oleg3
12.12.16, 14:05
Mój wątek poświęcony wypowiedzi metropolity Jędraszewskiego w sprawie katastrofy smoleńskiej osiągnął zdumiewającą liczbę postów. Istotnym jego elementem jest stosunek do "incydentu gruzińskiego". Z przyczyn technicznych uznałem za właściwe wyłączenie "mitu założycielskiego teorii ląduj dziadu" w odrębnym wątku.
Sam pisałem jakieś okruchy na ten temat. Uważam za sprzeczne z logiką stosowanie analogii pomiędzy zdarzeniem Tbilisi 2008 a Smoleńsk 2010. Przyjmuję odpowiedzialność "polemiczną" za tezy/opinie zawarte w poniższych linkach. Mógłbym to sam zredagować, ale wolę zachować siły na polemiki.
...aby połączyć Gruzję 2008 i Smoleńsk 2010 - dwie absolutnie nieporównywalne sprawy: zachowanie w czasie wojny i w czasie złej pogody
... na pytanie, czego mógł nauczyć Arkadiusza Protasiuka „incydent gruziński” w kontekście katastrofy smoleńskiej jest tylko jedna dobra odpowiedź. Nauczył go, że można i należy odmawiać prezydentowi, gdy chce zmienić cel podróży. Opłaca się to pod każdym względem. Oczywiście nie mógł nauczyć go niczego w sprawie zachowania się w przypadku jakiejkolwiek ingerencji w czasie lotu, ponieważ nic takiego w czasie incydentu gruzińskiego nie miało miejsca. Można doszukiwać się tylko pośredniego wpływu w postaci zwiększonej pewności siebie i asertywności. Okazuje się, że jedyna logiczna interpretacja prowadzi do wniosku, że incydent gruziński, jeśli mógł mieć jakikolwiek wpływ na naciski, czy presję w czasie lotu do Smoleńska, to dokładnie przeciwny od forsowanego przez media michnikowszczyzny.