tomek9991
22.10.04, 22:42
W czwartek w Warszawie odbył się pokaz prasowy głośnego niemieckiego filmu
Olivera Hirschbiegela "Upadek" o ostatnich dniach Hitlera. Film wchodzi na
ekrany 5 listopada. Oto kilka gorących refleksji.
"Dzieci, idźcie do cioci Ewy i wujka Hitlera" - mówi w filmie pani
Goebbelsowa. Führer chce się z nami pożegnać. Jest kwiecień 1945. Podziemia
berlińskiej Kancelarii Rzeszy. Patrzymy na najbliższe otoczenie wodza oczami
jego oddanej sekretarki Traudl Junge, która do swojego szefa była po ludzku
przywiązana.
Oglądamy Hitlera takiego, jaki był z bliska, dla tych, którzy w niego do końca
wierzyli. Szaleniec? Paranoik? Ale przecież na podobną paranoję chorowało w
historii wielu przywódców utożsamiających się z narodem. Widzimy więc Hitlera,
który do ostatniej chwili, gdy radzieckie bomby zrównują stolicę z ziemią,
uważa, że naród niemiecki go zawiódł i nie zasługuje na lepszy los. Nie
poddaje się, nie podpisuje kapitulacji. Jego otoczenie daje mu nieustanne
dowody wierności. Wezwany do kwatery generał melduje się posłusznie: mam być
rozstrzelany! Nawet ci, którzy nie chcą ginąć i opuszczają kwaterę, zapewniają
führera o swojej lojalności. Czy nie byli ludźmi honoru? Czy ich śmierć nie
była godna? Hitler, wpatrujący się w portret Fryderyka Wielkiego, czy nie
staje się ogniwem w łańcuchu wielkich postaci historii? Ale co to wszystko znaczy?
O filmie "Upadek" czytam głębokie dywagacje dotykające przeklętego
niemieckiego problemu winy. Winy wodza, który pociągnął naród ku klęsce, winy
narodu, który dał się uwieść zbrodniczej idei. Film wszystkie te pytania
neutralizuje i banalizuje, szantażując widza współczuciem. Czy nie po to, żeby
ułatwionym sposobem uwolnić niemieckiego widza od ciężaru, z którym nie wie,
co począć? "Upadek" to film zdradliwy, odejmujący hitleryzmowi jego
wyjątkowość. Hirschbiegel w trosce o "uczłowieczenie" swoich bohaterów dokonał
śliskiej manipulacji. Sprawia, że patrzymy na te figury nieledwie jak na
bohaterów antycznej tragedii, ginących pod gruzami imperium podbijanego przez
"azjatyckie hordy". Moja sąsiadka, która przeżyła wojnę, szepnęła w tym
momencie: oby te hordy weszły jak najszybciej!
serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34791,2351096.html
Moja babka błogosławiła Armię Czerwoną za Stalingrad. Dopiero po Stalingradzie
na robotach w Niemczech przestali ją traktować jak niewolnicę.
90% Niemców popierało Hitlera i gdyby wygrał, to Polaków czekałby los Żydów.