xiazeluka
06.04.05, 14:11
"W latach 1969-77 Leszek Moczulski był agentem SB - uznał w środę Sąd
Lustracyjny. Zarazem podkreślił, że w kwietniu 1977 r.
Moczulski "zdecydowanie przeszedł do opozycji".
Historyczny lider KPN zapewnia, że nigdy nie był agentem i zapowiada apelację
do sądu II instancji.
Sąd uznał, że od 1969 r. trwała jego "metodyczna współpraca" z SB. Według
sądu, Moczulski jako tajny współpracownik "Lech" informował SB m.in. o
kolegach z tygodnika "Stolica" oraz o przedwojennym gen. Romanie Abrahamie.
Za przekazywane informacje, z których SB czyniła "stosowny użytek", był
wynagradzany. Sąd odrzucił tezę lustrowanego, że jego akta SB sfałszowało w
1984 r. by go skompromitować.
Po wyroku Moczulski zapowiedział w rozmowie z PAP, że wierzy w ostateczne
zwycięstwo w sądzie wyższej instancji. Powtórzył, że akta sprawy zostały
sfabrykowane przez SB w 1984 r. na podstawie podsłuchów jego rozmów i
doniesień innych agentów.
Jeszcze w 1999 roku Moczulski wniósł do sądu o oczyszczenie z zarzutu
agenturalności. W 1992 r. ówczesny szef MSW Antoni Macierewicz umieścił go
bowiem na liście domniemanych agentów UB i SB."
/onet/
_____________________
Jakoś nie jestem zaskoczony...