Dodaj do ulubionych

_________Kiedy Polacy dorosną do tego_____________

IP: *.americanprudential.com / *.gen.twtelecom.net 28.06.04, 04:23



Żeby przeprosić Żydów za Jedwabne?
Pamiętajcie rodacy ze narodu nie ocenia się ze przestępcze zachowaniu się
nielicznej garstki tylko za reakcje narodu na to przestępstwo.

Ja przepraszam!

Józef Zawadzki
28/06/04
Jarosław

Obserwuj wątek
    • Gość: Zenek Ja przepraszam - Zenek z Aten. nt IP: *.ira.sch.gr / *.ira.sch.gr 28.06.04, 04:50
      • Gość: Marek K. Ja przepraszam..... IP: *.Red-213-97-74.pooles.rima-tde.net 28.06.04, 13:30
        Nareszciue ktos napisal cos moadrego na ten temat.
    • Gość: Józef Zawadzki Tak niskoczółkowa podszywko.Polaków przepraszaj. IP: *.icm.edu.pl 28.06.04, 07:53
      • Gość: grzegorz Re: Prawda o Jedwabnym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:27
        10 lipca bieżącego roku [2001] doszło do rzeczy szczególnie niegodnej i
        sprzecznej z elementarnymi interesami państwa polskiego - urzędujący prezydent
        RP publicznie przeprosił Żydów za zbrodnię w Jedwabnem jako rzekomo dokonaną
        przez Polaków. Co więcej, mówiąc o hitlerowskim przyzwoleniu i hitlerowskiej
        inspiracji, ani słowem nie wspomniał o tym, że Niemcy czynnie uczestniczyli w
        mordowaniu Żydów.

        Jakby nie było tak przekonujących dowodów w postaci niemal stu łusek od nabojów
        z niemieckiej broni palnej, ani tylu wcześniejszych świadectw polskich i
        żydowskich na ten temat. Kwaśniewski posunął się nawet do stwierdzenia, że to
        Polacy "podkładali ogień" pod stodołę, w której byli uwięzieni Żydzi, choć nie
        ma jak dotąd żadnych przekonujących dowodów na tego typu oskarżenie przeciw
        Polakom. I choć wiemy, że metoda podpaleń większych skupisk uwięzionych Żydów
        była metodą nagminnie stosowaną przez Niemców hitlerowskich, choćby we
        wcześniejszym o tydzień i jednoznacznie udokumentowanym niemieckim mordzie
        poprzez spalenie 900 Żydów w synagodze w Białymstoku. Co prawda Kwaśniewski -
        jak to komentowano w "Rzeczpospolitej" z 11 lipca: "Inaczej niż zapowiadał, nie
        zrobił tego w imieniu wszystkich Polaków", nie zrobił tego w imieniu całego
        narodu. To co zrobił wystarczyło jednak, by jego oskarżające Polaków słowa
        zawędrowały na łamy najbardziej polakożerczych dzienników i czasopism
        zagranicznych, dając im wygodny argument na temat polskich zbrodni. I ułatwiając
        późniejsze roszczenia w sprawie wymuszenia na Polakach 65 miliardów odszkodowań
        tytułem roszczeń za mienie żydowskie, przed czym tylekroć ostrzegał nas uczciwy
        naukowiec żydowski prof. Norman G. Finkelsztajn z USA.
        Czy Kwaśniewski wie lepiej?

        Niegodne prezydenta Rzeczpospolitej wystąpienie A. Kwaśniewskiego w Jedwabnem
        kolejny raz potwierdziło, jak słuszne było wystąpienie przeciw niemu na drogę
        pozwu sądowego przez posła Antoniego Macierewicza. Przypomnijmy tu, że
        wcześniej, 2 marca 2001 roku, Kwaśniewski w wywiadzie dla izraelskiej gazety
        "Jedijot Achronot" mówił: "To było ludobójstwo dokonane przez Polaków z
        Jedwabnego na ich żydowskich sąsiadach". Znamienny jest fakt, że Kwaśniewski
        jest zawsze skory do bicia się gromko w piersi za rzekome polskie zbrodnie, byle
        odwrócić uwagę od prawdziwych zbrodni dokonanych przez komunistyczną formację z
        której sam się wywodzi. Warto jednak zapytać: dlaczego ten sam prezydent nigdy
        nie zdobył się na konkretne napiętnowanie tak licznych dziś w świecie przejawów
        oszczerczego antypolonizmu, tak niebezpiecznych dla Polski? Dlaczego w
        przemówieniu w Jedwabnem nie zdobył się na przypomnienie rozmiarów zbrodni
        popełnionych w czasie wojny na Polakach przez okupantów niemieckich, żołdaków
        sowieckich i NKWD-ystów rosyjskiego i żydowskiego pochodzenia, ludobójców
        ukraińskich (szerzej opiszę te sprawy w następnym numerze "Głosu"). Tu przypomnę
        tylko, że Kwaśniewski przypisując Polakom odpowiedzialność za mord 150-250 Żydów
        w Jedwabnem równocześnie zapomniał o braku żydowskich przeprosin za mord 300
        Polaków w Koniuchach, stukilkudziesięciu Polaków w Nalibokach, wymordowanie
        1.500 zniemczonych Ślązaków i Polaków w Świętochłowicach pod nadzorem Salomona
        Morela, wymordowanie tysięcy najlepszych polskich patriotów przez żydowskich
        katów spod znaku Bermana, Fejgina, Różańskiego, Romkowskiego, Światły,
        Wolińskiej i Stefana Michnika. Kwaśniewski zapomniał, że właśnie na czas od 10
        do 20 lipca przypada kolejna ponura rocznica wymordowania dziesiątków tysięcy
        Polaków przez zbrodniczych ludobójców ukraińskich w lipcu 1943 roku. Przypomnę
        choćby, za źródłową książką E. i W. Siemaszków, o wymordowaniu 12 lipca 1943
        roku 260 Polaków we wsi Zagaje, czy wymordowanie około 500 Polaków we wsiach
        Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko 14 lipca 1943 roku. I tych i innych
        rzeziach prezydent RP Kwaśniewski jakoś nie chce pamiętać, ani nie chce wyrazić
        publicznie życzenia ukarania ich morderców.

        Kwaśniewski wystąpił z publicznymi przeprosinami w Jedwabnem, mimo mnożących się
        dowodów kłamstw Grossa i przytłaczających dowodów niemieckiej roli w mordzie
        jedwabneńskim. Wystąpił z publicznymi przeprosinami pomimo faktu, że
        przeważająca część uczestników sondaży przeciwstawiała się takim przeprosinom
        jako nie mającym żadnego uzasadnienia. Przypomnijmy tu, że nawet Maciej
        Łukasiewicz, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", a więc dziennika, który
        początkowo poparł w całej rozciągłości antypolskie oszczerstwa Grossa,
        stwierdził na łamach swojej gazety (wydanie z 10 lipca 2001), iż "III
        Rzeczypospolita nie ponosi odpowiedzialności za to, co się działo na terenach
        okupowanych przez III Rzeszę (...)". Przypomnijmy, że dzień wcześniej - 9 lipca
        na łamach tejże samej "Rzeczpospolitej" ukazał się obszerny artykuł profesora
        Michała Wojciechowskiego "Żal bez winy", jednoznacznie dowodzący, że: "(...) nie
        ma żadnej racji, by oficjalny przedstawiciel państwa polskiego przepraszał za
        Jedwabne, gdyż w ten sposób sprawia wrażenie, że Polska jest współwinna (mógłby
        to ewentualnie uczynić przedstawiciel Niemiec, faktycznej władzy!). Co więcej,
        sprawa moralnej odpowiedzialności zupełnie nie leży w kompetencji władz
        państwowych, choć tak się im wydaje. Prezydent został wybrany na głowę państwa i
        także przez przeciwników politycznych powinien być w tej funkcji respektowany.
        Natomiast nie został wybrany na moralnego mentora obywateli i próba dyktowania
        odczuć moralnych, przeprosin itp. z jego strony byłaby bezzasadnym roszczeniem.
        Próba objęcia takiej roli bierze się zapewne stąd, że dzisiejsze państwo w ogóle
        ma zapędy etatystyczne, a nawet totalitarne, to znaczy chce objąć całość życia".
        Godny uwagi w tym kontekście jest fakt, że od idei przeprosin wyraźnie odciął
        się między innymi jeden z najgłośniejszych naukowców bliskich SLD - profesor
        Bronisław Łagowski, pisząc w lewicowym "Przeglądzie" z 2 lipca 2001 pt.: "O
        winie narodowej", iż: "Chciałbym uzyskać wyjaśnienia, na jakiej podstawie opiera
        się obwinianie całego narodu za zbrodnie popełnione przez dających się
        zidentyfikować osobników, przez ten naród nie szanowanych, lub przez
        organizacje, które narodu nie reprezentowały? Czesław Miłosz pisał w "Rodzinnej
        Europie": "Odpowiedzialność zbiorowa to zbrodnia". W tych słowach autor zawarł
        istotę mądrości, jaką Europejczycy zdobyli olbrzymim kosztem rewolucji klasowej
        i wojen między narodami. Ocenił XX-wieczne ideologie (nacjonalizm, rasizm,
        komunizm) usiłujące scalić jednostki w kolektywną jaźń".

        Przypomnijmy tu, że przeważająca część historyków zabierająca głos w debacie
        wokół książki Grossa jednoznacznie polemizowała z jego kłamstwami, polegającymi
        na przypisywaniu zbrodni w Jedwabnem Polakom, przy równoczesnym zacieraniu roli
        Niemców. Kwaśniewski postępuje dokładnie odwrotnie w tej sprawie. Już w
        początkowym okresie śledztwa publicznie oskarżał Polaków o "ludobójstwo" w
        Jedwabnem, a i teraz w przemówieniu z 10 lipca faktycznie zacierał zbrodniczą
        rolę Niemców w Jedwabnem. Czy ten niedokształcony, o mało co magister, uważa się
        rzeczywiście za mądrzejszego, bardziej kompetentnego od profesorów - przy
        ustalaniu przebiegu zbrodni sprzed 60 laty?
        Kieres, tendencyjny i niekompetentny

        Szczególne wzburzenie społeczeństwa wywołuje zachowanie prezesa IPN-u Leona
        Kieresa, szokujące wprost skrajną tendencyjnością w akcentowaniu rzekomej
        polskiej odpowiedzialności za mord w Jedwabnem i ciągłym pomniejszaniu dowodów
        niemieckiej winy. Dziś wiadomo, że śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem - według
        oficjalnych wypowiedzi - zakończy się dopiero pod koniec roku. Nie przeszkodziło
        to Kieresowi już w początkach śledztwa po udaniu się do Stanów Zjednoczonych
        publicznie głosić wobec Żydów twierdzeń o jednoznacznie polskiej zbrodni w
        Jedwabnem i publicznie za to ich przepraszać. Zachowanie Kieresa w USA wywołało,
        co prawda dużo spóźnioną, ale stanowczą krytykę ze strony Andrzeja Grajewskiego,
        członka kolegium IPN, a od września 1
        • Gość: grzegorz Re: Prawda o Jedwabnym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:29
          CD
          Szczególne wzburzenie społeczeństwa wywołuje zachowanie prezesa IPN-u Leona
          Kieresa, szokujące wprost skrajną tendencyjnością w akcentowaniu rzekomej
          polskiej odpowiedzialności za mord w Jedwabnem i ciągłym pomniejszaniu dowodów
          niemieckiej winy. Dziś wiadomo, że śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem - według
          oficjalnych wypowiedzi - zakończy się dopiero pod koniec roku. Nie przeszkodziło
          to Kieresowi już w początkach śledztwa po udaniu się do Stanów Zjednoczonych
          publicznie głosić wobec Żydów twierdzeń o jednoznacznie polskiej zbrodni w
          Jedwabnem i publicznie za to ich przepraszać. Zachowanie Kieresa w USA wywołało,
          co prawda dużo spóźnioną, ale stanowczą krytykę ze strony Andrzeja Grajewskiego,
          członka kolegium IPN, a od września 1999 do września 2000 roku pierwszego
          przewodniczącego Instytutu Pamięci Narodowej. W publikowanym w "Rzeczpospolitej"
          z 3 lipca 2001 artykule "Poszukiwanie narodowej pamięci" Grajewski pisał m. in,.
          że: "Na prośbę MSZ profesor Kieres udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie
          prowadził rozmowy z różnymi środowiskami żydowskimi, m. in. w Holocaust Museum w
          Nowym Jorku. Wówczas przeprosił za udział Polaków w zbrodni w Jedwabnem.
          Powtarzał to przy okazji innych wystąpień. Podkreślał, że przeprosiny wyraża
          indywidualnie, jako Leon Kieres. Czy jednak od objęcia funkcji prezesa IPN
          profesor Kieres ma prawo składania deklaracji wyłącznie we własnym imieniu? W
          moim przekonaniu profesor Kieres w tych działaniach mieszał rolę moralnego
          autorytetu (...) z obowiązkami wynikającymi z pełnienia przez niego funkcji
          bardzo ważnego urzędnika państwowego. Od potrzebnych w tej sprawie aktów
          ekspiacji są Kościół - prezydent RP i premier, a nie prezes IPN. Jego
          obowiązkiem są: wypełnianie ustawy, czyli przeprowadzenie wnikliwego śledztwa,
          oraz zadbanie aby ustalenia w tej sprawie stały się własnością opinii publicznej".

          Fakty wskazują, że wbrew tym obowiązkom prof. Kieres jest odpowiedzialny za
          różne działania, które osłabiają wnikliwość śledztwa, choćby za świadome
          pomniejszanie w swych wypowiedziach rozlicznych znalezionych dotąd dowodów
          niemieckiej roli w zbrodni. Szczególnie zdumiewa fakt, że prezes IPN Kieres
          doprowadził do przerwania tak potrzebnej ekshumacji, którą prowadzono bardzo
          powierzchownie, tłumacząc to względami na religijną wrażliwość Żydów. Mimo to
          już pierwsze prace ekshumacyjne wystarczyły do obalenia podstawowych
          oszczerczych tez Grossa. Znaleziono wszak prawie 100 łusek, co dowodziło
          strzelania do Żydów, próbujących uciec ze stodoły. W tym czasie broń palną mieli
          tylko Niemcy, wszak Polakom groziła śmierć nie tylko za posiadanie broni, ale
          nawet za posiadanie radioodbiorników. Jak wiadomo Gross twierdził, że to Polacy
          mordowali, a Niemcy tylko fotografowali. Fotografowali z broni palnej?
          Ekshumacja dowiodła również, że w stodole zginęło 150-250 Żydów, a nie 1.600,
          jak twierdził z uporem Gross. Pierwsze wyniki ekshumacji uderzyły tak mocno w
          twierdzenia Grossa, że maksymalnie przeraziło to jego bezkrytycznych klakierów.
          I wtedy, zamiast kontynuować tak potrzebne prace ekshumacyjne, prof. Kieres
          niespodziewanie je przerwał. Dziennikarzom sugerującym, że należało
          przeprowadzić pełną ekshumację, powiedział: "Ekshumacja spełniła swoje zadanie.
          Moim obowiązkiem było uszanowanie religijnej wrażliwości" ("Gazeta Wyborcza" z 6
          czerwca 2001). Przypomnijmy więc, że nawet w "Gazecie Wyborczej" z 21 maja 2001,
          w tekście Agnieszki Kublik "Tradycja czy śledztwo" pisano, że np. w USA i
          Izraelu władze państwowe nie respektują protestu środowisk żydowskich, gdy w grę
          wchodzi uzyskanie dowodu przestępstwa. Wynika z tego, że L. Kieres i jego
          koledzy są bardziej gorliwi w przestrzeganiu w Polsce ortodoksyjnych zaleceń
          wiary mojżeszowej od przedstawicieli władz Izraela.

          Przerwanie przez Kieresa ekshumacji stało się faktycznie jego niebywałym
          prezentem dla Grossa i jego klakierów. Dzięki temu mogą znajdować doskonały
          wykręt, by dalej głosić, jakoby zginęło 1600 osób, a nie 150 do 250, jak
          wykazała ekshumacja. Bo ekshumacja była niepełna! I nagle doszło do sytuacji, że
          ten sam Gross, który przedtem nigdy nie występował jako zwolennik ekshumacji,
          nagle donośnie występuje z krytyką jej przerwania, bo rzekomo dowiodłaby prawdy
          jego twierdzeń o 1.600 żydowskich ofiarach. Ten sam Gross nagle pisze w "Gazecie
          Wyborczej" z 6 czerwca 2001: "czyż wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem nie jest
          świadomym utrudnianiem czynności śledczych". Jest, na pewno jest świadomym
          utrudnianiem, choć Gross faktycznie po cichu cieszy się z tego utrudniania, bo
          znalazł nową szansę dla wykrętów. Jak określić jednak samozadowolenie z siebie
          Kieresa, który poprzez przerwanie ekshumacji uniemożliwił jednoznaczne
          zablokowanie snucia dalszych domysłów co do ilości żydowskich ofiar w Jedwabnem
          i jeszcze bezczelnie twierdzi, że: "Ekshumacja spełniła swoje zadanie".
          Spełniłaby, gdyby ostatecznie dała niepodważalne oceny ilości żydowskich ofiar.
          Tak, żeby Gross nie mógł w kolejnych wydaniach "Sąsiadów" pisać tego, co
          zrobiono w jego wydaniu amerykańskim, że "polska połowa mieszkańców Jedwabnego
          wymordowała żydowską połowę mieszkańców tego miasteczka, tj. 1.600 Żydów".
          Szczególny niepokój budzą stwierdzenia Kieresa dowodzące, że z jakichś powodów
          nie chce on ujawnić pełnych wyników dotychczasowego śledztwa, wbrew temu, co
          określił A. Grajewski jako obowiązek zadbania, "aby ustalenia w tej sprawie
          stały się własnością opinii publicznej". W jednym ze swych oświadczeń prof.
          Kieres posunął się do stwierdzenia, że "wiele spraw zabierze ze sobą do grobu".
          To jakiś ponury absurd. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej ma obowiązek ujawniać
          zbrodnie, odsłaniać sprawy przemilczane, a nie tuszować je, zabierając pamięć o
          nich do grobu.

          Niefortunne wypowiedzi L. Kieresa dowodzą, jak fatalną decyzją był wybór na
          prezesa IPN właśnie L. Kieresa, nie mającego, jak widać, pojęcia o tym, na czym
          ma polegać szukanie prawdy o narodowej pamięci, o narodowej historii.

          Cóż, L. Kieres nie jest historykiem, ani nawet prawnikiem wyspecjalizowanym w
          tropieniu przestępstw. Jest specjalistą od prawa gospodarczego, "wsławionym"
          głównie dość niefortunną "socjalistyczną" książką "Zalecenia RWPG w sprawach
          koordynacji planów gospodarczych i ich realizacji w PRL" (Warszawa 1978). Jest
          to jedyna samodzielna książka L. Kieresa, którą można znaleźć w zbiorach
          Biblioteki Narodowej.
          "Wybiórcze" sumienie L. Kieresa

          Skrajną stronniczość Kieresa na szkodę Polaków dobrze ilustruje fakt, że chociaż
          przy każdej okazji z werwą peroruje na temat różnych domniemanych polskich "win"
          czy "zbrodni", jest jakoś skrajnie niemy na temat zbrodni popełnionych na
          Polakach. Nie przypominam sobie, aby choć raz jednym zdaniem choćby zająknął się
          na przykład na temat okrutnej zbrodni popełnionej przez żydowskich partyzantów
          na 300 Polakach, mężczyznach, kobietach i dzieciach z wioski Koniuchy. I to
          pomimo faktu, że już w lutym 2001 roku "Rzeczpospolita" ogłaszała, że IPN
          rozpoczął śledztwo w tej sprawie. Pan Kieres publicznie stwierdził w wywiadzie
          dla I programu TVP z 10 lipca, że nie będzie tylko kimś automatycznie posłusznie
          przestrzegającym nakazów prawa, będzie kimś, kto będzie starał się postępować
          maksymalnie zgodnie z nakazami tego, co mu dyktuje sumienie. Zapytajmy więc, czy
          sumienie Kieresa ma tak wybiórczy charakter, że nie pozwala mu odpowiednio
          wrażliwie reagować na pamięć mordów popełnionych na Polakach przez Żydów w
          Koniuchach, Nalibokach, Świętochłowicach, czy zbrodni żydowskich ubeków na
          tysiącach ludzi z AK i innych patriotach polskich?

          Milcząc o tych zbrodniach, Kieres tym bardziej skwapliwie eksponuje wszystko, co
          jego zdaniem może odpowiednio "skompromitować" Polaków. I tak na przykład w
          wywiadzie dla "Magazynu Gazety Wyborczej" z 5 lipca 2001 pt. "Najgorszych listów
          mi nie dają" Kieres powiedział m. in.: "(...) moja wiedza na temat stosunków
          polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej zatrzymała się na szmal
          • Gość: grzegorz Re: Prawda o Jedwabnym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:30
            CD
            Milcząc o tych zbrodniach, Kieres tym bardziej skwapliwie eksponuje wszystko, co
            jego zdaniem może odpowiednio "skompromitować" Polaków. I tak na przykład w
            wywiadzie dla "Magazynu Gazety Wyborczej" z 5 lipca 2001 pt. "Najgorszych listów
            mi nie dają" Kieres powiedział m. in.: "(...) moja wiedza na temat stosunków
            polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej zatrzymała się na szmalcownikach.
            I tej karuzeli w Warszawie, która kręciła się obok walczącego i umierającego
            getta, umilając czas polskim dzieciom". W ten sposób Kieres powtórzył
            oszczerstwo zawarte w ponurej bajdzie opisanej przez poetę Miłosza w wierszu
            "Campo di Fiore", pomijając to, co na ten temat pisali autentyczni badacze
            tamtych wydarzeń. Odwołam się choćby do tak bliskiego Kieresowi Władysława
            Bartoszewskiego, który już wiele lat temu publicznie zdezawuował bajdy o
            karuzeli jeżdżącej w czasie walk w getcie. Odsyłam, jak widać wielce
            niedoczytanego i niedouczonego w sprawach historii L. Kieresa do tekstu W.
            Bartoszewskiego "Wierny Krajowi", publikowanego na łamach "Zeszytów
            Historycznych" paryskiej "Kultury" z 1985 r. (zeszyt 85, s. 229). Bartoszewski
            omawiał tam wspomnienia słynnego kuriera Polski Podziemnej, który pisał o
            "wózkach zastygłej w bezruchu karuzeli" (w czasie walk w getcie). Komentując to
            stwierdzenie Lerskiego Bartoszewski jednoznacznie je potwierdzał, pisząc: "tak
            było! Karuzela była nieczynna od chwili wybuchu walk w getcie!".

            Bardzo krytyczną ocenę niektórych tendencji zaobserwowanych w pracach Instytutu
            Pamięci Narodowej pod kierownictwem Leona Kieresa można było zauważyć w toku
            dyskusji redakcyjnej zorganizowanej w krakowskim miesięczniku "Arcana" (nr 38 z
            2001 r.) pt. "Pamięć narodowa i jej strażnicy", zwłaszcza w wypowiedziach
            redaktora naczelnego tego miesięcznika, Andrzeja Nowaka. Przeciwstawił się on
            tendencji do skupiania się w pracy IPN na swoistym samobiczowaniu za różne
            polskie winy zamiast badania jakże wielu dotąd przemilczanych zbrodni na
            Polakach. Andrzej Nowak zapytywał: "Czy (...) zakładamy, że nie mamy w ogóle
            pamiętać o zbrodniach niemieckich, sowieckich, ukraińskich? (...) Wydaje mi się,
            że praktyczna polska racja stanu wymaga przeciwstawienia na możliwie najszerszym
            forum najbardziej przekonywujących argumentów pokazujących Polskę jako naród
            najwaleczniejszy, najbardziej bohaterski, najbardziej zasłużony w czasie II
            wojny światowej. Ja w oparciu o swoją wiedzę historyczną jestem gotów podpisać
            się pod takim zdaniem, że tak właśnie było. Taka była rola Polski w czasie II
            wojny światowej (i, choć to już z większym wahaniem mówię, w oporze przeciw
            komunizmowi). Jeżeli natomiast koncentrujemy się na Holocauście i kolaboracji -
            tu przyjmować będziemy każde świadectwo polskich zbrodni, a kwestionować
            będziemy jak najstaranniej każde świadectwo polskich ofiar, polskiego
            bohaterstwa - to niestety, automatycznie, jakby spychamy sami siebie na zupełnie
            inną pozycję, pozycję może zgodną z dzisiejszą linią propagandową "Gazety
            Wyborczej" i wtórujących jej mediów, linię odpowiadającą interesom sprzecznym z
            polską racją stanu. Historia, która, jak mi się wydaje, była dotąd poważnym
            argumentem, broniącym nas przed różnymi roszczeniami, np. niemieckimi czy
            żydowskimi, przestaje być tym argumentem, a staje się argumentem przeciwko nam".

            Redaktor naczelny "Tygodnika Solidarność" Andrzej Gelberg w tekście "Za spiżową
            bramę" (nr z 13 lipca) zwrócił uwagę na inny bardzo negatywny efekt
            dotychczasowych prac Leona Kieresa na stanowisku prezesa Instytut Pamięci
            Narodowej - konsekwentne opóźnianie dostępu do "teczek". Gelberg pisał m. in.:
            "Minął rok od powstania IPN i dotąd ani jedna, podkreślam: ani jedna osoba nie
            zobaczyła swojej "teczki" (...) zasadniczym celem stworzenia IPN było
            udostępnienie obywatelom "teczek". I na tym polu, po roku istnienia Instytutu,
            trzeba odnotować pełną klęskę. Odpowiedzialny jest za nią prezes IPN prof. Leon
            Kieres (...). Instytut po roku swego istnienia nawet w najskromniejszy sposób
            nie uchylił drzwi chroniących tajemnic bezpieki".

            Jak z tego wszystkiego widać aż nadto dobrze potwierdziła się słuszność
            zeszłorocznych ostrzeżeń dobrze znającego Kieresa z Wrocławia pełnomocnika
            Stowarzyszenia "Rodzina Polska" Antoniego Stryjewskiego. W publikowanym w
            "Naszej Polsce" z 24 maja 2000 liście do marszałka Sejmu pt. "Kieres to człowiek
            UW" Stryjewski wyrażał bardzo ostry protest w imieniu Stowarzyszenia Rodzina
            Polska - Klub Wrocławski przeciwko kandydaturze L. Kieresa na prezesa IPN.
            Wskazywał na różne fatalne zjawiska w życiu polityczno-społecznym Wrocławia, do
            których mocno "przyczynił się" pan Kieres; A. Stryjewski zarzucał mu
            niekompetencję i to, że faktycznie jest on "zaprzeczeniem koniecznego kandydata"
            na prezesa IPN. Kandydata, który "powinien nie tylko pamiętać o martyrologium
            Polaków, ale poprzez doświadczenia przeszłości bronić suwerenności i wolności
            Polski i Polaków dziś i w przyszłości".
            Czy Żydzi przeproszą?

            We wstępie do książki "100 kłamstw J. T. Grossa" pisałem: Kiedy obudzą się
            patriotyczni polscy Żydzi?" ubolewając nad brakiem głosów ze strony polskich
            Żydów czy Polaków żydowskiego pochodzenia, występujących z postulatem
            przeproszenia również i Polaków za zbrodnie popełnione na nich przez żydowskich
            komunistów. Z tym większą satysfakcją muszę więc odnotować, że w międzyczasie
            pojawiło się kilka ważnych głosów w tej sprawie ze strony Polaków żydowskiego
            pochodzenia, pragnących autentycznego wzajemnego pojednania. Nader ważne pod tym
            względem były dwa teksty Antoniego Zambrowskiego, syna byłego członka Biura
            Politycznego KC PZPR Romana Zambrowskiego. Zarówno w "Tygodniku Solidarność" jak
            i w "Najwyższym Czasie" Zambrowski występował za potrzebą zaakcentowania również
            zbrodni żydowskich ubeków, choćby Salomona Morela, polemizując z próbami
            zanegowania żydowskich zbrodni przez ambasadora Izraela w Warszawie Szewacha
            Weissa. W tekście "Na pochyłe drzewo" ("Tygodnik Solidarność" z 18 maja 2001)
            Antoni Zambrowski pisał m. in.: "Pytany o żydowskie winy wobec Polaków,
            ambasador Weiss odparł, że naród żydowski nie może odpowiadać za żydowskich
            konfidentów NKWD. To są winy jednostkowe (...). Co się tyczy udziału licznych
            Żydów w polskim ruchu komunistycznym, to - zdaniem ambasadora - byli to ludzie
            asymilujący się, zrywający swe więzy z narodem żydowskim i jego religią oraz nie
            rządzili oni Polską w imieniu narodu żydowskiego. Ich winy nie są winami narodu
            żydowskiego. Nasunęło mi się kilka pytań, których jako telewidz nie mogłem mu
            zadać i których nie mogli mu zadać jego młodzi rozmówcy wskutek niewiedzy.
            Chciałbym więc zapytać prof. Weissa, czy on, jako żydowski intelektualista i
            izraelski polityk lewicowy, traktuje stalinowskie ludobójstwo jako przestępstwo
            wobec ludzkości? A jeśli tak, to jak zapatruje się na rolę rosyjskich Żydów
            zajmujących wysokie stanowiska w administracji NKWD i GUŁAGU-u? Przecież ci
            Żydzi nie ukrywali swej narodowości, ba, deklarowali ją w ankietach personalnych
            i dokumentach sowieckich. Więc jak tych ewidentnych zbrodniarzy ocenia naród
            żydowski, w tym prof. Weiss? (...) jak wiemy, żydowskie bojówki komunistyczne
            (obok białoruskich i ukraińskich) nie tylko wznosiły 17 września 1939 łuki
            triumfalne ku czci wkraczającej na Kresy Wschodnie Armii Czerwonej. W wielu
            miejscowościach te bojówki napadały na Polaków, mordując ich nieraz w okrutny
            sposób. (Fakty te dziwnym trafem umknęły z pola widzenia takich "historyków" jak
            prof. Gross). Wiemy też ze wspomnień przebywających na Zachodzie Żydów - dawnych
            partyzantów sowieckich, o akcjach ich oddziałów przeciwko polskim chłopom na
            Kresach, wspierających oddziały Armii Krajowej. W tych akcjach również okrutnie
            mordowano dzieci, kobiety i starców. Czy cierpienia tych ofiar nie zasługują na
            współczucie żydowskich autorytetów moralnych, jak prof. Weiss?

            Poza tym Żydzi nie byli tylko aktywistami partyjnymi w PRL. Liczni
            funkcjonariusze UB stosowali tort
            • Gość: grzegorz Re: Prawda o Jedwabnym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:32
              CD
              Poza tym Żydzi nie byli tylko aktywistami partyjnymi w PRL. Liczni
              funkcjonariusze UB stosowali tortury wobec swych polskich współobywateli,
              mordowali ich w ubeckich kazamatach, zaś równie liczni prokuratorzy i sędziowie
              skazywali w imieniu Polski Ludowej na śmierć. Niektórzy z tych morderców po
              różnych zakrętach historycznych przypomnieli sobie o swych żydowskich korzeniach
              i wyjechali do Izraela. Czy pan ambasador nie uważa, że należałoby ich wydać
              polskiemu wymiarowi sprawiedliwości jako komunistycznych oprawców winnych
              ludobójstwa? Albo - osądzić ich w Jerozolimie? Symbolem takiego kata
              ukrywającego się na izraelskiej ziemi stał się Salomon Morel, ale nazwiska można
              mnożyć. Może więc prymas Glemp ma rację?".

              5 czerwca 2001 ukazał się na łamach "Rzeczpospolitej" bardzo wymowny w swej
              wymowie tekst Anatola Lawiny "Jedwabne jest w każdym z nas". Lawina, Polak
              żydowskiego pochodzenia, niegdyś więziony za udział w anty-PRL-owskiej opozycji,
              jednoznacznie występuje przeciwko tym, którzy próbują zanegować konieczność
              równoczesnych przeprosin przez Żydów za popełnione przez ich współziomków
              zbrodnie. Przypomnijmy tu, że ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss,
              polemizując z Prymasem Polski Józefem Glempem, próbował przekonywać, że Żydzi
              nie muszą za nic przepraszać. Bo popełniające zbrodnie komuniści-Żydzi, przez
              sam fakt stania się komunistami, przestawali być Żydami. Lawina sięga do słynnej
              sprawy Salomona Morela, ściganego przez Polskę listem gończym za to, że jako
              komendant obozu w Świętochłowicach w 1945 roku był odpowiedzialny za okrutne
              wymordowanie przez żydowskich ubowców więzionych tam 1.500 Niemców (głównie
              zniemczonych Ślązaków i Polaków). Pisze m. in.: "(...) jestem gotów przeprosić
              za tych Żydów, którzy jak Lola Potok, Szlomo Morel, Pinka Mąka, przeżyli obozy
              hitlerowskie i przyznając sobie prawo odwetu, sami stali się okrutnymi
              oprawcami, wręcz zbrodniarzami, będąc komendantami w obozach przez siebie
              zorganizowanych, w Gliwicach, w Świętochłowicach i innych miejscowościach na Śląsku.

              O nich to opowiada książka "Oko za Oko. Przemilczana historia Żydów, którzy w
              1945 r. mścili się na Niemcach", napisana przez Johna Sacka, amerykańskiego Żyda
              polskiego pochodzenia. Książka ta nie została przez polskie media zauważona, w
              przeciwieństwie do "Sąsiadów" Jana Tomasza Gross. (...) Książka Sacka opisuje,
              jak wrażliwe ofiary stawały się okrutnymi katami, opisuje przejmujące zdarzenia,
              w tym podpalenie wypełnionego więźniami baraku. I choć rozumiem mechanizm
              przemiany ofiary w oprawcę, nigdy tego nie zaakceptuję, zawsze będę się wstydził
              tego, co kilkadziesiąt lat temu tamci Żydzi czynili. I za to jestem gotów
              przeprosić".

              Podobne problemy podjął poseł Czesław Bielecki w opublikowanym w "Najwyższym
              Czasie" z 7 lipca wywiadzie pt. "Zapłacimy diasporze" (wywiad przeprowadzili
              Rafał Pazio i Tomasz Sommer). Czesław Bielecki już kiedyś bardzo ostro zderzył
              się jako Polak żydowskiego pochodzenia z manipulacjami stosowanymi przez
              Michnika, krytykując je na łamach "Tygodnika Solidarność". W najnowszym
              wywiadzie akcentuje m. in.: "Nawet szlachetni muszą przyjąć odpowiedzialność za
              to, że wśród nich są czarne owce. Nie może być też tak, że środowiska żydowskie
              nie przyjmują tej odpowiedzialności. Są sprawy za które też Żydzi muszą
              przepraszać. Nie może być tak, że jeżeli prokurator Helena Wolińska zabiła
              sądowo naszego bohatera gen. Emila Fieldorfa, to społeczność żydowska nie jest
              za to odpowiedzialna".
              Kolejny historyk odrzuca tezy Grossa

              W odróżnieniu od pro-grossowych zachwytów różnych dyletantów w mediach,
              przeważająca część historyków bardzo krytycznie oceniała metody preparowania
              historii przez Grossa. Dość przypomnieć krytyki Grossa ze strony prof. prof.
              Strzembosza i Szaroty, dr. hab. Machcewicza, dr. Musiała, Chodakiewicza,
              Radonia, Wierzbickiego, Gontarczyka. Czy moją książkę "100 kłamstw J. T.
              Grossa". Nie mówiąc o tym, że prof. J. Eisler twierdził, że Gross u niego nie
              obroniłby nawet magisterki za taką książkę jak "Sąsiedzi". Czerwcowa "Odra"
              przyniosła kolejną bardzo ostrą ocenę "Sąsiadów" Grossa ze strony jednego z
              najzdolniejszych historyków młodszych pokoleń Krzysztofa Kawalca.

              W książce "100 kłamstw Grossa..." pisałem o żydowskim rasistowskim szowinizmie
              ocen Grossa, głoszącym potrzebę bezkrytycznej afirmacji każdej żydowskiej
              relacji, każdej żydowskiej "prawdy". I właśnie to bezkrytycznie afirmujące
              podejście Grossa do "każdego przekazu pochodzącego od niedoszłych ofiar
              holocaustu" spotkało się z bardzo ostrą krytyką Kawalca. Pisał on z ironią:
              "Znamiennym wkładem Jana Tomasza Grossa w rozwój warsztatu naukowego historyka
              była sugestia zmiany stosunku do części przekazów, poprzez uchylenie wobec nich
              procedur wersyfikacyjno-kontrolnych (...). Doświadczenia "epoki pieców" w sposób
              zbyt wyrazisty ukazały skutki kultywowania nienawiści, by można było przymknąć
              oczy na konsekwencje formułowanej przez autora dyrektywy metodologicznej, w
              gruncie rzeczy sprowadzającej się do uznawania przekazu za bardziej lub mniej
              wiarygodny w zależności od proweniencji ich autorów - klasyfikowanych według
              wyznania, pochodzenia czy narodowości. Jej bardziej powszechne przyjęcie
              oznaczałoby śmierć historii jako nauki". Zdaniem Kawalca takie różnicowanie
              źródeł, które powodowałoby preferowanie niektórych z nich, jako świadectw ofiar
              holocaustu "prowadziłoby do swoistej "nacjonalizacji" nauki historycznej w
              stopniu znacznie większym niż miało to miejsce w ciągu ostatnich dwóch stuleci".

              Kawalec ostro skrytykował również inny przejaw "swoistego" stosunku do źródeł,
              demonstrowanego przez Grossa. Przypomniał, że Gross potraktował jako ogólnie
              niewiarygodne relacje polskie z 1941 roku z obszaru okupacji sowieckiej.
              Równocześnie zaś spośród relacji na temat zbrodni w Jedwabnem za bardziej ścisłe
              uznał zeznania złożone w śledztwie niż, jak określił próby "wyłgania się" od
              odpowiedzialności w toku postępowania sądowego. Kawalec zapytywał więc: "Czy
              jednak można dzisiaj uznać, że bicie podejrzanych, praktykowane w placówkach
              Urzędu Bezpieczeństwa, stanowiło procedurę sprzyjającą ustaleniu rzeczywistych
              sprawców oraz odtworzeniu biegu wydarzeń".
              Lukas i Margueritte o żydowskich zbrodniach

              Skrajna tendencyjność i nieuczciwość debaty o domniemanych polskich "zbrodniach"
              na Żydach stopniowo prowokuje coraz więcej uczciwych zagranicznych obserwatorów
              polskiej sceny do zabrania głosu w tej sprawie. Jako pierwszy kilkakrotnie
              zabierał głos w cennych artykułach, oprotestowujących fałszerstwa Grossa wybitny
              niemiecki historyk dr Bogdan Musiał. Potem przyszła kolej na bardzo stanowcze
              wystąpienie w obronie Polaków ze strony najwybitniejszego amerykańskiego badacza
              historii Polski - Richarda C. Lukasa, autora kilku bardzo ważnych książek na
              temat dziejów Polski, m. in. znakomitego "Zapomnianego holocaustu". Lukas
              opublikował w maju 2001 roku bardzo ostrą krytykę antypolskich oszczerstw Grossa
              na łamach "The Polish American Journal" (patrz Jedwabne and the selling of the
              holocaust - wtr. WK.), stanowczo potępiając Grossa jako żydowskiego
              propagandystę, służącego swą książką pomocą w wymuszaniu ogromnych spłat przez
              Polaków na rzecz roszczeń materialnych Żydów. W swym artykule Lukas szczególnie
              ostro potępił Grossa za wybielanie zbrodniczej żydowskiej kolaboracji na Kresach
              Wschodnich w latach 1939-1941, pisząc wręcz o "żydowskiej zdradzie we wschodniej
              Polsce". Według Lukasa: "Istnieje cała góra dokumentacji, która pokazuje, że na
              tych terenach, okupowanych przez Sowietów od 1939 do 1941 roku, znacząca ilość
              Żydów współpracowała z Sowietami w aresztowaniach, deportacjach i uśmiercaniu
              tysięcy Polaków. Żydzi Jedwabnego nie byli pod tym względem wyjątkiem. Gdy
              Sowieci odbili te tereny od Niemców w latach 1944-1945, Żydzi znowu byli
              wydatnie zaangażowani w niszczenie polskiej Armii Krajowej, aresztowania i
              egzekucje Polaków lojalnych wobec demokratycznego rządu pol
              • Gość: grzegorz Re: Prawda o Jedwabnym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:33
                Zakonczenie
                Skrajna tendencyjność i nieuczciwość debaty o domniemanych polskich "zbrodniach"
                na Żydach stopniowo prowokuje coraz więcej uczciwych zagranicznych obserwatorów
                polskiej sceny do zabrania głosu w tej sprawie. Jako pierwszy kilkakrotnie
                zabierał głos w cennych artykułach, oprotestowujących fałszerstwa Grossa wybitny
                niemiecki historyk dr Bogdan Musiał. Potem przyszła kolej na bardzo stanowcze
                wystąpienie w obronie Polaków ze strony najwybitniejszego amerykańskiego badacza
                historii Polski - Richarda C. Lukasa, autora kilku bardzo ważnych książek na
                temat dziejów Polski, m. in. znakomitego "Zapomnianego holocaustu". Lukas
                opublikował w maju 2001 roku bardzo ostrą krytykę antypolskich oszczerstw Grossa
                na łamach "The Polish American Journal" (patrz Jedwabne and the selling of the
                holocaust - wtr. WK.), stanowczo potępiając Grossa jako żydowskiego
                propagandystę, służącego swą książką pomocą w wymuszaniu ogromnych spłat przez
                Polaków na rzecz roszczeń materialnych Żydów. W swym artykule Lukas szczególnie
                ostro potępił Grossa za wybielanie zbrodniczej żydowskiej kolaboracji na Kresach
                Wschodnich w latach 1939-1941, pisząc wręcz o "żydowskiej zdradzie we wschodniej
                Polsce". Według Lukasa: "Istnieje cała góra dokumentacji, która pokazuje, że na
                tych terenach, okupowanych przez Sowietów od 1939 do 1941 roku, znacząca ilość
                Żydów współpracowała z Sowietami w aresztowaniach, deportacjach i uśmiercaniu
                tysięcy Polaków. Żydzi Jedwabnego nie byli pod tym względem wyjątkiem. Gdy
                Sowieci odbili te tereny od Niemców w latach 1944-1945, Żydzi znowu byli
                wydatnie zaangażowani w niszczenie polskiej Armii Krajowej, aresztowania i
                egzekucje Polaków lojalnych wobec demokratycznego rządu polskiego, wówczas na
                obczyźnie w Londynie. Proces żydowskiego włączenia się w prześladowanie,
                więzienie i egzekucje Polaków był kontynuowany dalej w erze stalinowskiej".
                Lukas przypomniał również rolę żydowsko-sowieckiego oddziału partyzanckiego w
                wymordowaniu kilkuset Polaków, w tym kobiet i dzieci w Koniuchach. Amerykański
                historyk przypomina to, o czym tak niegodnie milczą dziś oficjalni
                "reprezentanci" Polski: Kwaśniewski, Bartoszewski i Kieres.

                Nader ważnym głosem w dyskusji o sprawach polsko-żydowskich wydaje się
                publikowany w "Tygodniku Solidarność" 29 czerwca 2001 roku artykuł żyjącego w
                Polsce od wielu lat korespondenta prasy francuskiej Bernarda Margueritte'a
                "Polsko-żydowska prawda, cała prawda". Nawiązując do aktualnych sporów wokół
                stosunków polsko-żydowskich, Margueritte pisze m. in.: "Marzę również o tym, aby
                Żydzi zamiast atakować Polaków przy każdej okazji, mówili o nich dobrze i
                zaczęli wreszcie pokutować za własne grzechy. Tylko tą drogą staną się naprawdę
                wielkimi i tylko tą drogą zbudują pojednanie. Dlaczego nie wspominać, że tylu
                Żydów zamieszkało na ziemiach polskich dlatego, że wyrzucani ze Wschodu i
                Zachodu znaleźli tu ziemię tolerancji? Niech Żydzi, a nie tylko Polacy, oddają
                pełniejszy niż dotychczas hołd Polakom, którzy ich ratowali. A o własnych
                grzechach czy nasi bracia Żydzi nie mają nic do powiedzenia? Dlaczego nie
                przypomnieć, że często na wschodzie Polski Żydzi witali z entuzjazmem
                stalinowskiego najeźdźcę, na oczach zbolałych polskich współobywateli? Dlaczego
                nie przypomnieć, po tylu latach, o haniebnym udziale tylu Żydów w szeregach NKWD
                (czy SB), odpowiedzialnego za inny holocaust? Dlaczego nie zastanowić się nad
                powodami psychologicznymi zastosowania dziś wobec narodu palestyńskiego
                podobnych szykan, jakich się doznało ongiś z rąk hitlerowców? (...) Ale jednak
                coś zaczyna się zmieniać. Jednym z dowodów jest artykuł, w którym Żyd Norman G.
                Finkelstein ("Rzeczpospolita", 20 czerwca) potępia Żyda Jana Tomasza Grossa i
                twierdzi, że na przykład w sprawie Jedwabnego mamy do czynienia "z kwestią
                chuligaństwa Przedsiębiorstwa Holocaust", które haniebnie wykorzystuje dramat
                Żydów dla własnych merkantylnych celów (...) niech Żydzi oddają hołd Polakom i
                zechcą zauważyć własne, czasem potworne, grzechy".
                Finkelstein potępia Grossa

                Warto szerzej wspomnieć o jakże ważnym tekście prof. Finkelsteina, do którego
                nawiązał Margueritte. "Głos" niedawno (w numerze z 14 lipca) przytaczał nader
                interesujący tekst wywiadu z prof. Finkelsteinem, tak ostro wojującym z
                naciskami żydowskich szantażystów na Polskę. Szczególnie istotne pod każdym
                względem było wystąpienie Finkelsteina z obszernym artykułem potępiającym
                antypolską wymowę książki J. T. Grossa na łamach "Rzeczpospolitej" z 20 czerwca
                pt. "Goldhagen dla początkujących". Finkelstein ogromnie krytycznie ocenił
                "Sąsiadów" Grossa, zarzucając im, że "pełne są rażących (...) sprzeczności" i
                "sformułowań absurdalnych". Finkelstein zarzucił Grossowi, że jego książka
                wyraźnie służy "Przedsiębiorstwu Holocaust", to jest osobom i instytucjom, które
                wykorzystują dla celów politycznych i finansowych ludobójstwo dokonane na Żydach
                w czasie drugiej wojny światowej. Według Finkelsteina, "Sąsiedzi" Grossa "stali
                się kolejną bronią "Przedsiębiorstwa Holocaust" w wymuszaniu od Polski
                pieniędzy". Jak pisał Finkelstein: "Przedsiębiorstwo Holocaust rości sobie
                pretensje do setek tysięcy parceli na polskiej ziemi, wartych dziesiątki
                miliardów dolarów. (...) Jest to próba wymuszenia skryta pod płaszczykiem
                żydowskiego cierpienia".

                Komentując naciski Przedsiębiorstwa Holocaust na Polskę, prof. Finkelstein
                pisze, że wspiera ono "taktykę silnej pięści, by zmusić Polskę do uległości".
                Według prof. Finkelsteina: "Tak naprawdę to mamy do czynienia z - mówiąc krótko
                - chuligaństwem Przedsiębiorstwa Holocaust".

                prof. Jerzy Robert Nowak, Tygodnik Głos NR 29 (886) 21 lipca 2001
                • Gość: Józef Zawadzki Ale bzdury!! IP: *.addicon.net, / 202.147.34.* 28.06.04, 19:43
                  Przepros i stul pysk!
    • Gość: zapytywacz JA ja ja .... IP: *.czerniakowska.pl / *.elnetplus.waw.pl 28.06.04, 19:46
      Przepraszam ?
    • Gość: zapytywacz thats not the happy END IP: *.czerniakowska.pl / *.elnetplus.waw.pl 28.06.04, 19:47
      GADAJ czy jestes zydem ??????????????????????????????????
      • Gość: Józef Zawadzki Re: thats not the happy END IP: *.addicon.net, / 202.147.34.* 28.06.04, 19:50
        Jestem polskim nauczycielem z Jaroslawia.
        • zapytywacz Re: thats not the happy END 28.06.04, 20:47
          Mam pytanko czy słowa "> Jestem polskim nauczycielem z Jaroslawia" znacza
          doslownie ŻŻŻŻŻŻŻŻŻŻŻŻZZYYYYYYYYYYYYYYYYYYYDDDDDDDDDDDDDDDDDDD ?!
          • Gość: Józef Zawadzki Re: thats not the happy END IP: *.addicon.net, / 202.147.34.* 28.06.04, 20:57
            Tak sie sklada ze jestem w Boga wierzacym katolikiem.
            • zapytywacz Re: thats not the happy END 28.06.04, 21:17
              Hmm fajnie wyminales moje pytanie Gratuluje smile]] no nie ???????
              • Gość: Józef Zawadzki Re: thats not the happy END IP: 207.8.131.* 29.06.04, 02:46
                Jestes troche glupi czy czytac nie potrafisz?
                Odpowiedzialem na twoje pytanie. No Nie???
    • Gość: Agnieszka Ja przepraszam i blagam o przebaczenie. Modle IP: 212.244.226.* 28.06.04, 22:23
      sie tez za narod Izraelski i za jego zwyciestwo nad arabskimi terrorystami.
      Bog wie ze nigdy, przenigdy nie bylo palestynskiego narodu!!
      • Gość: Jastrzebiec Ja tez przepraszam!!! IP: 194.205.223.* 29.06.04, 13:21
    • Gość: Józef Zawadzki Kazdy w Boga wierzacy Polak wie ze czym IP: *.isknet.pl / *.jgora.dialog.net.pl 29.06.04, 22:37
      predzej przeprosimy, tym lepiej!
    • Gość: Barbara Plachta Z Glebokiego Serca Przepraszam.nt IP: 5.5.* / 80.58.35.* 30.06.04, 00:24
    • Gość: Józef Zawadzki Re: _________Kiedy Polacy dorosną do tego________ IP: *.isknet.pl / *.jgora.dialog.net.pl 30.06.04, 20:12
      No wlasnie, kiedy jako narod zjednoczymy sie i przeprosimy ten narod wybrany??
      • Gość: Czytelnik Jak na nauczyciele jestes wyjatkowa pird....ty IP: 213.77.87.* 01.07.04, 20:23
    • menoraim Ha, dla podszywkowych niskoczółkowców zabawa 01.07.04, 22:00
      wielka. I co z tego? Ludzki wstyd.
    • Gość: Nie zyd Re: _________Kiedy Polacy dorosną do tego________ IP: *.sympatico.ca 02.07.04, 00:04
      Dlaczego Zydzi sa tacy obrazalscy?Mozesz powiedziec co chcesz na
      Chinczyka ,Araba ,Polaka ,Czecha ,ale jak cos powiesz na Zyda to zaraz chryja i
      trzeba ich przepraszac za nienawisc i jakies tam inne przestepstwa.Oni zreszta
      nie sa juz wiecej narodem wybranym tak jak mysla, byli ale zaprzepascili to
      blogoslawienstwo.Zachowuja sie wcale nie lepiej z Palestynczykami i nie musza
      ich przepraszac za nic.Zydzi zabili Jezusa!
      • Gość: erec KTO KOGO MA PRZEPROSIĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 00:34
        Kogo muszą przeprosić Żydzi

        Spis treści

        Wstęp

        I. Powinni przeprosić Polaków:
        Za zdradzanie nas na rzecz zaborców
        Za jakże licznych Żydów, szpicli i donosicieli w służbie carów
        Za koncepcje Judeo-Polonii
        Za rozliczne kampanie antypolonizmu
        Za rolę w partii zdrady narodowej - KPP
        Za zdradę Polski na Kresach wiatach 1939-1941
        Za zbrodnie w Koniuchach i Nalibokach
        Za rolę Żydów w stalinizacji Polski
        Za gospodarcze niszczenie Polski w dobie stalinowskiej
        Za zaprzepaszczenie tak wielu polskich szans po 1989 roku

        II. Powinni przeprosić Rosjan:
        Za narzucony im totalitarny system komunistyczny
        Za rolę w sowieckim systemie terroru
        Za dominującą rolę w walce z religią

        III. Powinni przeprosić Węgrów:
        Za tzw. Węgierską Republikę Rad
        Za stalinizację i sowietyzację Węgier w latach 1944-1956
        Za pomoc w nowej sowietyzacji kraju pod rządami Kadara

        IV. Powinni przeprosić Czechów:
        Za wspieranie germanizacji i madziaryzacji Czech przed 1918 r
        Za rolę czeskich Żydów w komunizowaniu Czechosłowacji

        V. Powinni przeprosić Cyganów:
        Za monopolizowanie holocaustu

        VI. Powinni przeprosić Arabów:
        Za zbrodnicze masakry
        Za śmierć tysięcy bezbronnych Arabów, padłych na skutek izraelskiego terroru
        Za grabież ziemi arabskiej
        Za szowinistyczną dyskryminację Arabów

        VII. Powinni przeprosić Amerykanów:
        Za rolę Żydów w Komunistycznej Partii USA
        Za rolę Żydów w szpiegostwie na rzecz Sowietów
        Za forsowanie skrajnie proizraelskiej polityki kosztem narodowych interesów USA
        Za rolę zdominowanego przez Żydów Hollywood w rozbijaniu tradycyjnych wartości

        VIII. Powinni przeprosić amerykańskich Murzynów:
        Za rolę kupców żydowskich w handlu niewolnikami

        IX. Żydzi powinni przeprosić Żydów
        Byli członkowie Judenratów, policji żydowskiej, b. kapo i ich potomkowie powinni
        przeprosić potomków ofiar holocaustu
        Żydzi amerykańscy, kanadyjscy i izraelscy powinni przeprosić Żydów europejskich
        Żydzi antypolscy powinni przeprosić Żydów-polskich patriotów
        Żydzi-komuniści i wybielacze komunizmu powinni przeprosić Żydów-antykomunistów
        Żydzi-fanatycy powinni przeprosić Żydów-rzeczników dialogu

        X. Kilka uwag na koniec

        * numeracja w [nawiasach kwadratowych] odnosi się do początku każdej nowej
        strony w oryginale papierowym

        [3] Wstęp

        Przez wiele ostatnich miesięcy Polska była terenem prawdziwie żałosnego
        spektaklu. Wielka antypolska część mediów, ludzie nowej Targowicy, wytaczali
        Polsce i Polakom proces na oczach świata, żądając pokutnego samobiczowania za
        mord Żydów w Jedwabnem przed 60 laty. Całą Polskę, cały naród, próbowano
        obciążyć winą za mord dokonany z niemieckiej inspiracji i pod niemieckim
        kierownictwem w czasie, gdy na terenach zbrodni rządzili niemieccy okupanci i
        gdy nie istniały żadne polskie struktury państwowe i samorządowe. Cel potępień
        był od początku znany - wpisywał się w wypowiedzianą już kilka lat wcześniej - w
        1997 r. groźbę jednego z przywódców Światowego Kongresu Żydów - Israela Singera.
        Zagroził on już wówczas otwarcie, że Polska "będzie upokarzana", jeśli nie
        ustąpi pokornie wobec żydowskich roszczeń w sprawie odszkodowań za mienie w
        Polsce. Te roszczenia sięgają zaś ogromnej sumy 65 miliardów dolarów - jak
        ostrzega nas żydowski naukowiec z USA - prof. Norman G. Finkelstein, apelując do
        Polaków, by nie ulegali naciskom grupy żydowskich szantażystów.

        Nie wolno pogodzić się z próbami przefarbowywania polskiej historii na czarno,
        bo ulegając im niegodnie zgrzeszymy wobec tak wielu naszych przodków, którzy
        ginęli z imieniem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej na ustach, którzy ginęli po
        to, "żeby Polska była Polską". Nie wolno pogodzić się z lansowanymi przez
        różnych Grossów rasistowskimi wizjami historii świata, które każą Pola­kom
        kornie padać na kolana i przepraszać Żydów jako rzekomo bezgrzeszny naród ofiar
        i aniołów. Każdy naród miał w swej histo­rii wielu ludzi szlachetnych i aniołów,
        ale każdy miał też swoją cze­redę podleców. Podleców, za których może i powinien
        bić się w piersi.

        Faktem jest, że wbrew kłamstwom wpływowych mediów, Żydzi mają aż nadto wiele
        powodów do bicia się w piersi i przepraszania licznych narodów za zachowanie
        swych niegodnych przedstawicieli.

        [4] Prezentowana tu książeczka jest próbą bardzo skrótowego przedstawienia tych
        działań, za które Żydzi powinni przeprosić inne nacje. Co najistotniejsze,
        żydowskie "grzechy" wobec innych nacji, staram się przedstawiać głównie w
        oparciu o uczciwe wyznania samych Żydów, takich jak: Hannah Arendt, Albert
        Einstein, prof. Israel Shahak, prof. Ludwik Hirszfeld, etc., etc.

        I. Powinni przeprosić Polaków:

        - Za zdradzanie nas na rzecz zaborców

        Powszechnie wiadomo, że przez całe stulecia Polska była jedynym schronieniem dla
        Żydów z całej Europy. Zyskała wtedy miano "paradisus Judeorum" (Raj dla Żydów),
        użyte wobec Polski m.in. W Wielkiej Encyklopedii Francuskiej w XVIII w.
        Współczesny historyk żydowski Burnett Litvinoff ocenił w monumentalnym dziele
        "Antysemitism and Modern History" (London 1988, że "przypuszczalnie Polska
        uratowała Żydów od całkowitego wyniszczenia" w wiekach średnich i w dobie
        Odrodzenia. Niestety za to schronienie, udzielane przez stulecia Żydom,
        prześladowanym w całej reszcie Europy, jakże często spotykaliśmy się w dobie
        zaborów z przejawami skrajnej wręcz "ucieczki od wdzięczności" ze strony
        wielkiej części Żydów.

        Słynny żydowski przywódca syjonistyczny dr Leon Reich pisał w 1910 r., że:
        Potrzeba trzymania z silniejszym bierze u Żydów górę nad poczuciem wdzięczności
        (cyt. za: M. Wańkowicz "O Żydach", "Kultura" 7-8,1950, s. 45). Doświadczyliśmy
        tego niestety aż nazbyt często w czasie zaborów. Przeważająca część Żydów
        okazała się całkowicie obojętna na los Polaków w czasie ich najgorszej niedoli w
        zaborze rosyjskim i pruskim (bardziej złożona była sytuacja w zaborze
        austriackim), a częstokroć zdecydowanie stawała po stronie bezwzględnych
        rusyfikatorów i germanizatorów.

        Ci spośród Żydów, którzy poparli Polaków w czasie ich niewoli stanowili
        mniejszość, począwszy od Berka Joselewicza poprzez rabinów Abrahama Kohna
        (otrutego w 1848 r. przez ortodoksyjnego [5] Żyda za swą manifestacyjną
        propolskość) i Meiselsa do Askenazego czy Feldmana.

        Do niesamowitych rozmiarów dochodziło niekiedy identyfikowanie się Żydów z
        zaborcami Polski. Historyk żydowski Jakub Schall wspominał, że w 1848 r. Żydzi
        poznańscy stanowczo odrzucili wezwania do powstania polskiego, twierdząc, że
        czują się Niemcami i że ze sprawą polską nie mają dosłownie nic wspólnego.

        To całkowite identyfikowanie się z Prusami i niechęć do Polski cechowało
        konsekwentnie poznańskich Żydów i wciągu następnego półwiecza. Jeszcze w 1910 r.
        na 26 422 Żydów pruskich 26 400 podało się przy spisie ludności za Niemców, a
        tylko 22 za Polaków (por. M. Stecka "Żydzi w Polsce", Warszawa 1921, s. 45). W
        zaborze rosyjskim tylko raz na kilka lat doszło do prawdziwego przełomu i
        "bratania się" polsko-żydowskiego w okresie bezpośrednio przed Powstaniem
        Styczniowym (by przypomnieć choćby piękną postać Żyda Michała Landego, który z
        krzyżem w ręku zginął od kuł carskich żołdaków w czasie patriotycznej
        manifestacji). Wkrótce po klęsce powstania, gdy rozsrożył się terror rosyjski w
        Polsce, większość Żydów uznała, że nie warto dłużej dzielić losu pokonanych
        Polaków i błyskawicznie się od nich zdystansowała. Szczególne oburzenie w
        polskich środowiskach wywoływało wykupywanie przez niektórych Żydów za bezcen
        majątków, skonfiskowanych przez władze carskie rodzinom polskim, zamieszanym w
        powstanie 1863 r.

        Poparcie przez wielką część Żydów zaborców Polski: Rosjan i Prusaków
        doprowadziło do maksymalnego rozczarowania u polskich twórców w swoim czasie
        najbardziej nawet przychylnie ustosunkowanych do Żydów, od Bolesława Prusa po
        Aleksandra Świętochowskiego. Jakże wymowne pod tym względem są "Kroniki" Prusa z
        lat 1909-1910. Prus pisał wówczas: (...) Stosunek niektórych grup żydowskich do
        Polaków jest nie tylko niegodziwy, ale wprost
        • Gość: erec Re: KTO KOGO MA PRZEPROSIĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 00:36
          Poparcie przez wielką część Żydów zaborców Polski: Rosjan i Prusaków
          doprowadziło do maksymalnego rozczarowania u polskich twórców w swoim czasie
          najbardziej nawet przychylnie ustosunkowanych do Żydów, od Bolesława Prusa po
          Aleksandra Świętochowskiego. Jakże wymowne pod tym względem są "Kroniki" Prusa z
          lat 1909-1910. Prus pisał wówczas: (...) Stosunek niektórych grup żydowskich do
          Polaków jest nie tylko niegodziwy, ale wprost - nieprzyzwoity (...) "litwacy"
          (tj. Żydzi przybyli z Rosji - J.R.N.) odgrywają rolę rusyfikatorów u nas, nawet
          obrażają nas, a Żydzi poznańscy wręcz głoszą, że zawsze walczyli przeciw Polakom
          w interesie Niemiec (...). Ileż to razy wobec Polaków i Rosjan socjaliści
          żydowscy czy nacjonaliści wykrzykiwali, że "Polska jest trupem gnijącym", a
          "Polacy rasą znikczemniałą". (...) Kiedy cala imigracja niemiecka, choćby sprzed
          stu lat, stała się naszą krwią, kością, sercem i duszą, masy żydowskie po wielu
          wiekach są nam obcymi; więcej nawet - niektóre grupy żydowskie przypominają
          armię, która toczy z nami walkę w celu wytępienia czy wygnania większej części
          [6] nas, a zamienienia reszty na swoich lenników, jeżeli nie niewolników! (...)
          (cyt. za: B. Prus "Kroniki", t. XX, Warszawa 1970, s. 147,271,272).

          - Za jakże licznych Żydów, szpicli i donosicieli w służbie carów

          Historia odnotowała całe "legiony" antypolskich Żydów, szpicli i donosicieli.
          Mamy rozliczne dokumenty na temat donoszącym Moskalom Żydów w czasie powstania
          kościuszkowskiego i wojny 1812 r. (ogromna część Żydów trzymała wtedy za
          Moskwą). Do szczególnego "rozkwitu" doszło promoskiewskie szpiclowanie z kręgów
          żydowskich w dobie Królestwa Kongresowego. Maurycy Mochnacki w swym wielkim
          dziele "Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831" (Warszawa 1984, t. I, s.
          95) pisał, że cała policja tajna, tak w Polszcze kongresowej i w guberniach
          naszych, jak we właściwej Moskwie przez Żydów była sprawowana. Znamienne też, że
          gdy lud warszawski zabrał się do wieszania zdrajców i szpiegów w sierpniu 1831
          r., to głównie Żydzi, jako najgorsi donosiciele padli ofiarą tego wybuchu gniewu
          ludu. By przypomnieć choćby niektóre nazwiska powieszonych szpicli, począwszy od
          osławionego Joela Mojżesza Birnbauma po Czyżyka Herszke Jednorączkę, Ejzyka
          Lewkowicza Dzwarca, Abrahama Moszkowicza, Icka Mittelmana, Berka Blinnen-kranza
          czy Fajwela Jekowicza.

          Losy polskie naznaczone zostały aż zbyt wielką ilością spisków zniweczonych
          przez denuncjacje promoskiewskich Żydów-donosicieli. Począwszy od historii
          aresztowania w 1797 r. Sebastiana Ciecierskiego na skutek denuncjacji
          wileńskiego Żyda Tobiasza Abrahamowicza. Aresztowanie doprowadziło w efekcie do
          wykrycia wszystkich uczestników polskiego spisku na Litwie i w Warszawie.
          Niewiele osób niestety wie o nikczemnej roli takich Żydów-donosicieli jak
          właściciel winiarni Nisel Rosenthal, który wydał na śmierć najsłynniejszego
          polskiego emisariusza Szymona Konarskiego, jak Artur Goldman, który wydał
          carskiej policji przywódcę Powstania Styczniowego Romualda Traugutta czy Lejzor
          Butler, który wydał Waryńskiego. Przykłady tego typu można niestety długo, długo
          mnożyć. [7]

          - Za koncepcje Judeo-Polonii

          Za szczególnie oburzający przykład niewdzięczności wobec Polski trzeba uznać
          wysuwane wielokrotnie przez niektórych Żydów rosyjskich, niemieckich i polskich
          pomysły stworzenia tzw. Judeo-Polonii lub Judeo-Polski. Projekty te zmierzały do
          tego, żeby Polska jako prowincja rosyjska lub niemiecka musiała znosić
          szczególne uprzywilejowanie żydowskiej mniejszości narodowej, protegowanej na
          każdym kroku przez antypolski rząd zaborczy. Plany Judeo-Polonii groziły
          umocnieniem ostatecznego rozczłonkowania Polski z pomocą wysługujących się
          zaborcom Żydów. Ta haniebna sprawa jest wciąż jeszcze za mało znana, a przez
          dziesięciolecia PRL należała do najpilniej strzeżonych tematów tabu. Tym, którzy
          podważają w ogóle istnienie projektów Judeo-Polonii, traktując pisanie o nich
          jako wymysł antyżydowski, radzę jak najszybciej zajrzeć do wydanego w 1919 r. w
          Warszawie "Pamiętnika i zjazdu zjednoczenia Polaków wyznania mojżeszowego". W
          książce tej, opisującej przebieg wielkiego, a dziś tak świadomie przemilczanego
          forum kilkuset Żydów - polskich patriotów, już na wstępie znalazło się stanowcze
          potępienie antypolskich pomysłów Judeo-Polonii. Inżynier Kazimierz Sterling, w
          referacie wygłoszonym na zjeździe, napiętnował projekt Judeo-Polonii jako
          śmiertelne zagrożenie dla Polaków, wska­zując na jego autora - syjonistę
          rosyjsko-żydowskiego z Odessy - Wladimira Żabotinskiego. Groził on Polakom w
          artykułach, że jeśli nie pójdą na maksymalne ustępstwa wobec Żydów, to muszą się
          liczyć z tym, że ci pójdą na maksymalne antypolskie współdziałanie z rosyjskimi
          zaborcami.

          W ślad za Żabotinskim z kolejnym projektem Judeo-Polonii tylko, że opartej o
          Niemcy, wystąpił we wrześniu 1914 r. tzw. Deutschen Komittee żur Befreiung der
          Russischen Juden (Niemiecki Komitet Wyzwolenia Żydów Rosyjskich), znany później
          z wielu polakożerczych działań i pomysłów. Sugerował on Niemcom powołanie na
          terenie ziem polskich dawniej zagarniętych przez Rosję państwa buforowego, które
          na trwałe rozczłonkowałoby ludność polską i zapobiegło jej możliwościom
          irredenty. Miało ono być zdominowane przez 6 milionów Żydów z Polski i Rosji.
          Żydzi związani z niemiecką kulturą i językiem dzięki swemu yidish byliby swego
          rodzaju Kulturtregerami niemieckiej cywilizacji w nowym protektoracie. [8] W
          skład utworzonego na terenach między Bałtykiem a Morzem Czarnym państwa
          buforowego wchodziłoby razem 6 milionów Żydów, 1,8 milionów Niemców, 8 milionów
          Polaków, 5-6 milionów Ukraińców, 4 miliony Białorusinów, 3,5 miliona Litwinów i
          Łotyszów.

          Plan państwa buforowego był szczególnie niebezpieczny z polskiego punktu
          widzenia. Jego zrealizowanie doprowadziłoby bowiem do trwałego podziału narodu
          polskiego, z którego 11 milionów pozostałoby poza granicami nowego państwa
          buforowego. Tych zaś osiem milionów Polaków, którzy weszliby do nowego państwa
          buforowego, poddano by intensywnej germanizacji, prowadzonej przez Niemców i
          Żydów. Przy okazji zręcznie rozgrywano by przeciw Polakom wielomilionowe rzesze
          innych narodowości. Byłaby to prawdziwie śmiertelna pętla dla Polski.

          Na szczęście dla Polaków Niemcy ostatecznie nie zdecydowali się na realizację
          tak niebezpiecznego dla nas planu Żydów niemieckich.

          - Za rozliczne kampanie antypolonizmu

          Niewiele osób w Polsce, patrząc na dzisiejszą ofensywę żydowskiego antypolonizmu
          zdaje sobie sprawę, że jest to już kolejna fala polakożerczych kampanii,
          rozpoczętych po raz pierwszy na międzynarodową skalę w czasie I wojny światowej.
          To wtedy właśnie duża część Żydów polskich, niemieckich i amerykańskich wstąpiła
          z najróżnorodniejszymi oszczerstwami na temat Polaków, nagłaśnianymi w różnych
          organach prasy europejskiej i amerykańskiej. Głównym celem ówczesnej kampanii
          antypolonizmu było zapobieżenie powstaniu niepodległej Polski. Dla bardzo wielu
          Żydów (poza patriotycznie polskimi Żydami - asymilatorami, stanowiącymi niestety
          tylko jedną dziesiątą część Żydów polskich), pojawiająca się od początku I wojny
          światowej wizja niepodległości Polski, i to Polski katolickiej, rysowała się
          jako prawdziwy koszmar.

          Niepodległość Polski widziana była przez Żydów (także tych rewolucyjnych z
          SDKPiL na czele z Różą Luksemburg) jako groźba rozdzielenia trzech milionów
          Żydów polskich od trzech milionów Żydów rosyjskich. Robili więc co mogli, by
          temu zapobiec. Wbrew [9] jakimkolwiek faktom upowszechniano na całym świecie
          twierdzenia o okrutnych pogromach na Żydach, przeprowadzanych jakoby przez
          rozbestwionych Polaków. Miał to być dowód, że Polacy w żadnym razie nie dojrzeli
          do jakiejkolwiek niepodległości, zbyt są bowiem dzicy i niebezpieczni dla
          wszelkich nacji wokół. Ta trwająca kilka lat pełna niesamowitych kłamstw
          kampania przyniosła ogromne szkody dobremu imieniu Polski, pomimo prób jej
          przeciwdziałania
          • Gość: erec Re: KTO KOGO MA PRZEPROSIĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 00:37
            Niepodległość Polski widziana była przez Żydów (także tych rewolucyjnych z
            SDKPiL na czele z Różą Luksemburg) jako groźba rozdzielenia trzech milionów
            Żydów polskich od trzech milionów Żydów rosyjskich. Robili więc co mogli, by
            temu zapobiec. Wbrew [9] jakimkolwiek faktom upowszechniano na całym świecie
            twierdzenia o okrutnych pogromach na Żydach, przeprowadzanych jakoby przez
            rozbestwionych Polaków. Miał to być dowód, że Polacy w żadnym razie nie dojrzeli
            do jakiejkolwiek niepodległości, zbyt są bowiem dzicy i niebezpieczni dla
            wszelkich nacji wokół. Ta trwająca kilka lat pełna niesamowitych kłamstw
            kampania przyniosła ogromne szkody dobremu imieniu Polski, pomimo prób jej
            przeciwdziałania ze strony grupy oburzonych antypolskimi oszczerstwami uczciwych
            Żydów. Kilku z nich opublikowało nawet odrębne pozycje książkowe w obronie
            prawdy o Polakach (Benjamin Segel, Bernard Lauer, Herman Feldstein i Emil
            Deiches). Żydowskim polakożercom nie udało się wprawdzie zapobiec "wybiciu się
            Polski na niepodległość", ale udało się im doprowadzić do narzucenia Polsce
            skrajnie niekorzystnego traktatu o mniejszościach narodowych w 1919 r.

            Także w latach międzywojennych niejednokrotnie dochodziło do pojawiania się
            kolejnych fal antypolonizmu, zwłaszcza w niebywale oszczerczej części prasy
            Żydów amerykańskich. Nierzadko za atakami na Polskę i Polaków kryły się
            prosowieckie sympatie dużej części Żydów na Zachodzie. Od 1943 r. po wykryciu
            zbrodni w Katyniu rozpoczęła się - z inicjatywy sowieckiej - nowa fala
            żydowskiego antypolonizmu na Zachodzie. Ataki na Polaków jako rzekomych
            faszystów, antysemitów i nacjonalistów miały odwracać uwagę zachodniej opinii
            publicznej od sowieckich zbrodni, a zarazem przekonywać, że w tak ciemnym jak
            Polska kraju, jedynie twarda sowiecka pięść może być najlepszym zabezpieczeniem
            przed wybuchami polskiego "dzikiego antysemityzmu". Nową, coraz bardziej
            zmasowaną ofensywę antypolonizmu, obserwujemy w ostatnich dziesięcioleciach, od
            filmów "Holocaust" i "Shoah" po "Shtetl" i książki J.T. Grossa. Cele są bardzo
            zróżnicowane, a żydowski antypolonizm korzysta bardzo często ze wsparcia
            niemieckiego i rosyjskiego antypolonizmu. Stąd takie motywy, jak chęć wybielenia
            Niemców kosztem Polaków, wspieranie się wzajemnie Niemców i Żydów w roszczeniach
            wobec Polaków, staranie się o upokorzenie Polski na arenie międzynarodowej,
            nader chętnie wspierane przez ciche intrygi Rosji. [10]

            - Za rolę w partii zdrady narodowej - KPP

            Już w czasie sowieckiego najazdu na Polskę zaznaczył się bardzo znaczący udział
            lewicowych środowisk żydowskich w poparciu dla bolszewickiej napaści (m.in.
            udział Feliksa Kohna i Józefa Unszlichta w samozwańczym "rządzie" komunistycznym
            na usługach Armii Czerwonej w Białymstoku. Ze środowiska żydowskiego wywodził
            się również trzon kierownictwa partii zdrady narodowej - Komunistycznej Partii
            Polski (KPP), w tym jej główny przywódca Adolf Warszawski (Warski). Żydowscy
            komuniści wspierali bez reszty agenturalny program KPP (poparcie dla roszczeń
            terytorialnych wobec Polski na wschodzie i na zachodzie. Jak pisał żydowski
            badacz Jeff Schatz, żydowscy komuniści stanowili 54 procent aktywnego
            kierownictwa KPP w 1935 r. W Warszawie w 1937 r. Żydzi stanowili aż 65 procent
            ogółu członków organizacji komunistycznej.

            - Za zdradę Polski na Kresach w latach 1939-1941

            W wydanej w 1999 r. książce "Przemilczane zbrodnie" szeroko opisałem już
            różnorakie przejawy zdradzenia Polski przez przeważającą część Żydów na Kresach
            wschodnich w latach 1939-1941. Pisałem między innymi o szerokim udziale Żydów w
            antypolskiej dywersji prosowieckiej we wrześniu 1939 r., o jakże licznych
            przejawach denuncjowania Polaków i układania list Polaków do wywiezienia na
            Sybir, o walce z polskimi tradycjami narodowymi i religią katolicką, o
            żydowskiej inteligenckiej Targowicy we Lwowie, o licznych przypadkach mordowania
            Polaków (m.in. wymordowaniu dominikanów w Czortkowie przez żydowskich NKWD-zistów).

            - Za zbrodnie w Koniuchach i Nalibokach

            Ciągle niewiele się robi dla jak najszybszego zakończenia śledztwa (wszczętego
            przez IPN na skutek udokumentowanych nalegań Kongresu Polonii Kanadyjskiej) w
            sprawie mordów popełnionych na kilku setkach polskich mieszkańców wsi Koniuchy
            [11] i Naliboki, w tym wielu kobiet i dzieci. Ustalenie sprawców okrutnego mordu
            popełnionego 29 stycznia 1944 r. przez żydowskich partyzantów sowieckich na 300
            polskich mieszkańcach wsi Koniuchy nie jest szczególnie trudne. Paru z nich
            bowiem wręcz chlubiło się swymi zbrodniczymi "dokonaniami". Na przykład Chaim
            Lazar opisywał w książce "Destruction and Resistance" (New York, Shengold
            Publisher, 1985, s. 174-175): Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyzantów z
            wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w kierunku wsi. Było
            wśród nich około 50 Żydów, przewodzonych przez Jaakowa Prennera. o północy
            przybyli oni na koniec wsi i zajęli odpowiednie pozycje. Rozkaz nakazywał nie
            pozostawić ani jednej żywej duszy. Nawet zwierzęta domowe miały być wybite, a
            cała własność zniszczona... Sygnał dano tuż przed świtem. Wciągu niewielu minut
            otoczono wieś z trzech stron, z czwartej strony była rzeka i jedyny most, który
            znajdował się w rękach partyzantów. Partyzanci, z zawczasu przygotowanymi
            pochodniami, podpalali domy, stajnie i spichlerze, otwierając intensywny ostrzał
            domów... Półnadzy chłopi wyskakiwali z okien szukając drogi ratunku. Wszędzie
            czekały na nich jednak nieszczęsne kule. Wielu wskakiwało do rzeki i płynęło nią
            ku drugiemu brzegowi, ale i ich również spotka ten sam los. Misja została
            wypełniona w ciągu krótkiego czasu. Sześćdziesiąt rodzin liczących około 300
            ludzi zostało zabitych; nikt z nich nie przeżył.

            Potwierdzenie opisów rzezi dokonanej na polskich chłopach przez żydowskich
            partyzantów znajdujemy również w paru innych książkach żydowskich autorów, m.in.
            Isaaca Kowalskiego. Znane są nawet nazwiska niektórych żydowskich partyzantów
            uczestniczących w rzezi na Polakach: Israel Weiss, Schlomo Brand, Chaim Lazar,
            Jacob Prenner, Isaac Kowalski, Zalman Wolozni.

            Pomimo że minęło już ponad pięć miesięcy od ogłoszenia przez IPN o wszczęciu
            śledztwa w sprawie mordu w Komuchach, ciągle nie słyszymy żadnych oficjalnych
            enuncjacji p. Kieresa na temat postępów tego śledztwa. Czy dlatego, że w
            Koniuchach zginęli tylko Polacy? A przecież w tym czasie, gdy tak niegodnie
            milczy szef IPN - p. Kieres, wyszły na jaw nowe informacje odsłaniające
            okrucieństwo zbrodni popełnionej przez komunistów żydowskich na mieszkańcach
            Koniuchów. Były to przede wszystkim wstrząsające relacje na temat masakry
            Polaków publikowane w polskiej gazecie wileńskiej Naszej Gazecie w marcu 2001 i
            w polonijnym periodyku Gazeta z Toronto z maja 2001 r. Oto fragmenty tych, jakże
            wstrząsających świadectw. [12] Dlaczego dokonano tego mordu na Polakach z
            Koniuchów? Bo chciano "odpowiednio" odstraszająco ukarać mieszkańców wioski,
            która chciała się bronić przed ciągłymi rabunkami. Polscy chłopi zorganizowali
            jednostkę samoobrony, aby chronić wieś przed ciągłym rekwirowaniem żywności. Bo
            wieś już nie miała dosłownie środków do życia. Wileńska "Nasza Gazeta" z 29
            marca 2001 r. przytacza relację naocznego świadka Liliany Narkowicz opisującą,
            że partyzanci dokonywali wciąż grabieżczych napadów, niczym bandyci. Nasi
            mężczyźni zbuntowali się. Nie mieliśmy, czym karmić własnych dzieci. U
            niektórych bieda aż piszczała.

            Innym przykładem rzezi dokonanej na Polakach przez żydowskich partyzantów
            sowieckich był los miasteczka Naliboki w powiecie Stołpce, województwo
            nowogrodzkie. 8 maja 1943 r. o świcie 128 polskich mieszkańców tego miasteczka
            zostało wymordowanych przez partyzantów dowodzonych przez dwóch żydowskich
            dowódców Tuwię Bielskiego i Szolema Zorina. Wacław Nowicki, uratowany świadek
            tych wydarzeń tak opisywał w książce "Żywe echa" (Warszawa 1993) rzeź na
            Polakach, gdy o świcie przybyli partyzanci-mordercy: Godzina 5 r
            • Gość: erec Re: KTO KOGO MA PRZEPROSIĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 00:38
              Innym przykładem rzezi dokonanej na Polakach przez żydowskich partyzantów
              sowieckich był los miasteczka Naliboki w powiecie Stołpce, województwo
              nowogrodzkie. 8 maja 1943 r. o świcie 128 polskich mieszkańców tego miasteczka
              zostało wymordowanych przez partyzantów dowodzonych przez dwóch żydowskich
              dowódców Tuwię Bielskiego i Szolema Zorina. Wacław Nowicki, uratowany świadek
              tych wydarzeń tak opisywał w książce "Żywe echa" (Warszawa 1993) rzeź na
              Polakach, gdy o świcie przybyli partyzanci-mordercy: Godzina 5 rano, 8 maja 1943
              r. Długa seria z kaemu rozpruła poniżej okien frontową ścianę naszego domu,
              stojącą pod nią kanapą - przeleciała przez pokój i ugrzęzła w przeciwległej
              ścianie zaledwie [13] kilka centymetrów nad naszymi głowami (...). Mama dopadła
              okna. -"Wieś plonie!" - krzyczy (...). o godzinie 7.00 ściany i jęki ucichły.
              Zewsząd wiało grozą śmierci i zniszczenia. Ocaleni od pogromu mogli teraz
              zobaczyć tragedię swego miasteczka i dokonanego w nim ludobójstwa. W niespełna 2
              godziny zginęło 128 niewinnych ludzi. Większość z nich, jak stwierdzili potem
              naoczni świadkowie, z rąk siepaczy Bielskiego i "Pobiedy".

              Mordercy obojga płci wpadali do mieszkań i seriami z automatów unicestwiali we
              śnie całe rodziny, a obrabowane w pośpiechu (nawet z zegarków) domostwa palili i
              pijani od krwi z okrzykiem "hura" szli dalej mordować. Wielu zbudzonych nagłą
              strzelaniną i jękiem sąsiadów wylatywało na podwórko. Tych rozstrzeliwano z
              dziećmi pod ścianami chat. Jedni i drudzy wraz z domostwem obracali się w
              popiół. Daleko słychać było ryk bydła i rżenie zagrabionych koni. Podczas
              dantejskiego pogrzebu trudno było zidentyfikować pozostałe czasem tylko kończyny
              dzieci, rodziców, dziadków z rodów Karniewiczów, Łojków, Chmarów i wielu innych.

              Warto tu dodać, że żydowski dowódca partyzancki Tuwia Bielski był wymieniony
              jednoznacznie jako sprawca rzezi w Nalibokach między innymi w publikowanym w
              "Magazynie Gazety Wyborczej" z 15 listopada 1996 r. tekście Jacka Hugo Badera "A
              rewolucja to miała być przyjemność". Bader pisał tam m.in. cytując relacje
              partyzanckie z tamtych lat: Zaczęły się masowe rabunki wsi. l to nie było raz
              czy dwa, ale jedni wychodzili, drudzy wchodzili. Miejscowi zaczęli więc walczyć
              o chleb, organizowali polsko-białoruską samoobronę. My ją wspieraliśmy. Sowieci
              likwidowali. Wykańczali wioski. Derewno, Rubieszewicze, Starynki, Michałowo. W
              Nalibokach wyrżnęli 127 ludzi z samoobrony. Wszyscy mówili, że Naliboki zrobił
              Bielski. Wcześniej J. Hugo Bader pisał, że Tuwia Bielski był partyzantem
              żydowskim. Inny rozmówca Badera - Boradyn tak mówił o żydowskich partyzantach z
              oddziałów Tuwii Bielskiego i Szolema Zorina: Grupy rabusiów i tyle, którzy
              brali, od kogo popadnie. Jedzenie, dziecięce ubrania, pościel, łyżki, widelce,
              kosztowności...

              Obraz uzupełnia w tekście Badera relacja b. żydowskiego partyzanta, dziś emeryta
              - Jakowa Rumowicza. Wspominał on: U nas prawie połowa to Żydzi byli, ale co to
              za partyzanci? Grabili tylko i gwałcili. [14]

              - Za rolę Żydów w stalinizacji Polski

              Od dłuższego czasu trwa proces wybielania roli Żydów w stalinizowaniu Polski, a
              w szczególności w rozwijaniu najokrutniejszego instrumentu stalinowskiego
              terroru - Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Urzędów Bezpieczeństwa.
              Dokonuje się prawdziwych ekwilibrystyk w wyliczaniu Żydów w bezpiece i ich
              procentowego udziału w UB (choćby w tekstach K. Kerstenowej, znanej niegdyś
              chwalczyni komunizmu, począwszy od jej osławionej książki o PKWN). Obliczeniami
              procentowymi, które mają stawiać na równi każdego podrzędnego prymitywnego ubeka
              z Pacanowa czy Grójca z wyrafinowanymi nadzorcami bezpieki na szczytach typu
              Bermana, próbuje się maksymalnie zaciemniać faktyczną sytuację. Wszelkie rekordy
              pod względem wybielania roli Żydów w bezpiece pobił jednak osławiony antypolski
              hochsztapler Jan Tomasz Gross, pisząc w wydanej w 2000 roku w USA pracy
              zbiorowej "Politics of Retribution", że w polskiej bezpiece było wszystkiego
              "kilka tuzinów" Żydów. Dlatego tak istotne wydaje się przypomnienie, że nie
              chodziło o rzekomą małą garstkę Żydów w bezpiece, lecz o ich bardzo wielkie
              ilości w aparacie stalinowskiego terroru, i to na kluczowych pozycjach.
              Począwszy od faktycznego nadzorcy całego aparatu terroru, niszczącego tysiące
              polskich patriotów - Jakuba Bermana, przez lata członka Biura Politycznego KC
              PPR, a później KC PZPR odpowiedzialnego za nadzór nad bezpieką. Był to
              najbardziej niebezpieczny dla Polski morderca zza biurka, faktycznie zbrodniarz
              Numer Jeden, którego nigdy za swe zbrodnie nie ukarano.

              Oto przykładowo niektóre funkcje sprawowane przez żydowskich bezpieczniaków.
              Wiceministrowie Bezpieczeństwa Publicznego: Mieczysław Mietkowski i Roman
              Romkowski, dowódca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego Juliusz Hibner, dyrektor
              Gabinetu Ministra BP, później m.in. p.o. dyrektora Departamentu III MBP
              (Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego) Leon Ajzen-Andrzejewski, p.o.
              dyrektora Gabinetu Ministra BP Zygmunt Braude, dyrektor Centralnej Szkoły MBP w
              Łodzi, później dyrektor Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW Mieczysław
              Broniatowski, dyrektor Departamentu V, a później III MBP Julia Brystiger,
              dyrektor Gabinetu Ministra BP Juliusz Burgin, dyrektor Depar­tamentu VII, a
              później dyrektor Departamentu III MBP Józef Czaplicki, [15] dyrektor Gabinetu
              Ministra BP Michał Drzewiecki, dyrektor Departamentu X MBP Anatol Fejgin,
              dyrektor Departamentu Śledczego MBP Józef Różański, dyrektor Departamentu
              Organizacji i Planowania MBP Michał Hakman, dyrektor Departamentu Szkolenia MBP
              Maria Kamińska, wicedyrektor Departamentu i MBP Julian Konar, dyrektor
              Departamentu IV MBP Józef Kratko, dyrektor De­partamentu Więziennictwa MBP
              Dagobert Jerzy Łańcut, dyrektor Centralnego Archiwum MBP Zygmunt Okręt, dyrektor
              Departamentu II MBP Leon Rubinsztejn, dyrektor Departamentu IV MBP Aleksander
              Wolski-Dyszko, wicedyrektor Departamentu X MBP Józef Światło, p.o. dyrektor
              Departamentu II MBP Michał Taboryski, dyrektor Departamentu Służby Zdrowia MBP
              Leon Gangel, dyrektor Centralnych Konsumów MBP Feliks Goldsztajn, wicedyrektor
              Departamentu Finansowego MBP Edward Kalecki, dyrektor Departa­mentu Służby
              Zdrowia MBP Ludwik Przysuski, wicedyrektor Departamentu Służby Zdrowia MBP Leon
              Stach, wicedyrektor Departamentu VII MBP Marek Fink, wicedyrektor Departamentu
              Szkole­nia MBP Helena Gruda, wicedyrektor Departamentu IV MBP Bernard Konieczny,
              wicedyrektor Departamentu III MBP Czesław Ringer, wicedyrektor Departamentu V
              MBP Józef Tymiński.

              Prawdziwa Liga Dyrektorów. Przykłady tego typu osób narodowości żydowskiej na
              kluczowych stanowiskach w bezpiece można by jeszcze bardzo długo mnożyć (por.
              szerzej źródłowe opracowanie M. Piotrowskiego "Ludzie bezpieki z walce z Narodem
              i Kościołem. Służba Bezpieczeństwa w Polskiej Rzeczypospolitej ludowej w latach
              1944-1978 - Centrala", Lublin 2000, s. 313-345).

              Dodajmy do tego fakt, że decydującą rolę w Ministerstwie Sprawiedliwości
              odgrywał wiceminister Leon Chajn, przy figurancie ministrze polskiego
              pochodzenia. Dodajmy odpowiedzialnych za represję tak licznych sędziów i
              prokuratorów żydowskiego pochodzenia typu Heleny Wolińskiej, bezpośrednio
              odpowiedzialnej za mord na generale "Nilu" E. Fieldorfie, Marii Gurowskiej,
              zastępcy prokuratora generalnego PRL Henryka Podlaskiego, zastępcy prezesa
              Najwyższego Sądu Wojskowego Oskara Szyi Karlinera, szefa Głównego Zarządu
              Informacji Wojska Polskiego płk Stefana Kuhla, zwanego "krwawym Kuhlem",
              prokuratora Benjamina Wajsblecha, prokurator Pauliny Kern, sędziego Emila Merza,
              płk Józefa Feldmana, płk Maksymiliana Lityńskiego, płk Mariana Frenkiela, płk
              Nauma [16] Lewandowskiego, prokuratorów w Prokuraturze Generalnej: Benedykta
              Jodelisa, Paulinę Kern, płk Feliksa Aspisa, płk Eugebiusza Landsberga, sędziego
              Stefana Michnika etc.etc.

              Wybielaczom roli Żydów w UB i generalnie w stalinowskiej władzy warto
              przypomnieć jednobrzm
              • Gość: erec Re: KTO KOGO MA PRZEPROSIĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 00:41
                Wybielaczom roli Żydów w UB i w stalinizacji Polski warto przypomnieć również
                prawdziwie uczciwe i obiektywne świadectwa Polaków żydowskiego pochodzenia lub
                polskich Żydów na ten temat. Andrzej Wróblewski, wybitny krytyk teatralny
                żydowskiego [18] pochodzenia w książce "Być Żydem" (Warszawa 1993, s. 181)
                pisał: Proporcjonalnie więcej było Żydów wśród katów niż ofiar, i chociaż nie
                wszyscy byli równie gorliwi, to jednak w powszechnym odbiorze postrzegana była
                ich aktywność. W innym miejscu swej książki Wróblewski ubolewał, że w 1968 roku
                pod płaszczykiem dotkniętej godności wyjeżdżali z kraju Żydzi, którzy służyli w
                UB, byli sędziami czy prokuratorami z rękami umazanymi po łokcie we krwi.
                Najwybitniejszy chyba polski twórca pochodzenia żydowskiego, który zadebiutował
                po wojnie, Leopold Tyrmand tak pisał w 1972 roku we wciąż świadomie
                przemilczanej dziś w Polsce "Cywilizacji komunizmu": Amerykańskie uniwersytety
                przygarniają dziś Żydów, którzy przez prawie 25 lat swych służb w policjach
                politycznych Europy wschodniej ciężko prześladowali ludzi - w tym także innych
                Żydów - walczących o prawo do niezawisłości sumienia. Dziś Żydzi ci chronią się,
                za swe niegdyś tak łatwo zapomniane żydostwo. Fakt, że w Polsce w 1968 roku
                przypomniano im nagle i brutalnie, że są Żydami, jest faktem groźnym i
                odrażającym, wymagającym napiętnowania i potępienia. Ale nie czyni z nich ludzi
                godnych szacunku, a nawet współczucia, a już zupełnie nie upoważnia do
                solidaryzowania z nimi. (...) Ludzie ci nie mają moralnego prawa do obrony,
                przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistości, w której po 25
                latach dojść mogło do tak karykaturalnych zwyrodnień myśli i pojęć, jako
                inżynierowie tej struktury, w której monstrualne kłamstwo tak łatwo jest uczynić
                prawem życia. Trudno jest zapomnieć ich fanatyczną wiarę w zło, jaką głosili w
                komunistycznych gazetach, książkach, artykułach, filmach (...) (L. Tyrmand:
                "Cywilizacja komunizmu", Londyn 1972, s. 220-221).

                Przypomnijmy również zapiski w dzienniku wybitnego twórcy pochodzenia
                żydowskiego pisarza Marian Brandysa: Żydzi, którzy pozostali, weszli niemal w
                całości do nowej klasy rządzącej (..) Żydzi garnęli się do władzy jak ćmy do
                ognia (M. Brandys: "Dziennik 1976-1977", Warszawa 1996, s. 235, 244). Profesor
                żydowskiej literatury Ruth R. Wisse przypomniała na łamach elitarnego
                żydowskiego czasopisma "Commentary" w styczniu 1987 roku, że: Sowieci mają
                długie doświadczenie w Polsce w wykorzystywaniu Żydów na swą korzyść. Bardzo
                zręcznie pomogli oni w zatruciu stosunków polsko-żydowskich po wojnie przez
                wyznaczenie wielu Żydów na widoczne pozycje władzy w niepopularnym rządzie
                komunistycznym (...). Dodam do tego opinię słynnego żydowskiego partyzanta doby
                wojny, później zakonnika Daniela Rufeisena: i jeszcze do tego po wojnie Żydzi
                źle przysłużyli się sprawom Polski (cyt. [19] za A. Tuszyńska: "Kilka portretów
                z Polską w tle", Gdańsk 1993, s. 138).

                Żydowska lekarka Adina Blady Szwajgier zwierzała się w rozmowie z Anką
                Grupińską: Proszę nie zapominać, jaka była rola Żydów w Polsce w okresie
                powojennym. Kiedy dziś rozlicza się zbrodnie stalinizmu... A nie mogę
                powiedzieć, żeby tam Żydów nie było (...) Niech pani pamięta, że większość tych
                Żydów, którzy wrócili po wojnie do Rosji, zajęła natychmiast najlepsze
                stanowiska, których nie mogliby zająć przed wojną. Łatwiej było Żydowi o to
                stanowisko niż Polakowi. Bardzo to mądra polityka Stalina (...) Żydom bardziej
                wierzono niż Polakom (...) Ja myślę, że Polacy po wojnie, wielu z nich przeżyło
                potworny koszmar. I niestety, utożsamiane to jest z Żydami (...) Ta ojczyzna
                była niedobra nie tylko dla Żydów, prawda? Zresztą po wojnie była najmniej
                niedobra dla Żydów (A. Grupiński: "Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta
                warszawskiego", Warszawa 2000, s. 184,186).

                Godne uwagi na ten temat jest również świadectwo żydowskiego historyka i
                publicysty Feliksa Mantela, który przez pewien czas po 1944 roku uczestniczył w
                życiu publicznym Polski zwanej Ludową, był nawet krótko wiceministrem, aby
                ostatecznie wylądować na emigracji. Po latach bardzo ostro wspominał obserwowany
                w Polsce po 1944 roku run na posady ze strony różnych osób żydowskiego
                pochodzenia, pisząc: Faktycznie Żydzi byli tylko instrumentem w rękach polityków
                sowieckich (...) Winą niezaprzeczoną tych Żydów, polskich komunistów jest to, że
                dali się użyć jako instrument polityki sowieckiej, drogi dążącej do ujarzmienia
                narodu polskiego (F. Mantel: "Stosunki polsko-żydowskie. Próba analizy", Paryż
                1986, s. 11).

                Podobnie oceniał rolę jakże wielu Żydów-komunistów znany naukowiec żydowskiego
                pochodzenia, były dziekan Wydziału Filozoficznego UW, odsunięty po marcu 1968
                r., profesor Stefan Morawski. W tekście publikowanym w książce "Krajobraz po
                szoku" (Warszawa 1989, s. 20) Morawski wyznawał: (...) popełniono mnóstwo błędów
                wysuwając tuż po wojnie ludzi pochodzenia żydowskiego na wysokie stanowiska w
                Służbie Bezpieczeństwa i wojsku. A większość z nich na nie chyba nie zasługiwała
                (...) Jestem przekonany, że ta społeczność dała się w niecny sposób wykorzystać
                jako instrument w długoletniej krucjacie ujarzmiania Polski przez Stalina. W
                świetle tego: nie to zaważyło, że w polskiej partii komunistycznej - tak jak w
                ogóle w historii ruchu komunistycznego - był ogromny procent ludzi pochodzenia
                żydowskiego. Zaważyło to, że tymi właśnie ludźmi, ponieważ innych chętnych nie
                było, obsadzano [20] najwyższe i najlepsze stanowiska. A ludzie ci częstokroć
                nie mieli odpowiednich kwalifikacji. To był za duży kapelusz na owe głowy (...).

                Wybitny matematyk pochodzenia żydowskiego Hugo Steinhaus zapisał w swym
                dzienniku już 18 marca 1945 roku: w prezydium Rady Ministrów Żydzi mają 80 proc.
                posad. To samo na innych wyższych stanowiskach (H. Steinhaus: "Wspomnienia i
                zapiski", Londyn 1992, s. 298).

                Warto może przypomnieć również dziś całkowicie niemal zapomniany tekst czołowego
                polskiego Żyda Stanisława Krajewskiego z 1983 roku, a więc z czasów, gdy o wiele
                obiektywniej niż dziś starał się podejmować sprawy stosunków polsko-żydowskich.
                Pisząc na łamach KOR-owskiej "Krytyki" pod pseudonimem Abel Kainer, Krajewski
                stwierdzał: Istotnie poważną część kierowniczych stanowisk w MBP (Ministerstwie
                Bezpieczeństwa Publicznego - J.R.N.) za czasów Bieruta zajmowali Żydzi, czy
                ludzie pochodzenia żydowskiego. Jest to fakt, którego nie wolno pomijać, fakt
                mało znany na Zachodzie, niezbyt chętnie wspominany przez Żydów w Polsce. I o to
                właśnie chodzi, że dziś Żydzi polscy, w tym i sam pan Krajewski, jeszcze
                bardziej niż kiedykolwiek starają się pomijać ponurą przeszłość jakże wielu
                Żydów stalinowskich, tym chętniej za to odprawiając różne sądy nad Polakami.
                Może te kilka przykładów z jakże bogatego zestawu podobnych świadectw
                (przygotowuję na ten temat odrębną grubą książkę) wystarczy do zasygnalizowania:
                historyk pamięta! Może te przykłady zniechęcą również amatorów szerzenia równie
                hucpiarskich kłamstw jak te, które głosi ambasador Izraela w Polsce Szewach
                Weiss. Maksymalnie negując rolę Żydów w stalinizacji Polski Weiss posunął się do
                stwierdzenia, że wszystkiego było zaledwie kilku (Żydów) funkcjonariuszy w
                aparacie komunistycznej władzy!

                - Za gospodarcze niszczenie Polski w dobie stalinowskiej

                Żydowscy prominenci na czele z Hilarym Mincem, dyktatorem całej gospodarki
                polskiej w dobie stalinizmu, zadali niezwykłe ciosy polskiej gospodarce, dopiero
                dźwigającej się ze zniszczeń wojennych. Minc "wsławił się" już przeprowadzeniem
                tzw. bitwy o handel. Bitwy, która w katastrofalny sposób zdruzgotała polski [21]
                handel i prywatną inicjatywę. To on wywarł decydujący wpływ na wprowadzenie we
                wrześniu 1948 roku nowej skrajnie sekciarskiej polityki rolnej, niszczącej
                szansę realnego rozwoju wsi. Maria Dąbrowska zapisała w swym dzienniku pod datą
                8 września 1948 r. następujący komentarz do głoszącego całkowitą zmianę polityki
                wobec wsi referatu Minca:
            • abc.absolutny.brak.czola Tak ereku, tak. To wszystko ....abc. 02.07.04, 00:40
              A propos jak jest zdrobnienie od erec?

              erekcik?
              • Gość: erec KTO KOGO MA PRZEPROSIĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 00:42
                Żydowscy prominenci na czele z Hilarym Mincem, dyktatorem całej gospodarki
                polskiej w dobie stalinizmu, zadali niezwykłe ciosy polskiej gospodarce, dopiero
                dźwigającej się ze zniszczeń wojennych. Minc "wsławił się" już przeprowadzeniem
                tzw. bitwy o handel. Bitwy, która w katastrofalny sposób zdruzgotała polski [21]
                handel i prywatną inicjatywę. To on wywarł decydujący wpływ na wprowadzenie we
                wrześniu 1948 roku nowej skrajnie sekciarskiej polityki rolnej, niszczącej
                szansę realnego rozwoju wsi. Maria Dąbrowska zapisała w swym dzienniku pod datą
                8 września 1948 r. następujący komentarz do głoszącego całkowitą zmianę polityki
                wobec wsi referatu Minca: (...) Dziś znów Hilary Minc wypowiedział wielka wojnę
                "bogatym chłopom". W mowie tej pełno niewiarygodnych głupstw, nienawiści do
                Polski, bałwochwalczej czci dla Rosji, pełno takich kłamstw o tym kraju, że koń
                by się uśmiał (...) (M. Dąbrowska: "Dzienniki powojenne 1945-1949", Warszawa
                1996, s. 278).

                Jedno konsekwentnie realizował Minc w praktyce - zasadę otaczania się na każdym
                kroku "swoimi" narodowościowo towarzyszami. Dominowało dość szczególnie
                kryterium awansów, o którym tak wspomina znany krytyk teatralny żydowskiego
                pochodzenia Andrzej Wróblewski w książce "Być Żydem": (...) Sztab Minca, jego
                otoczenie składało się w większości z ludzi pochodzenia żydowskiego.

                Szczególne szkody dla Polski przyniósł realizowany pod kierownictwem Minca tzw.
                plan 6-letni ze skrajnie zawyżonymi, irrealnymi zadaniami, które wciąż
                podnoszono pod hasłami umocnienia "obronności" w kraju przed "imperialistami". W
                rezultacie wyciskania z ludności wszystkiego, co tylko się dało, w
                przyspieszonym tempie spadała stopa życiowa, a zwłaszcza konsumpcja przetworów
                zbożowych i mięsa. Coraz powszechniejsze wówczas nastroje totalnego
                przygnębienia i frustracji w społeczeństwie dobrze wyrażał popularny wśród
                śląskich górników dwuwiersz:

                Panie Truman, spuść ta bania
                Bo tu nie do wytrzymania!

                - Za zaprzepaszczenie tak wielu polskich szans po 1989 roku

                Żydowskie środowiska byłej tzw. opozycji laickiej na czele z B. Geremkiem i
                Michnikiem ponoszą ogromną część winy za zaprzepaszczenie szans na prawdziwie
                głębokie przemiany w Polsce po czerwcu 1989 roku. To oni gremialnie poparli
                politykę "grubej kreski" aż doszli do jej uwieńczenia osławionym bruderszaftem
                Michnika i gen. Jaruzelskiego. To oni odpowiadają za zablokowanie [22] w Polsce
                lustracji i dekomunizacji na wzór przemian czeskich, za utrzymanie w rękach
                postkomunistów jakże wielu dźwigni władzy, od czołowych pozycji w gospodarce po
                media. To oni odpowiadają również za narzucenie Polakom niszczącego planu
                Sorosa-Sachsa-Balcerowicza i za skrajną prywatyzację - czytaj: wyprzedaż za
                bezcen najcenniejszych "kąsków" z polskiego przemysłu, banków etc. To oni są
                wreszcie szczególnie odpowiedzialni za skrajna politykę ciągłych jednostronnych
                ustępstw - wbrew polskim interesom narodowym - w negocjacjach z Unią Europejską.

                jerzyrobertnowak.w.interia.pl/Ksiazki/kogo_musza_przeprosic_zydzi.htm
        • pan.scan No tak. Idioty ciężka robota za frajer. 02.07.04, 00:43
          A wytarczył jeden ruch myszki.


          jerzyrobertnowak.w.interia.pl/Ksiazki/kogo_musza_przeprosic_zydzi.htm

          Sp.ierdalaj, Przeszlachetny.
          • Gość: . Podszywa-swinska oczywiscie IP: *.in-addr.btopenworld.com 03.07.04, 14:34
    • Gość: Józef Zawadzki Bylem pewny ze Pan to zrozumie. IP: 209.2.108.* 02.07.04, 16:02
      Zaprzeczanie tak oczywistej sprawie tylko kaleczy nasz narod.
    • Gość: ------------------ Re: _________Kiedy Polacy dorosną do tego________ IP: *.mad.east.verizon.net 15.07.04, 13:54
      co za pacan!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka