institoris1
18.04.04, 00:07
Po zlikwidowaniu przed czterema tygodniami szejka Jassina, Izrael
zapowiedzial, ze inni przywodcy Hamasu moga rowniez stac sie objektami ataku,
co w przelozeniu na nasze oznaczalo, ze na kolejne ataki terrorystyczne,
Izrael odpowiadal bedzie likwidacja przywodcow Hamasu. Podejscie calkiem
zasadne i co wazniejsze- za ataki terrorystyczne odpowiadac beda w pierwszej
kolejnosci bezposrednio za nie odpowiedzialni.
Dzisiaj mial miejsce kolejny atak samobojczy i na spelnienie grozby ze strony
Izraela nie trzeba bylo dlugo czekac.
Wyglada na to, ze odwetem za ataki terrorystyczne bedzie od teraz likwidacja
przywodcow terrorystow. Oczywiscie Izrael zlikwidowal juz wczesniej
niejednego bandyte, ale nie byly to akcje na zasadzie bezposredniego odwetu.
Jakie moga byc konsekwencje?
Istnieje obawa, ze Hamas porzuci swoja dotychczasowa taktyke prowadzenia
walki jedynie na terenie Palestyny i nawiaze kontakty z Al-Kaida, a walka
Palestynczykow z Izraelem przeniesiona zostanie poza obszar Palestyny, czyli,
ze nastapi powrot do taktyki, ktora stosowal swego czasu Arafat.
Pierwsze reakcje europejskich politykow na dzisiejsze wydarzenia swiadcza, ze
licza sie oni z takim scenariuszem jako mozliwym i trzesa portkami na zapas.
Moze sie okazac, ze Europa, ktora do tej pory w konflikcie palestynsko-
zydowskim miala do zaoferowania jedynie dobre rady, zostanie wciagnieta w
konflikt.
Czy Sharonowi rzeczywiscie idzie o spowodowanie utworzenia sie frontow-
zjednoczeni terrorysci po jednej i (jednak) zjednoczone demokracje zachodu po
drugiej? Czyli poprzez eskalacje do jednosci i zwyciestwa?
No, ciekawym Waszych ocen w tej materii...
i.