Dodaj do ulubionych

Prawo przegranego...

IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 17:09
Rozdział XXIX
--------------------------------------------------------------------
Prawo przegranego

Biegł tak bez celu, póki nie usłyszał miarowego bicia dzwonu. Roznosiło się
echem po ulicach i młodzieniec starał się zorientować, skąd dochodzi. Skręcił w
boczną ulicę i zauważył kolejny plac, wypełniony rozwrzeszczanym tłumem.
Myśląc, że stało się coś ważnego, Jonatan zaczął przepychać się ku ustawionemu
w środku podwyższeniu i ze zdumieniem stwierdził, że wszyscy noszą na plecach
szerokie pasy albo szarfy. Zrobiło mu się głupio, że jako jedyny nie ma na
sobie niczego podobnego.

Rozglądał się zaciekawiony. Na wysokim na trzy stopy podium stał człowiek i
wrzeszczał ile sił w płucach:

- w tym narożniku... 256 funtów żywej wagi... od pięciu miesięcy niepokonany w
Międzynarodowym Turnieju Robotniczym... sam Krwiożerczy Tygrys... Carl Marlow
zwany Rzeźnikiem!

Tłum zareagował burzą szaleńczych okrzyków, gwizdów i oklasków.

Z boku przy karcianym stoliku siedział mężczyzna z blizną na policzku, zręcznie
przekładając pliki najróżniejszych papierów i sterty banknotów.

- Przepraszam bardzo... - zagadnął Jonatan.

- Na kogo stawiasz, synu? Do rozpoczęcia następnej rundy zostało zaledwie kilka
sekund.

Nagle młodzieniec został odepchnięty przez jakąś starszą kobietę, która
zdecydowanym ruchem rzuciła na stolik garść banknotów:

- Pięćdziesiąt na mistrza, ale już! - zażądała.

- Już się robi - mężczyzna zapisał coś w zeszycie, po czym wyrwał z niego
kartkę. - Oto kwit zakładu.

Tymczasem człowiek na podwyższeniu kontynuował swoją kwestię:

- w przeciwległym narożniku mamy pretendenta do tytułu mistrzowskiego, 270
funtów czystych mięśni, portowego łamignata...

- Co tu się dzieje? Czy oni będą się bić? - zwrócił się Jonatan do mężczyzny
przy stole.

- Bić się będą, ale dziać, to tu się nic nie dzieje - odparł mężczyzna
uśmiechając się szeroko. - Ot po prostu interes kręci się jak nigdy. Taka walka
to istny dar niebios.

Rozległ się gong i człowiek z blizną zawołał:

- Koniec zakładów!

Rozpoczęła się walka i obaj przeciwnicy zaczęli wymierzać sobie ciosy i robić
uniki.

Nawet nie unosząc wzroku znad stolika z papierami, człowiek z blizną zauważył,
że Jonatana martwi taka eksplozja przemocy.

- Nie przejmuj się synu. Zarówno zwycięzca, jak i przegrany odjadą do domu z
wypchanymi portfelami. Wiedzą, w co wdepnęli i również za to dostają nagrodę.

Jeden z walczących mężczyzn padł znienacka na ziemię, powalony solidnym ciosem
przeciwnika. Widzowie zaczęli ryczeć z podniecenia, zaś przyjmujący zakłady
mężczyzna zaczął wkładać pieniądze do żelaznej szkatułki.

- Obydwaj coś dostaną? - zapytał Jonatan.

- Pewno, że tak. Jest to najpopularniejszy sport walki na wyspie, ponieważ
zdarza się tak, że przegrywający zbiera więcej pieniędzy od wygranego.

- Czy w ogóle można coś zarobić ponosząc porażkę? - wytrzeszczył oczy
młodzieniec.

- Nie wszyscy się nadają.

Bukmacher obrzucił Jonatana badawczym spojrzeniem:

- Czy masz jakieś zyskowne zajęcie, które mógłbyś stracić? Dopiero jeśli masz
naprawdę dobrą robotę, możesz stanąć do walki z mistrzem.

- w tej chwili akurat nie mam żadnej pracy - pośpieszył z odpowiedzią zdumiony
Jonatan. - Ale czegoś tu nie rozumiem. Dlaczego jakiś, dajmy na to robotnik,
miałby wyzywać do walki mistrza?

Gong obwieścił zakończenie rundy. Wrzawa na widowni nieco ucichła i nie musieli
już się przekrzykiwać.

- O to właśnie chodzi. Nigdy nie słyszałeś o Prawie Przegranego? Co ty, z
choinki żeś się urwał? Nie wszystkim starcza odwagi na taki numer w ringu, ale
niektórzy to uwielbiają. Wierzą nawet, że mogą zostać nowymi mistrzami. A Prawo
Przegranego eliminuje dużą część ryzyka. Przegrywający nie musi troszczyć się o
wypłatę ani o koszty leczenia.

- Dlaczego?

- Bo Prawo Przegranego stanowi, że za wszystko ma zapłacić pracodawca. Przy
dobrych układach przegrywający zarobi więcej, niż gdyby pracował normalnie. Do
chwili ustanowienia tego Prawa walki były o wiele mniej interesujące.

Jonatan podniósł głowę i zauważył, jak jeden z zawodników siedzi skulony w
narożniku, a pomocnik ociera mu twarz gąbką.

- a czy pracodawca nie powinien płacić odszkodowania tylko za urazy doznane w
czasie pracy? Co on ma wspólnego z taką walką?

- Prawdę mówiąc, nic. Ale robotnik mówi, że jest kontuzjowany i nie może wracać
do pracy, kapewu?

- No... tak - odpowiedział Jonatan.

- a jeżeli twierdzi, że wypadek nastąpił w pracy, to pracodawca musi udowodnić
mu, że kłamie, co jest praktycznie niewykonalne.

- Czyli kontuzjowany robotnik może skłamać, żeby uzyskać te pieniądze?

- Bywa i tak - uśmiechnął się człowiek z blizną. - Tylko nie zrozum mnie źle,
tak naprawdę większość robotników nie kłamie. Ale Prawo Przegranego nagradza
oszukańców. A w miarę wzrostu ubezpieczeń i podatków upada coraz więcej firm i
wtedy robotnicy i tak na tym tracą. Dlatego z dnia na dzień przybywa nam
zawodników. I tak ci, którym oszustwo wcześniej nie przeszłoby przez gardło, w
końcu stają do kilku rund z Rzeźnikiem.

- a dlaczego pracodawcy nie mogą udowodnić kłamstwa?

- Łupie mi w krzyżu, synu. Możesz mi dowieść, że kłamię? - bukmacher wskazał
ręką na ludzką ciżbę. - Wszystkich nam tu łupie jak cholera i będziemy
świadczyć, że zaczęło się to w pracy. Ostatnim razem udowodnili komuś kłamstwo
czterdzieści lat temu.

- Czy Rada Lordów przeciwdziała jakoś tej fali oszustw? - zapytał Jonatan,
który nareszcie zrozumiał, w jakim celu wszyscy noszą pasy i szarfy.

- Najlepszą nauczycielką jest Elżbieta de Flanelle! - cmoknął z lubością
bukmacher - popiera nas w każdym sporze, a my odwdzięczamy się jej przy
wyborach. I wilk jest syty i owca cała.

- Policja! - zawołał ktoś z tłumu. Człowiek z blizną zatrzasnął szkatułkę z
gotówka, złożył stolik, po czym udał, że po prostu stoi sobie przy ringu i
ogląda walkę. Zaczął nawet pogwizdywać.

- O co chodzi? Czy walka jest nielegalna? - pytał Jonatan, szukając wzrokiem
policyjnych mundurów.

- Ależ skąd. Policja też lubi sobie popatrzeć. To niezależne organizowanie
zakładów jest wbrew prawu. Rada Lordów orzekła, iż hazard jest niemoralny.
Wyborcom podoba się Rada, która stoi na straży dobrych obyczajów. Z kolei de
Flanelle uważa, że zakłady powinno się robić wyłącznie w okresie wyborów.

Wtedy ponownie rozległ się gong i widzowie zaczęli klaskać.

Ken Schoolland
Przygody
Jonatana
Poczciwego smile
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka