Dodaj do ulubionych

Podróż zwana życiem

30.05.20, 00:10
Grzebanie po nocy w cudzych listach czasem bywa ciekawe.
Tomasz Mann w liście do Filipa Witkopa wyraża się z uznaniem o sztuce Richarda Beera-Hofmanna “Sen Jakuba”. Postanowiłam poszperać w korespondencji samego Hoffmana.

W 1895 Hofmann poznał toksyczną landrynę - Lou Andreas-Salomé, z którą nawiązał mroczny romans.
Wkrótce Lou ukorzeniła się na Rainerze Marii Rilkem.
Hofmann, nerwowo tłumacząc, dlaczego podróżuje do Wiednia samotnie, bez landryny-Lou,
napisał do Artura Schnitzlera: „Im übrigen teile ich Ihnen mit daß es am schönsten ist allein zu reisen”.

Sądzę, że fraza: „Poza tym chciałbym poinformować, że najlepiej podróżować samemu”, jest naprawdę “poza tym”. Hofman miał na myśli podróż ostateczną i definitywną. Zamierzał się powiesić.

Na szczęście, zanim się wyhuśtał, wpadł do małej cukierni w Wiedniu, w jednej z uliczek przy Stephansplatz.
Wypił kawę, zjadł ciastko i zakochał się Pauli Lissy, kelnerce, która przyniosła mu do stolika ostatni posiłek samobójcy.

W pamiętniku napisał: “teraz wszystko rozumiałem, całe moje życie to była droga, w sposób nieunikniony prowadząca, do tego miejsca i do tej chwili”.
Wkrótce pobrali się i przeżyli pół wieku wspólnej podróży (reise).
Życie zweryfikowało pogląd Hofmanna na temat samotnych podróży.
Istotnym okazało się towarzystwo w jakim podróż się odbywa. Istotnym? Kluczowym!

W czasie antysemickich proskrypcji w III Rzeszy, już jako para staruszków, wspólnie udali się na emigrację.
Pół wieku wcześniej, Hofmann napisał: “Dlaczego podróżujemy? Turystyka to aktywność zastępcza dla słabych natur szukających szczęścia, gdy ono jest za rogiem”
(Warum wir reisen? Surrogat Tätigkeit für schlaffe Naturen. Suchen des Glücks. Jetzt kann es nur um die Ecke liegen).

Choćby w małej, wiedeńskiej kawiarence. Znów okazało się, że miał rację tylko w połowie.
Nie jest ważnym cel podróży, lecz dobra zabawa w miłym towarzystwie.
W 1945, Hofmannowie, zostali pochowani na żydowskim cmentarzu w Zurychu.

W ostatnia podróż też udali sie wspólnie.
_
“Sen Jakuba” przełożył na hebrajski, urodzony w Warszawie izraelski pisarz i tłumacz, Josef Lichtenbojm. Mocy nabiera ten wielki teologiczny tekst, czytany po hebrajsku. Pod warunkiem, że weźmie się niejako w nawias ‘ivrit’ i wsłucha się w zdegradowany i ukryty w nim ‘laszon kodesz’.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka