i poszła w siną dal.
W sumie wpółczuję nieszczęśnikowi. Będzie musiał płacić jej rachunki, taxi na kilka godzin, i pożyczki bankowe, które brała za plecami. I to na duże sumy. A finansowo jest goła i wesoła. No i będzie musiał znosić jej hipochndrię. W nocy 10 razy mierzenie ciśnienia. 135/85 to za dużo i garść leków. A 115/75 to za mało i trzeba w środku nocy zapierdzielać do apteki po leki, które i tak wyrzuci do kosza. Kuchnia tylko w restauracji lub catering bo w domu umie tylko zrobić przypaloną jajecznicę.
A mniemanie o sobie większe niż Czomolungma. No i napady szału i agresii.
Niemniej potrafiła wytworzyć sytuację, że trzeba się nią opiekować.
Moj Boże, jeszcze z pół roku temu nie myślałem, że zniknie z mojego życia. A teraz w pysk dam na samą myśl, że znowu by się pojawiła. Pisze mi meile co kilka dni abym do niej nie pisał. A przecież nie piszę.
Biedny ten amoroso jest lub będzie niebawem właśnie.

))