andrzejg
10.08.16, 13:45
Trochę przydługa, ale cała prawda o Wiesławie Biniendzie. Może Was zainteresuje, jak to w rzeczywistości wygląda.
Jak go opisują prawicowe media? Wybitny specjalista do spraw wytrzymałości materiałów, dziekan renomowanego amerykańskiego uniwersytetu, ekspert i pracownik NASA, członek komisji badającej wypadki lotnicze dla NASA, FAA oraz Boeinga. Na przykład bardzo głośny przypadek katastrofy wahadłowca Columbia w 2003 roku.
W PiS jest brzydki zwyczaj nazywania doktorów profesorami. Wystarczy wspomnieć dr Pawłowicz. Zacząć wypada od tego, że profesor Binienda wcale nie jest profesorem. A jedynie doktorem. Na stronie Akron University jest to wyraźnie napisane. W USA terminem „profesor“ określa się po prostu wykładowcę, nauczyciela. Również o rzekomo pełnionej funkcji dziekana nic strona uniwerku nie wspomina. Sam Binienda w swoim CV ma wpisane „Dean’s Advisory“, czyli doradca dziekana. Zabawne, prawda?
Ów "renomowany" uniwersytet nie został ujęty na liście 300 najlepszych amerykańskich szkół wyższych. Teoretycznie jeśli chodzi o prawa własnościowe, uczelnia należy do Ohio State University w Columbus. Ok. Ten się na liście znajduje. Na pozycji nr. 56. I to by było na tyle, jeśli chodzi o renomę.
Bienienda nigdy nie pracował dla NASA, ani nie był ich ekspertem. Wykonywał za to szereg badań za pieniądze NASA, w ramach grantów. Ich wyniki publikował i są to publikacje przez prawicowe media określane jako „publikacje dla NASA“. To oczywiście bzdura.
Prawdziwe są za to nagrody przyznawane przez NASA i ASCE. I o ile odznaczenia przyznane przez ASCE faktycznie są coś warte, to te od NASA są zwykłą „grzecznościówką“. „Turning Goals Into Reality Award”?
Doktorowi Biniendzie mozna pogratulować Nagrody Torrensa. Pokonując 32 redaktorów naczelnych innych pism wydawanych przez Amerykańskie Towarzystwo Inżynierów Cywilnych (Lądowych) (American Society of Civil Engineers- ASCE!). Prof. Biniendę wyróżniono za pracę, jaką wykonał, kierując redakcją pisma "Journal of Aerospace Engineering", które dzięki jego wysiłkom zostało przekształcone z kwartalnika w dwumiesięcznik. BRAWO!
I teraz przchodzimy do najciekawszych zagadnień. Binienda, jako badacz katastrof. Zacznijmy od tego, że FAA nie bada katastrof lotniczych. Zajmuje się tym niezależna Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). W internecie brak jakichkolwiek informacji, na temat uczestnictwa Biniendy w którymkolwiek z powołanych przez Radę zespołów. Również odnośnie pracy dla Boeinga nie znajdziemy żadnych informacji. Podobno Binienda prowadził dla nich jakieś badania, ale nie bardzo wiadomo jakie. W każdym razie na pewno nie był przez Boeinga zatrudniony, zatem nie mógł uczestniczyć w badaniach wypadku z ramienia tej firmy.
Binienda, jako ekspert NASA przy badaniu katastrofy Columbii.
Bez problemu można go znaleźć w inteneci. Dokument w appendixie C wymienia nazwiska wszystkich pracujących przy sprawie, z korektorem i cateringiem włącznie. Nazwiska "Binienda" tam oczywiście nie ma. Gdyby wpisać w google kombinację „Binienda“ „Columbia“ to wyświetlają się JEDYNIE polskie strony. Niezależnej, GPC, konglomeratu Rydzyka i... salonowych blogerów. Jedyna strona anglojęzyczna, która posiada połączenie wspomnianych kluczy to witryna miasta Cleveland.
„Wieslaw Binienda's findings, based on computer modeling software that NASA used to analyze the space shuttle Columbia's destruction, are causing ripples in his native Poland, where there is simmering distrust of the formal rulings that the crash was accidental.“
W ten oto sposób powstał mit Biniendy.
Krótko mówiąc, Binienda wykorzystał to samo oprogramowanie, którego NASA używała podczas badań nad katastrofą Columbii. I tylko tyle. Nie był żadnym członkiem zespołu badającego wypadek, a jedynie wykorzystał ten nieszczęsny software.
Żródło : Racjonalna Polska
Proszę nie czepiać się źródła, tylko przytoczonych faktów.