Gość: nik
IP: 216.194.27.*
25.02.02, 06:04
dzisiaj.dziennik.krakow.pl/
" Pospieszyli się ci, którzy uznali, że Miloszević posługuje się tylko
propagandowymi hasłami, a jego słowa nijak mają się do faktów. Widać pisali to
po jego przemówieniu wstępnym i nie słyszeli zeznań świadków, których potem
Miloszević wziął w krzyżowy ogień pytań.
Wcześniej wielu obserwatorów mówiło, że sąd nad Miloszeviciem będzie albo
wielkim sukcesem międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości, albo wielką klapą.
Dzisiaj przechylam się do tej drugiej opinii. Dzieje się tak głównie za sprawą
prokuratury, która nie jest dobrze przygotowana do udziału w procesie.
Miloszević nie uznaje trybunału ONZ, ale mówi, że musi reagować,
skoro "wystawiacie mnie tu publicznie". Nie powołał adwokatów, ale, zgodnie z
regulaminem haskiego trybunału ONZ, może się bronić sam. Jest absolwentem prawa
i choć nigdy nie praktykował, broni się zadziwiająco sprawnie, czym wzbudził
szacunek nawet największych przeciwników. Nie można tego powiedzieć o
prokuraturze.
Drugim świadkiem prokuratury miał być Kevin Curtis, członek biura
prokuratora trybunału ONZ, który kierował ekipą śledczych trybunału w Kosowie.
Sędziowie uznali, że "powtórzy on jedynie oskarżenia" prokurator generalnej
trybunału ONZ Carli del Ponte, opierając się na pisemnych oświadczeniach prawie
tysiąca świadków. Były prezydent i jeden z trzech prawników powołanych do
zapewnienia Miloszeviciowi uczciwego procesu zwrócili się o wykluczenie
Curtisa. Przewodniczący składu sędziowskiego Richard May przychylił się do
wniosku obu, argumentując, że Curtis przedstawi tylko zasłyszane informacje,
dlatego nie zostanie dopuszczony do zeznań. - "Jak tak dalej pójdzie, to za
chwilę będą zeznawać: kierowca pani prokurator albo jej fryzjer - skomentował
Miloszević.
Pierwszy świadek prokuratury, Mahmut Bakalli, profesor socjologii z
Prisztiny, został już na początku procesu postawiony w roli ucznia. Miloszević,
nawiązując do jego zeznań, zapytał świadka o definicję apartheidu. Swoimi
wnikliwymi pytaniami udowodnił Bakallemu, że nie zna ani faktów, ani dat.
Świadek mówił np., że dokonano zmian w konstytucji Kosowa po nacjonalistycznym -
jak to określił - przemówieniu Miloszevicia, podczas gdy ten udowodnił mu, że
stało się to trzy miesiące wcześniej. Nawiązując do wspomnianych przez
Bakallego represji w Kosowie, Miloszević zapytał o nazwiska "tych 2000 więźniów
politycznych", a kiedy świadek nie potrafił ich wymienić, Miloszević zauważył
ironicznie: - "To nie wywiad do gazety, pan zeznaje w sądzie pod przysięgą".
Były dyktator udowadniał, że w Kosowie apartheidu nie było. Pamiętał daty,
cytował dokumenty, wytykał najmniejsze nawet błędy w wypowiedzi Bakallego,
wmawiając mu, że nie wie, o czym mówi. Zapytał go, czy słyszał o idei "Wielkiej
Albanii". Gdy świadek zaprzeczył, zauważył, że pisze się o tym nawet w
podręcznikach. "A pan - profesor, nic o tym nie słyszał" - dziwił się
Milosević.
Ośmieszając zeznania Bakallego, że szkołom w Kosowie został narzucony
serbski program nauczania, pytał: - "Czy w państwowych szkołach w Kosowie język
albański był językiem ojczystym?". Na pozytywną odpowiedź zareagował
retorycznymi pytaniami: "To znaczy, że istnieje coś takiego, jak albańska
fizyka, matematyka? Czyżby Platon, Arystoteles, Giordano Bruno byli
Albańczykami?".
Australijskiego analityka Stephena Spargo, który przedstawił mapy ucieczki
kosowskich Albańczyków z Kosowa, Miloszević pytał, czy opracował także mapy
obrazujące exodus Serbów z tej prowincji. A kiedy otrzymał negatywną odpowiedź,
dopytywał się, w jaki sposób i na czyje zlecenie Spargo zbierał materiały.
Dowiedział się, że analityk nie rozmawiał z uchodźcami, a mapy przygotował na
podstawie ich pisemnych oświadczeń, które przekazała mu prokuratura. "A czy na
swoich mapach umieścił pan owe obozy, o których tutaj była wcześniej mowa?" -
pytał były prezydent Jugosławii. - "Nie" - odpowiedział Spargo. - "No to, co
pan na nich narysował? Drogi, koleje, miasta? Przecież taką mapę można było i
10 lat wcześniej przygotować" - kpił Miloszević.
Miloszević powiedział sędziemu, że każdy świadek prokuratury powinien
osobiście przyjechać do Hagi i złożyć publicznie zeznania, "a nie zasłaniać się
pisemnymi oświadczeniami". Dodał, że on może przedstawić milion oświadczeń
ofiar ataków albańskich terrorystów i bombardowań NATO.
Konfrontacji z Miloszeviciem nie wytrzymał kolejny świadek, 49-letni rolnik
z kosowskiej wsi. Najpierw w sposób iście amatorski pytania zadawała mu
młodziutka prokurator z Brazylii. Popełniała tak podstawowe błędy, że musiał
interweniować sędzia. Dopiero z odpowiedzi na pytania sędziego Maya
dowiedzieliśmy się, że w czasie wojny świadkowi zginęła cała 16-osobowa
rodzina, a on sam został ranny.
Ale pani prokurator nie zapomniała zapytać świadka o partyzantów z
Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK), których Miloszević nazywa terrorystami i mówi,
że to oni dokonali zbrodni w Kosowie. Były prezydent natychmiast wykorzystał to
potknięcie i w krzyżowym ogniu pytań wyciągnął od Albańczyka, że jego wieś
wspomagała partyzantów, zaopatrując ich w żywność i odzież. Świadek, który
następnego dnia miał nadal odpowiadać na pytania Miloszevicia, powiedział, że
nie czuje się dobrze i odmówił dalszego składania zeznań.
Kolejny świadek z sąsiedniej wsi, prawie 70-letni były księgowy, też miał
trudności z odpowiadaniem na pytania oskarżonego. - "Czuję się, jak podczas
śledztwa" - mówił świadek. Niemal każde pytanie Miloszevicia kwitował uwagą: -
"Pan zna lepiej odpowiedz na to pytanie". Dopiero po interwencjach sędziego
zgodził się odpowiedzieć. Nerwowo reagował na pytanie o UCK. - "To prowokacyjne
pytanie, ja o tym nic nie wiem" - mówił świadek.
To dopiero początek procesu, który - zgodnie z przewidywaniem - może potrwać
nawet dwa lata. Prokuratura ma wezwać 300 świadków (90 w sprawie zbrodni
popełnionych w Kosowie, pozostali opowiedzą o zbrodniach dokonanych w Chorwacji
i Bośni).
Miloszević natomiast zamierza wezwać do Hagi byłych i obecnych przywódców
zachodnich państw (wśród nich miałby znaleźć się były amerykański prezydent
Bill Clinton). "Niech opowiedzą przed tym sądem, dlaczego przez lata popierali
moją politykę, a teraz mówią, że była zbrodnicza" - mówił Miloszević."
Już Waldemar Łysiak pisał o kłamstwach propagandy natowskiej o rzekomym
ludobójstwie serbskim w Kosowie.
Polecam "Stulecie kłamców" Łysiaka.