Dodaj do ulubionych

CZY NIE MAM PRAWA DO PRACY?

17.05.02, 13:01
CZY NIE MAM PRAWA DO PRACY?
prof. John Hospers

Jesteśmy dzisiaj świadkami ogromnego rozmnożenia się praw, albo przynajmniej
domagania się praw. "Mam prawo do pracy". "Mam prawo do płatnych wakacji na
koszt mojego pracodawcy". "Mam prawo do godziwego życia". "Mam prawo do
darmowego korzystania z miejskich kortów tenisowych i basenów". I tak dalej bez
końca. Jak już ludzie przyzwyczają się do pewnej usługi, co często zaczyna się
jako przywilej rozszerzony na kolejnych beneficjentów, zaczynają o niej myśleć
jako o swoim prawie, zaś o wstrzymaniu tejże usługi jak o pogwałceniu ich
prawa. Pośród tych roszczeń gubią się następujące pytania: czy to są prawa? Co
sprawia, że to są prawa? Skąd pochodzą i kto ma je zapewniać?

Nasz kraj (Stany Zjednoczone dop. redakcji) został zbudowany na koncepcji praw.
Uznano, że pewne prawa moralne są własnością wszystkich istot ludzkich po
prostu na mocy ich natury jako istot rozumnych. "Mam prawo do X" oznaczało, że
nikt inny nie może ingerować w moje sprawy ze względu na X; prawo jest jak
tabliczka z napisem "wstęp wzbroniony". "W stosunkach ze mną możesz iść do tego
miejsca, ale nie dalej." Prawa dają mi autonomię działania w ich obszarze,
wytyczają "moralną przestrzeń", której nie wolno przekraczać. (Dla kontrastu
można dodać, że prawo stanowione to po prostu to, na co pozwala prawo w
narodzie lub państwie, w którym żyjesz. Inaczej jest z prawem moralnym: prawo
do życia istnieje na przykład nawet wtedy, kiedy żyjesz w państwie
totalitarnym, które nie respektuje tego prawa). Prawa zachowują godność i
autonomię każdej jednostki.

Prawo nie jest zwykłym przywilejem. Możesz obdarzyć mnie przywilejem chodzenia
po twoim trawniku każdego dnia, bo to krótsza droga do twojego domu, ale też w
każdym czasie możesz odwołać ten przywilej. Według prawa nie należy on do mnie.
Prawo jazdy jest przywilejem (zwykle nadanym przez państwo), który może zostać
zabrany, jeśli istnieje wyraźny dowód, że nie jeździsz bezpiecznie.

Posiadanie prawa wiąże się nierozerwalnie z obowiązkami i odpowiedzialnością.
Jeżeli masz prawo, zawsze istnieje coś, co muszą wykonać albo powstrzymać się
od wykonania inni, właśnie ze względu na twoje prawo. Prawo jednej osoby
nakłada na wszystkie inne obowiązek respektowania tego prawa. Jednakże wielu
ludzi tak uporczywie domaga się uznania pewnych rzeczy za prawa, że w ogóle nie
myśli o obowiązkach, które te prawa nakładają; ta "obowiązkowa" strona monety
jest mniej popularna i rzadziej się ją podkreśla niż stronę "prawną".

Jakie zatem obowiązki czy zobowiązania przynoszą prawa? Ważną rzeczą jest tutaj
rozróżnienie pomiędzy prawami pozytywnymi a negatywnymi. Prawo pozytywne
jakiejś osoby zawiera w sobie obowiązek innych osób uczynienia czegoś w celu
respektowania tegoż prawa; chodzi tu zwykle o pieniądze, czas czy wysiłek.
Jeśli masz prawo, by cię wspierano, to inni muszą coś zrobić, żeby cię
wspierać. Prawo negatywne jakiejś osoby nie zawiera w sobie obowiązku, by inni
mieli coś zrobić, lecz jedynie obowiązek nie ingerowania (czy też powstrzymania
się od działania, które stanowi ingerencję) w to, do czego dana osoba ma prawo.
Jeżeli masz prawo do angażowania się w pewne działanie, inni mają obowiązek czy
też powinność nie ingerowania w to działanie.

Wszyscy ludzie, zgodnie z Deklaracją Niepodległości, mają prawo do życia,
wolności oraz poszukiwania szczęścia (w innych miejscach wymienia się życie,
wolność i własność). Istotne terminy są tutaj niejasne; co bowiem dokładnie
oznacza prawo do życia i czy komuś wolno robić, co mu się podoba? Karta Praw
[1] pomaga odczytać zakres tych praw, chociaż prawnicy do dzisiaj różnią się co
do ich interpretacji w poszczególnych przypadkach.

Prawo do życia oznacza przynajmniej to, że powinieneś być chroniony przed tymi,
którzy chcieliby odebrać ci życie, lub by mu zagrażali. Jeżeli jakaś osoba nie
postępuje z tobą w sposób dobrowolny lecz przy użyciu siły, czy też grozi
użyciem siły, masz prawo użyć siły w odwecie, by się obronić (jest to prawo do
samoobrony) albo użyć wyznaczonego pośrednika - policji - w swojej obronie.
Prawo do życia nie miałoby znaczenia bez prawa do samoobrony przed tymi, którzy
je naruszają. Jako środek do tej obrony masz prawo nosić broń (Druga Poprawka
do Konstytucji Stanów Zjednoczonych [2]).

"Kongres nie może stanowić ustaw [.] ograniczających wolność słowa lub prasy.".
Niezależnie od tego, jakie głosisz poglądy, nikt nie użyje siły, by zabronić ci
je wyrażać. Wszelako dokładny zakres stosowania tego prawa nie jest określony;
czy możesz wyrażać swoje poglądy co do własności prywatnej innego człowieka? Na
głos, o północy, zakłócając spokój, czy też podżegając do buntu? W każdym razie
nikt cię nie powstrzyma ze względu na treść tego, o czym mówisz. (Jak zawsze w
Konstytucji jednostka ma prawa, których państwo nie może naruszyć; nacisk jest
położony na to, czego rząd federalny nie może uczynić). Trzeba jasno
sprecyzować, czego prawo nie zawiera; nie gwarantuje ci forum, sali wykładowej,
czy też wolnej reklamy w prasie, żebyś mógł propagować swoje poglądy, bo to
ingerowałoby w prawa innych do podejmowania ich własnych decyzji. Prawo nie
jest do jakiejś rzeczy, lecz do angażowania się w pewną działalność. Prawo nie
nakłada żadnego ograniczenia na innych, jak tylko to, żeby nie ingerowali w
twoją działalność; prawo nie wymaga od nich akceptowania tego, co mówisz ani
nawet słuchania ciebie. Gdyby gazeta musiała przyjąć twoje ogłoszenie, to
ingerowałoby to w prawo wydawcy do podejmowania jego własnej decyzji w tej
sprawie. Nie może być prawa ingerowania w prawa innych.

Prawo do własności (czy to rzeczy osobistych czy też ziemi) nie jest prawem
zabierania jej innym, lecz jedynie prawem uczynienia czegoś w celu pozyskania
własności w sposób, który nie koliduje z równymi prawami innych. Zwykle
własność przekazywana jest na drodze sprzedaży, wymiany, darowizny czy też
dziedziczenia; nikt nie ma prawa do uzyskania jej na drodze kradzieży.

Twoje prawo szukania szczęścia nie jest prawem do robienia wszystkiego co
lubisz, by zwiększyć swoje szczęście, na przykład przez okradanie banków albo
strzelanie do ludzi. Możesz spróbować zwiększyć swoje szczęście za pomocą
środków pokojowych, które nie gwałcą praw. Jak zauważył w Man versus the State
[3] Herbert Spencer, każda osoba może robić, co chce, jeśli tylko siłą nie
ingeruje w równe prawa innych do robienia tego, czego oni chcą (Prawo Równej
Wolności Spencera).

Wszystkie te powyższe prawa to prawa negatywne, wymagające od innych jedynie
obowiązku nieingerowania. Inaczej ma się rzecz z tak zwanymi prawami
pozytywnymi (rzeczywistymi czy rzekomymi). Jeśli posiadasz prawo pozytywne,
zarówno ja jak i inni musimy coś uczynić, by to prawo uszanować; możesz mieć
pozytywne prawo jedynie kosztem kogoś drugiego. Prawa pozytywne, czy dyskusja
na ich temat, to rzecz bardzo dzisiaj popularna. Słyszy się na przykład "Mam
prawo do pracy". Jednakże jeśli ja mam prawo do pracy, inni muszą mi tę pracę
zapewnić. A co jeśli nie ma żadnej pracy w dziedzinie, do której zostałem
przygotowany, albo też z powodu zaawansowanej technologii nie istnieje już
rynek na mój produkt? Albo żadnemu pracodawcy nie opłaca się płacić
wynagrodzenia za moją usługę? A może jestem leniwy i odwalam robotę? Albo
przychodzę do pracy pijany, nie potrafię pracować w zgodzie z innymi,
codziennie spóźniam się do pracy, albo biorę wolne popołudnia, bo akurat jest
ładna pogoda? Czy ciągle jeszcze posiadam prawo do tej pracy albo do jakiejś
innej? Jeśli moja odpowiedź brzmi "tak", to znaczy że odbieram pracodawcy
wolność wyboru w tej sprawie. Faktycznie, mam prawo szukać pracy, przyjmować
lub odrzucać tę, którą mi oferują, lub stworzyć samemu własną (rozpocząć swój
własny interes). W takich przypadkach jak zawsze moje (negatywne) prawo polega
na angażowa
Obserwuj wątek
    • wild CZY NIE MAM PRAWA DO PRACY? [2] 17.05.02, 13:03
      W takich przypadkach jak zawsze moje (negatywne) prawo polega na angażowaniu się
      w daną działalność, a jedyną powinnością innych jest nie ingerowanie.

      Podobnie jeśli mam (pozytywne) prawo do bycia wspieranym przez ciebie, musisz
      rozstać się z częścią swojego dochodu, by mnie karmić i zapewnić mieszkanie.
      Jeśli jednostki posiadają prawo do wsparcia kosztem rządu, wtedy od każdego w
      państwie czy społeczeństwie wymaga się, by pomagał w tym wsparciu, bez możliwości
      korzystania ze swego indywidualnego osądu co do tego, czy jednostki te są godne
      tego wsparcia. (Dla kontrastu można dodać, że hojność w zakresie tego, co
      posiadasz, nie narusza żadnego prawa). Prawo do wspierania innych wydaje się
      bardzo ludzkie, lecz nikt nie może korzystać z tego rzekomego prawa bez okradania
      czyjejś kieszeni. To samo dotyczy prawa do mieszkania, prawa do samochodu, do
      telefonu i tak dalej. To są (rzekome) prawa do rzeczy, które muszą zapewnić inni.

      Spójrzmy też, co będzie, jeżeli źródło dostawy się wyczerpie? A co jeśli wielu
      ludzi domaga się prawa, które nie każdy może otrzymać? Gdyby mieszkaniec
      Bangladeszu żądał prawa do trzech posiłków dziennie, nie starczyłoby w całym
      kraju pożywienia, by spełnić to żądanie. A gdyby ludzie Średniowiecza zażądali
      prawa do 48-godzinnego tygodnia pracy, większość z nich umarłaby z głodu, bowiem
      w przedindustrialnej epoce nie byłaby w stanie wyżyć przy tak małym wymiarze
      czasu pracy. Problem ten nie występuje w przypadku praw negatywnych; moje prawo
      do życia zakłada jedynie, żeby inni nie usiłowali pozbawić mnie życia, a liczba
      ludzi nie ma znaczenia, by to prawo mogło być uszanowane.

      Objawem wielkiej mądrości ze strony Ojców Założycieli [4] Stanów Zjednoczonych
      było to, że wśród praw człowieka nie wymienili żadnego z owych rzekomych praw
      pozytywnych. Bez wątpienia przewidywali, do czego takie rzekome prawa mogą
      doprowadzić, a może nawet uważali, że lepiej będzie pozostawić przemysłowi i
      rolnictwu wolność produkcji, a konsumentowi prawo wyboru pomiędzy konkurującymi
      produktami. Lepiej jest też zostawić ludziom swobodę gromadzenia kapitału, jeśli
      potrafią, ponieważ tworzy się w ten sposób szeroki rynek zatrudnienia i
      prosperującą gospodarkę. Wówczas, choć ludzie nie mają prawa do pracy, będzie
      więcej miejsc pracy, i choć ludzie ci nie mają prawa do dochodu innych, będą
      mogli zarobić dla siebie dużo więcej niż to, co w opinii większości współczesnych
      liberałów [5] powinni otrzymać od państwa na podstawie praw pozytywnych.

      Pozostawiając ludziom swobodę takiego awansu, do jakiego są zdolni, stworzy się
      pomyślność, której liberałowie sami prawdopodobnie pragną. Przyczyną ich
      niepowodzenia jest właśnie droga, jaką wybrali do osiągnięcia celu; to oni
      stworzyli formułę powszechnej biedy. Jedynie pozwolenie ludziom na wolne
      działanie w ich własnym najlepszym interesie, na produkowanie, powiększanie i
      wystawianie na próbę swoich oczekiwań w stosunku do rynku, tworzy gospodarkę, w
      której ludzie są wolni od pokusy, by domagać się praw kosztem innych. Do stopnia,
      w jakim zapewnia się (rzekome) prawa pozytywne, prawa negatywne muszą być
      naruszane, a wraz z ich naruszaniem przychodzi bieda, której wszyscy pragniemy
      uniknąć.


      www.libertarianizm.pl/prawa.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka