oleg3
15.11.18, 15:14
Te panie oczywiście już nigdy nie naprawią w Bartoszycach samochodu. Są - jak przypuszczam - w ogóle odcięte od lokalnego rynku usług i drobnych uprzejmości. Ambitne bestyjki. Liczą na szybki awans i wyjazd z tego pipidówka.
___________________________________________
Wczoraj opisaliśmy historię pracownika warsztatu samochodowego z Bartoszyc, który pomógł dwóm kobietom wymienić spaloną żarówkę. Problem polegał na tym, że panie nie miały własnej zapasowej. Choć warsztat nie sprzedaje żadnych części i akcesoriów samochodowych, panie błagały, by im pomóc. W końcu mechanik zgodził się zastąpić spaloną żarówkę swoją prywatną.
Kiedy wszystko już działało, panie spytały, ile mają zapłacić. Jednak niedługo przed tym właściciel firmy zamknął już kasę. - Odpowiedziałem: "da pani jakieś 10 złotych" - relacjonował mężczyzna w rozmowie z "Gońcem Bartoszyckim". Oryginalnie żarówka kosztowała jakieś 4-5 zł, czyli zarobek mężczyzny mógł wynieść maksymalnie 6 zł. Okazało się, że pracownik warsztatu padł ofiarą prowokacji ze strony pracownic bartoszyckiego Urzędu Skarbowego. Urzędniczki chciały ukarać mężczyznę 500 zł mandatu. Mechanik się nie zgodził, sprawa trafiła do sądu.
Więcej: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24170452,final-kuriozalnej-prowokacji-skarbowki-na-zarowke-za-10-zl.html#a=167&c=154&s=BoxNewsMT