cepekolodziej
30.04.19, 12:15
Kiedy byłem dzieckiem, kiedy dorastałem - kalectwa były powszechnością. Protezy nóg, rąk, czarne przepaski na oko - widywałem je codziennie.
Mój stryjek, młodszy brat ojca (miał gospodarstwo pod Stargardem Szcz.), miał dwie protezy na lewą nogę - taką zwyczajną, na co dzień, do obowiązków na polu, w oborze, w stajni - i świąteczną.
Patrzyłem, jak ją pielęgnował, jak czyścił, jak doprowadzał do lustrzanego połysku. Używał specjalnej pasty, na drewnianym pudełku niemiecki napis.
Powiedział mi raz, że ta mu się przytrafiła. Bo umierał w szpitalu, zaraz po przejściu frontu, jakiś niemiecki wysokiej rangi oficer. Żal było pochować wraz z nim czy wyrzucić jego wspaniałą protezę, przymierzano ją do polskich pacjentów - i pasowała akurat na mojego stryjka.
Pamiętam stryjka, w drodze do kościoła (pod starymi obrazami niemieckie napisy), w bryczce, lewy but, ten od protezy, nieskazitelny, bardziej lśniący od prawego.
Rok '48.