_karp
30.07.02, 15:23
Jest upał więc nie wykluczam, że moje myslenie skażone jest pewnymi błędami (
jakimi ? ).
Ale do rzeczy. Przyjmijmy, iż aktualnie na terenie III RP zamieszkuje
populacja 40tys osób uznających swoje żydowskie pochodzenie ( liczba ta
wydaje mi się zawyżona ale pozostawmy ją dla ułatwienia rachunków ). Łatwo
więc obliczyć, że na jednego Żyda w Polsce przypada około tysiąca nie-Żydów.
Skoro tak to należy przyjąć, że prawie wszystkie gremia o charakterze
politycznym, naukowym, sportowym, dziennikarskim, plotkarskim i Bóg wie
jeszcze jakim mogą szczycić się obecnością jedynie śladowych ilości
przedstawicieli omawianej populacji. Jeśli więc słyszę o usiłowaniach
odbudowy społeczności żydowskiej w Polsce ( Stanisław Krajewski ) to zadaję
sobie pytanie jak to w praktyce dałoby się realizować. Skoro już w XVI w (
jak zaświadcza swoim życiorysem koleżanka Helga ) następowały dosyć
silne „biologiczne zapędy” przeciwstawiające się utrzymaniu „czystości
rasowej” Żydów to jak w takim razie zapewnić pewną etniczną spójność w
naszych „skomplikowanych prokreacyjnie” czasach. Zakładam tu ( nie wiem czy
słusznie ), że z Cygana Żyda nie da się łatwo zrobić nawet gdy ten ostatni
zafascynowany jest judaizmem. Innymi słowy czy jest jakiś etos ( i czy jest
on dość nośny ), który pozwoli naszym Żydom przetrwać jako rozpoznawalna
grupa społeczna ? Czy jest to wogóle możliwe bez wyraźnej izolacji (
religijnej ? kulturowej ? rasowej ? a może jeszcze jakiejś innej ) ?. Temat
wydaje mi się interesujący choć przyznać muszę, że jest to problem przede
wszystkim samych Żydów i jedynie Oni sami muszą sobie z nim poradzić. Ciekawe
czy i jak sobie radzą ?