowiązków. Jeśli wypłaci
                              pieniądze osobie nieuprawnionej, to pójdzie razem z nią do więzienia za
                              przywłaszczenie. Zrozumiał?

                              > > "prywatne" jest przeciwieństwem "państwowego"
                              >
                              > Teraz sam już możesz się śmiać ze swoich bradni - niby racja, ale zupełnie
                              > nie na temat

                              A teraz wytłumacz, co jest w tym śmiesznego. Tylko zanim zdążysz się do reszty
                              zbłaźnić, rzuć okiem na definicję prywatności, do której sam się odwołujesz.

                              > Teraz już sam już umiesz odpowiedzieć na to pytanie. Ja takie osoby
                              > nieprywatne nazywam "reprezentantami", nawet jeśli reprezentują inne osoby
                              > prywatne.

                              Nazwij ich jak chcesz. Ale chyba twój słabo rozwinięty mózg pojął już, że
                              przedstawiciel prywatnego biznesmena to także osoba prywatna.

                              > Teraz już rozumiesz. Czy włożysz pieniądze do swojej kieszeni, czy do
                              > firmuwej kasy, to jest różnica zasadnicza. Pomyśl, jakim byłeś zakutym homo
                              > sovieticus. I podzękuj mi za oświecenie.

                              Znowu rzuciłem perły przed wieprze. Ty naprawdę jesteś taki intelektualnie
                              niedokończony czy tylko udajesz pitekantropa?
                              Różnica, czy wkładam kasę do swojej kieszeni, czy do kieszeni firmy, jest
                              taka, że albo biorę pieniądze ja, albo - firma. Jeśli firma jest moją
                              własnością, to wychodzi na jedno. Jeśli wkładam pieniądze do kasy państwa (np.
                              płacąc podatek), to daję zarobić PAŃSTWU. Jeśli wkładam do kasy mojego
                              pracodawcy, to pieniądze bierze PRYWATNY podmiot.
                              Rany, to są dopiero podstawy, a ty nawet tego nie możesz pojąć.

                              > Teraz możesz już pojąć nawet to. Wobec swojej żony nie musisz reprezentować
                              > swojej firmy. Żaden szef nie może kazać ci traktować żony jak zwykłego
                              > klienta, nawet w godzinach pracy.

                              Jakiego klienta? Jakiej firmy? Czy swoje stosunki z matką, siostrą, bratem,
                              przyjacielem itp. także traktujesz w kategoriach działalności gospodarczej?
                              Współczuję twoim bliskim.

                              > Jeżeli szef cię spyta, dlaczego pieniądze, które dała ci ta pani, włożyłeś
                              > do własnej kieszeni, a nie do kasy firmy, to możesz mu spokojnie
                              > odpowiedzieć, że to twoja żona.

                              Jakie pieniądze i za co?

                              > Jeżeli natomiast będziesz codziennie mówił szefowi, że każda z tych pań, co
                              > ci dają pieniądze, to twoja narzeczona, to szef ma prawo pomyśleć, że jesteś
                              > alfonsem, a praca w kasie jest tylko przykrywką.

                              Wykazujesz zadziwiającą zdolność do piętrzenia absurdów. Przeczytaj, co ci
                              napisałem o kasjerze w banku i spróbuj choć ten jeden raz w życiu użyć głowy
                              do myślenia.

                              > W pracy nie możesz być osobą prywatną, jeśli chcesz być uczciwy.

                              Zajrzyj jednak do tej definicji prywatności.

                              > 1. Kochanka nie jest właścicielką cukierni, a ty jestes jej narzeczonym
                              > 2. Kochanka nie jest właścicielką cukierni, a ty nie jestes jej narzeczonym
                              > 3. Kochanka jest właścicielką cukierni, a ty nie jestes jej narzeczonym
                              > 4. Kochanka jest właścicielką cukierni, a ty jesteś jej narzeczonym
                              >
                              > W wypadku 3. uczciwość nakazuje odnotować to ciasto w księgach jako
                              > sprzedane.

                              Sprzedane? Przecież dostałem je w prezencie. A jeśli kolega z pracy poczęstuje
                              mnie batonikiem? Albo ja jego gumą do żucia?
                              Jesteś przykładem osoby wybitnie pokrzywdzonej przez komunizm - mało kto
                              przesiąkł biurokracją i fiskalizmem jak ty.

                              > 1., 2., 4. to sprawy prywatne

                              KAŻDA z tych spraw jest prywatna, ale twoja imitacja mózgu nigdy tego nie
                              pojmie.
                              • Gość: doku Kasjer nie jest osobą prywatną w pracy IP: *.chello.pl 11.02.04, 22:19
                                mr_watchman napisał:

                                > Gość portalu: doku napisał(a):
                                >
                                > > "Osoba prywatna, czyli osoba działająca w swoim własnym imieniu".
                                > > Czy kasjer w sklepie bierze od ciebie pieniądze w swoim własnym imieniu?
                                > > Czy kasjer występuje wobec ciebie, klienta, jako osoba prywatna.

                                Tu zapomniałem postawić znaku zapytania i wszystko ci się poplątało, biedaku.
                                Przepraszam za to. Miało być:

                                Czy kasjer występuje wobec ciebie, klienta, jako osoba prywatna?

                                > Działa w imieniu tego podmiotu, na rzecz którego płacę.

                                I o to właśnie chodzi, działa "w imieniu" a nie prywatnie.

                                > różnica polega na tym ZA CO i NA JAKIEJ PODSTAWIE płacę.

                                To nie ma nic do rzeczy, bo nie o ciebie tu chodzi, ale o kasjera. Kasjer nie
                                jest osobą prywatną, bo nie wkłada tych pieniędzy do swojej kieszeni, ale
                                wkłada je do kasy firmy.

                                > lub usługę, to ze sprzedawcą wiąże mnie PRYWATNA umowa sprzedaży

                                A to jest już inne, to twoje państwowo-biurokratyczne znaczenie "prywatna",
                                które jest nie na temat.

                                > PAŃSTWA/SAMORZĄDU.

                                Przestań wreszcie myśleć tymi państwowymi kryteriami. Naprawdę nie potrafisz
                                sobie wyobrazić wolnego rynku, gdzie nie ma państwa, tylko biznesmeni i
                                kapitaliści?! Jesteś prawdziwy homo biurokratus.

                                > > jesteś kasjerem w banku i jakaś piękna kobieta prosi cię o
                                > > wypłaceni gotówki, np. 100$. Ty jej wręczasz pieniądze i mówisz: "proszę,
                                > > daję pani te pieniądze jako osoba prywatna".
                                >
                                > Cóż, dzięki temu przykładowi wiem, w jaki sposób reagują twoim zdaniem tzw.
                                > uczciwi ludzie - walą w mordę.

                                A więc jednak troszkę zrozumiałeś, o co mi chodzi. Więc po co dalej strugasz
                                idiotę?

                                > Jako kasjer w banku nie mogę tej pani wypłacić ani grosza (bez
                                > względu na to, czy to bank państwowy, czy prywatny), jeżeli nie przysługuje
                                > jej prawo do otrzymania od banku żądanej przez nią kwoty.

                                Naprawdę? Wijesz się jak piskorz i zmieniasz temat. Istotne jest to, że nie
                                możesz jej dać pieniędzy prywatnie - z własnej kieszeni - musisz pieniądze
                                wyjąć z kasy firmy, czyli musisz wystąpić jako osoba NIEprywatna

                                > Przykład, jaki podałeś, dotyczy wypełniania przez kasjera swoich obowiązków.
                                > Jeśli wypłaci pieniądze osobie nieuprawnionej

                                Bardzo nieporadnie zmieniasz temat. Ona jest uprawniona, a on i tak nie może
                                dać jej swoich pieniędzy ze swojej prywatnej kieszeni.

                                > > > "prywatne" jest przeciwieństwem "państwowego"
                                > >
                                > > Teraz sam już możesz się śmiać ze swoich bradni - niby racja, ale zupełnie
                                > > nie na temat
                                >
                                > A teraz wytłumacz, co jest w tym śmiesznego.

                                Śmieszne jest to, że ja zakładam całkowitą nieobecność państwa w tej dyskusji,
                                a ty żyć bez tego swojeg państwa nie możesz.

                                > Nazwij ich jak chcesz. Ale chyba twój słabo rozwinięty mózg pojął już, że
                                > przedstawiciel prywatnego biznesmena to także osoba prywatna.

                                Tak jak ten kasjer, który trzyma kasę w kieszeni? Jesteś najtępszym polemistą,
                                z jakim dotychczas miałem do czynienia.

                                Przedstawiciel prywatnego biznesmena nie jest osoba prywatną. Dowód jest
                                powyżej. Ale najpierw odpocznij. Napisz, kiedy zrozumiesz ten dowód.
                                • mr_watchman Dorównujesz bimiemu... 12.02.04, 15:58
                                  Wykazujesz podobny jemu stopień "rozumienia" zjawisk bardziej skomplikowanych
                                  niż "siku" i "kupa". Poza tym obaj macie takie samo zacięcie do widzenia świata
                                  wyłącznie przez okulary dziadzia Marksa.
                                  Od kilku postów na różne sposoby próbuję wtłoczyć do tego twojego rozumku
                                  najprostsze informacje dotyczące podstaw obrotu gospodarczego w Polsce.
                                  Niestety, twoja inteligencja jest zdecydowanie zbyt niska, aby pojąć choć 10% z
                                  tego, co do ciebie piszę. Dlatego zrobię ci przysługę i w punktach przedstawię
                                  te oczywiste prawdy, których roślinka w twojej głowie do tej pory nie
                                  zaabsorbowała:
                                  1. Podstawą działalności gospodarczej jest własność PRYWATNA, tzn. że biznes
                                  prowadzą podmioty NIEPAŃSTWOWE i NIESAMORZĄDOWE.
                                  2. Polskie prawo definiuje jedynie samo pojęcie własności. O tym, czy jest ona
                                  państwowa, czy prywatna, przesądza jedynie osoba właściciela.
                                  3. Bez względu na to, czy stroną umowy jest pan Kowalski, pan Kowalski - prezes
                                  spółki, spółka, czy Skarb Państwa, wszystkie takie umowy są PRYWATNE.
                                  4. Pojęcie "publiczne" odnosi się do władztwa państwa/samorządu oraz do ich
                                  finansów. Z wydatkowaniem pieniędzy publicznych wiąże się większy rygoryzm w
                                  zakresie m.in. sposobu wyboru drugiej strony umowy - por. ustawa o zamówieniach
                                  publicznych.

                                  Powyższe cztery punkty naprawdę są proste. Wystarczy jedynie choć trochę
                                  myśleć, aby zrozumieć zawartą w nich treść. Jednak z niewadomych przyczyn (brak
                                  mózgu?) nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, że działalność gospodarcza to
                                  sprawa prywatna i że biznes prowadzą podmioty prywatne.
                                  I tak wiem, że tego nie pojmiesz, bo jesteś kaleką umysłową. Tworzysz jakieś
                                  absurdalne "teorie", które aż pękają w szwach od nadmiaru głupoty w nich
                                  zawartej.

                                  PS. Z bełkotu w twoim poprzednim poście wnoszę, że nie przeczytałeś jednak w
                                  całości tej definicji, do której sam się odwołujesz. Nadrób tę zaległość -
                                  rozumu ci od tego nie przybędzie, ale może chociaż pojmiesz, o czym do ciebie
                                  piszę.
                                  • xiazeluka To nie tak 12.02.04, 16:01
                                    mr_watchman napisał:

                                    > PS. Z bełkotu w twoim poprzednim poście wnoszę, że nie przeczytałeś

                                    Przeczytał, przeczytał. Kiedy dokumenda zaczyna popisy retoryki ezoterycznej,
                                    to znaczy, że go pokonałeś.
                                  • Gość: doku Jak w podstawówce IP: *.chello.pl 13.02.04, 21:18
                                    Kiedy już udowodniłem ci w sposób ścisły, że mam rację a ty się mylisz. Wtedy
                                    ty nagle udajesz, że nie przeczytałeś mojego postu. Bardzo to infantylne. Ja
                                    jednak nie ulegnę pokusie zejścia za toba na dno, i uczciwy będę do końca. A
                                    więc cytat.

                                    mr_watchman napisał:

                                    > 1. Podstawą działalności gospodarczej jest własność PRYWATNA, tzn. że biznes
                                    > prowadzą podmioty NIEPAŃSTWOWE i NIESAMORZĄDOWE.

                                    A więc zastosowałeś się wreszcie do mojej sugestii i udało ci się wyobrazić
                                    sobie przez chwilę, że nie ma państwa ani władzy, ale mamy tylko świat wolnego
                                    biznesu. Rozumiem, że wstyd ci się przyznać do tego, że cię przekonałem, ale
                                    daruj sobie nastepnym razem tę infantylna retorykę i skup sie na meritum.

                                    Niestety w kolejnych punktach zapomniałeś o tym swoim krótkim przebłysku i znów
                                    zacząłeś ględzić o prawie i państwie.

                                    Dlaczego udajesz, że nie czytałeś moich wywodów o kasjerze? Nie wierzę, że nic
                                    z tego nie zrozumiałeś. Kiedy kasjer wypłaca ci w banku pieniądze z twojego
                                    konta, to nie jest wtedy osobą prywatną. Musisz to przyznać. Nie uda ci
                                    zepchnąć wątku na jakiś boczny tor, ani sprowokować mnie swoim chamstwem. Temat
                                    jest zbyt jasny i precyzyjny, aby udało ci się zatopić meritum w powodzi
                                    insynuacji i obelg.

                                    Kasjer w pracy nie braca pieniędzmi prywatnie, choćbyś się zapluł i zapłakał.
                                    • mr_watchman Jak w podstawówce? Oj, z tobą jest znacznie gorzej 16.02.04, 10:26
                                      Gość portalu: doku napisał(a):

                                      > Kiedy już udowodniłem ci w sposób ścisły, że mam rację a ty się mylisz.

                                      Udowodniłeś jedynie, że brak ci rozumu. Tyle że zbędny był to trud - widać to
                                      od razu, już po paru twoich postach.

                                      > Wtedy ty nagle udajesz, że nie przeczytałeś mojego postu.

                                      Nie, nie udawałem. Po prostu osiągnąłeś taki "poziom", że odechciało mi się
                                      wszelkiej dyskusji. Jesteś wyjątkowo niereformowalnym etatystycznym biurokratą.

                                      > Bardzo to infantylne. Ja jednak nie ulegnę pokusie zejścia za toba na dno, i
                                      > uczciwy będę do końca. A więc cytat.
                                      >
                                      > mr_watchman napisał:
                                      >
                                      > > 1. Podstawą działalności gospodarczej jest własność PRYWATNA, tzn. że
                                      > > biznes prowadzą podmioty NIEPAŃSTWOWE i NIESAMORZĄDOWE.
                                      >
                                      > A więc zastosowałeś się wreszcie do mojej sugestii i udało ci się wyobrazić
                                      > sobie przez chwilę, że nie ma państwa ani władzy, ale mamy tylko świat
                                      > wolnego biznesu. Rozumiem, że wstyd ci się przyznać do tego, że cię
                                      > przekonałem, ale daruj sobie nastepnym razem tę infantylna retorykę i skup
                                      > sie na meritum.

                                      Przypomnę ci tylko twoją wypowiedź:
                                      "Jeżeli obywatel ma zaejestrowaną działalność gospodarczą, od której płaci
                                      podatki, to umowy jakie zawiera w ramach tej działalności, nie są umowami
                                      prywatnymi.
                                      Jeżeli zwyczajny obywatel wynajmuje mieszkanie zwykłemu studentowi w zamian za
                                      korepetycje, to jest umowa prywatna i państwo nie ma nic do tego. Jeśli ten
                                      obywatel jest taksówkarzem, nadal jest to prywatne.
                                      Ale jeśli ten obywatel jest kamienicznikiem i z tego biznesu płaci podatki, to
                                      wynajmowanie prze niego mieszkania nie ma wtedy chrakteru "prywatności",
                                      niezaleznie od tego, kto jest wynajmującym i w jakiej formie płaci."
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=10455899&a=10487549

                                      Zanim zaczniesz produkować kolejne banialuki, zdecyduj się, czy wreszcie
                                      rozumiesz, co to znaczy prywatny biznes. Liczyłem, że seria wykładów w moich
                                      postach zasieje w twojej głowie jakąś myśl, ale okazałeś się nieprzeciętnie
                                      odporny na przyswajanie treści.

                                      > Niestety w kolejnych punktach zapomniałeś o tym swoim krótkim przebłysku i
                                      > znów zacząłeś ględzić o prawie i państwie.

                                      To, że nie rozumiesz moich wypowiedzi, dowodzi jedynie nieporadności galaretki
                                      w twojej głowie. Ale mnie za nie wiń.

                                      > Dlaczego udajesz, że nie czytałeś moich wywodów o kasjerze? Nie wierzę, że
                                      > nic z tego nie zrozumiałeś. Kiedy kasjer wypłaca ci w banku pieniądze z
                                      > twojego konta, to nie jest wtedy osobą prywatną. Musisz to przyznać. Nie uda
                                      > ci zepchnąć wątku na jakiś boczny tor, ani sprowokować mnie swoim chamstwem.

                                      1. Chamstwo po raz pierwszy pojawiło się w twoich wypowiedziach. Jeśli
                                      szwankuje ci pamięć, przejrzyj naszą "dyskusję".
                                      2. Co do kasjera - jest on pracownikiem banku. Jego obowiązki określa jego
                                      umowa z bankiem o pracę, umowa jak najbardziej prywatna. Skoro twierdzisz, że
                                      kasjer nie jest osobą prywatną, to wysil się także na odpowiedź, kim w takim
                                      razie on jest. Resztę już ci wytłumaczyłem. Jeśli nie zrozumiałeś, to trudno -
                                      takim ułomnym już cię Pan Bóg stworzył.

                                      > Temat jest zbyt jasny i precyzyjny, aby udało ci się zatopić meritum w
                                      > powodzi insynuacji i obelg.

                                      W istocie, temat jest jasny, tak jasny, że wręcz tematu nie ma, bo trudno sobie
                                      wyobrazić kogoś, kto nie rozumie podstawowych pojęć. Na pocieszenie pomyśl
                                      sobie, że pod tym względem wykraczasz poza przeciętność.

                                      > Kasjer w pracy nie braca pieniędzmi prywatnie, choćbyś się zapluł i zapłakał.

                                      Więc pytam - jaki jest charakter jego pracy?

                                      PS. Przy okazji - skoro już rozumiesz, że podstawą działalności gospodarczej
                                      jest prywatny biznes, to powiedz wreszcie, czego nie rozumiesz w sprawie
                                      dochodów z najmu mieszkań.
                                      • Gość: doku Czy może istnieć tak nielogiczny umysł? IP: *.chello.pl 17.02.04, 20:10
                                        mr_watchman napisał:

                                        > Przypomnę ci tylko twoją wypowiedź:
                                        > "Jeżeli obywatel ma zaejestrowaną działalność gospodarczą, od której płaci
                                        > podatki, to umowy jakie zawiera w ramach tej działalności, nie są umowami
                                        > prywatnymi.
                                        > Jeżeli zwyczajny obywatel wynajmuje mieszkanie zwykłemu studentowi w zamian
                                        za
                                        > korepetycje, to jest umowa prywatna i państwo nie ma nic do tego. Jeśli ten
                                        > obywatel jest taksówkarzem, nadal jest to prywatne.
                                        > Ale jeśli ten obywatel jest kamienicznikiem i z tego biznesu płaci podatki,
                                        to
                                        > wynajmowanie prze niego mieszkania nie ma wtedy chrakteru "prywatności",
                                        > niezaleznie od tego, kto jest wynajmującym i w jakiej formie płaci."

                                        Dziękuję. Miło mi przeczytać coś z sensem. Szkoda, że nie potrafisz myśleć o
                                        dwóch rzeczach na raz, bo mógłbyś wtedy coś skojarzyć. Gdybyś zacytował też
                                        podaną przeze mnie definicję „prywatności”, to miałbyś szansę coś skojarzyć.

                                        Zauważ, że ja śledzę twój wywód i pamiętam przez cały czas o
                                        twojej „państwowej” definicji prywatności. Natomiast tobie jeszcze ani razu nie
                                        udało się odnieść do mojej „osobowej” definicji prywatności. Nic dziwnego, że
                                        uciekasz od początku w chamstwo, bo czujesz, że nie kojarzysz.

                                        > 1. Chamstwo po raz pierwszy pojawiło się w twoich wypowiedziach. Jeśli
                                        > szwankuje ci pamięć, przejrzyj naszą "dyskusję".

                                        Proszę bardzo:

                                        >twoich wyssanych z brudnego palucha "teorii".

                                        > > Małżeństwo to przykład jeden z wielu, taki najprostszy, żeby luka zrozumiał
                                        > > samą zasadę. Ty jak widzę nie masz z tym kłopotu, chwyciłeś w lot.

                                        > Oj, mam kłopot. Jedyne, co chwyciłem w lot, to rozmiary twojej niewiedzy.”

                                        Sam widzisz, że twój wybuch chamstwa był całkowicie nieuzasadniony, natomiast
                                        całkowicie jak widać zgodny z twoją naturą, gdyż gafą byłoby napisanie „wyssane
                                        z palucha”, ale dodając „z brudnego” pokazałeś niechcący, w jakich warunkach
                                        byłeś chowany. Jesteś zwykły prostak, bo przecież nie możesz wiedzieć czy palce
                                        mam brudne – nie miałeś jeszcze zaszczytu lizać mojego palucha.

                                        > > Kasjer w pracy nie obraca pieniędzmi prywatnie, choćbyś się zapluł i
                                        > > zapłakał.
                                        >
                                        > Więc pytam - jaki jest charakter jego pracy?

                                        Tyle razy ci już to tłumaczyłem: on działa w imieniu firmy, występuje
                                        oficjalnie, służbowo, formalnie, profesjonalnie, w charakterze kasjera,
                                        usługodawcy, reprezentanta swojej firmy, jako jej przedstawiciel – to nie ma,
                                        chłopie, nic wspólnego z prywatnością. Dotarło?

                                        Jeżeli jeszcze nie, to ma jeszcze łatwiejsze wytłumaczenie, chociaż analogia
                                        nie jest już pełna. Wyobraź sobie, że jesteś adwokatem i podczas rozprawy w
                                        sądzie dajesz wyraz swojemu przekonaniu o niewinności oskarżonego, a w przerwie
                                        rozmawiasz z prokuratorem, który jest twoim starym kumplem, i mówisz mu, że tak
                                        PRYWATNIE to nie jesteś przekonany o jego niewinności. W sali sądowej nie
                                        możesz jednak występować jako osoba prywatna w tym samym czasie, kiedy bronisz
                                        swojego klienta. Bronisz go NIE prywatnie, ale OFICJALNIE.

                                        Nie ma zupełnie znaczenia, czy pracujesz w kancelarii prywatnej, czy jesteś
                                        obrońcą z urzędu. Podczas rozprawy, przed obliczem sędziego, nie wolno ci
                                        występować prywatnie, w swoim imieniu. Występujesz w imieniu klienta,
                                        reprezentując przy okazji swoją kancelarię. Nawet jeśli to twoja kancelaria, i
                                        pracuje w niej tylko jeden adwokat – ty - to na sali sądowej nie jesteś osobą
                                        prywatną.
                                        • mr_watchman Sprawdź co to "umysł"; dowiesz się, czego ci brak 18.02.04, 15:45
                                          Gość portalu: doku napisał(a):

                                          > Dziękuję. Miło mi przeczytać coś z sensem.

                                          Nazywanie przez ciebie ewidentnych bredni wypowiedziami z sensem tłumaczy,
                                          dlaczego tak opornie idzie ci z myśleniem.
                                          Przy okazji - pojąłeś wreszcie, co to jest "prywatny biznes"?

                                          > Szkoda, że nie potrafisz myśleć o dwóch rzeczach na raz, bo mógłbyś wtedy coś
                                          > skojarzyć. Gdybyś zacytował też podaną przeze mnie definicję „prywatności”,
                                          > to miałbyś szansę coś skojarzyć.

                                          Szkoda, że podawanej definicji sam nie przeczytałeś do końca. Ale możesz
                                          nadrobić tę zaległość:
                                          sjp.pwn.pl/haslo.php?id=49637


                                          > Zauważ, że ja śledzę twój wywód i pamiętam przez cały czas o
                                          > twojej „państwowej” definicji prywatności.

                                          Jakiej "państwowej"? Po prostu próbuję wtłoczyć do tej twojej nieużywanej
                                          kalarepki odrobinę wiedzy przeciwstawiając prywatne państwowemu/samorządowemu.
                                          Zaś od ciebie do dziś nie dowiedziałem się, kim jest przedsiębiorca prowadzący
                                          w swoim imieniu i za własne pieniądze działalność gospodarczą. Ja twierdzę, że
                                          to przedsiębiorca prywatny, a ty... hmm, twoja roślina mózgopodobna do dziś nie
                                          wyprodukowała jednoznacznego stanowiska.

                                          > Natomiast tobie jeszcze ani razu nie udało się odnieść do mojej „osobowej”
                                          > definicji prywatności.

                                          Twojej? Masz na myśli tę definicję, której zaledwie fragment przeczytałeś w
                                          słowniku? Więcej skromności. Rozumu ci nie życzę, bo to i tak daremne.

                                          > Nic dziwnego, że uciekasz od początku w chamstwo, bo czujesz, że nie
                                          > kojarzysz.
                                          >
                                          > Proszę bardzo:
                                          > > twoich wyssanych z brudnego palucha "teorii".
                                          > > Oj, mam kłopot. Jedyne, co chwyciłem w lot, to rozmiary twojej niewiedzy.

                                          To nie chamstwo, lecz złośliwość.
                                          Przykład chamstwa jest w tym linku:
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=10455899&a=10550169

                                          > Sam widzisz, że twój wybuch chamstwa był całkowicie nieuzasadniony, natomiast
                                          > całkowicie jak widać zgodny z twoją naturą, gdyż gafą byłoby napisanie
                                          > „wyssane z palucha”, ale dodając „z brudnego” pokazałeś niechcący, w
                                          > jakich warunkach byłeś chowany. Jesteś zwykły prostak, bo przecież nie możesz
                                          > wiedzieć czy palce mam brudne – nie miałeś jeszcze zaszczytu lizać mojego
                                          > palucha.

                                          Jakoś założyłem, że ludzie niedouczeni i mało inteligentni są również
                                          odstręczający fizycznie. Być może się mylę, ale w twoim przypadku można
                                          odnaleźć zarówno cechy ograniczenia umysłowego, jak i zwykłego plugastwa.
                                          To, że ty zapewne często oddajesz się obrzydliwym praktykom w rodzaju lizania
                                          brudnych palców, nie znaczy, że inni także to robią. Jesteś odrażający,
                                          niedobrze mi się robi, kiedy muszę czytać twoje zboczone autoerotyczne
                                          wynurzenia.

                                          > Tyle razy ci już to tłumaczyłem: on działa w imieniu firmy, występuje
                                          > oficjalnie, służbowo, formalnie, profesjonalnie, w charakterze kasjera,
                                          > usługodawcy, reprezentanta swojej firmy, jako jej przedstawiciel – to nie
                                          > ma, chłopie, nic wspólnego z prywatnością. Dotarło?

                                          Czy ono wreszcie zrozumie, jaki jest sens tego, co mu się pisze? Czy pojmie
                                          kiedyś, że z istoty działalności gospodarczej wynika jej prywatność, czyli
                                          kierowanie się interesem swoim, a nie - jakiejś abstrakcyjnej zbiorowości? Może
                                          myśli, że kasjer pracuje za darmo?

                                          > Jeżeli jeszcze nie, to ma jeszcze łatwiejsze wytłumaczenie, chociaż analogia
                                          > nie jest już pełna. Wyobraź sobie, że jesteś adwokatem i podczas rozprawy w
                                          > sądzie dajesz wyraz swojemu przekonaniu o niewinności oskarżonego, a w
                                          > przerwie rozmawiasz z prokuratorem, który jest twoim starym kumplem, i mówisz
                                          > mu, że tak PRYWATNIE to nie jesteś przekonany o jego niewinności. W sali
                                          > sądowej nie możesz jednak występować jako osoba prywatna w tym samym czasie,
                                          > kiedy bronisz swojego klienta. Bronisz go NIE prywatnie, ale OFICJALNIE.
                                          > Nie ma zupełnie znaczenia, czy pracujesz w kancelarii prywatnej, czy jesteś
                                          > obrońcą z urzędu. Podczas rozprawy, przed obliczem sędziego, nie wolno ci
                                          > występować prywatnie, w swoim imieniu. Występujesz w imieniu klienta,
                                          > reprezentując przy okazji swoją kancelarię. Nawet jeśli to twoja kancelaria,
                                          > i pracuje w niej tylko jeden adwokat – ty - to na sali sądowej nie jesteś
                                          > osobą prywatną.

                                          Za co dostaję jak najbardziej PRYWATNE pieniądze. Reprezentuję też osobę jak
                                          najbardziej PRYWATNĄ - w przeciwieństwie do prokuratora czy sędziego. Nie
                                          bronię drania i łobuza dla przyjemności, ale dla pieniędzy, które on - osoba
                                          PRYWATNA - mi płaci. Nie zapłaci - niech się sam męczy. Prokurator czy sędzia
                                          takiego komfortu wyboru nie ma, musi się kierować poczuciem sprawiedliwości.
                                          Sądy wydają wyroki w imieniu Rzeczypospolitej, czyli sędziowie uosabiają
                                          PAŃSTWO. Dlatego też - wtrącam mimochodem - jestem zwolennikiem pozostawieniu w
                                          rękach państwa jedynie wymiaru sprawiedliwości, policji, wojska i bardzo
                                          ograniczonej administracji publicznej. Ale taka "rewolucja" zapewne nie mieści
                                          się w twojej uszkodzonej socjalizmem głowie.

                                          PS. No i co z tym najmem? Czego toto nadal nie rozumie? A może już zrozumiało,
                                          tylko wstydzi się przyznać, że znowu się zbłaźniło?
                                          • Gość: doku A więc widzisz, że była to odpowiedź na twoje .... IP: *.chello.pl 18.02.04, 22:40
                                            ... chamstwo, i to o wiele mniej ordynarna niż twoje wypociny.

                                            mr_watchman napisał:

                                            > > > twoich wyssanych z brudnego palucha "teorii".
                                            > > > Oj, mam kłopot. Jedyne, co chwyciłem w lot, to rozmiary twojej niewie
                                            > dzy.
                                            >
                                            > To nie chamstwo, lecz złośliwość.
                                            > Przykład chamstwa jest w tym linku:
                                            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=10455899&a=10550169

                                            Faktem jest, że udajesz idiotę, podczas gdy brudne paluchy są, jak sam
                                            przyznajesz, twoimi urojeniami i marzeniami:

                                            > Jakoś założyłem, że ludzie niedouczeni i mało inteligentni są również
                                            > odstręczający fizycznie

                                            Jakoś tak po prostacku

                                            > > to na sali sądowej nie jesteś osobą prywatną.
                                            >
                                            > Za co dostaję jak najbardziej PRYWATNE pieniądze.

                                            A więc wreszcie zrozumiałeś. Gratuluję. Gdyby teraz się cofniesz do początków
                                            dyskusji, to zobaczysz, że o samego początku ci to tłumaczyłem, że mamy tu obok
                                            siebie dwa różne pojęcia prywatności.

                                            Ja używałem: prywatnie = w swoim imieniu
                                            Ty używałeś: prywatny = niepaństwowy

                                            Ale ty wolałeś taplać się w szambie własnego chamstwa, niż dostrzec tę
                                            subtelność. Tak czy inaczej cieszę się, bo spełniłem dbry uczynek - oświeciłem
                                            ciemniaka.
                                            • mr_watchman Re: A więc widzisz, że była to odpowiedź na twoje 19.02.04, 10:13
                                              Gość portalu: doku napisał(a):

                                              > Faktem jest, że udajesz idiotę, podczas gdy brudne paluchy są, jak sam
                                              > przyznajesz, twoimi urojeniami i marzeniami:

                                              Gdybyśmy mieli spierać się o fakty, odpowiedziałbym, że ty idioty udawać nie
                                              musisz, wręcz przeciwnie - mógłbyś znaleźć należne ci miejsce w Sevres pod
                                              Paryżem jako wzór ociężałości umysłowej. Ale nie spieramy się o fakty dotyczące
                                              twojej bezradności intelektualnej (bo w istocie sprawa jest oczywista), ale
                                              tłumaczę ci, że używane przez ciebie zwroty w rodzaju "Nie udawaj idioty..." to
                                              chamstwo w czystej postaci. Tylko kompletny burak, jakim jesteś, może tego nie
                                              dostrzegać.
                                              A propos brudnych palców - kupiłeś już mydełko?

                                              > > Jakoś założyłem, że ludzie niedouczeni i mało inteligentni są również
                                              > > odstręczający fizycznie
                                              >
                                              > Jakoś tak po prostacku

                                              Ale jakoś tak po prostacku pasuje do ciebie. Rozumiem, że brak komentarza do
                                              dalszej części mojej wypowiedzi oznacza, że dasz już sobie spokój ze swoimi
                                              zboczonymi wynurzeniami. I dobrze - najwyższa pora, abyś zaczął się wreszcie
                                              uczłowieczać.

                                              > A więc wreszcie zrozumiałeś. Gratuluję. Gdyby teraz się cofniesz do początków
                                              > dyskusji, to zobaczysz, że o samego początku ci to tłumaczyłem, że mamy tu
                                              > obok siebie dwa różne pojęcia prywatności.
                                              >
                                              > Ja używałem: prywatnie = w swoim imieniu
                                              > Ty używałeś: prywatny = niepaństwowy

                                              Nareszcie przeczytałeś i zrozumiałeś podawaną przez siebie definicję. To dobry
                                              znak - wskazuje, że jak cię przycisnąć, to zaczynasz używać mózgu.
                                              Do rzeczy. Cała ta nasza wymiana postów zaczęła się od tego, że
                                              zanegowałeś "prywatność" działalności gospodarczej:
                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=10455899&a=10487549
                                              Próbowałem ci wytłumaczyć, że bez pojęcia prywatności, a zwłaszcza własności
                                              prywatnej, nie ma sensu rozmowa o gospodarce. Czy zatem dotarło nareszcie do
                                              twojej wypustki głowopodobnej, co to jest "prywatny biznes"?

                                              > Ale ty wolałeś taplać się w szambie własnego chamstwa, niż dostrzec tę
                                              > subtelność. Tak czy inaczej cieszę się, bo spełniłem dbry uczynek -
                                              > oświeciłem ciemniaka.

                                              Tak, niewątpliwie dzięki rozmowie ze mną miałeś szansę, aby się oświecić. Czy
                                              skorzystałeś z mojej pomocnej dłoni, to już twój problem. Obawiam się jednak,
                                              że ludziom twojego pokroju nauka przychodzi z trudem, więc powinieneś co jakiś
                                              czas odświeżać wiadomości zdobyte w tej dyskusji. Inaczej znowu zrobisz z
                                              siebie pośmiewisko.

                                              PS. Czy brak odpowiedzi w sprawie dochodów z najmu (co jest zasadniczym i
                                              pierwotnym tematem tej wymiany zdań) oznacza, że xiazeluce udało się wtłoczyć w
                                              twoje zwoje mózgowe odrobinę logiki i sensu? Jeśli tak - gratuluję. Oczywiście,
                                              xiazeluce - zdolności pedagogicznych. Tobie można tylko współczuć.
                                              • Gość: doku Nie mam zamiaru dorównać ci w chamstwie IP: *.chello.pl 19.02.04, 20:56
                                                mr_watchman napisał:

                                                > "Nie udawaj idioty..." to chamstwo w czystej postaci. Tylko kompletny burak,
                                                jakim jesteś, może tego nie
                                                > dostrzegać. A propos brudnych palców - kupiłeś już mydełko?

                                                Widzę że chamstwo sprawia ci rozkosz, ale na mnie nie licz

                                                > > Ja używałem: prywatnie = w swoim imieniu
                                                > > Ty używałeś: prywatny = niepaństwowy
                                                >
                                                > Nareszcie przeczytałeś i zrozumiałeś podawaną przez siebie definicję.

                                                Widzę, że miałeś przebłysk tylko przez chwilę i znów ci się pomieszało w
                                                główce. Ja w tym wątku używam jednego znaczenia „prywatny” cały czas.

                                                > zanegowałeś "prywatność" działalności gospodarczej:
                                                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=10455899&a=10487549

                                                Dlatego biznesmen prowadzący swoją działalność, tak jak ten adwokat w sądzie,
                                                nie występuje prywatnie w godzinach urzędowania swojej firmy. Działalność
                                                biznesmena nie jest prywatna, jeśli ma zarejestrowana firmę PRYWATNĄ. Może
                                                teraz zacznie do ciebie docierać co piszę, kiedy w jednym zdaniu zobaczysz dwa
                                                różne znaczenia słowa „prywatny”.

                                                Dam ci inny przykład.

                                                Przez wiele lat żyłem z korepetycji, ale udzielałem korepetycji prywatnie, bez
                                                płacenia podatków, bez rejestrowania tej działalności. Podczas lekcji mogłem
                                                rozmawiać z uczniem lub z jego rodzicami na różne tematy, ale byłem cały czas
                                                osobą prywatną. Byłoby śmieszne, gdybym powiedział: „prywatnie pani powiem, że
                                                mogę zgodzić się na stówę za godzinę, ale jako korepetytor muszę pani
                                                powiedzieć, że ceny, które oferuję dotyczą 45 minut”. Wzięłaby mnie za
                                                schizofrenika lub a najlepszym wypadku za jakiegoś pretensjonalnego snoba.

                                                Jeżeli jednak byłbym właścicielem firmy oferującej usługi korepetycyjne, to
                                                tekst taki będzie sensowny. Mogę jej powiedzieć, jako właściciel, oficjalnie,
                                                nieprywatnie: „Jako przedstawiciel firmy informuje panią, że nasza oferta
                                                dotyczy wyłącznie lekcji 45 minutowych, ale prywatnie pani powiem, że może się
                                                pani dogadać jakoś prywatnie z korepetytorem”.

                                                Podobnie kamienicznik może powiedzieć: „To mieszkanie jest na wynajem w mojej
                                                ofercie i może pan w nim zamieszkać, ale muszę je panu wynajmować oficjalnie,
                                                formalnie, z wystawianiem rachunków itd. Mogę też panu prywatnie wynająć
                                                mieszkanie mojej siostry, która wyjechała na rok za granicę – będzie o 10%
                                                taniej, bo tego mieszkania nie mam w ofercie firmy, więc nie muszę czynszu
                                                wliczać do swoich dochodów”.

                                                > Próbowałem ci wytłumaczyć, że bez pojęcia prywatności, a zwłaszcza własności
                                                > prywatnej, nie ma sensu rozmowa o gospodarce.

                                                Bzdura. Wystarczy założyć, że wszystko jest własnością PRYWATNĄ i rozmawiać już
                                                tylko o mechanizmach wolnorynkowych, a słowa „prywatny” używać” tylko w
                                                rozumieniu osobowym, bo inne nie ma już wtedy sensu

                                                > PS. Czy brak odpowiedzi w sprawie dochodów z najmu (co jest zasadniczym i
                                                > pierwotnym tematem tej wymiany zdań) oznacza, że xiazeluce udało się

                                                Jak widzisz, nasze stanowiska w dyskusji zostały wyrażone językiem matematyki.

                                                „xiazeluka napisała:
                                                > jeśli zarabiam 1500 PLN/mies., a za wodę
                                                > płacę 40 PLN/mies., to jeśli opłatę za wodę zafunduje mi w lutym dobra
                                                > ciocia, to mój dochód nadal wynosi 1500, a nie 1540!
                                                Dokładnie tak. Jednak jeśli podniesiesz mu czynsz o 40 planów, to twój dochód
                                                będzie wynosił 1540, nawet jeśli on te 40 polan wpłaci bezpośrednio na konto
                                                twojego dostawcy wody.”

                                                Język matematyki jest precyzyjny i jasny, żadna chamska retoryka nie może tego
                                                zamącić.

    • Gość: Hahahihi Nie pieprz.Dochod z wynajmu to nie to samo IP: *.240.39-62.rev.gaoland.net 30.01.04, 23:50
      Przemawia za toba komunistyczny ignorant prawa cywilizowanych narodow.Wbij
      sobie do glowy jedna zasade - zarabiasz,masz dochod, placisz podatek. Proste ?
      Tak jest wszedzie ! Zadnych kombinacji i sowieckiego widzimisie.
    • institoris1 Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 31.01.04, 14:22
      xiazeluka napisał:

      > "Dziennik "Życie" pisze, że od jutra wynajmowanie mieszkań może wrócić do
      > szarej strefy.

      i bardzo dobrze.
      Ustawodawca powinien tworzyc restrykcyjne prawo finansowe, a fiskus ze swojej
      strony restrykcyjnie je interpretowac. Rozwoj szarej strefy jest korzystny dla
      obywatela. Obywatel staje sie coraz bogatszy kosztem fiskusa i tak powinno byc.
      Jedyny problem to kryminalizacja kolejnych warstw spoleczenstwa, ale co to dla
      nas; za komuny zesmy sie przyzwyczaili, to i teraz sobie poradzimy.
      Nalezaloby jeszcze konstytucyjnie zabronic przekraczanie budzetu i zapozyczanie
      sie kosztem przyszlych pokolen, a takze konstytucyjnie nakazac, by pewna
      okreslona czesc budzetu szla na okreslone cele. Przykladowo 10% szkolnictwo, 5%
      policja, 5% wojsko. Z reszta niech sobie robia co chca.
      i.
      • Gość: Mosul Niepełna demokracja,czyli... IP: 193.19.164.* 31.01.04, 16:16
        Ktoś tu napisał,że są różne modele demokracji.My podobno mamy własny.Niebardzo
        chciałbym się z tym zgodzić.Demokracja,prócz wiekszościowej władzy ludzu, musi
        mieć wsparcie własnością indywidualną i prawem.To wszystko powinno
        być "okraszone" odpowiednia mentalnościa społeczeństwa.Co ta mentalność
        powinna prezentować: wiarę w potrzebę skuteczności prawa,ochronę własności
        indywidualnej,afirmacja 3 wolności:politycznej,cywilizacyjnej i ekonomicznej.
        Doku napisał: "A swoją drogą, to wszyscy powinniście się przebudzić. Jak
        najszybciej trzeba
        zrobić przedterminowe wybory, bo czerwoni robią coraz gorszy burdel." Nie
        byłbym taki pewny,że wymiana świń spowoduje odnowienie i powiększenie koryta.
        Problem nasz jako obywateli upatruję w braku dużej partii prawicowej na naszej
        scenie politycznej.Na kogo zatem głosować,skoro nie ma prawicowego programu?
        Hasełka typu: chcemy aby wszyscy byli zdrowi,piekni i młodzi wypowiadaja
        wszystkie partyjki.Rzecz w tym,iż żadna nie pokazuje jak to chce osiągnąć.
        • Gość: Spinoza Re: Niepełna demokracja,czyli... IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 31.01.04, 17:43
          Otóz to!! Jeszcze tylko pytanko: gdzie jest ta prawica, na którą należało by
          głosować?
    • Gość: Spinoza Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 31.01.04, 17:41
      A czego można się spodziewać po komuchach?
      • Gość: Marcela Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań IP: *.it / 62.233.189.* 01.02.04, 08:50
        A co zrobić komuchowi, który mieszka w prywatnym domu( z przydziału w
        swoim czasie) i komuch nie płaci za nic od dwóch lat? No??? Co
        zrobić? A spróbujcie go wyrzucić... Pytam gdzie te dochody mam??? Sukinsyny
        zbolałe. Sama tam nie mieszkam, a czynsz w spółdzielni płacę ponad 500 PLN,
        będąc wdową z bezrobotnym po studiach gówniarzem. Przestanę i ja placić, a
        takich jest wielu cwaniaków rodem z PRL-u.
        • panidanka Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań 03.02.04, 08:21
          Gość portalu: Marcela napisał(a):

          > A co zrobić komuchowi, który mieszka w prywatnym domu( z przydziału w
          > swoim czasie) i komuch nie płaci za nic od dwóch lat? No??? Co
          > zrobić? A spróbujcie go wyrzucić... Pytam gdzie te dochody mam???
          Sukinsyny
          > zbolałe. Sama tam nie mieszkam, a czynsz w spółdzielni płacę ponad 500
          PLN,
          > będąc wdową z bezrobotnym po studiach gówniarzem. Przestanę i ja placić, a
          > takich jest wielu cwaniaków rodem z PRL-u.

          takich cwaniaków,niekoniecznie komuchów, jest cała masa
          na pewno nie uporządkuje się spuścizny mieszkaniowo-czynszowo-spółdzielczej po
          PRL-u pomysłami typu podatku od wynajmu mieszkań
          do starych, jeszcze niezałatwionych problemów z najemcami i właścicielami
          mieszkań, dołączono nowe problemy w postaci dziwactwa wspólnot mieszkaniowych
          typu mieszanego, czyli prywatny właściciel i gmina.
          byle szybko, byle pozbyć się teraźniejszych problemów finansowych-a potem?
          to już nie "nasze" martwcie się sami

          oraz, co już nie "nasze" to można obdzierać już ze skóry czyli nachapać co się
          jeszcze da jak kasa gminna czy państwowa potrzebuje coraz więcej-dla siebie

          D.
    • oleg3 Czarny scenariusz 04.02.04, 13:37
      "GP": Każdy może być VAT-owcem
      (PAP, MN/04.02.2004)

      Zanosi się na to, że jeżeli od 1 maja br. wykonasz osobiście jakąkolwiek pracę
      na umowę zlecenia lub o dzieło, czy opublikujesz artykuł, natychmiast będziesz
      musiał zacząć prowadzić ewidencję VAT.

      Gdy zaś przekroczysz limit przychodów, to zaczniesz również składać deklaracje
      VAT i płacić podatek - pisze "GP".

      Prawdopodobnie sprawdzi się "czarny scenariusz", o którym "GP" pisała pod
      koniec ub. roku. Niedawno sejmowa Komisja Finansów Publicznych zakończyła
      rozpatrywanie poprawek zgłoszonych w drugim czytaniu do nowej ustawy o VAT.

      Niestety, również z wersji projektu, który zyskał aprobatę komisji i zapewne
      wkrótce będzie ostatecznie głosowany przez Sejm, wynika, że prace wykonane
      osobiście na podstawie umowy zlecenia czy umowy o dzieło będą podlegać VAT. Tak
      samo jak przeniesienie praw autorskich i praw pokrewnych oraz udzielenie
      licencji do korzystania z tych praw.

      Nowa ustawa ma wejść w życie 1 maja 2004 r. Na jej podstawie nie będą
      opodatkowane jedynie czynności wykonywane przez osoby fizyczne na podstawie
      stosunku pracy, służbowego oraz spółdzielczego stosunku pracy. Czyli każda
      umowa zlecenia czy o dzieło poza etatem będzie podlegać VAT - podkreśla "GP"

      ------------------------
      Jak ktoś nie wie co to może oznaczać, chętnie wyjaśnię.

      oleg
      • gertrudzia Re: Czarny scenariusz 04.02.04, 14:34
        Wyjaśnij, czekamy
        • oleg3 Re: Czarny scenariusz 04.02.04, 14:59
          Ograniczę się tylko do umów zlecenia i o dzieło.

          Dotychczas jest tak. Osoba otrzymująca pieniądze za wykonanie zlecenia czy
          dzieła, jest traktowana przez prawo podatkowe, z niewielkimi różnicami, jak
          pracownik. Zaliczki potrąca Zleceniodawca, on też przysyła PIT-B.
          Zleceniobiorca składa tylko zeznanie roczne.

          Ma być tak. Zleceniobiorca, pod względem VAT, będzie traktowany jak teraz
          przedsiębiorca. Musi prowadzić ewidencje; po przekroczeniu limitu (ok. 40000 zł
          rocznie) będzie musiał prowadzić rejestr sprzedaży, wystawiać faktury VAT i
          składać deklaracje VAT (oraz oczywiście płacić VAT). Nawet za drobne błędy
          formalne będą mu grozić dolegliwe sankcje i odpowiedzialność karno-skarbowa.
          • Gość: G. Re: Czarny scenariusz IP: *.waw.pdi.net / *.waw-smy.leased.ids.pl 04.02.04, 15:03
            Cudo.
            • panidanka Re: Czarny scenariusz 05.02.04, 12:19
              Gość portalu: G. napisał(a):

              > Cudo.

              nie ma chyba nic bardziej opłacalnego długoterminowo jak uchwalać
              prawne "partolonka"

              co to jest "partolonko"?
              ano właśnie coś na papierze za co ktoś inny zapłaci

              D.
              • panidanka Re: Czarny scenariusz 05.02.04, 12:21
                panidanka napisała:

                > Gość portalu: G. napisał(a):
                >
                > > Cudo.
                >
                > nie ma chyba nic bardziej opłacalnego długoterminowo jak uchwalać
                > prawne "partolonka"
                >
                > co to jest "partolonko"?
                > ano właśnie coś na papierze za co ktoś inny zapłaci
                >
                > D.

                ale są też partolonka pozytywne smile
                jak niektóre posty tutaj

                D.
              • Gość: G. Re: Czarny scenariusz IP: *.waw.pdi.net / *.waw-smy.leased.ids.pl 05.02.04, 12:24
                W innym miejscu już to napisałam - mam wrażenie,że jest to elemant walki z
                bezrobociem, bo trzeba będzie zatrudnić rzeszę urzędasów do przyjmowania
                deklaracji... A poważnie, to płakać się chce. Czego się, cholera, nie tkną, to
                sp...
                • panidanka Re: Czarny scenariusz 06.02.04, 07:29
                  Gość portalu: G. napisał(a):

                  ... A poważnie, to płakać się chce. Czego się, cholera, nie tkną, to
                  > sp...

                  niestety to fakt
                  a raczej stale dziejące się fakty

                  D.
      • obserwator_1971 A co sądzicie o 3 X 15% - propozycji PO? 08.02.04, 02:30
        Co sądzicie o propozycji Platformy obniżenia PIT, CIT i VAT do poziomu 15%? Czy
        znane Wam sa jakies symulacje wpływu takiej decyzji na dochody budżetu?

        Dziś w "Wiadomościach" zostało podane, ze zmniejszenie samego tylko PIT-u
        przyniosłoby ubytek dochodów w wysokości 16 mld zł. Czy to możliwe? Przeciez
        całe dochody z PIT-u to około 40 mld (jeśli dobrze pamietam - poprawcie mnie).
        A z innego znów źródła wiem, że efektywna stawka PIT to ok 13,5%. Więc
        podniesienie stawki do 15% (bez żadnych ulg) powinno ZWIĘKSZYĆ dochody budżetu.

        Chetnie powymieniam informacje na ten temat. Czy gdzieś w necie znajdują się
        szczegółowe dane numeryczne o poszczególnych pozycjach budżetu?

        Pozdrawiam ciepło
    • Gość: Lesiek komuś się kompletnie popieprzyło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 11:55
      Z tekstu wynika, że komuś kompletnie się popieprzyli wynajmujący z najemcą.

      "Jutro właściciele mieszkań i domów, które wynajmują, muszą zapłacić podatek
      > od pieniędzy zarobionych z tego tytułu. Zapłacą między innymi za to, że
      > wynajmujący oglądają telewizję w ich domu, kąpią się, wypalają gaz, palą w
      > mieszkaniu światło.

      Dla leszczy - wynajmujący to właściciel, a najemca to koleś, który siedzi w
      lokalu wynajmującego i płaci wynajmującemu za to kasę.

      Z cytowanego zdania wynika więc, że właściciel uzyskuje przychód z tytułu
      kąpieli we własnej wannie. Zapewne autorowi chodziło o to, że to najemca kąpiąc
      się przynosi przychód wynajmującemu (właścicielowi). Ale i to jest bez sensu,
      bo w informacji zabrakło zdania, że przychód ma ten właściciel, za którego
      najemca ponosi wydatki na prąd, telefon, wodę itd. w sytuacji, gdy wartość tych
      kwot nie jest doliczona do wartości czynszu zgłaszanej fiskusowi.

      To normalna praktyka, że w umowie najmu jest zwykle określona kwota stała
      czynszu oraz kwota stanowiąca zwrot kosztów eksploatacji lokalu. Właściciel
      obie te kwoty zalicza do przychodów podatkowych, ale koszty eksploatacji
      pomniejszają mu dochód do opodatkowania. Czyli po ludzku mówiąc - wynajmujący
      odrobinę myślący, wychodzi z kosztami eksploatacji na zero. Jeśli zaś czynsz
      określony jest w stałej kwocie (bez elementu eksploatacyjnego), to też nic nie
      szkodzi. No ale jeśli wtedy najemca płaci rachunki za wannę telewizor itp., no
      to nie płaci ich właściciel. Najemca więc ponosi za niego wydatki, a więc
      właściciel ma przychód, który trudno uznać za darowiznę, jeśli obaj wcześniej
      umówili się, że jest to element umowy najmu.

      No i widzicie kochani, że sprawa jest w miarę prosta. Tylko dlaczego niby od
      jutra z tego powodu najem lokali zejdzie do szrej strefy???!!!

      Może by tak wytrzaskać bo gębie gołą dupą tego wała, który spłodził cytowany
      artykuł. Gdyż jest to typowa ściema i robienie sensacji ze sprawy oczywistej.

      No - może gdyby ludzkość w tym kraju trochę więcej kumała w dziedzinie
      finansów, to było by lepiej, bo łatwiej by kontrolowało się dupków sterujących
      polityką fyskalną joj. A tak to tylko od jednej ściemy do drugiej i piwo w
      międzyczasie.
      • Gość: jacek#jw Re: komuś się kompletnie popieprzyło IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 12:11
        Gość portalu: Lesiek napisał(a):

        > Z tekstu wynika, (...)

        > No i widzicie kochani, że sprawa jest w miarę prosta. Tylko dlaczego niby od
        > jutra z tego powodu najem lokali zejdzie do szrej strefy???!!!

        Sprawa prosta, ale chyba jej nie zrozumiałeś.

        Pozdr / Jacek

    • Gość: wutea Re: Fiskus szykuje zamach na najemców mieszkań IP: *.aster.pl / *.acn.pl 11.02.04, 20:31
      A czy ten pan z MF mówiąc te słowa nie miał czaseg gorączki lub innej
      przypadłości?
      Jeśli nie, to biada temu krajowi, który ma takich "rządzicieli".
    • nessuno [...] 13.02.04, 22:25
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka