Gość: EUROMIR
IP: *.ub.gu.se / *.ub.gu.se
09.10.02, 19:06
WIRTUALNI ZYDZI CZYLI OPOWIESC O MECHANIZMACH MANIPULACJI
Motto
Kilka minut temu zamaszystymi krokami zmierzajac w kierunku Biblioteki
Uniwersyteckiej, dostrzeglem nagle przed soba olbrzymia, tlusta mewe
dziobiaca na ulicy jakies resztki pokarmu.
I tym oto sposobem zdalem sobie sprawe, iz znow jestem w Göteborgu, miescie
nad Morzem Polnocnym.
Wczoraj wieczorem, po sutym obiedzie (pasta na skorupiakach - swieze
krewetki, krab, tuna, piri-piri), w salonie na szezlongu (Long John)
niemieckim obyczajem, ziewajac (jak nie przymierzajac Pan Borsuk) zapalilem
cygaro, ktorego ciezki dym zapijac nalezy przyzwoita (deserowa ?) brandy.
- Coz za dbalosc o szczegoly - pomyslalem, przygladajac sie wzorowo, w stosy
ulozonym, starym juz, a nie przeczytanym egzemplarzom DN, ktöre tak
pracowicie, skrzetnie, i tak - wlasnie! z dbaloscia o szczegoly zebral dla
mnie, pod ma nieobecnosc, ulubiony moj Profesor.
Leniwie, prawieze od niechcenia zaczalem przegladac zalegle dzienniki.. Ich
ilosc podswiadomie przerazala mnie - i miast o wirylnosc intelektualna,
przyprawiala o wyrazna niechec wobec ogromu czekajacej mnie pracy.
Usypialo mnie wiec to srodowisko, nawet szelest machinalnie przewracanych
stron. A w tle przeciez (niezapominajmy) poobiednia blogosc. Totez (musze
wyznac) chwilami zapadalem w drzemke. Wowczas (bywalo) przenosilem sie (w
sennych marzeniach) do rozslonecznionej biblioteki, tam hen, w dalekiej mej
(juz nierzeczywistej) Warszawie. Rozleniwiona, wolna mysl przywolywala
wspomnienie blogich, szczesliwych rankow, gdy oddawalem sie lekturze
ulubionego Midrasza, (ktorego przecie nie tylko ja jestem goracym
wielbicielem i wienym czytelnikiem).
Na co mi przyszlo... Popatrzcie, teraz tu... na szezlongu, w zimnym jak noc
arktyczna Göteborgu. Jak murzyn jakis zapedzony do pracy nad czastkowym
materialem, jak zwykle fragmentem (takich jak ja doktorantow Profesor nazywa
fragmentarystami) , ktorych mrowcza prace zdyskontuje sobie Profesor piszac,
ktoregos pieknego dnia kolejne epokowe dzielo Totalnie Ujmujace
Zagadnienie.
Czy bylo cos, co moglo mnie wyrwac z tej milej poldrzemi, w ktora co chwila
zapadalem nie przestajac ani przez chwile pracowac ?
Tak, moglo to byc nieoczekiwane zdanie, wulgarne lub obrzydliwe
(nieoczekiwanie), zdanie po szwedzku, gdyz w tym to przecie jezyku oddawalem
sie niewdziecznej lekturze. Zdania takie, na ogol wylawiam - polzezujac lewym
okiem - z mechanicznie rejestowanego przez (jeszcze sprawny) mozg artykulu.
Wiem, wiem sposob to lektury godzien najsurowszej krytyki, lecz i nie
wymagajacy (w moim wypadku) specjalnego wysilku. Po latach praktyki - jak
wiesz Mily Czytelniku - przychodzi rutyna...
Nagle...Pociemnialo mi w oczach.
- Coz ja tu widze ? - wykrzyknalem ulegajac nieopanowanemu wzburzeniu
Przegladany wlasnie (inkryminowany) dziennik (DN) wlozylem pod pache i czem
predzej pobieglem do kuchni po pomoc. Do Profesora.
W kuchni
A w kuchni Profesor spedzal mile czas z Mamcia Panny Kunki. Calowali sie, czy
cos takiego. (Jak Ona tu bez mojej wiedzy przyjechala).
- Przepraszam - mowie wiec w progu (nieco zmieszany).
- Prosze, prosze Euromirze, choc nastepnym razem radze pukac. Coz Pana do nas
( tu do kuchni) tak gwaltownie sprowadza ? - zapytal zaciekawiony.
- Machlojka, Panie Profesorze, machlojka na klawo !
- Prosze sie uspokoic i zdac mi sprawe spokojnie i bez nerw - powiedzial.
- Zrobie Panu grogga. - Co mowiac rownoczesnie potwierdzil szybkim i
wytrenowanym ruchem reki siegajac do lodowki po butelke jakiegos starozytnego
alkoholu. Po chwili szklanke wypelniona lodem, cola i wspomnianym alkoholem
postawil przede mna i i widac bylo, ze (bardzo) zainteresowany powoli
zamienia sie w sluch.
EUROMIR
Panie profesorze, jak Pan wie zagorzalym jestem czytelnikiem Midrasza. Bedac
latem w Warszawie zapoznalem sie tam z tekstem publikowanym w numerze
czerwcowym przez Pana Konstantego Geberta.
Artykul nazywal sie "Nieautentycznosc".
(http://www.midrasz.home.pl/2002/cze/cze/02_1.html)
Autor zastanawia sie w nim nad entuzjastycznie dokonujacym sie renesansem
kultury zydowskiej, a glownie - nad najbardziej fascynujacym w zjawisku tym
fenomenem - mianowicie renesansem kultury zydowskiej bez podmiotu - bez
Zydow. Odrodzenie ma miejsce poprzez zaangazowanie sie w nie - gojow. Wg
Geberta wnuki swiadkow i katow Holocaustu wynalazly wirtualna zydowskosc,
ktora spycha w niebyt resztki autentycznej zydowskiej kulttury. Pan Gebert
widzi w tym zagrozenie dla tych spolecznosci zydowskich, ktore przetrwaly
Holocaust. Sa one dzis w Europie - jego zdaniem - nieliczne, co za tym
idzie - wyciaga wniosek - slabe. Nieautentycznosc kultury zydowskiej
tworzonej przez gojow pokazuje na przykladach - pisze:
"(...) Najlepiej to widac na przykladzie muzyki klazmerskiej : to, ze w
kapeli "Klezgoim" nie ma, jak sama nazwa wskazuje, ani jednego Zyda, w niczym
jej muzycznych zalet nie umniejsza..(...)"
"(...)Podobnie krakowski Festiwal Kultury Zydowskiej, wymyslony i
zorganizowany przez nie-Zydow dla nie-Zydow, jest artystycznym wydazeniem...
(...)"
Jednakze to co go najbardziej oburza to :
"(...) I ze jest cos mocno nieoczywistego w tym, iz wartosci tropy i watki
kultury wymordowanego narodu kontynuuja, na miejscu zbrodni - w Europie -
potomkowie mordercow, ich wspolnikow czy obojetnych gapiow.(...)"
PROFESOR
NO, dobrze. lecz czemu przybiegl tu Pan taki wzburzony, bez pukania Pan
wchodzi ? Pan Geber, w koncu pisze o swojej kulturze, analizuje ewentualnie
oczekujace ja zagrozenia. Wcale nie powiedziane, iz w tym co mowi
o "wirtualnosci" odradzajacej sie na nowo kultury nie ma racji.
EUROMIR
Zgoda Profesorze. Niestety nie zdazylem przedstawic sprawy do konca. Nie
pozwolil mi Pan, przerywajac w pol zdania.
Wzburzenie moje spowodowane jest faktem nieslychanego okrycia, ktorego
dokonalem porownujac artykul w Midraszu i jego tlumaczenia publikowanego w
Dagens Nyheter (http://www.dn.se/DNet/road/Classic/article/0/jsp/print.jsp?
&a=43932). Praca ta nosi tam inny tytul -"Virtuella judar". Lecz w rzeczy
samej jest dokladnym (prawie) tlumaczeniem artykulu w Midraszu.
Mowie "prawie", gdyz znalazlem tylko jedno odejscie (w tlumaczeniu) od
oryginalu. Bardzo symptomatyczne odejscie wypaczjace w duzym stopniu sens
tekstu. Mam wrazenie, iz na podstawie tego przykladu (ktory za chwile
dokladnie zreferuje) mozna wyciagnac (niestety) daleko idace wnioski, co do
praktyki mechanizmow manipulacji w mediach, sposobow polykania, lub dodawania
slow czesto pojedynczych, zawezajacych, lub poszerzajacych sens wypowiedzi,
najczesciej z powodow politycznych,
I tak tekst publikowany w Warszawie wyglada w swym decydujacym przekazie
innaczej, anizeli ten sam tekst, drukowany w mediach kulturowo i
geograficznie oddalonego kraju. Przerobek dokonuje sie z powodow
politycznych - tak wnosze Profesorze. W celu realizacji, aktualnych,
politycznych zadan.
PROFESOR
Prosze, prosze, niech Pan zreferuje inkryminowany fragment.
EUROMIR
W tekscie polskim publikowanym w Midraszu Pan Gebert pisze :
"(...) Dlatego, rzecz jasna, ze "wirtualny" oznacza "nieautentyczny". I ze
jest cos mocno nieoczywistego w tym, iz wartosci, tropy i watki kultury
wymordowanego narodu kontynuuja, na miejscu zbrodni - w Europie - potomkowie
mordercow, ich wspolnikow czy obojetnych gapiow."
Natomiast w DN (w artykule, ktorego tlumaczenia dokonal Pan Maciej Zaremba)
ten fragment brzmi (w moim doslownym tlumaczeniu ze szwedzkiego na polski) :
"(...)Dlatego rzecz jasna, ze "wirtualny" oznacza "nieautentyczny". Jak tez,
ze jest cos przedziwnego w tym, ze kulture wymordowanego narodu kontynuuja,
na miejscu zbrodni, zbrodniarze, ich pomocnicy i wnukowie obojetnych gapiow.
(...)"
Panie Profesorze, biorac pod uwage fakt umieszczenia powyzszego (wyraznie
zmodyfikowanego /o Europe/ w stosunku do orygin