Prawie wszystkie białostockie korporacje taksówkarskie ponownie wprowadziły
aż 50-procentowe zniżki za przejazd. Nic nie dały negocjacje sprzed kilku
miesięcy i uzgodnienia stosowania 20-procentowych ulg dla stałych klientów.
Rywalizacja taksówkarzy na zniżki trwa w Białymstoku od prawie trzech lat. Co
jakiś czas niektóre korporacje ogłaszają duże bonifikaty i próbują w ten
sposób pozyskiwać dodatkowych klientów. Według statystyk, Białystok należy do
tych polskich miast, w których jest najwięcej taksówek w proporcji do liczby
mieszkańców.
W maju tego roku niektóre korporacje zaczęły stosować zniżki aż o połowę
ceny. Kierowcy mówili wtedy jednak, że kursów było więcej, ale zyski takie
same, jak przed ogłoszeniem promocji. Mimo to podobne działania zaczęły
stosować i inne grupy radio-taxi. W czerwcu doszło do porozumienia i kierowcy
zobowiązali się znowu do stosowania 20-procentowych zniżek dla stałych
klientów.
W tym tygodniu znowu jednak doszło do obniżek (tym razem nazywanych jesienną
promocją), choć kierowcy wszystkich korporacji przyznają, że jazda za taką
cenę jest nieopłacalna.
Od rozpoczęcia "wojny cenowej" konflikty między białostockimi korporacjami
radio-taxi mają miejsce co kilka miesięcy. Były już próby ujednolicenia rynku
i np. odejścia od honorowania kart stałego klienta i zniżek stosowanych
wówczas po zamówieniu taksówki przez telefon. Po kilku tygodniach pierwsze
korporacje wróciły jednak do zniżek, potem kolejne.
Sami kierowcy, jak i władze miejskie oceniają, że głównym problemem jest zbyt
duże "zagęszczenie" taksówek w Białymstoku, w proporcji do liczby
mieszkańców, przy dosyć "płytkim" rynku.
Szacuje się, że w dziewięciu białostockich korporacjach jeździ ok. 1,5 tys.
taksówek. Jedna przypada tu na prawie dwustu mieszkańców, podczas gdy np. w
Częstochowie i Lublinie - na ponad trzysta osób.
info.onet.pl/564963,11,item.html
I nie lepiej wprowadzic całkowity wolny rynek w tej dziedzinie, zamiast kasy
fiskalne ?