Dodaj do ulubionych

Dyskryminacja kobiet w polityce

28.06.02, 11:07
Cześć. Ciekawi mnie Wasze zdanie na temat czy Waszym zdaniem kobiety sa
dyskryminowane w polityce. Pisze właśnie na ten temat pracę i jestem bardzo
ciekawa Waszego zdania. I takze na temat takich kwestii jak: odpowiednie cechy
polityka/polityczki, o tym jak powinna byc kampania wyborcza kobiety - czy
powinna sie różnic od męskiej. A wreszcie, która kampania - której polityczki -
podczas wyborów parlamentarnych 2001 najmocniej utkwiła wam w głowie....
Będę bardzo wdzieczna za kazdą opinie.
Obserwuj wątek
    • Gość: # Re: Dyskryminacja kobiet w polityce IP: *.wroclaw.tpnet.pl 28.06.02, 11:10
      bunia21 napisał(a):

      > Cześć. Ciekawi mnie Wasze zdanie na temat czy Waszym zdaniem kobiety sa
      > dyskryminowane w polityce. Pisze właśnie na ten temat pracę i jestem bardzo
      > ciekawa Waszego zdania. I takze na temat takich kwestii jak: odpowiednie cechy
      > polityka/polityczki, o tym jak powinna byc kampania wyborcza kobiety - czy
      > powinna sie różnic od męskiej. A wreszcie, która kampania - której polityczki -
      > podczas wyborów parlamentarnych 2001 najmocniej utkwiła wam w głowie....
      > Będę bardzo wdzieczna za kazdą opinie.

      Powinna sie roznic od meskiej??????
      W ktorym konkretnie miejscu?

      I czy Bunia moze miec 21 jak Basia 39?
      Nie jestes tu czasem "nowa"?

      • bunia21 Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 28.06.02, 11:26
        Cześć gosciu! Jestem nowa- masz racje. I jesli chodzi o 21 to raczej to nie
        jest to o czym myslisz... Jestem troche... Co do mojego pytania. Obserwacje
        pokazuja, ze wokół kampanii kobiet jest inne podejście niż do męskich. Częściej
        sie je pyta o rodzinę, pogodzenie obowiązków niz o faktyczne zagadnienia
        gospodarcze, czy jakies tam inne zawodowe...
        Stad moje pytanie, czy może faktycznie kampania kobiety nie powinna być inna
        niz faceta, bo może takie sa oczekiwania.... Jeżeli kobieta polityk powinna
        miećinne cechy - bo na przykład łagodzi obyczaje, wnosi usmiech i wszystkie tam
        inne stereotypy, to i kampania powinna to odzwierciedlać. Nie wiem...tak sie
        tylko zastanawiam.
        Bunia
    • Gość: Basia93 Re: Dyskryminacja kobiet w polityce IP: 217.67.196.* 28.06.02, 11:17
      bunia21 napisał(a):

      > Cześć. Ciekawi mnie Wasze zdanie na temat czy Waszym zdaniem kobiety sa
      > dyskryminowane w polityce.

      Som bardzo mocno dyskrymi... deskrykro... dysgraf... no, tak robione jak pani
      pisze, kochanieńka. No bo gdyby nie były to dlaczego jezd ich tak mało na
      stanowiskach prezydenta, premiera, we w sejmie czy na derektorskich posadach?

      > Pisze właśnie na ten temat pracę i jestem bardzo
      > ciekawa Waszego zdania.

      Pisz pisz kochanieńka może to cuś zmieni w naszej tragicznej sytuancji.

      > I takze na temat takich kwestii jak: odpowiednie cechy
      > polityka/polityczki,

      Polityczka powinna litować siem nad każdem poczebującem i wspomagać go finansowo,
      a nie liczyć każdom złotówkie dziesienć razy jak te bezduszne samce.

      > o tym jak powinna byc kampania wyborcza kobiety - czy
      > powinna sie różnic od męskiej.

      Kobita może zrobić striptiz a samiec nie bo by wszystkiech rozśmieszył tem
      wielkiem brzuchem!

      > A wreszcie, która kampania - której polityczki -
      > podczas wyborów parlamentarnych 2001 najmocniej utkwiła wam w głowie....

      Izy Siekierkowskiej !
      Ten uśmiech ten imaż ta uroda ta mundrość!
    • bimi Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 28.06.02, 11:20
      bunia21 napisał(a):

      > Cześć. Ciekawi mnie Wasze zdanie na temat czy Waszym zdaniem kobiety sa
      > dyskryminowane w polityce. Pisze właśnie na ten temat pracę i jestem bardzo
      > ciekawa Waszego zdania. I takze na temat takich kwestii jak: odpowiednie cechy
      > polityka/polityczki, o tym jak powinna byc kampania wyborcza kobiety - czy
      > powinna sie różnic od męskiej. A wreszcie, która kampania - której polityczki -
      >
      > podczas wyborów parlamentarnych 2001 najmocniej utkwiła wam w głowie....
      > Będę bardzo wdzieczna za kazdą opinie.

      Osobiście nie zauważyłem jakichkolwiek symptomów dyskryminacji kobiet w życiu
      politycznym w Polsce. Co więcej, jedyny polityk jakiego znam osobiście jest
      nażyczoną mojego znajomego - ona też nie wydaje się być przejęta jakąkolwiek
      dyskryminacją. smile
    • led3 Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 28.06.02, 11:21
      nie chce mi się odpowiadać za ciągnięty język.
      zmień inwokację.
      LED
      • bunia21 Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 28.06.02, 11:29
        Nikogo nie ciagnę za język Po prostu pytam, bez oceny zjawiska, bez jego
        interpretacji. Nie ma znaczenia mój poglad tylko Wasz. I jest dla mnie bardzo
        wazny. Stąd pytam, z nadzieja na konkretne, sensowne odpowiedzi.
    • Gość: kora Tak,utkwił mi. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 28.06.02, 11:31
      w głowie taki obraz "polityczek" na pokazie mody.Może następnym razem coś
      zaspiewają,albo zatańczą.Byłoby zabawne,gdyby nie chodziło o poważne sprawy,a
      tak wszystkie chwyty dozwolone.Ale trzeba uważać,bo wyborcy mogą się obudzić i
      wykosić.Pzdr.
      • bunia21 Re: Tak,utkwił mi. 28.06.02, 11:45
        Dzięki, tyle tylko, że ten pokaz był całkiem niedawno i nic wspólnego z
        wyborami nie miał. Ale mnie też to denerwuje. Bo to głupota totalna...
    • led3 Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 28.06.02, 11:44
      zamiast pracy na temat problemu dyskryminacji kobiet napisz pracę:
      "Dyskryminacja głupoty w Sejmie i Senacie PRL".
      można temat rozwijać temat dowolnie.
      teraz mi się nie chce.
      LED
      • bunia21 Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 28.06.02, 11:48
        LED.
        dyskryminacja głupoty w Sejmie to inna sprawa. Nie mniej ciekawa. Ale mnie
        naprawdę interesuja kobiety. Bo tez taki temat uważam za ważny. A jeśli ktoś
        się z tym nie zgadza, to niech uzasadni swoje zdanie. jestem go bardzo ciekawa.
      • Gość: siedem Dyskografia Kobiet w "Polityce" IP: *.tgory.pik-net.pl 28.06.02, 11:48
        jazz
        drum
        pop
        funky
        hip-hop
        classic

        zapraszam do rzeczowej dyskusji

        spełniony malarz

        7,20
    • wild Dyskryminacja... [ Bunia pisze prace? ]:) 28.06.02, 11:50
      KILKA UWAG W KWESTII DYSKRYMINACJI
      Od dłuższego czasu na łamach "Gazety Wyborczej" toczy się dyskusja o
      dyskryminacji kobiet, feminizmie i o tym, czy w Polsce potrzebna jest ustawa o
      równym statusie kobiet i mężczyzn. Jakoś tak się złożyło, że dotychczas na ten
      temat wypowiadały się same kobiety, co powinno poważnie zaniepokoić
      zwolenniczki i zwolenników równego traktowania obu płci i nie wtłaczania ich w
      określone role... Żarty na bok, ale naprawdę uważam, że będąc mężczyzną mam
      takie samo prawo wypowiadania się na ten temat, co kobiety - zarówno bowiem
      różne traktowanie kobiet i mężczyzn, jak i sugerowane mechanizmy zmian tego
      stanu rzeczy to w istocie coś, co dotyczy obu płci, a nie tylko kobiet.

      Czytając kolejne artykuły publikowane w ramach wspomnianej dyskusji, zauważyłem
      parę rzucających się w oczy rzeczy. Po pierwsze - o ile istnienie i stopień
      dyskryminacji kobiet w naszym kraju były w nich kwestiami spornymi, o tyle nikt
      nie wspomniał o niewątpliwie istniejącej w Polsce prawnej dyskryminacji
      mężczyzn. Otóż, jak wszystkim wiadomo, młodzi mężczyźni posiadający
      obywatelstwo polskie mają obowiązek spędzenia kilkunastu miesięcy w warunkach
      ograniczenia swobody osobistej i swobody poruszania się, przypominających - co
      tu dużo ukrywać - warunki więzienne. Zwie się to zasadniczą służbą wojskową.
      Jak każdy wie, kobiety temu obowiązkowi nie podlegają. Z faktem odbywania przez
      polską młodzież płci męskiej zasadniczej służby wojskowej związany jest też
      prawdopodobnie inny przypadek prawnej dyskryminacji mężczyzn - otóż mężczyzna
      nie ma prawa zawrzeć małżeństwa przed ukończeniem 21 roku życia, chyba że za
      zgodą sądu. Kobietom natomiast wolno wychodzić za mąż już od ukończenia lat
      osiemnastu, a za zgodą sądu nawet lat szesnastu. Tak więc pełnoletni obywatel
      płci męskiej w wieku np. dwudziestu lat nie ma tych samych praw, jeśli chodzi o
      zmianę stanu cywilnego, co jego rówieśnica (nawiasem mówiąc, jest to sprzeczne
      wprost z art. 16 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka).

      Faktu dyskryminacji zdają się tu nie zauważać nawet sami mężczyźni (co
      potwierdzają badania przytoczone przez "GW" z 21 lipca - zaledwie 10% mężczyzn
      uważa się za dyskryminowanych ze względu na płeć). Nic również nie słyszałem,
      aby o przejawie dyskryminacji mężczyzn, jakim jest obowiązek zasadniczej służby
      wojskowej wspominała komisja ONZ w Genewie, krytykująca ostatnio polski rząd za
      dyskryminację kobiet. Ciekawe, na ile wypływa to z (jak mi się wydaje, dobrze
      już zakorzenionego) stereotypu, że dyskryminacja to coś, czemu często podlegają
      kobiety, ale nigdy mężczyźni, a na ile z faktu, że ujęcie obowiązku służby
      wojskowej młodych mężczyzn w kategoriach dyskryminacji płci postawiłoby w
      bardzo niezręcznej sytuacji wielu "postępowych" i walczących z dyskryminacją
      polityków z krajów, w których taki obowiązek istnieje.

      Jeśli ktoś uważa, że takie ujęcie jest dziwne, niech wyobrazi sobie, że Sejm
      uchwala ustawę znoszącą obowiązek zasadniczej służby wojskowej dla mężczyzn i
      wprowadzającą jednocześnie taki obowiązek dla kobiet. Sądzę, że w takim
      przypadku można by się było spodziewać niezwykle ostrych wystąpień feministek,
      a pewnie i uznania Polski na forum międzynarodowym za kraj, w którym kobiety
      dyskryminowane są w sposób wyjątkowo jaskrawy.

      Drugą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, to przejawianie przez feministki
      mentalności "chcę i mieć ciastko, i je zjeść". Mogę się z nimi zgodzić, że nie
      ma "naturalnych ról społecznych" przypisanych kobietom i mężczyznom. Wprawdzie
      tylko kobieta zdolna jest zajść w ciążę i urodzić dziecko, jednak ma ona wolną
      wolę i (o ile nie jest ofiarą fizycznej przemocy) nie musi z tej możliwości
      skorzystać. Może poświęcić cały swój czas i energię np. karierze zawodowej.
      Jednak feministki, jak mi się wydaje, chciałyby czegoś więcej: tego, by kobieta
      mogła wybrać rolę matki, jednocześnie nie ponosząc przy tym uszczerbku w roli
      osoby robiącej karierę zawodową. Jeśli pracodawca nie chce przyjmować do pracy
      kobiet w ciąży, domaga się od nich zobowiązań, że się zwolnią, jeśli zajdą w
      ciążę czy też składania oświadczeń nt. korzystania z uprawnień przysługującym
      pracownikom w związku z opieką nad dzieckiem, uważają to za dyskryminację
      kobiet w ogóle - tak właśnie, jakby rola matek była kobietom przypisana, a nie
      wynikała z ich dobrowolnych wyborów. No cóż, ani nauka, ani tym bardziej
      ideologia nie potrafiły jak dotąd umożliwić zachodzenia w ciążę także
      mężczyznom - jestem jednak przekonany, że gdyby także mężczyźni rodzili dzieci,
      stosunek pracodawców do mężczyzn w ciąży był podobny, jak do kobiet w ciąży. Po
      prostu osoba ciężarna, a następnie opiekująca się dzieckiem nie jest w stanie
      (być może są wyjątki, ale chyba jest zrozumiałe, że pracodawcy w swych
      kalkulacjach nie mogą zakładać, że dana osoba stanowi taki wyjątek) poświęcić
      pracy zawodowej tyle sił i czasu, co osoba nie obciążona takim
      dodatkowym "balastem". Co za tym idzie, jest mniej produktywna i zatrudnienie
      jej jest mniej korzystne niż zatrudnienie kogoś o podobnych umiejętnościach,
      kto daje gwarancję, że nie zajdzie w ciążę i nie będzie poświęcał swego czasu
      na opiekowanie się dzieckiem.

      Mężczyźni, jako że nie rodzą dzieci i przeważnie zajmują się nimi w stopniu o
      wiele mniejszym niż kobiety, na ogół są w stanie poświęcić pracy zawodowej
      więcej czasu i energii. Uważani są więc często - przy jednakowych
      umiejętnościach - za bardziej produktywnych, a co za tym idzie za osoby, które
      bardziej warto zatrudniać i którym warto więcej płacić. Jest to pewien
      stereotyp, którego konsekwencje mogą odczuwać nawet te kobiety, które nie
      wybierają "tradycyjnie kobiecej roli" matki i gospodyni domowej. Ale przyczyną
      jest tu fakt, że lwia część kobiet w dalszym ciągu wybiera "tradycyjne" role,
      choćby chciała łączyć je z karierą zawodową czy polityczną. Jedynie jeśli to
      ostatnie uległoby zmianie (to znaczy jeśli kobiety masowo koncentrowałyby się
      tylko na karierze zawodowej, rezygnując z założenia rodziny lub w ostateczności
      powierzając opiekowanie się dziećmi i zajmowanie się domem swoim partnerom -
      choć rodzenia dzieci niestety nie da się im przekazać), stereotyp ten mógłby
      zaniknąć. Natomiast wszelkie próby zmierzające do tego by "i mieć ciastko, i go
      zjeść" - w rodzaju ustaw zakazujących pracodawcom dyskryminacji kobiet w ciąży
      czy opiekujących się dziećmi - obniżają tylko produktywność gospodarki
      (promując generalnie pracowników mniej produktywnych), utrwalając jednocześnie
      sytuację, w której kobiety usiłują masowo godzić "męską" rolę osoby aktywnej
      zawodowo z "kobiecą" rolą matki i gospodyni, na ogół obie wypełniając w sposób
      niedoskonały. A stereotyp kobiety jako gorszego pracownika bynajmniej nie
      zanika.

      Innym przejawem mentalności "chcę i mieć ciastko, i je zjeść" u niektórych
      wypowiadających się na łamach "GW" feministek jest opowiadanie się przez nie za
      zasadą parytetu płci w gremiach powoływanych lub mianowanych przez organy
      władzy publicznej (odrzucony przez Sejm projekt ustawy o równym statusie kobiet
      i mężczyzn przewidywał tu wymóg co najmniej 40-procentowego udziału każdej z
      płci w takich gremiach). Jest to ni mniej, ni więcej, tylko faktyczne
      popieranie zasady dyskryminacji ze względu na płeć - przy obowiązywaniu takiego
      parytetu płeć osoby starającej się o pracę związaną z członkostwem w takim
      gremium z konieczności musi być brana pod uwagę i jeśli przyjęcie takiej osoby
      oznaczałoby, iż procentowy udział płci przeciwnej w owym gremium byłby zbyt
      niski, to ta osoba nie mogłaby zostać przyjęta - właśnie z uwagi na swoją płeć.
      Tak więc popierające pomysł takiego parytetu feministki z jednej strony
      chciałyby, by dyskryminacji płciowej nie było - by kryterium płci nie było
      stosowane (np. przy zatrudnianiu pracowników w firmach tak państwowych, jak i
      prywatnych), z drugiej jednak strony chciałyby, by
      • wild Dyskryminacja... [ Bunia pisze prace? ]:)) 28.06.02, 11:52
        z drugiej jednak strony chciałyby, by przynajmniej w pewnych szczególnych
        sytuacjach właśnie takie kryterium stosowano. Tak naprawdę bowiem chodzi im nie
        tyle o zlikwidowanie dyskryminacji płciowej, a o większy dostęp kobiet do
        bogactw materialnych, władzy i wpływu na życie publiczne, zaś tego - z czego
        zdają sobie sprawę - samo zniesienie dyskryminacji płciowej nie załatwi,
        zwłaszcza jeśli chodzi o sferę polityki, czy też, jak to nazwano we
        wzmiankowanym projekcie ustawy, "służby publicznej". Wynika to z mniejszej
        aktywności kobiet w tej sferze, co owocuje małym ich udziałem w pracy partii
        politycznych i innych organizacji mających decydujący wpływ na politykę, co za
        tym idzie - małym udziałem w ich decyzyjnych gremiach, a w rezultacie - w
        gronie kandydatów do Sejmu, Senatu, organów administracji publicznej czy
        samorządu terytorialnego (p. prof. Małgorzata Fuszara w swoim artykule "Puch
        ciągle marny" słusznie zauważyła, że "jeśli nie skłania się osób (w ogromnej
        większości mężczyzn) wyłaniających kandydatów do poszukiwania kobiet kandydatek
        na wysokie stanowiska, proces ten odbywa się przez "sieć starych znajomości",
        które w przypadku mężczyzn oznaczają zgłaszanie innych mężczyzn - nie dlatego,
        że nie chcą oni pracować z kobietami czy ich popierać, ale często dlatego, że
        kompetencje czy przygotowanie kobiet są im znacznie słabiej znane"; szkoda
        jednak, że nie chciała wniknąć w powody, dla których kandydatów wyłaniają w
        ogromnej większości właśnie mężczyźni i dlaczego kwalifikacje kobiet są im
        znacznie słabiej znane).

        Z przyczyn ideologicznych (trudno mi znaleźć tu jakiekolwiek inne
        wytłumaczenie) opowiadające się za parytetem feministki twierdzą jednak, że
        tutaj także chodzi im o zniesienie dyskryminacji płciowej. We wspomnianym
        projekcie ustawy o równym statusie znalazł się następujący zapis: "Nie stanowią
        dyskryminacji tymczasowe środki, które zgodnie z celem aktu normatywnego mają
        przyczynić się do osiągnięcia równości płci". Niepokojąco przypomina to "jeśli
        ktoś Kalemu zabrać krowę, to zły uczynek, ale jeśli Kali zabrać komuś krowę, to
        dobry uczynek". P. poseł Teresa Jasztal przedstawiając ów projekt ustawy w
        Sejmie z rozbrajającą szczerością najpierw przytoczyła stosowanie parytetów
        jako przykład dyskryminacji kobiet: "znane są ­ z przeszłości na szczęście ­
        przypadki, iż mimo zapisów konstytucyjnych minister zdrowia wydawał
        zarządzenie, że przy przyjęciach na akademie medyczne należy rezerwować 50%
        miejsc dla jednej płci", po czym oznajmiła: "art. 4 zawiera zapis o kwotowym
        udziale kobiet i mężczyzn we wszystkich gremiach, których członkowie są
        powoływani lub mianowani przez organy władzy publicznej. Ta kwota to nie mniej
        niż 40%. Ma to stanowić krok naprzód do uzyskania równego statusu w
        wymienionych organach, choć i tak obniża docelowy udział w porównaniu z celem
        wyznaczonym przez sekretarza generalnego ONZ, który mówi o 50-procentowym
        udziale kobiet w tych gremiach do 2000 r. (...) Rada Europy proponuje promocję
        pojęcia demokracji parytetowej. Kładzie ona nacisk na dwoistość rodzaju
        ludzkiego składającego się z kobiet i mężczyzn, mających taką samą godność i
        taką samą wartość. Pojęcie to zakłada, że w organach decydenckich każda płeć
        powinna mieć udział co najmniej 40-procentowy". Najprawdopodobniej nie
        dostrzegła żadnej sprzeczności między obiema wypowiedziami - i słusznie, bo w
        świetle "moralności Kalego" (propagowanej niestety, jak widać, także przez
        instytucje międzynarodowe) rzeczywiście żadnej sprzeczności tu nie ma.

        Wreszcie najistotniejsza moim zdaniem rzecz - otóż nikt w całej dyskusji
        wyraźnie nie zaakcentował różnicy pomiędzy dyskryminacją prawną - czyli
        ograniczaniem praw jakiejś grupy ludzi w stosunku do innych (np. na podstawie
        kryterium płci) - a dyskryminacją "prywatną", polegającą na różnym traktowaniu
        osób różniących się jakimiś cechami (tu - płcią) przez inne osoby w codziennych
        stosunkach międzyludzkich. Przykładem pierwszej może być np. przytoczony przeze
        mnie wcześniej obowiązek zasadniczej służby wojskowej dla mężczyzn,
        uzależnienie prawa do zawarcia małżeństwa przez mężczyznę od ukończenia przez
        niego 21 lat czy - przytaczany także przez feministki jako przykład
        dyskryminacji kobiet - różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn (na który
        zresztą można spojrzeć także jako przykład dyskryminacji mężczyzn - kobieta
        nabywa prawo do emerytury wcześniej, nie tracąc prawa do pracy). Przykładem
        drugiej jest np. selekcjonowanie kandydatów do pracy przez pracodawcę według
        jakiegoś kryterium (np. właśnie płci) lub uzależnianie wysokości ich płac od
        tegoż kryterium. Różnica między nimi jest zasadnicza: dyskryminacja "prywatna"
        sama w sobie nie narusza niczyich praw ani wolności (choć może powodować
        nierówności, zarówno na poziomie jednostek, jak i grup), natomiast zakazywanie
        rozmaitych jej przejawów i egzekwowanie takiego zakazu musi właśnie z
        konieczności ingerować w wolność jednostki. Nikt zresztą, jak sądzę, nie myśli
        nawet o całkowitym zakazaniu wszelkich form takiej dyskryminacji - prowadziłoby
        to do jawnego absurdu: jedyną metodą przyjmowania pracowników musiałoby być
        losowanie (bo całkowity zakaz dyskryminacji oznaczałby, że pracodawcy nie wolno
        byłoby nikogo faworyzować nie tylko ze względu na płeć, kolor skóry, stan
        zdrowia czy wiek, ale również ze względu na wykształcenie, doświadczenie
        zawodowe, referencje z poprzednich miejsc pracy, wrażenie z rozmowy
        kwalifikacyjnej, wyniki testów psychologicznych i ankiet, czy - nie daj Boże -
        wygląd zewnętrzny), a wszelkie stowarzyszenia, bez względu na ich cel i
        specyfikę, musiałyby być otwarte dla każdego. Wprawdzie w Konstytucji RP można
        wyczytać, że "nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym
        lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny" (art. 32, p. 2), ale można to chyba
        złożyć na karb, delikatnie mówiąc, braku głębszego zastanowienia się jej
        autorów i nie myślę, by ktoś chciał egzekwować ten artykuł dosłownie. Wiele
        (nie waham stwierdzić się, że większość) form dyskryminacji uważanych jest
        powszechnie (także przez feministki) za rzecz naturalną i niezbędną do
        prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa, a rozmaite nierówności wynikające z
        tej dyskryminacji (np. to, że osoby z dyplomem ukończenia wyższej uczelni
        statystycznie zarabiają o wiele więcej niż osoby z wykształceniem podstawowym
        czy zawodowym) nie są uznawane - i słusznie - za naruszenie niczyich praw.
        Także dyskryminacja na podstawie płci jest powszechnie akceptowana w pewnej,
        wcale nie tak mało ważnej, sferze życia - mianowicie w życiu intymnym. Nikt nie
        kwestionuje prawa np. heteroseksualnego mężczyzny do odrzucenia zalotów
        homoseksualisty czy lesbijki do odrzucenia zalotów mężczyzny (wyjątkiem być
        może są tu właśnie najbardziej skrajne "męskie szowinistyczne świnie"
        uważające, że kobieta winna spełniać męskie zachcianki, ale i oni nie domagają
        się - w każdym razie oficjalnie - prawnego usankcjonowania swoich poglądów).
        Chyba każdy (a zwłaszcza feministki) rozumie, że ograniczenie tego prawa byłoby
        wyjątkowo okrutną ingerencją w wolność jednostki, a społeczeństwo zakazujące
        dyskryminacji w sferze życia intymnego oznaczałoby totalitaryzm (jeśli ktoś nie
        potrafi tego sobie wyobrazić, to polecam tu powieść Roberta Silverberga
        Zamknięty Świat).

        Skoro jednak fakt, że w wyniku stosowania przez pracodawców dyskryminacji ze
        względu na wykształcenie absolwenci wyższych uczelni statystycznie zarabiają
        więcej niż absolwenci zawodówek nie oznacza naruszenia praw absolwentów
        zawodówek, to również fakt, że w wyniku stosowania przez pracodawców
        dyskryminacji ze względu na płeć (załóżmy, że istotnie dlatego, choć przyczyny
        mogą tu być inne - i sądzę, że w dużej mierze właśnie tak jest, o czym pisałem
        wyżej) mężczyźni zarabiają statystycznie więcej niż kobiety nie oznacza
        naruszenia praw kobiet (ch
        • wild Bunia! ciesze sie że mogłem pomóc w pracy! :))) 28.06.02, 11:56
          mężczyźni zarabiają statystycznie więcej niż kobiety nie oznacza naruszenia
          praw kobiet (choć, oczywiście, może się nie podobać). Podobnie skoro zmuszenie
          lesbijki, by przyjęła na swojego partnera mężczyznę czy formułowała ogłoszenie
          towarzyskie tak, by nie preferować kandydatów żadnej konkretnej płci jest
          oczywistym naruszeniem jej wolności, to zmuszenie tej samej lesbijki, by -
          będąc właścicielką firmy - przyjęła do pracy mężczyzn (gdy ona np. nie lubi
          przebywać w męskim towarzystwie, bo mężczyźni budzą w niej wstręt) czy
          formułowała ogłoszenie o pracę tak, by nie preferować kandydatów żadnej
          konkretnej płci jest również oczywistym naruszeniem jej wolności. I tak samo
          naruszeniem wolności jest zmuszenie mężczyzny, by ten - nie chcąc pracować z
          kobietami z powodu choćby najbardziej bzdurnych uprzedzeń - zatrudnił kobiety
          lub też formułował ogłoszenie o pracę tak, by kobiet nie dyskryminować. Co
          prawda, prawidłowo funkcjonujący rynek w krótszym lub dłuższym czasie sam
          skoryguje przypadki takiej dyskryminacji - jeśli ktoś powodowany uprzedzeniami
          woli systematycznie zatrudniać gorszych pracowników tylko dlatego, że są oni
          mężczyznami (lub kobietami), to prędzej czy później jego firma zacznie
          przegrywać z konkurentem, który takich uprzedzeń nie przejawia...

          Pytanie, jaki się tu pojawia, rysuje się więc całkiem wyraźnie: czy można w
          imię zwalczania pewnych wybranych przejawów nierówności (przy czym nie chodzi
          tu o nierówność praw, tylko o nierówność w dostępie do rozmaicie pojmowanych
          korzyści) ograniczać wolność jednostki, w takich jej aspektach, jak swoboda
          dysponowania swoją własnością (bo pracodawca zatrudniając kogoś decyduje o
          własnych pieniądzach), swoboda zawierania umów, wolność słowa (bo czyż np.
          ogłoszenia o poszukiwaniu pracowników nie są "rozpowszechnianiem informacji"
          i "wyrażaniem własnej opinii" w sensie np. art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw
          Człowieka?), swoboda stowarzyszania się czy swoboda wyboru nauczania dla swoich
          dzieci (projekt ustawy o równym statusie zakładał równy dostęp obu płci do
          szkół wszelkich typów i profili zawodowych, czyli innymi słowy delegalizował
          szkoły nie będące szkołami koedukacyjnymi)? A jeśli tak, to jak to uzasadnić w
          świetle tego, że w przypadku innych przejawów takiej nierówności (np.
          nierówność w dostępie do pracy spowodowana gorszym - czy nawet po prostu nie
          odpowiadającym wymogom rynku - wykształceniem, lub też nierówność w dostępie do
          pożądanego partnera życiowego czy seksualnego spowodowana nieatrakcyjnym
          wyglądem, ekscentrycznym zachowaniem albo niewłaściwą z jego punktu widzenia
          płcią) nie tylko nie uznaje się ich za wystarczające usprawiedliwienie dla
          ograniczania wolności jednostki, ale i często w ogóle nie uważa się ich za
          zasługujące na likwidację? Jednak feministki-zwolenniczki ustaw o równym
          statusie i podobnych mechanizmów inżynierii społecznej w ogóle nie próbowały
          odpowiedzieć na to pytanie (którego zresztą nikt im wyraźnie nie zadał). Jednym
          z podstawowych argumentów wysuwanych z ich strony było natomiast powoływanie
          się na autorytet - takich instytucji, jak Rada Europy i ONZ. Roma (a raczej
          Strasburg i Nowy Jork) locuta, causa finita?

          Jacek Sierpiński ( to nie ja! )
          • bunia21 Re: Bunia! ciesze sie że mogłem pomóc w pracy! :))) 28.06.02, 12:14
            Wow. Wild jestem Ci bardzo wdzięczna za Twoje zdanie, obojetnie czy się z nim
            zgadzam, czy nie. Ale ciesze się, że masz solidne podejście do sprawy. Temat
            równouprawnienia jest nie do rozstrzygnięcia. Widzisz, ja jestem w stanie
            zrozumieć, że pracodawca mniej chętniej zatrudnia kobiety, bo ciąża...Ale juz
            argument, że gorzej pracuje, bo ma małe dziecko nie przekonuje mnie. Moim
            zdaniem o to chodzi, żeby po pierwsze panowie tak mocno sie włączyli w opiekę
            nad dziećmi, żeby nie było problemu - tylko mama..., a po drugie system opieki
            różnych placówek nad dziećmi był tak rozbudowany, żeby umożliwić rodzinom
            spokojna pracę. Tak sie jakoś składa, że wszystkie blizsze i dalsze dzzieciate
            rodziny maja nianie i w ten sposób dom w żaden sposób nie koliduje z pracą.
            Co do polityki i do wybierania kobiet do władz, czy na różne listy wyborcze, to
            prawda jest taka. Ponieważ kobiety mniej zarabiają nie stanowią dla partii tak
            trakcyjnego kaska jak panowie. Po drugie zaś niestety w partiach przeważa
            metoda koleżeństwa i sympatii, którą zdobywa sie podczas suto zakrapionych
            imprez. A że Panie mniej pija, to zrozumiałe, że maja mniejsze szanse. nie
            mowiąc juz o stereotypach, że kobiety do polityki się nie nadaja i tak dalej. Z
            uszczerbkiem dla nas wszystkich jest więc stan, kiedy główne stanowiska w
            partiach, we władzach dobierane są wobec klucza innego niz fachowość.
            I o to także chodzi w tych dyskusjach.
            Plus fakt, żeby niczego z góry nie zakładać. Także tego, że każda kobieta chce
            i będzie matką....
            Co do Twoich zarzutów o dyskryminowanie Panów, to się zgadzam. Popatrz tylko,
            że idzie to i w drugą stronę. dziewczyny, które chcą stać się żołnierzami...
            nie maja tego prawa. W syteuacji, gdzie żołnierstwo opierało się na sile
            fizycznej -może i miało to jakieś uzasadnienie, ale dzisiaj? Przyklad otwarcia
            WAT-u dla pan pokazuje, że są one zainteresowane taką działalnością. Więc ta
            dyskryminacja Panów, jest też dyskryminacja Pań...
            A poza wszystkim jestem zwolenniczka zawodowej słuzby wojskowej. Dostepnej dla
            wzsystkich.
            jedna jeszcze rzecz mnie poruszyła w Twojej wypowiedzi. Stwierdzenie, że
            kobietom zależy na korzyściach jakie wiążą się z polityką. Czy oznacza to, że
            panowie ida do polityki tylko i wyłącznie dla korzyści materialnych??? A poza
            tym, nie wolno zakła, że nawet jeśli tak robia, to takie same powody kieruja
            kobietami. A nawet jeśli, to świadczy to o tym, że jesteśmy tacy.
            Uff rozpisałam sie i pewnie chaotycznie...
            dzięki
    • Gość: Calm Re: Nie ma dyskryminacji IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 12:09
      Około 50% wyborców to kobiety. Skoro nie ma 50% kobiet w parlamencie nie można
      tu mówić o męskiej szowinistycznej dominacji. Po prostu kobiety częściowo
      głosują na facetów. Fakt bezsporny. W polityce jak w innych branżach działają
      wewnętrzne mechanizny, one eliminują osobniki słabsze. Kobiety rzadziej
      występują w polityce bo jest im trudniej być dwulicowymi, niewrażliwymi,
      zimnymi karierowiczkami (nie dotyczy angielskiej stalowej damy Margaret T.). Ja
      bym tu szukał przyczyny, ale może się myle. W każdym bądź razie odpada męski
      spisek.
      Pzdr
      • Gość: siedem & jeszcze jedno IP: *.tgory.pik-net.pl 28.06.02, 12:13
        skoro kobiety domagają się 50% w parlamencie to ja domagam się 50% miejsc w
        obsłudze sauny 'dla kobiet' dla mezczyzn, w tym 1 gwarantowane dla 7 na
        stanowisku "recznikarz" i pisarz.


        może wtedy się spełnię

        7,04
        • led3 Re: & jeszcze jedno 28.06.02, 12:17
          a jako dyskryminowana kobieta domagam się -być chociaż jeden dzień facetem!
          a wtedy-ja wam pokażę!!!
          LED
          • led3 Re: & jeszcze jedno 28.06.02, 12:50
            led3 napisał(a):

            > a jako dyskryminowana kobieta domagam się -być chociaż jeden dzień facetem!
            > a wtedy-ja wam pokażę!!!
            > LED

            kobieta z nadinterpretacją własnych ambicji jest równie groźna-jeśli nie bardziej-
            od mężczyzny z taką samą nadinterpretacją.
            LED
            • Gość: siedem danka nie pisz brajlem /nt IP: *.tgory.pik-net.pl 28.06.02, 12:52
              7,05
      • wild radykalnie radykalnie antykobiecy spisek kobiet?:) 28.06.02, 12:13
        Gość portalu: Calm napisał(a):

        > Około 50% wyborców to kobiety. Skoro nie ma 50% kobiet w parlamencie nie można
        > tu mówić o męskiej szowinistycznej dominacji. Po prostu kobiety częściowo
        > głosują na facetów. Fakt bezsporny. W polityce jak w innych branżach działają
        > wewnętrzne mechanizny, one eliminują osobniki słabsze. Kobiety rzadziej
        > występują w polityce bo jest im trudniej być dwulicowymi, niewrażliwymi,
        > zimnymi karierowiczkami (nie dotyczy angielskiej stalowej damy Margaret T.). Ja
        >
        > bym tu szukał przyczyny, ale może się myle. W każdym bądź razie odpada męski
        > spisek.
        > Pzdr

        które uwielbiają dwulicowych, niewrażliwych i zimnych karierowiczów =smile


        pięciolicowy.w
      • bunia21 Re: Nie ma dyskryminacji - ??? 28.06.02, 12:21
        Troche to nie tak. Ordynacja wyborcza w Polsce skonstrowana jest tak, że
        głosuje się zarówno na ludzi, jak i na listy - czyli partie. Około 2/3 w osó w
        Sejmie wchodzi z pierwszych trzech miejsc. A poza tym wyborcy nie zawsze maja
        wybór, ponieważ w Polsce jest wiele okregów, w których na listach nie ma
        kobiet. A nawet jeśli są to na bardzo dalekich miejscach. Wola wyborcy niestety
        nie zawsze wystarczy.
        A poza wzsystkim - prawybory PO pokazały, że chcą ludzie chca głosować na
        Panie. bardzo dużo z nich znalazło się wpierwszej piątce listy... Może to
        oczymś świadczy.
        • Gość: siedem przepraszam ze sie po chamsku czepiam, ale IP: *.tgory.pik-net.pl 28.06.02, 12:32
          bunia21 napisał(a):
          \
          > Panie. bardzo dużo z nich znalazło się wpierwszej piątce listy...


          1?
          2?
          3?
          3?
          5? to tez bardzo dużo?

          7,00
          • bunia21 Re: przepraszam ze sie po chamsku czepiam, ale 28.06.02, 12:36
            Ja się Ciebie nie czepiam za to, co i jak piszesz, wiec prosze o to samo. Były
            to - o ile pamiętam dwie Panie, a zważywszy, że w innych partiach pirwsze byłu
            dopiero na 15 bodajrze miejscu - to chyba niezły wynik. Dla ścisłości. Nie
            jestem zwolenniczką PO i nie o to tu chodzi... tylko o fakty. Więc nie wiem po
            co Twoja ironia...
            • Gość: siedem Re: przepraszam ze sie po chamsku czepiam, ale IP: *.tgory.pik-net.pl 28.06.02, 12:39
              bunia21 napisał(a):
              |
              > jestem zwolenniczką PO i nie o to tu chodzi... tylko o fakty. Więc nie wiem po
              > co Twoja ironia...

              bo szlag mnie trafia kiedy widzę jak mało mamy kobiet w polityce. "dłużej tego
              nie zniosę"*

              7,00
              *-powiedziała kura do linijki przyłożonej do włśnie zniesionego jajka

        • Gość: Calm Re: Nie ma dyskryminacji - ??? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 13:04
          Jest partia przyjaciól piwa to czego nie partia kobiet? Mówie poważnie. Baby
          zorganizujcie się zamiast chodzić narzekać i stękać o dyskryminacji.
          • Gość: AA Re: Nie ma dyskryminacji - ??? IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 13:06
            Babeczki wiedzą, że taka partia nie ma szans, a jako osoby ze wszech miar
            pragmatyczne nie robią tego co nie ma sensu
          • bunia21 Re: Nie ma dyskryminacji - ??? 28.06.02, 13:19
            Ale właśnie to robią. Przedw yborami 2001 działała Przedwyborcza Koalicja
            Kobiet, która promowała kobiety, aktywna była Parlamentarna Grupa Kobiet,
            fundacja eFka. nie można stworzyć jednej partii kobiet, bo niby dlaczego
            wszystkie maja mieć takie same poglady na wszystkie sprawy. Tyle tylko, że nie
            porównujmy PPPP i spraw kobiecych, bo śmiech nie jest tu mądrym narzędziem.
            Więc Panie nie marudza, a próbuja cos robić. Trzeba tylko dobrej woli Calm. Nie
            wiem czy jeste kobieta, czy mężczyzną, ale nie ma to znaczenia. jeśli jestes
            Panią i uważasz, że nie jestes dyskryminowana - Twoja sprawa, jesli jesteś
            Panem i uważasz, że kobiety maja taką samą sytuację jak Panowie, to pomysl o
            swojej ewentualnej żonie, córce. Czy chciałbyś żeby robiły testy ciążowe do
            pracy, czy chciałbys żeby mniej zarabiały.... I tak dalej. Wszystko moim
            zdaniem zależy od punktu siedzenia...
            • Gość: Calm Re: Nie ma dyskryminacji - ??? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 14:47
              Jestem facetem, kwestia zarobków kobiet to kwestia charakteru i zdecydowania.
              Moja żona zarabia więcej odemnie i nie mam kompleksów, jestem wręcz z niej
              dumny. Są kobiety zarabiające krocie, są kobiety aktywne w polityce, są kobiety
              których interesuje tylko rodzina. Zostaw kobietom wolny wybór. Nie
              uszcześliwiaj wszystkich na siłe. Nie każda chce być politykiem i nie każda się
              nadaje (tak jak nie kazdy facet). A parytet kobiet w polityce przypomina
              parytet osób pochodzenia wiejskiego dawniej na studiach, głąb ale z dobrym
              pochodzeniem. Kobiety same zdecydują co chcą robić. Ja im nie zabraniam a ty
              ich w to nie wrabiaj na siłę.
              • bunia21 Re: Nie ma dyskryminacji - ??? 28.06.02, 15:15
                Dla uściślenia. Ja niogo nie zmuszam. Jeżeli ktos nie chce byc politykiem, nikt
                go do tego nie zmusi. Ale chciałabym, żeby miał do tego takie same szanse jak
                inni. Tak samo z praca. Nie mam najmniejszej ochoty słyszeć, że polityka nie
                jest dla kobiet, bo to taka brudna sprawa... (jakie eleganckie wytłumaczenie).
                Czy mam dla dzieci opieke podczas mojej pracy - czy jakiegokolwiek faceta ktoś
                sie o to pyta??? A tak sie akurat słada, że nie mam mozliwości zrywania się z
                pracy, więc problem dzieci rozwiązany jest poprzez nianię. Ale dlaczego
                pracodawca z góry zakłada moja mniejszą dyspozycyjność. A co do Twojej żony.
                Nic nie wiem o Was, o tym jakie stanowisko Twoja żona zajmuje. Pytanie jest
                tylko takie, czy będac facetem na tym samym stanowisku nie zarabiała więcej...
                Tego pewnie nie wiemy, ale pytania można zadawać, prawda?
                Wiesz swoja droga to dziwne, że obracając się w dzisiejszym świecie, ludzie nie
                zauważaja przejawów dyskryminacji... Ja je widzę i troche mnie to boli.
                Nie mysl oczywiście, że tylko w przypadku kobiet - takze mężczyzn. Dlaczego od
                Was się wymaga, żebyście byli głównymi żywicielami, nie uczestniczyli w pełni w
                wychowaniu dzieci. Fakt, że mężczyzna zostaje w domu i przejmuje obowiązki
                domowe budzi powszechny smiech i okresleie pantoflarz. Nie spotkałeś się z tym?
                To sa dwie srtony tego samego medalu....
                • Gość: Calm Re: Nie ma dyskryminacji - ??? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 15:50
                  Co do mojej żony przejeła stanowisko po facecie z tą samą pensją a po tym
                  dostała podwyżkę. Tylko moja żona może powiedzieć czy jest dyskryminowana, ja
                  tak nie sądze. Pamiętaj każdy jest kowalem własnego losu, skoro kobiet nie ma w
                  polityce znaczy że kują inaczej. Dygresja z pantoflarzem jest nie na miejscu,
                  nikt rozsądny nie uważa utrzymywania domu przez mężczyzn za pantoflarstwo.
                  Jeżeli chcesz przykład dyskryminacji mężczyzn, to jest jeden przykład.
                  Sądownictwo. W sądzie większe prawo do opieki nad dzieckiem ma puszczalska
                  zapijaczona bezrobotna matka niż niepijący pracujący ojciec. Ale czy faceci
                  chcą aby 30% dzieci przyznawano facetom żeby była równość społeczna. Zastanów
                  się. Dzieckoi w imię jego dobra powinno zostać pod opieką lepszego rodzica,
                  czasami oboje są naprwde dobrzy, i tak powinno być w polityce. Tylko osoby do
                  tego nadające się (bez względu na płeć)a nie takie których płci jest mniej.
                  Wybierajmy lepszych a nie ustalajmy bzdurną norme do wyrobienia.
                  • bunia21 Re: Nie ma dyskryminacji - ??? 28.06.02, 16:06
                    Calm, posłuchaj. To prawda, że tatusiowie mają rzadziej przyznawana opieke nad
                    dziećmi. Ale czy pokusiłeś sie kiedys o sprawdzenie, ilu takich tatusiów o te
                    opieke sie ubiega. Z tego co wiem, mowa jest o ok. 7%. To chyba nie za duzo
                    prawda? A idac Twoim tokiem rozumowania, kazdy ma to, co naprawdę chce mieć,
                    więc może po prostu nie chcecie? Co do pantoflarza to myslałam, nie o facecie
                    który utzrymuje dom, ale właśnie o takim, który zostaje z dziećmi w domu....
                    Jesli nie do końca ścisle sie wyraziłam, to przepraszam.
                    I tak na marginesie. Ja naprawde nikomu nic na siłę nie narzucam. Ale nie chcę,
                    żeby ktoś mi coś utrudniał. I nie oceiał mnie przez pryzmat BAABY, tylko
                    człoweka. Nie wiem, może marze o zbyt wielkiej rzeczy, ale marzyc kazdemu
                    wolno...
                    A poza tym chcę, żeby moje dzieci - dziewczynka i chłopiec - po prostu robili
                    to co chcą.
                • Gość: wikul Re: Nie ma dyskryminacji - ??? IP: *.acn.waw.pl 29.06.02, 01:11
                  bunia21 napisał(a):

                  > Dla uściślenia. Ja niogo nie zmuszam. Jeżeli ktos nie chce byc politykiem, nikt
                  >
                  > go do tego nie zmusi. Ale chciałabym, żeby miał do tego takie same szanse jak
                  > inni. Tak samo z praca. Nie mam najmniejszej ochoty słyszeć, że polityka nie
                  > jest dla kobiet, bo to taka brudna sprawa... (jakie eleganckie wytłumaczenie).
                  > Czy mam dla dzieci opieke podczas mojej pracy - czy jakiegokolwiek faceta ktoś
                  > sie o to pyta??? A tak sie akurat słada, że nie mam mozliwości zrywania się z
                  > pracy, więc problem dzieci rozwiązany jest poprzez nianię. Ale dlaczego
                  > pracodawca z góry zakłada moja mniejszą dyspozycyjność. A co do Twojej żony.
                  > Nic nie wiem o Was, o tym jakie stanowisko Twoja żona zajmuje. Pytanie jest
                  > tylko takie, czy będac facetem na tym samym stanowisku nie zarabiała więcej...
                  > Tego pewnie nie wiemy, ale pytania można zadawać, prawda?
                  > Wiesz swoja droga to dziwne, że obracając się w dzisiejszym świecie, ludzie nie
                  >
                  > zauważaja przejawów dyskryminacji... Ja je widzę i troche mnie to boli.
                  > Nie mysl oczywiście, że tylko w przypadku kobiet - takze mężczyzn. Dlaczego od
                  > Was się wymaga, żebyście byli głównymi żywicielami, nie uczestniczyli w pełni w
                  >
                  > wychowaniu dzieci. Fakt, że mężczyzna zostaje w domu i przejmuje obowiązki
                  > domowe budzi powszechny smiech i okresleie pantoflarz. Nie spotkałeś się z tym?
                  >
                  > To sa dwie srtony tego samego medalu....


                  Próbujesz walczyć (jak piszesz) z jednymi stereotypami tworząc lub utrwalając
                  inne . Gdzie i na jakiej podstawie twierdzisz że to kobiety zarabiaja mniej od
                  mężczyzn . Moje całe długie zawodowe życie tego nie potwierdza . Również
                  tradycyjny podział ról jest mitem bardzo chętnie podnoszonym przez feministki
                  a nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością
                  Obserwujemy na ekranie telewizorów jak świetnie mężczyźni sobie radza z gotowaniem
                  i jak wiele kobiet nie ma o tym zielonego pojęcia . Komunistyczne warunki życia
                  przez które kilka pokoleń Polaków musiało przejść , zweryfikowały chyba ten
                  stereotyp . Po prostu bez współpracy męża i żony nie możliwe byłoby jednoczesne
                  dokonywanie zakupów ( z ustawicznym wystawaniem w kolejkach ) ,gotowanie ,
                  sprzatanie , opieka nad dziecmi , pomoc w nauce , itp.
                  Tak było u mnie i tak było we wszystkich znajomych rodzinach . U nikogo to nie
                  budziło usmiechu a pantoflarz to zupełnie co innego . Można nic nie robić w domu
                  i być pantoflarzem i odwrotnie .
                  Moja żona w ostatnich latach też zarabiała lepiej ode mnie i dopuki nie podnosiła
                  tego w sprzeczkach nie było to dla mnie czymś nadzwyczajnym . Niestety po kilku
                  takich "rozmowach" to ja poczułem sie dyskryminowany .
                  O dyskryminacji mężczyzn w Polsce obszernie pisał Wild , ja tylko chciałbym
                  dodać że najbardziej niesprawiedliwe i dyskryminujące mężczyzn są przepisy
                  emerytalno - rentowe .


                  Kobiety w Polsce mogą znacznie łatwiej zrobić karierę polityczną niż mężczyźni.
                  Jest to spowodowane znacznie mniejszym zaiteresowaniem polityką wśród kobiet
                  a więc mniejszą konkurencją . Niezliczona ilość pism , romansów i innych tego
                  typu wydawnictw znakomicie obrazuje zainteresowania kobiet w Polsce .Nie ma nic
                  w tym złego . Po prostu takie są ich preferencje czytelnicze i zainteresowania .
                  Jest wiele mądrych kobiet udzielających się skutecznie na różnych polach które
                  przydałyby sie w polityce . Niestety do polityki trafiają często nie te a takie
                  np.jak p.Hojarska , która jest jednocześnie dobitnym przykładem jak łatwo jest
                  trafić do polityki .
                  • Gość: Mania Re: Nie ma dyskryminacji - ??? IP: *.proszynski.pl / *.proszynski.pl 01.07.02, 13:17
                    hej, ale sam napisałes, że ogladamy na ekranie telewizorów. To kolejny
                    stereotyp, że facet jest mistrzem kuchni. A jak wyglada prawda w domu? To Panie
                    najczęściej gotują. Co do danych o zarobkach, nie jest to wymysł Buni, tylko
                    oficjalne dane - nie tylko Polskie ale i prawie całego świata zachodniecho.
                    Prawda jest taka, że zarabiaja ok. 30% mniej. Bez wchodzenia w przyczyny.
                    A co do polityki, to własnie przejawem dyskryminacji jest to, że zauważasz
                    Hojarska i jej negatywne cechy, a nie widzisz kilkudziesięciu jej kolegów
                    zróżnych stron sceny politycznej, którzy robią o wiele więcej złych rzeczy niz
                    ona. Ale poza wszystkim Buniu - do Ciebie - myslę, że wszyscy niewiele Ci
                    pomogli, bo wkroczyli na dziwne tory dyskusji. A ja uważam, że kobiety sa
                    dyskryminowane, a faceci sa ślepi, że tego nie widzą. Co do udziału kobiet, to
                    niestety jest zbyt mała, i uważam, że parytet bardzo by im pomógł.Szwecja jest
                    ideałem.
    • Gość: AA Re: Dyskryminacja kobiet w polityce IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 12:21
      Kobiety i mężczyźni są sobie równi i basta!
      Nie płeć jest istotna, ale umysł.
      Łętowska na przykład jako Rzecznik Praw Obywatelskich sprawdziła się. Przykłady
      można mnożyć i pozytywne i negatywne - również w przypadku mężczyzn.
      Tak samo nierozumne są twierdzenia feministek, by w Sejmie ileś tam % mandatów
      zagwarantować kobietom. Co za bezsens. Znowu "nie matura lecz chęć szczera..."
      • Gość: # "kobiety, mlodziez i dzieci do polityki" -:Chlop. IP: *.wroclaw.tpnet.pl 28.06.02, 12:38
      • Gość: # Co z parytetem po zmianie plci????/nt IP: *.wroclaw.tpnet.pl 28.06.02, 13:00
        • Gość: AA Re: Co z parytetem po zmianie plci????/nt IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 13:02
          Trzeba jednego posła wykastrować dla równowagi
          • Gość: # . Wszystko zależy od punktu siedzenia.. /nt IP: *.wroclaw.tpnet.pl 28.06.02, 13:28
            • Gość: AA Re: . niek nie jest obiektywny IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 13:37
            • Gość: AA Re: . Miało być "nikt" IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 13:38
              • Gość: # Naprawde miało być NIK. /nt IP: *.wroclaw.tpnet.pl 28.06.02, 13:40
                • Gość: AA Re: czemu nieby? IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 13:42
                  • Gość: AA Re: psia krew, znowu literówka :-( IP: *.sggw.waw.pl 28.06.02, 13:43
                    • wild oj bez nerwów :) 28.06.02, 21:14
                      faktem jest że część sprawdza w łordzie ale... tongue_out
    • Gość: Perła do buni21 jest IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 01:14
      Jestem wyjątkowym specjalistą w sprawie tej. Zadaj konkretne pytania a odpowiem
      właśnie.

      Perła
      • jacek#jw A ja mogę? 01.07.02, 14:16
        Gość portalu: Perła napisał(a):

        > Jestem wyjątkowym specjalistą w sprawie tej. Zadaj konkretne pytania a odpowiem
        >
        > właśnie.
        >
        > Perła

        Czym różni się kobieta od mężczyzny?
    • Gość: zak Re: Dyskryminacja kobiet w polityce IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.07.02, 14:02
      i ten temat znowu wracasmile))))))))
      - w swietle wyrzucenia Piwnik
    • ptwo Re: Dyskryminacja kobiet w polityce 09.07.02, 18:26
      bunia21 napisał(a):

      > Cześć. Ciekawi mnie Wasze zdanie na temat czy Waszym zdaniem kobiety sa
      > dyskryminowane w polityce. Pisze właśnie na ten temat pracę i jestem bardzo
      > ciekawa Waszego zdania. I takze na temat takich kwestii jak: odpowiednie cechy
      > polityka/polityczki, o tym jak powinna byc kampania wyborcza kobiety - czy
      > powinna sie różnic od męskiej. A wreszcie, która kampania - której polityczki -
      >
      > podczas wyborów parlamentarnych 2001 najmocniej utkwiła wam w głowie....
      > Będę bardzo wdzieczna za kazdą opinie.

      Uważam, że mówienie o dyskryminacji kobiet w polityce czy gdziekolwiek indziej
      jest zwykłą bzdurą, za pomocą której usiłuje się zamazywać faktycznie istniejące
      problemy, na które ludzie odpowiedzialni za to nie potrafią znaleźć rozwiązania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka