pozarski
28.01.10, 09:32
Ruski mafioso wybral się na ryby i jak to ruski mafioso mial, ze dwa zlote
lancuchy (po pol kilo kazdy) na szyi, na kazdym palcu zloty sygnet, a w
kieszeni gruby rulon dolarow - oczywiscie same setki. Wziąl ze sobą trzy
flaszki. Zimno bylo więc wypil je po kolei. Oczywiscie upil się i usnąl. Budzi
się, a tu nie ma lancuchow, sygnetow, ani dolarow. Zadzwonil z komorki po
swoich ludzi i nie minęlo pol godziny, a podjechaly cztery czarne mercedesy, w
kazdym po pięciu ludzi, wszyscy z kalachami. twierdzili, ze to
najprawdopodobniej ktos z okolicznej wsi obrobil szefa. Wpadają do wsi i
pytają o soltysa. Ktos z miejscowych wskazal dom posrodku wsi. Wpadają do
soltysa, a tam na ganek wychodzi facio w kufajce, na szyi ma dwa zlote
lancuchy, na kazdym palcu sygnet, a z kieszeni kufajki wystaje mu rulon 100
dolarowek. Przeladowali bron i pytają skąd to wszystko ma. Soltys mowi:
- No nie uwierzycie chlopaki. Idę sobie przez las z psem na spacerze, a tu nad
brzegiem jeziora lezy jakis facet, w trupa pijany i ma to wszystko przy sobie.
No to go obrobilem. Na koniec sciągnąlem mu gacie zerznąlem w dupę i poszedlem
do domu.
Chlopaki patrzą pytającym wzrokiem na szefa. Szef podchodzi do soltysa,
przygląda się chwilę blyskotkom i mowi:
- To nie moje...