Gość: Takbyłoniestety
IP: 62.135.103.*
18.08.04, 12:41
Zanim przejdę do szczegółowego opisu konkretnych zbrodni popełnionych po
wojnie przez zbolszewizowanych Żydów, a zwłaszcza Żydów-ubeków, na Polakach,
muszę szerzej ustosunkować się do różnych kłamliwych stwierdzeń próbujących
zaciemnić prawdziwy obraz roli żydowskich komunistów w stalinizacji Polski.
Im dalej od czasów stalinizmu, tym uporczywsze są próby wybielania zbrodni
żydowskich ubeków, pomniejszania rozmiarów ich roli w katowaniu i mordowaniu
polskich patriotów, drastycznego zaniżania liczby ubeków żydowskiego
pochodzenia. Swoisty rekord pod tym względem pobił rok temu ambasador Izraela
w Warszawie Szewach Weiss, publicznie głosząc absurdalne nieprawdy o zaledwie
kilku komunistycznych funkcjonariuszach żydowskiego pochodzenia w Polsce.
Nieźle wtórował mu osławiony oszczerca Polaków zza Oceanu - Jan Tomasz Gross,
pisząc o rzekomo zaledwie "kilku tuzinach" Żydów-ubeków w Polsce,
czyli "drobiażdżku bez znaczenia", jak to filuternie określił. W
rzeczywistości zaś mieliśmy jednoznaczną dominację żydowskiego pochodzenia
zbrodniarzy komunistycznych na kluczowych pozycjach ubeckiego syndykatu
zbrodni w dobie stalinizmu. Począwszy od faktycznego nadzorcy całego aparatu
terroru, niszczącego tysiące polskich patriotów - Jakuba Bermana, przez lata
członka Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR, odpowiedzialnego za
nadzór nad bezpieką. Był to najbardziej niebezpieczny dla Polaków "morderca
zza biurka", faktycznie zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano za
jego zbrodnie na Polakach. Przypomnijmy, że nawet tak skrajna tropicielka
rzekomego "antysemityzmu" w Polsce jak Alina Grabowska przypomniała w swoim
czasie na łamach paryskiej "Kultury" (grudzień 1969 roku), iż: "W pierwszych
latach powojennych (a nawet i później) znakomitą, niestety, większość
pracowników UB stanowili Żydzi".
Obok dominacji żydowskich komunistów w UB trzeba zwrócić uwagę na jeszcze
jedno zjawisko, zbyt często pomijane w książkach o ówczesnej historii. Otóż
nie było chyba żadnej takiej haniebnej zbrodni na polskich bohaterach, na
najszlachetniejszych polskich patriotach w dobie stalinizmu w Polsce, gdzie w
tle nie kryłyby się cienie jakichś żydowskich katów. Od Bermana, Różańskiego,
Fajgina, Brystygierowej, Romkowskiego, Światły, po Morela, Wolińską, Gurowską
i Stefana Michnika. By przypomnieć choćby najskrajniejsze i najtrudniejsze do
wyjaśnienia zbrodnie: na bohaterskim generale "Nilu" - Fieldorfie,
słynnym "Anodzie" z "Zośki i Parasola" A. Kamińskiego czy westerplatczyku
majorze Słabym.
Aby zrozumieć, jak absurdalne i nie mające niczego wspólnego z obiektywną
prawdą historyczną są wszelkie próby wybielania roli zbolszewizowanych Żydów
w UB, wystarczy po prostu przyjrzeć się dokładnie czołowym postaciom
dominującym w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, czyli
faktycznym syndykacie zbrodni w ówczesnej Polsce. Okaże się wówczas, że
wszyscy czołowi prominenci MBP (poza jednym ministrem figurantem -
Stanisławem Radkiewiczem) byli pochodzenia żydowskiego (por. szerzej mój
tomik "Zbrodnie UB", "Biblioteka książek niepoprawnych politycznie", wyd.
MaRoN, Warszawa 2001, s. 5-25). Działo się tak nieprzypadkowo, lecz zgodnie z
zasadą Stalina: "dziel i rządź", wykorzystującą ludzi z mniejszości
narodowych w Rosji i innych krajach ujarzmionych przez ZSRS do tym lepszego
podporządkowywania narodów w nich zamieszkujących, zniszczenia ich uczuć
narodowych i religii, które wyznawali. Do tego zaś najlepiej nadawali się
ludzie jak najdalsi od patriotyzmu polskiego, węgierskiego, rumuńskiego,
czeskiego czy litewskiego, a także od religii chrześcijańskiej, a więc
komuniści żydowscy. Fakty są uparte w tym względzie.
Katowano głównie Polaków
Wybielaczom roli Żydów w UB i generalnie w stalinowskiej władzy oraz
popełnionych przez nich zbrodni warto przypomnieć jednobrzmiące świadectwa na
ten temat osób z jakże różnych środowisk intelektualnych od Marii
Dąbrowskiej, Bohdana Cywińskiego i ojca Józefa M. Bocheńskiego po Stefana
Kisielewskiego i Czesława Miłosza. Najwybitniejsza chyba pisarka tego okresu,
Maria Dąbrowska, w zapiskach w swym dzienniku pisała pod datą 17 czerwca 1947
roku: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu
lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń
wydają Polaków". Bardzo podobne w swej wymowie były zapiski Stefana
Kisielewskiego. W dzienniku pod datą 18 października 1968 roku Kisielewski
pisał: "Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi,
zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie
stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z gojów". Niewiele
później, 4 listopada 1968 r., Kisielewski zapisał w swym dzienniku: "Po
wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali
komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że
komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała.
Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał". Z kolei Bohdan Cywiński tak
oceniał rolę Żydów w stalinizacji Polski na łamach podziemnego
periodyku "Głos" w kwietniu 1985 roku: "Fakty manifestacyjnego popierania
władzy komunistycznej zaraz po wojnie, wyjątkowe nagromadzenie osób
pochodzenia żydowskiego w aparacie władzy, a zwłaszcza w najbardziej
znienawidzonych społecznie resortach bezpieczeństwa i propagandy oraz mnogość
przykładów szczególnej ich wrogości wobec przejawów polskiego szacunku dla
narodowej tradycji - wszystko to w jakiejś mierze pozostało w świadomości
starszych pokoleń, powodując zrozumiałe urazy". W pierwszym odcinku tego
cyklu przypominałem już wypowiedź innego intelektualisty katolickiego - ojca
Józefa M. Bocheńskiego na łamach paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.)
akcentującą rolę Żydów kierujących komunistyczną policją bezpieczeństwa za
wymordowanych przez tę policję "bardzo wielu spośród najlepszych Polaków".
I wreszcie świadectwo noblisty Czesława Miłosza, tym wymowniejsze, że chodzi
o intelektualistę znanego ze skrajnie prożydowskiej postawy. Otóż właśnie
Miłosz stwierdził w niemal zupełnie nieznanym w Polsce (poza moimi tekstami)
wywiadzie dla wydawanego w Stanach Zjednoczonych czasopisma "Tikkun" (nr 2 z
1987 roku), mówiąc o żydowskich komunistach: "Oni zajęli wszystkie czołowe
pozycje w Polsce i również w bardzo okrutnej policji bezpieczeństwa, ponieważ
oni byli po prostu bardziej godni zaufania niż miejscowa ludność" [podkr. -
J.R.N.]. W tym stwierdzeniu Miłosz nieco przesadził i ktoś mało poinformowany
mógłby go nawet oskarżyć o antysemityzm. Żydzi nie zajęli jednak wszystkich
co do jednego stanowisk na szczytach partii i w bezpiece. Parę ważnych
stanowisk zostawili, były tam nie-żydowskie wyjątki, jak choćby Bierut czy
Radkiewicz (żonaty z żydowską komunistką), ale obaj grali raczej rolę
figurantów. Generalnie jednak Miłosz celnie określił wyjątkową, dominującą
rolę komunistów żydowskiego pochodzenia w stalinizacji Polski.