Ale tak jakby niechcący, lub mówiąc klasykiem: "palili trawkę, ale nie zaciągali się"

Piszą o tym wszystkie niemieckojęzyczne media, tu tylko jeden przykład:
diepresse.com/home/ausland/aussenpolitik/5188292/TrumpLager-womoeglich-doch-von-Ueberwachung-betroffen
Dla mnie to była oczywista oczywistość, że jeśli podsłuchuje się wszystkich liczących się polityków świata, to co stoi na przeszkodzie, by podsłuchiwać jakiegoś parweniusza, który chce odebrać dostęp do koryta tym "właściwym"?
Kiedyś w dyskusji w rosyjskiej TV usłyszałem "złagodzoną" dla podsłuchiwaczy i ich zleceniodawców wersję: otóż oni nawet nie musieli podsłuchiwać samego Trumpa, ale podsłuchiwali ludzi z jego otoczenia, którzy - co za zbieg okoliczności - kontaktowali się z nim. No i jak tu podsłuchiwać jakiegoś nieznaczącego człowieka nie podsłuchując jednocześnie Trumpa?