Gość: Amigosan
IP: *.chp.or.jp
11.03.02, 23:32
obrazu
Włączam telewizor - papież. O kim mówi? Jak zwykle o Bogu. W jaki sposób? Ano w
taki, jakby wszystko wiedział. Sprawa nie dotyczy oczywiście tylko papieża,
lecz księży, pastorów, Świadków Jehowy i w ogóle wszystkich głoszących PRAWDĘ.
Bo wszyscy tacy ludzie głoszą PRAWDĘ. Pytanie tylko skąd ją znają? Pikanterii
dodaje sprawie fakt, że każdy głosi inną PRAWDĘ, a jak wiadomo PRAWDA ma to do
siebie, że jest jedna. Pomijając jednak problem, która z tych "prawd" jest
PRAWDĄ - skąd ci wszyscy ludzie tyle wiedzą o Bogu? Wydawać by się mogło, że z
Biblii. Czy jednak o wszystkim, czego nauczają, można dowiedzieć się z Biblii?
Otóż nie. Pierwszy przykład z brzegu: wniebowstąpienie Matki Boskiej. Co na to
Kościół katolicki? Kościół katolicki odpowiada: Matka Boska wstąpiła do Nieba,
bo tak mówi tradycja Kościoła. I wszystko się zgadza: Kościół katolicki
tradycyjnie głosi bzdury. Bo w Nowym Testamencie nie ma ani jednego słowa
pozwalającego mniemać, że Maria, matka Jezusa, poszła do Nieba.
Kościołowi katolickiemu łatwo coś zarzucić - instytucja stara, a w związku z
tym nazbierało się dogmatów, z których teraz nie sposób się wycofać - więc
zajmijmy się jakąś inną sektą. Świadkowie Jehowy i ich podejście do transfuzji
krwi. Oczywiście nie wolno, bo "nie będziesz spożywał krwi pod żadną postacią".
No tak, tylko czy transfuzja jest spożywaniem, skoro nie zachodzi przy tym
procesie ani jedzenie ani trawienie? Problem jedzenia zwalczają cytatem "pod
żadną postacią" - zostawię na boku kwestię co autor miał na myśli - może
czerninę? może kaszankę? - i króciutko zajmę się trawieniem. Otóż bez trawienia
nie ma spożywania. Inaczej musielibyśmy przyjąć, że ciągle coś żremy - a to
piękną kobietę, gdy "pożeramy" ją wzrokiem, a to książkę, gdy "połykamy" ją w
całości. No ale ŚJ wiedzą lepiej o co Bogu chodzi... Widać mają z nim jakiś
kontakt.
I to jest dopiero temat! Kontakt! Gdzie najczęściej dochodzi do kontaktu?
Pewnie w centrach wielkich miast w godzinach szczytu, co by jak najwięcej ludzi
zaświadczyć mogło. Otóż nie, najczęściej są to odludne miejsca i pojedyncze
osoby. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli? Jest jeden malutki
problem: nawet wiara musi się na czymś opierać. Kiedy każą ci wierzyć, mówią
dlaczego masz wierzyć. Ja rozumiem, że niezbitym argumentem może być stos,
tortury, banicja, ale co zrobić, gdy nam aż tak doniosłych argumentów nie
przedstawiono? Myślę, że za mało przyglądamy się fragmentowi z Nowego
testamentu "błogosławieni, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli". Otóż twierdzę,
że nie bez przyczyny tak powiedziano, a potem napisano - widać od zarania
chrześcijaństwa był problem z uwierzeniem.
Zostawmy jednak te odległe czasy i na powrót zajmijmy się papieżem i jego
ludźmi. Trzeba przyznać, że mają gadane. Potrafią godzinami rozprawiać na temat
Boga. I to jak! Znam dziecko, któremu zakonnica tłumaczyła, że tęcza to droga
do Boga. Ładnie brzmi, ale co takie gadanie robi z mózgiem dzieciaka? Jeśli
wzbudza nieufność w stosunku do kleru, to w porządku, ale tak się niestety
składa, że potem zdecydowana większość tych dzieciaków zasila rzesze
błogosławionych, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli, co w konsekwencji oznacza
otwarcie bram dla wszelkich przesądów, doktryn, zabobonów i pseudonaukowych
rewelacji.
Na koniec o rozmowach z Bogiem. Z pewnością każdy wie, że większość wierzących
rozmawia z Bogiem; rozmawia, czyli mówi do niego i go słyszy. Mówić do Boga
można, owszem, bo mówić można nawet do obrazu, natomiast ze słyszeniem to już
inna sprawa. Nie będę wnikał w psychologiczne aspekty słyszenia Boga, postawię
tylko pytanie: czy nie jest zastanawiające, że Boga słyszą wyznawcy wszystkich
religii, nawet tych skrajnie odmiennych? Każda religia każe nam wierzyć w
innego Boga i każda religia czego innego o nim uczy, tymczasem wszyscy z nim
rozmawiają, a potem przekazują innym ludziom nawzajem wykluczające się wieści.
A przecież jeśli Bóg jest, to jest taki, a nie inny; chce tego, a nie tamtego.
Wniosek? Albo Bóg robi sobie jaja, albo nie wszyscy ludzie rzeczywiście słyszą
Boga. A skoro nie wszyscy, to może żadni?