Snajper przywołał mój nick w kontekście ostatnich wypowiedzi reżysera Brauna. Czuję się więc zobowiązany zabrać głos, gdyż nie jest do końca tak jak napisał marudny, że Braun do sz0ka ma się tak jak piernik do wiatraka. Snajperowi dobrze się skojarzył mój nick (znaczy, że coś tam pamięta z tego co pisałem), ale.. no zawsze jest to jakieś ALE, które jednak robi sporą „różnicę” (jak w słynnej reklamie).
Niejednokrotnie na tym forum pytany „no i jak niby chciałbyś wprowadzić tą monarchię”, byłem zmuszony przyznać, że tak na prawdę nie widzę innego sensownego rozwiązania jak jakiś przewrót / zamach stanu / wykorzystanie dużych wydarzeń historycznych (w stylu wojna, itp.). Pisałem też, że mój rozbrat z Januszkiem i szeroko pojętym środowiskiem UPR wynikał właśnie z tego, że oni uporczywie trzymali się dupokratycznej rzeczywistości, starając się (z wiadomym i przecież oczywistym skutkiem) w niej coś zdziałać i odnieść „sukces” (jakkolwiek mierzony). A powinno się przede wszystkim działać oddolnie, zdejmować masom klapki z oczu, pokazując absurdy demokracji i chorobę tego systemu, a przede wszystkim kształcić elity, ze szczególnym naciskiem na wojsko, mundurowych (co jest logiczną konsekwencją tego co napisałem wyżej).
Pisałem również, że taka zmiana systemowa jest niezwykle trudna i prawie nie do wyobrażenia, ze względu na „opór społeczny”, będący wynikiem dziesięcioleci prania mózgów i dominującej we współczesnym świecie roli mediów. Mediów, które demokrację kochają. Kochają dlatego, że umożliwia im ona wpływ na masy i ich kreowanie (urabianie i kanalizowanie nastrojów, a w efekcie „sterowanie” wynikami wyborów). Tak gigantyczną władzę nad masami, raz zdobytą, oddać generalnie nie sposób. Stąd też i zdarzało mi się napisać (co pewnie byłoby łatwo znaleźć), że w „idealnej rzeczywistości” najlepiej by było jakby ktoś nagle zrzucił bombę atomową na wszystkie ośrodki medialne, „magicznie” wyłączył całą telewizję i radio, co oczywiście było swoistą „licentia poetica”, a nie żadnym nawoływaniem do mordów. Jako konserwatysta, szanujący prawa boskie, życie, wolność i własność jestem oczywiście przeciwnikiem mordowania ludzi tylko dlatego, że są kanaliami, szujami i generalnie wyznawcami anty-cywilizacji i anty-kultury. Co prawda Braun wyciąga ciężkie działa w postaci „zdrady”, ale tą że zdradę należy udowodnić przed Trybunałem Stanu i dopiero wysyłać na stryczek, a nie dokonywać samosądów.
No ale to jeśli chodzi o „media”. Wyznawcy świętej dupokracji jednak zaraz na mnie naskoczą, że jak to niby wyobrażam sobie te wszystkie przewroty i zamachy stanu bez ewentualnych ofiar w ludziach i będą mieli po części rację. Bo rzeczywiście raczej ciężko sobie coś takiego wyobrazić (a czym skończyła się „bezkrwawa” zmiana systemu to widzimy w PRL-bis, w którym żyjemy od przeszło 20 lat). Zmiana systemu to niestety nie jest pstryknięcie palcami. Toć sam tryumf dupokracji tego dobitnie dowodzi. Aby obalić monarchie w całej Europie trzeba było istnych hekatomb i setek milionów ofiar... rewolucje francuska, bolszewicka, dwie wojny światowe... to wszystko aby zapanował „novus ordo seclorum”...
Przy tych faktach poczynania bohaterskich generałów Franco, czy też Pinoczeta, tak chętnie przywoływanych przez lewactwo, jako rzekomy dowód na „faszyzm”, „nazizm”, „zamordyzm” i „mordercze instynkta” prawicy, przyprawiają każdego myślącego człowieka o ból zębów... Spróbujmy bowiem wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, że w III Rzeszy, tudzież Sowietach pojawia się jakiś dzielny generał, który przeprowadza zamach stanu i obala krwawych satrapów, wprowadzając przeciwieństwo ich rządów. No czyż patrząc z dzisiejszej perspektywy nie rozpływalibyśmy się nad kimś takim w samych superlatywach jako „wybawcy ludzkości”? Nawet gdyby podczas tego przewrotu przyszło mu wyciąć w pień kilkuset, czy nawet kilka tysięcy hitlerowców, czy innych stalinowców... No a czymże się od takiej hipotetycznej postaci różni gen. Pinoczet likwidujący miłośnika Hitlera, uskuteczniającego w Chile w najlepsze „socjalistyczny raj” – Allende, czy Franco stawiającego tamę hiszpańskim bolszewikom, starającym się usilnie prześcignąć w barbarzyństwie i zezwierzęceniu swoich sowieckich mocodawców?
Ktoś znowu powie, że przecież dzisiejsze „demokratycznie i wolnie” wybierane rządy nijak się mają do krwawych dyktatorów minionego wieku. No fakt, aż tak ostentacyjne nie są. JESZCZE. Demokracja nieuchronnie przeradza się jednak w dyktaturę, gwałcąc co i raz kolejne i kolejne prawa naturalne człowieka. A kiedy już osiągnie swoją ostateczną formę zamordyzmu, kiedy miarka ludzkiej wytrzymałości się przebierze, a „szary obywatel” zobaczy wreszcie, że niczym nie różni się od niewolnika w starożytnym Rzymie, cóż... wtedy położenie kresu temu choremu systemowi i przywrócenie normalności i praworządności powinno właśnie należeć do monarchistów.
I sądzę, że Braun jako monarchista kombinuje i uważa podobnie. Język jakiego jednak użył (który mimo wszystko uważam za jego licentia poetica, a nie faktyczne nawoływanie do zabijania kogokolwiek, jak chciałoby GWienko i inni świeżo zmobilizowani tropiciele terroryzmu i „prawicowej ekstremy”

jest wyjątkowo idiotyczny. Takim językiem może się posługiwać podniecony 16 latek z rozpaloną główką, a nie człowiek próbujący uchodzić za rzeczowego i trzeźwo myślącego prelegenta. PR w dobie medialnej dominacji to jest podstawa. A tu mamy do czynienia z oczywistą kompromitacją głoszonych idei. Idei, które de facto są słuszne – wyśmianie lewackich, pacyfistycznych bredni (rozplenionych po świecie dzięki agenturze najbardziej miłującego pokój państwa, czyli ZSRS), próba uzbrojenia społeczeństwa (demokratyczna Szwajcaria się kłania! Broń w każdym domu to chociaż minimalna gwarancja jakiegokolwiek, chociażby i potencjalnego ukrócenia samowoli i bezkarności molocha państwowego), zaszczepienia im kręgosłupa moralnego, który powinien stanowić Kościół katolicki. Tylko, że mówienie o tych szczytnych ideach takim językiem (jak tu mówić o moralności, nawołując jednocześnie do mordowania ludzi...) deprecjonuje te idee i daje słuszną pożywkę wszelkiej maści lewicowcom.