panidanka
25.02.04, 09:58
tyle co z jednego papierosa.
ale w trakcie tej rozmowy nie wypaliłam ani jednego.
rozmowa odbyła się parę dni temu
początek rozmowy nic nie wskazywał na jej zakończenie, które przybrało formę
zwierzenia-nie, nie mojego tym razem
znam tą starszą Panią od 40 lat
byłam nastolatką kiedy się poznałyśmy
ta Starsza Pani jest mamą mojej do dziś serdecznej koleżanki.
i musiało chyba minąć aż 40 lat, żeby ta Starsza Pani opowiedziała mi czego
była swiadkiem w czasie IIWŚ i czego widok przejmuje jej pamięć pewnym
niepokojejem? niespokojem?wyrzutami?
nie wiem dokładnie, ale...
z opowieści jej rysował mi się obraz dzieci prowadzonych do komór gazowych w
Sztuthofie.to jest mniej znany obóz koncentracujny w Polsce.teren na którym
go zbudowano nie był przed wojną zbyt gęsto zamieszkany przez Żydów.
ale tu, na tym terenie, też robiono "czystkę rasową".
w Sztutfowie ginęli i Polacy, inteligencja polska z terenów Pomorza i Prus.
ale Starsza Pani opowiadała mi o żydowskich dzieciach, które szły do gazu.
nie tłumaczyła mi się. opowiadała także, a nawet przede wszystkim, o swoim
losie i swoich najbliższych z rodziny z tamtych lat grozy.opowiadała co
przeżyła gdy z chwilą ukończenia 16 lat Niemcy zmusili ją do niewolniczej
pracy w jakimś niemieckim gospodarstwie.przeżyła ona i przeżyła większość jej
rodziny, ale...
słuchając jej wyczułam jakby oczekiwała ode mnie słów w rodzaju-nic nie mogła
Pani uczynić by te dzieci żydowskie uratować od śmierci w komorze gazowej.
nie doczekała się ode mnie tych słów, choć przeciez o nic jej nie oskarżalam,
bo wiedziałam, że...
a jednak tych słów nie wypowiedziałam
i nie potrafię tych słów wypowiedzieć i dzisiaj
nie oskarżam przecież
rozumiem przecież
ale czy ja MAM PRAWO te słowa wypowiedzieć w imieniu tamtych dzieci?
D.