enemy-at-the-gate
18.06.05, 16:44
Wybory w Iranie wywołały zrozumiałe poruszenie w świecie zachodnim. Modelowe
państwo dla wszystkich zwolenników teokracji islamskiej, największy
terrorysta na świecie i zarazem kraj roszczący pretensje do zajęcia pozycji
lokalnego mocarstwa, od kilku lat już przynajmniej znajduje się w odwrocie.
Władze twardo trzymają się muzułmańskiej ortodoksji, ale społeczeństwo, na
przemian, to burzy się przeciwko represyjnemu porządkowi politycznemu i
gospodarczemu zacofaniu, to popada w apatię, odmawiając współpracy z reżimem.
Pod tym względem przypomina społeczeństwo polskie lat siedemdziesiątych i
osiemdziesiątych: skompromitowana ideologia stanowiła ostatnią legitymację
władzy, traktowaną nieufnie, cynicznie albo zgoła lekceważąco.
Uważa się, że w obecnych wyborach dużą rolę odegra opozycja, która będzie
głosowała na swoich umiarkowanych kandydatów. Wielu z nich, z naszego punktu
widzenia, zaliczono by do twardogłowych, ale w warunkach tamtego państwa o
zasadniczej różnicy decydują niuanse, dla nas nawet z trudem dostrzegalne.
Rzecz nie w tym nawet, czy do władzy dojdą demokratycznie myślący politycy.
Bardzo wątpliwie, aby tak się stało, choćby z tych prostych względów, że
osobistości takich w tym kraju nie ma, a poza tym - bezpośrednie i
natychmiastowe przeniesienie liberalnego systemu zachodniego do Iranu nie
jest możliwe. Nie należy więc podobnych efektów oczekiwać albo przeżywać
rozczarowania z powodu niepowodzenia.
Najistotniejszą rzeczą w obecnych wyborach jest sam ferment. Jeśli w ogóle
dojdzie do drugiej tury wyborów, to będzie sukces.
Społeczeństwo to burzy się coraz częściej, domaga się reform, cywilnych
porządków, otwarcia na świat. Dotychczasowe wybuchy niezadowolenia władze
tłumiły. Wyraźnie jednak nie są w stanie wytępić sprzeciwu wobec reżimu
tkwiącego w ludziach. Nie potrafią ponownie, jak w szczytowym okresie
rewolucji irańskiej, wszczepić obywatelom zapału do fundamentalizmu
muzułmańskiego, który zastąpiłby tęsknotę do Zachodu. Nie mogą też odwrócić
uwagi ludzi, zaspokajając ich więcej niż podstawowe pragnienia życiowe. W
zacofanym kraju młodzież nie widzi perspektyw dla siebie, ciągle podstawą
gospodarki jest ropa naftowa, który to przemysł daje bardzo mało miejsc pracy.
Nastroje społeczeństwa irańskiego podzielają chyba wszystkie narody Bliskiego
Wschodu. Zastygłe w na poły średniowiecznych strukturach, trwały przez
dziesiątki i setki lat bez zmiany. Frustrację kanalizowano i kierowano na
stwarzanego na użytek inżynierii społecznej wroga zewnętrznego - Amerykę i
cały Zachód.
Od wkroczenia wojsk koalicji do Iraku w społeczeństwach tych zapanowało
poruszenie - od sąsiednich, jak Syria, Arabia Saudyjska i Liban, po odległe
jak Egipt. Nie ma dnia, abyśmy nie czytali (słyszeli) o nieśmiałych próbach
reform w którymś z państw regionu, o protestach, konfliktach, walkach, coraz
częściej - o zamachach, jak właśnie w okresie wyborczym w Iranie. Wszystko to
świadczy o narastającym fermencie, o rosnącym konflikcie wewnętrznym. Jeszcze
do niedawna "uśpione" zdawałoby się narody, zaczynają się budzić.
Nie ulega wątpliwości, że wojna w Afganistanie, a zwłaszcza interwencja w
Iraku, stanowiły duży wstrząs dla tych społeczeństw. Zarazem stworzyły
podstawę dla rozmaitych ruchów, dążeń i tendencji. Ponieważ narody te nie
mają żadnej praktycznie tradycji obywatelskiej, przeto owe ruchy są słabe,
niezorganizowane i nieukierunkowane. Ale już się zaczęły - i to jest
najważniejsze. Najbliższe lata będą okresem formowania się społeczeństw
obywatelskich Bliskiego Wschodu.
(Quelle: PDN NY ck)