xiazeluka
13.05.02, 13:39
Matura z matematyki składała się z 5+1 zadań, z których dwa miały równania z
parametrem, dwa były z geometrii i ostatnie dwa z rachunku prawdopodobieństwa.
Pojawia się pytanie: na co komu umiejętność rozwiązywania takich zadań? Czy
obliczanie równań z parametrem ma w ogóle jakieś zastosowanie w życiu
codziennym dla przeciętnego człowieka? Czy obliczenie miary kątów trójkąta o
obwodzie 3(pierw. z 6 + pierw. z 2) przyda się w przyszłości? Widział kto kiedy
działkę budowlaną o obwodzie pierwiastek z 1000 czy długości boku y=3x+3m+5?
Nie lepiej nauczyć rachować do 1000, wypełniać PIT (np. zadaniem: "Jak wykiwać
fiskusa odejmując od przychodu fikcyjne darowizny i lewe rachunki na przyrządy
naukowe przy założeniu, iż zarabia się 2750 PLN na rękę?") lub planować podróż
("ile muszę nalać benzyny do baku, aby dojechać z Warszawy do Szczecina w mniej
niż 5 godzin przy założeniu, że policja drogowa jest skorumpowana w 98%"?).
Po maturze i tak umiejętnośc rozwiązywania równań z parametrem wylatuje z głowy
z szybkością tornada (sprawdziłem na dwojgu znajomych matematykach z dyplomem -
nie dali sobie rady z pierwszym zadaniem, następnego nie próbowali rozwiązać),
zatem na co komu te brednie? Ja z licealnej matmy zapamiętałem jedynie,
że "różniczka to wyniczek odejmowanka" - czym naprawdę jest różniczka (oraz
całka, logarytm, tangens itp.) nie mam pojęcia, choć wiem, że traciłem
czas "ucząc się" czegoś na ten temat.