Dodaj do ulubionych

Ameryka nas nie kocha

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 15:01


O różnicy między Aleksandrem Kwaśniewskim i Aleksandrem Macedońskim.

27 stycznia 2004 r. Doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych ds.
bezpieczeństwa Condoleezza Rice w rozmowie z red. Bartoszem Węglarczykiem
z „Gazety Wyborczej”:

Węglarczyk: Czy Biały Dom zamierza pomóc polskim firmom w otrzymywaniu
kontraktów na odbudowę Iraku?

Rice: Ogłaszanie przetargów na zamówienia publiczne jest w USA obwarowane
przepisami. Biały Dom nie może w nie ingerować. (...) Rząd USA może pomóc
polskim firmom przygotować się do ubiegania o te zlecenia (podwykonawcze –
przyp. P.Ć.) – wiem, że Departament Handlu o tym myśli – ale o jakiejkolwiek
ingerencji z naszej strony nie może być mowy.

6 marca 2001 r. Joyce Rabens, dyrektor Biura ds. Stosunków z Europą Północno-
Wschodnią w Departamencie Stanu USA, w liście do adwokata reprezentującego
amerykańskie
przedsiębiorstwo Millenium LLC biorące udział w publicznym przetargu
prywatyzacyjnym Polmosu w Żyrardowie:

Wierzymy, iż wstawiennictwo Ambasadora Hilla (ambasador USA w Warszawie –
przyp. P.Ć.) na rzecz oferty złożonej przez Millenium LLC, dotyczącej
prywatyzacji Polmosu Żyrardów jest zgodne z wytycznymi Rządu Stanów
Zjednoczonych w zakresie wsparcia. Zgodnie ze wspomnianymi wytycznymi
podstawą wpływającą na zakres wstawiennictwa Rządu Stanów Zjednoczonych jest
narodowy interes USA.

29 stycznia 2004 r. Komentarz „NIE”:

Rice i Rabens to dwie urzędniczki w ad- ministracji rządowej USA – jedna z
wyższej, druga z niższej półki. Rice mówi, że rząd USA nie może ingerować w
przetargi na kontrakty mające na celu odbudowanie podbitego Iraku
zniszczonego przez armię USA. Rabens pisze, że reprezentujący rząd USA
ambasador Hill będzie ingerował (to się nazywa wstawiennictwo) w publiczny
przetarg na kontrakt prywatyzacyjny państwowego przedsiębiorstwa w
niepodległej Polsce. Rice mówi, że rząd USA nie może pomagać polskim
przedsiębiorstwom uzyskać kontraktów w Iraku, bo takie są przepisy. Rabens
pisze, że ambasador Hill będzie pomagał amerykańskiemu przedsiębiorstwu
uzyskać kontrakt w niepodległej Polsce, bo taki jest interes narodowy Stanów
Zjednoczonych. Dodajmy, że ingerencja (wstawiennictwo) ambasadora Hilla
okazała się skuteczna, podobnie jak inne takie naciski.

Odmienność postaw obu amerykańskich urzędniczek można nazwać hipokryzją, a
Condoleezzę Rice oskarżyć o brak dobrej woli. Ale chyba lepiej nazwać to po
imieniu: rząd USA ma gdzieś pewien nadgorliwy kraik leżący w Europie Północno-
Wschodniej! Choćby jego prezydent łasił się do Busha juniora, choćby wjeżdżał
mu na ambicję, choćby żebrał o jałmużnę albo zniesienie wiz.

Imiennik Kwaśniewskiego, zwany Wielkim albo Macedońskim, powiedział dawno
temu, że jedyną skuteczną bronią narodów słabych przeciwko narodom silnym
jest honor. Państwo silne to bez wątpienia Stany Zjednoczone. Państwo słabe
to Polska, która zamiast honoru woli mieć samoloty F-16.


Obserwuj wątek
    • Gość: V.C. Re: Ameryka nas nie kocha IP: *.puzaka.net / *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 15:04
      A czy kiedykolwiek nas kochała ?
      • Gość: w@ga Re: Ameryka nas nie kocha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 15:08
        W czasie ostatniej wizyty w USA prezydent Kwaśniewski dowiedział się, że Polska
        jako jedyny kraj na świecie będzie kochać USA za darmo.

        Pragnąc zdementować uporczywe pogłoski i podejrzenia Polaków, że prezydent też
        może zostać zawrócony z granicy USA, Kwaśniewski rzucił się za morze. Tym
        razem – po raz ostatni – udało się; ponoć nawet bez odcisku palca i portretu
        dla FBI.

        Będąc już na miejscu nasz lider upewnił się podczas audiencji w Biurze
        Jajowatym Białego Domu, że Amerykanie ani myślą zwalniać Polaków z obowiązku
        ubiegania się o łaskę wizową, o fotkach i odciskach nie wspominając. Nie jestem
        rozczarowany – wyznał. Zaś Marek Siwiec, główny prezydencki macher od
        narodowego bezpieczeństwa, radośnie oznajmił „Gazecie Wyborczej”: Jeszcze
        tydzień temu spo-dziewaliśmy się dużo skromniejszych rezultatów tej wizyty.

        Największy europejski przyjaciel USA ma wielki powód do radości.
        Dablju zdradził, że w jego projekcie budżetu na rok 2005 znajduje się prośba o
        66 mln dolarów na pomoc polskiemu wojsku. Jeśli Kongres zaakceptuje prośbę i
        kopertówka dla Rzeczypospolitej zostanie wyasygnowana, wojsku naszemu zezwoli
        się ją wydać w Stanach na 6 przelatanych transportowców C-130 Hercules z
        demobilu US Air Force. Siwiec zapewnił, że mają być sprawne.

        Poważnym cieniem na sukcesie wizyty kładzie się fakt, że Aleksander Nas
        Wszystkich – dla ojczyzny ratowania oraz powodzenia naszych wojaży – nie na
        żarty wkurzył lidera wolnego świata. Szczegóły zdradzł 28 stycznia „The
        Washington Post”: Nie ma to, jak pokazać się reporterom w Oval Office z
        zagranicznym liderem – pisze dziennik. – Okazja do uścisków dłoni i uśmiechów
        oraz wyartykułowania kilku banałów i frazesów przed kominkiem. Lecz wczoraj
        było inaczej.

        „WP” przedstawia, jak niepomny zwyczajów „foto-op” Kwaśniewski nachalnie
        nagabywał Busha II o zniesienie wiz dla Polaków.

        Starając się przejść do porządku dziennego nad brakiem dobrych manier gościa
        junior Dablju zbył temat okrągłym komunałem (pracujemy nad tą bardzo delikatną
        kwestią) i zwaleniem winy na kontrolowany przez swą partię parlament. Nie
        pomogło! Kwaśniewski przechylając się niebezpiecznie nie ustawał w
        natarczywości. Będziemy pracować, oczywiście, ale celem jest zniesienie wymogu
        wizowego. Taa... – odparł Bush. To jednak nie wstrzymało gościa.
        Mówię do pana jako bardzo skromny obywatel Polski. Pan wie, że to sprawa
        przyszłości – stwierdził. – Cóż, być może – odpowiedział Bush.

        Według opinii gazety Dablju rozpoczął spotkanie w szczytowej formie, jednak
        tupet gościa, który przerywał mu, a nawet go poprawiał co do liczby Polaków w
        USA (miliony, miliony, nie tysiące) zbił juniora z pantałyku i sprawił, że
        śmiał się coraz słabiej. Kwaśniewski zaś był w stuprocentowo lobbystycznym
        nastroju. Usiłując przejść na bezpieczny grunt komunałów (kilkakrotnie próbował
        tego bezskutecznie wcześniej, deklarując: Cenimy naszą przyjaźń z Polską.
        Polska jest naszym wielkim przyjacielem) B-II chciał zmienić temat i wymamrotał
        coś o zaletach swej inicjatywy pozwalającej nielegalnym imigrantom tymczasowo
        pracować. Kwaśniewski napierał bez należnego respektu i żadnego umiaru: Bardzo
        dziękujemy, ale to teraźniejszość. Przyszłość to likwidacja wiz. Hmm... –
        odparł, według oficjalnego stenogramu, Bush.

        Czekajcie tylko, jak Kwaśniewski spróbuje jeszcze raz przyjechać do tego kraju –
        konkluduje Al Kamen na łamach „The Washington Post”.

        Ostatnia podróż Aleksandra Nas Wszystkich do Stanów dobiegła końca. Nie było
        zaproszenia na rancho... taki jest los tych, którzy nie pojmują, że frazesy
        suwerena o przyjaźni są wartością samą w sobie. Nie rozumieją, że dopuszczenie
        do udziału w okupacji i szansa umierania za Amerykę jest zaszczytem, nie zaś
        kartą przetargową w negocjowaniu korzyści. Nasz przywódca nie chcąc odbierać
        ludowi nadziei pociesza, że za 2–3 lata wizy i tak staną się marginalną
        kwestią. Wie jednak znakomicie, że gdyby Dablju chciał pokazać minimum dobrej
        woli w tej sprawie, to zamiast pieprzyć o możliwości powołania grupy studyjnej,
        która upewniałaby się, że nasza polityka jest racjonalna, zgodziłby się na
        zwrot zielonej stówy pobranej od każdego polskiego petenta wiszącego u klamki
        USA i załatwionego odmownie.

        Kwaśniewski przywiózł więc stare wysłużone samoloty transportowe dalekiego
        zasięgu potrzebne tylko do wysyłania polskich wojsk na wyprawy wojenne u boku
        USA. I zawód dotyczący offsetu związanego z samolotami F-16. Zbędnymi do obrony
        terytorium Polski maszynami, których kupno miało spowodować wyposażenie
        polskiej gospodarki w nowoczesne technologie amerykańskie.

        Ale były to tylko nasze marzenia i złudzenia.
        • xiazelulka Re: Ameryka nas nie kocha - żałosne n/txt 16.02.04, 18:16
          • Gość: V.C. Mimo to xiazeluka kocha Amerykę - żałosne n/txt IP: *.puzaka.net / *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 19:03
    • Gość: felusiak Re: Ameryka nas nie kocha IP: *.nyc.rr.com 16.02.04, 18:38
      W kwestii formalnej:
      w@ga napisał(a):
      > Rice mówi, że rząd USA nie może pomagać polskim
      > przedsiębiorstwom uzyskać kontraktów w Iraku, bo takie są przepisy. Rabens
      > pisze, że ambasador Hill będzie pomagał amerykańskiemu przedsiębiorstwu
      > uzyskać kontrakt w niepodległej Polsce, bo taki jest interes narodowy Stanów
      > Zjednoczonych.

      Rice nie mowi o rzadzie USA a o Bialym Domu. Rzad USA to Prezydent, Kongres i
      Sad Najwyzszy. Bialy Dom nie moze wywierac naciskow na inne agencje rzadu.
      Sprawa wstawiennictwa ambasadora ma zupelnie inny charakter. Jest to nacisk na
      obcy rzad lub jego agencje. Pan ambasador moze naciskac na polakow ale nie moze
      naciskac na organa rzadu USA.

      Porownujesz jablka z pomaranczami i nie wychodzi ci to na dobre.
      • Gość: V.C. Firma Nour zaniżyła cenę IP: *.puzaka.net / *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 18:46
        Rewelacje gazety "Newsday" o przetargu na dostawy dla irackiej armii

        Czy firma Nour USA, która pokonała nasz Bumar w walce o kontrakt na dostawy dla
        irackiej armii, zaniżyła swą cenę, licząc na odzyskanie pieniędzy dzięki
        politycznej protekcji i kontaktom? Tak twierdzi zazwyczaj bardzo dobrze
        poinformowana nowojorska gazeta "Newsday".

        Dziennikarze "Newsday", którzy badali sprawę w Waszyngtonie i w Bagdadzie,
        twierdzą, że Nour związał się z Ahmedem Szalabim, najbardziej wpływowym
        działaczem dawnej irackiej opozycji. Szalabi należy dziś do najważniejszych
        irackich liderów i wielu ekspertów uważa, że ma szanse zostać prezydentem. Nour
        USA starannie ukrywa swe powiązania z Szalabim, bowiem polityk ten od lat jest
        oskarżany o malwersacje, korupcję i został za to skazany w Jordanii i
        Szwajcarii.

        "Newsday" prześledził losy pierwszego kontraktu na ochronę irackich rurociągów,
        który Nour USA zdobył zaraz po swym powstaniu latem 2003 r. Zdaniem gazety
        kontrakt budzi dziś poważne zastrzeżenia ekspertów władz tymczasowych w
        Bagdadzie. Formalnym zwycięzcą tamtego kontraktu była iracka firma Erinys Iraq,
        ale jej kapitał założycielski wyłożył właśnie Nour USA, na czele którego stoi
        wieloletni przyjaciel Szalabiego Abdul Huda Faruki. W ciągu kilku tygodni po
        wygraniu kontraktu Nour został partnerem Erinys i formalnym współwykonawcą
        kontraktu.

        Według "Newsday" Szalabi otrzymał 2 mln dol. za załatwienie kontraktu dla
        Erinys. Sam Szalabi gwałtownie zaprzecza, choć przyznaje, że od lat przyjaźni
        się z Farukim. Na czele Erinys stoi syn współpracownika Szalabiego, a doradcą
        bagdadzkiego biura firmy jest bratanek Szalabiego.

        Powołując się na źródła we władzach tymczasowych w Bagdadzie, nowojorski
        dziennik twierdzi, że kontrakt na ochronę rurociągów może zostać ogłoszony
        ponownie, bo Erinys wielokrotnie zmieniał jego warunki. Zamiast planowanych 6,5
        tys. strażników Nour chce teraz zatrudnić 14,5 tys. osób - w większości
        członków milicji kierowanej przez... Szalabiego.

        Szef Nour USA twierdzi, że z Szalabim nie wiąże go nic. Jednak prezes Iracko-
        Amerykańskiej Izby Handlowej Sam Kubba powiedział reporterom, że "Szalabi w stu
        procentach odpowiada za to, że Erinys dostał kontrakt na ochronę rurociągów".

        Walcząc o ten kontrakt, Erinys - podobnie jak później Nour USA - złożył ofertę
        dużo niższą niż rywale. Przedstawiciel DynCorp - znanej firmy z USA zajmującej
        się ochroną instalacji naftowych w regionach zagrożonych wojną -
        przyznał "Newsday", że ich oferta była trzykrotnie droższa. - Ale my wpisaliśmy
        jednak w kontrakt drogie patrole helikopterowe, zaś Erinys proponował
        nierealistyczne, ale o wiele tańsze patrole samochodowe.

        - Erinys i Nour grają w najstarszą znaną grę na Bliskim Wschodzie -
        powiedział "Newsday" były urzędnik administracji prezydenta Reagana, a dziś
        biznesmen działający w tej części świata. - Firma zyskuje potężnego opiekuna,
        dzięki czemu może poważnie zaniżyć cenę podczas przetargu, wiedząc, że później
        dzięki politycznej protekcji będzie na bieżąco wprowadzać do umowy liczne
        poprawki, przez co cena odpowiednio wzrośnie.

        źródło : www.gazeta.pl

        • Gość: felusiak Re: Firma Nour zaniżyła cenę IP: *.nyc.rr.com 16.02.04, 19:19
          To znaczy, ze Bumar przystapil do przetargu kompletnie nieprzygotowany.
          Bez znajomosci praktycznych zasad gry nie mozna grac.
          Wyobraz sobie, ze US Chamber of Commerce codziennie prowadzi cos w rodzaju
          instruktarzu dla businessmanow z zagranicy chcacych robic interesy w USA.
          Bardzo jestem ciekaw czy polskie firmy chociaz raz zasiegnely porady.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka