Dodaj do ulubionych

Błyskotliwe kariery zaplecza intelektualnego PiS-u

28.01.06, 21:57
Przed wyborami prominentni politycy Pis-u zapewniali wszystkich o tym że
posiadają rzesze wykwalifikowanych i kompetentnych kandydatów "bez
przeszłosci" na stanowiska państwowe. Spójrzmy jak to wygląda w praktyce.
O Gilowskiej i Relidze nie warto wspominać, stara sprawa. Ale po kolei.

Wojciech Jasiński

Funkcja poseł V kadencji Sejmu
Partia Prawo i Sprawiedliwość
Okres urzędowania od 25 września 2005

Wojciech Jasiński (ur. 1 kwietnia 1948 w Gostyninie), polski prawnik,
polityk, urzędnik państwowy, poseł na Sejm.

W 1972 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu
Warszawskiego. Pracował jako radca prawny. W drugiej połowie lat
osiemdziesiątych przebywał w Stanach Zjednoczonych. W latach 1990-1991 pełnił
funkcję delegata Pełonomocnika Rządu ds. Reformy Samorządu Terytorialnego w
województwie płockim. Od 1992 pracownik Najwyższej Izby Kontroli, najpierw
jako dyrektor Delegatury NIK w Warszawie, a od 1994 dyrektor Zespołu Finansów
i Budżetu, a następnie Departamentu Budżetu Państwa NIK. W latach 1997-2000
pracował w spółce prywatnej jako członek zarządu oraz prezes zarządu. Od
września 2000 do lipca 2001 pełnił funkcję podsekretarza stanu w
Ministerstwie Sprawiedliwości (w okresie gdy ministrem był Lech Kaczyński).
Od 2001 poseł Prawa i Sprawiedliwości. W Sejmie V kadencji przewodniczy
Komisji Finansów Publicznych.

Członek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w latach 1976-1982. Obecnie
jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Jeden z najbliższych współpracowników
Lecha Kaczyńskiego.

Źródło: "pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Jasi%C5%84ski"
Obserwuj wątek
    • wikul Teraz będzie Gut 29.01.06, 00:31
      Teraz będzie Gut (28-01-2006)

      Do organu, który czuwa nad niezawisłością sądów, Samoobrona zaproponowała
      posłankę, która miała problemy z prawem. A PiS ją poparło

      Chodzi o Alinę Gut, która od piątku jest przedstawicielką Sejmu w Krajowej
      Radzie Sądownictwa. Rada to instytucja elitarna - w jej skład wchodzi m.in.
      pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz
      minister sprawiedliwości. W tym gronie zasiądzie teraz osoba, która ma na
      koncie sprawę karną.

      źródło: Rzeczpospolita
      • ewa8a Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 00:57
        wikul napisał:

        >W tym gronie zasiądzie teraz osoba, która ma na koncie sprawę karną.


        Też mi rewelacja !
        Sensacją byłoby, gdybyś napisał, ze zasiądzie posłanka Samoobrony, która nie ma
        na koncie ani jednej sprawy karnej.
        • wikul Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 01:08
          ewa8a napisała:

          > wikul napisał:
          >
          > >W tym gronie zasiądzie teraz osoba, która ma na koncie sprawę karną.
          >
          >
          > Też mi rewelacja !


          Ba, nie znam takiej. Ale wiem co robi biedny poseł Misztal (społeczny kontroler
          łódzkich dyskotek), by powierać pensję zawodowego posła.

          Milioner bierze pensję
          (28-01-2006)

          Piotr Misztal, krezus z Samoobrony, oficjalnie żyje tylko z posłowania.
          Możliwość otrzymywania co miesiąc z kasy Sejmu 9,5 tys. zł sprawiła, że jeden z
          najbogatszych parlamentarzystów zrezygnował z prowadzenia dochodowej firmy.
          Oczywiście, tylko na papierze

          Piotr Misztal epatuje bogactwem. Na co dzień jeździ gigantycznym hummerem (w
          garażu ma jeszcze luksusowe bmw, nissana, twierdzi też, że zamówił maybacha),
          na ręce ma roleksa, mieszka w willi wartej 1,5 mln zł. Ma ćwierć miliona
          złotych oszczędności i żadnych długów. Lubi też dobrą zabawę – to on zasłynął
          nocną eskapadą po łódzkich dyskotekach, po której wdał się w awanturę z
          policją. Do niedawna Misztal był właścicielem znakomicie prosperującej firmy
          produkującej materiały budowlane, której przychody w 2004 r. przekroczyły 12
          mln zł. Był, bo formalnie przedsiębiorstwo już do niego nie należy.
          – Dwa razy składał dokumenty potwierdzające, że nie zarabia poza Sejmem.
          W końcu trzeba było mu przyznać prawo do poselskiego uposażenia – zdradza
          jeden z pracowników gmachu przy ul. Wiejskiej. (...)

          www.wyborczy.pl/index.php?akcja=artykul&id=4560&sekcja=przeglad_prasy&polecil=newsletter
          • wikul Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 01:21
            Tomasz Borysiuk – syn posła Samoobrony, w przeszłości pracownik TVP na usługach
            SLD, i Lech Haydukiewicz, nauczyciel geografii – to „fachowcy”, którzy dzięki
            PiS znaleźli się w nowej KRRiT.

            Obydwu zgłosiły wspólnie kluby Samoobrony i LPR, które miejsca w Radzie dostały
            w zamian za poparcie formacji braci Kaczyńskich w kilku innych sprawach.
            – Oczywiście, że czuję się z tym kiepsko, ale polityka to sztuka zawierania
            kompromisów – przyznaje Jarosław Sellin (PiS), który zapowiadał, że ładu w
            mediach publicznych będą pilnowali fachowcy.

            Tymczasem Haydukiewicz, przedstawiany przez Ligę jako naukowiec z Krakowa,
            dotąd nie miał nic wspólnego z mediami. Obronił doktorat z demografii, a do
            niedawna uczył geografii w jednym z liceów.

            www.wyborczy.pl/index.php?akcja=artykul&id=4562&sekcja=przeglad_prasy&polecil=newsletter
            • jaceq Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 09:19

              wikul napisał:
              > Lech Haydukiewicz, nauczyciel geografii – to „fachowcy”

              Warto w tym miejscu przypomnieć postać innego "fachowca", przypadkiem również
              nauczyciela, który za rządów poprzedniej komuny zajmował się demontażem jakże
              znienawidzonego ZUSu. No, tamten swój stołek dostał za swoje kuńbatanctwo. Za
              co dostał ten? Bliżej nie wiadomo, ale wiadomo na czym polegają jarkowe
              geszefty.
              _____________________________
              Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
              cenzurą obyczajową".
          • ewa8a Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 01:23
            Zastanawia mnie co takich ludzi skłania do pchania się do sejmu. Dla większości
            to zapewne łatwy sposób zarobkowania, bo tak na dobra sprawę wystarczy sama
            obecność, a rzadko się trafia praca, by od pracownika tak mało wymagano. Można
            sobie zatem przycupnąc na parę lat w ławce poselskiej i tylko sprawdzać stan
            konta. Mając taki majątek jak Misztal nie ma potrzeby łakomić się na jakieś
            marne 9 tysięcy. Ambicji wpływania na losy kraju raczej nie posiada, bo nic nie
            słychac o jego błyskotliwych pomysłach, a oprócz popisu w dyskotece nie miał
            chyba zadnego istotnego wystąpienia publicznego.
            • wikul Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 01:54
              ewa8a napisała:

              > Zastanawia mnie co takich ludzi skłania do pchania się do sejmu. Dla
              większości
              >
              > to zapewne łatwy sposób zarobkowania, bo tak na dobra sprawę wystarczy sama
              > obecność, a rzadko się trafia praca, by od pracownika tak mało wymagano.
              Można
              >
              > sobie zatem przycupnąc na parę lat w ławce poselskiej i tylko sprawdzać stan
              > konta. Mając taki majątek jak Misztal nie ma potrzeby łakomić się na jakieś
              > marne 9 tysięcy. Ambicji wpływania na losy kraju raczej nie posiada, bo nic
              nie
              >
              > słychac o jego błyskotliwych pomysłach, a oprócz popisu w dyskotece nie miał
              > chyba zadnego istotnego wystąpienia publicznego.


              W przypadku Misztala to władza i próżność. To on chyba wydzwaniał i udawał ze
              rozmawia z ministrem Dornem.
              • ewa8a Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 02:06
                Tak, te wimaginowane telefony zdradziły chyba tę chęć władzy.
                Być może także chore ambicje i brak samokrytyki. Może pragnienie wyrobienia
                sobie jakiś układów biznesowo-towarzyskich.
                • wikul Kariera Jerzego Lejka 29.01.06, 02:11
                  Dlaczego Jerzy Lejk został szefem metra?

                  Jan Fusiecki, śmik 28-01-2006,

                  Lech Kaczyński (PiS) jako prezydent Warszawy ostro skrytykował i renegocjował z
                  sukcesem umowę z firmą WaPark obsługującą stołeczne parkomaty. Teraz urzędnicy
                  Kaczyńskiego awansowali na stanowisko szefa stołecznego metra jednego z
                  patronów niekorzystnego kontraktu z WaParkiem

                  Tylko 30 proc. wpływów z płatnego parkowania wpływało do kasy miasta.
                  Rozwiązanie tej umowy i wynegocjowanie korzystniejszych warunków Lech Kaczyński
                  reklamował jako jeden ze swoich największych sukcesów.

                  Mimo to Mirosław Kochalski, sekretarz miasta wyznaczony przez Lecha
                  Kaczyńskiego do tymczasowego rządzenia Warszawą, zaakceptował kandydaturę
                  Jerzego Lejka na szefa metra, choć to on nadzorował przetarg, który w 1998 r.
                  wygrała firma WaPark.

                  Jerzy Lejk (51 lat) to jedna z czołowych postaci "układu warszawskiego", czyli
                  niesławnej samorządowej koalicji SLD-UW (potem SLD-PO) rządzącej stolicą do
                  2002 r. Ma 51 lat. Większość swojego życia przepracował jako urzędnik. Karierę
                  zaczynał w wydziale komunikacji urzędu miasta. W 1986 r. został jego
                  dyrektorem.

                  W 1994 r. władzę w Warszawie brała koalicja SLD-UW. Dzięki rekomendacji Sojuszu
                  Lejk został wiceprezydentem odpowiedzialnym za drogi i transport.

                  Przez przeszło cztery lata rządów często gościł na pierwszych stronach
                  warszawskich gazet. To właśnie on kazał wbijać w chodniki zielone słupki
                  uniemożliwiające parkowanie. Podobne stosuje się na całym świecie, ale te w
                  Warszawie szybko zaczęły rdzewieć. Gdy radni przyjrzeli się umowie z wykonawcą,
                  okazało się, że miasto nie ma gwarancji i musiałoby płacić za ich wymianę. Od
                  tego momentu warszawscy kierowcy nazywali Jerzego Lejka "słupnikiem".

                  Największym skandalem zakończył się rozstrzygnięty w 1998 r. przetarg na system
                  płatnego parkowania. Wbrew ekspertyzom grupa radnych SLD maksymalne noty w
                  poszczególnych kategoriach przyznawała firmie WaPark, zapewniając jej
                  zwycięstwo. Mimo że wiarygodność tej firmy była wątpliwa: kapitał założycielski
                  wynosił 15 tys. zł, zaś biuro mieściło się w pokoju hotelowym.

                  Za to wszystko odpowiadał Jerzy Lejk. W komisji przetargowej zasiadał
                  podlegający mu wiceszef Zarządu Dróg Miejskich, a decydującą rolę odegrali
                  radni Sojuszu, czyli zaplecze polityczne byłego wiceprezydenta.

                  W 1999 r. SLD przechodzi w Warszawie do opozycji. Jerzy Lejk odchodzi z ratusza
                  i znajduje pracę w Budimeksie. To właśnie ta firma po dwóch latach wygrywa
                  przetarg na budowę stacji metra Dworzec Gdański.

                  Nieoczekiwanie w 2002 r. Wojciech Kozak, ówczesny wiceprezydent z rekomendacji
                  PO, mianuje Lejka wiceszefem metra odpowiedzialnym za jego rozbudowę. Kozakowi
                  nie przeszkadza to, że Lejk do metra przechodzi z Budimeksu, który wciąż stara
                  się o kolejne zlecenia przy drążeniu tuneli.

                  Gdy trzy lata temu Lech Kaczyński objął urząd prezydenta Warszawy, zaczął
                  zwalniać ludzi związanych z "układem warszawskim". Wydawało się, że Lejk będzie
                  musiał się pożegnać z pracą w metrze. Tak się jednak nie stało.

                  - Lejk dał popis lojalności wobec nowej władzy. Były dyrektor metra chciał
                  utrudnić przekształcenie metra w spółkę. Lejk zaczął z nami współpracować.
                  Nadzorujący go wiceprezydent to docenił - mówi jeden z działaczy warszawskiego
                  PiS.

                  - Za Lejkiem chodzi mit fachowca. On potrafi snuć piękne plany. To się podoba
                  politykom. Niestety, nie potrafi realizować własnych pomysłów - mówi Maciej
                  Wnuk, radny PiS.

                  Faktycznie, za rządów Lejka w warszawskim ratuszu remonty dróg się ślimaczyły.
                  Gdy był wiceszefem metra, tempo budowy podziemnej kolejki osłabło.

                  Teraz będzie w pełni odpowiedzialny za działanie metra. To jedna z największych
                  miejskich spółek. Codziennie przewozi ponad 350 tys. pasażerów. Co roku z
                  budżetu państwa i miasta dostaje nawet 300 mln zł na budowę kolejnych stacji.

                  serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3134982.html
                  • wikul Kariera Janusza Foty 29.01.06, 02:16
                    Janusz Fota, skompromitowany szef Zarządu Dróg Miejskich, został wicedyrektorem
                    przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze

                    Krzysztof Śmietana 28-01-2006 ,

                    Janusz Fota, skompromitowany szef Zarządu Dróg Miejskich, został już oficjalnie
                    wicedyrektorem Państwowych Portów Lotniczych. Będzie współpracował z Tomaszem
                    Szawłowskim wyrzuconym z Zarządu Dróg Miejskich w 2002 roku


                    O planowanej nominacji Janusza Foty na wicedyrektora PPL pisaliśmy dwa tygodnie
                    temu. Przypomnieliśmy o skandalu, którego był bohaterem.

                    Półtora roku temu ujawniliśmy, że Janusz Fota, ówczesny szef ZDM, załatwił
                    sobie atrakcyjne mieszkanie na tyłach Traktu Królewskiego. Dzięki protekcji
                    kolegów z ratusza nie czekał w komunalnej kolejce.

                    Za wyremontowane mieszkanie, którego rynkowa wartość sięgała co najmniej 140
                    tys. zł, zapłacił zaledwie 25 tys. Ówczesny prezydent stolicy Lech Kaczyński
                    postawił Focie ultimatum - albo odda mieszkanie przy Trakcie Królewskim, albo
                    straci stanowisko w ZDM. Fota wybrał mieszkanie.

                    Teraz będzie odpowiadał w Portach Lotniczych za inwestycje, m.in. za budowę
                    drugiego terminalu na Okęciu. Na lotnisko ściągnął go Paweł Łatacz, nowy szef
                    portów rekomendowany przez ministra transportu Jerzego Polaczka. - Jeśli chodzi
                    o tzw. aferę mieszkaniową, to dla naszego przedsiębiorstwa taka kwestia nie
                    istnieje. Ważne są kwalifikacje tej osoby i jej predyspozycje do sprawowania
                    danej funkcji - mówi Edyta Mikołajczyk, rzeczniczka Portów Lotniczych.

                    Zapewnia, że Fota jest dobrze przygotowany do pracy w PPL. - Jest inżynierem
                    budownictwa lądowego o specjalności: drogi, ulice, lotniska. Ma wieloletnie
                    doświadczenie w dziedzinie infrastruktury komunikacyjnej - dodaje.

                    miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3135342.html?nltxx=1077927&nltdt=2006-01-28-04-05
                    • ewa8a Re: Kariera Janusza Foty 29.01.06, 02:21
                      Wikul, te artykuły, które cytujesz to kronika ,,normalnej’’ wg Palnicka Polski.
                      Rzeczywiście normalnej, bo wszystko jest po staremu.
                      • wikul Re: Kariera Janusza Foty 29.01.06, 02:51
                        ewa8a napisała:

                        > Wikul, te artykuły, które cytujesz to kronika ,,normalnej’’ wg Paln
                        > icka Polski.
                        > Rzeczywiście normalnej, bo wszystko jest po staremu.


                        Niestety, tak.
              • jaceq Re: Teraz będzie Gut 29.01.06, 09:21
                wikul napisał:
                > W przypadku Misztala to władza i próżność. To on chyba wydzwaniał i udawał ze
                > rozmawia z ministrem Dornem.

                Chodzą słuchy tu i ówdzie, że był taki naprany iż istotnie "słyszał głosy" z
                telefonu. To i Dorna mógł usłyszeć.

                _____________________________
                Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
                cenzurą obyczajową".
                • wikul PiS majstruje przy ustawie o służbie cywilnej 29.01.06, 20:13
                  PiS chce zlikwidować konkursy na wysokie stanowiska urzędnicze. - Szukają
                  bocznej furtki, by obsadzać stanowiska z nadania politycznego - komentuje
                  przewodniczący Rady Służby Cywilnej prof. Marek Rocki
                  PiS chce znieść obowiązek organizowania konkursów na kierownicze stanowiska w
                  agencjach, funduszach (np. KRUS, ZUS, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji
                  Rolnictwa, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska) czy urzędach wojewódzkich.
                  Jeżeli dokument zostanie przyjęty, to zlikwiduje obecnie obowiązujące przepisy,
                  czyli ustawę o służbie cywilnej i tzw. ustawę Belki o przeprowadzaniu konkursów
                  na stanowiska kierowników centralnych urzędów państwowych, funduszy i agencji.
                  Zmiana ustawy to jeden z punktów paktu stabilizacyjnego, od którego PiS
                  uzależnia koalicję z innymi partiami. Zdaniem wiceprzewodniczącego klubu
                  parlamentarnego PiS Marka Kuchcińskiego ustawa o służbie cywilnej w obecnym
                  kształcie toruje drogę do kariery urzędnikom z PRL-owskim stażem pracy, bo to
                  oni stanowią większość wśród urzędników mianowanych. - A czy tacy ludzie
                  sprawdzają się w czasach demokracji? - pyta Kuchciński (...)

                  praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,67731,3123601.html
            • wikul Teraz nie będzie już Gut 30.01.06, 21:34
              Chcą rezygnacji Gut
              (30-01-2006)

              PiS domaga się, by posłanka Samoobrony Alina Gut zrezygnowała z członkostwa w
              Krajowej Radzie Sądowniczej. Powodem są doniesienia prasowe o prowadzonym
              przeciwko niej przed laty postępowaniu karnym

              Sejm wybrał Alinę Gut w nocy z czwartku na piątek m.in. dzięki głosom Prawa i
              Sprawiedliwości. Przemysław Gosiewski, szef klubu parlamentarnego PiS, wysłał w
              piątek list do przewodniczącego Samoobrony Andrzeja Leppera, w którym zażądał,
              aby Alina Gut zrezygnowała z członkostwa w Krajowej Radzie Sądownictwa, jeśli
              potwierdzą się informacje o poważnych zatargach z prawem.

              Gosiewski stwierdził, że już po głosowaniach w Sejmie otrzymał materiał
              prasowy, według którego przeciwko poseł Gut prowadzono kilka lat temu
              postępowanie karne dotyczące płatnej protekcji. Postępowanie zakończyło się
              stwierdzeniem winy, a następnie warunkowym umorzeniem. (...)

              www.wyborczy.pl/index.php?akcja=artykul&id=4580&sekcja=przeglad_prasy&polecil=newsletter
              • wikul Czy minister się zawstydzi i spłaci dług ? 31.01.06, 20:40
                Marcin Kowalski, Krzysztof Aładowicz, Bydgoszcz 31-01-2006,

                Nowym wiceministrem sportu został Grzegorz Schreiber. Z nominacji cieszą się
                władze bydgoskiej spółdzielni mieszkaniowej, w której polityk PiS od miesięcy
                nie płaci czynszu. - Jak jest w rządzie, to chyba przez sam wstyd zapłaci, żeby
                się premier nie dowiedział - mówią spółdzielcy

                O Schreiberze głośno zrobiło się dwa lata temu, bo na sesji bydgoskiej rady
                miasta spoliczkował Andrzeja Kaszubowskiego, komendanta straży miejskiej. Po
                tym incydencie przestał być wiceprezesem wojewódzkiego PiS i dorobił się
                pseudonimu "Bokser". Jego pozycja w partii jednak nie osłabła - dostał trzecie
                miejsce na bydgoskiej liście do Sejmu. Z kandydowania zrezygnował, kiedy
                dziennikarze ujawnili, że w ramach swojej kampanii wyborczej powiesił
                nielegalnie tysiąc plakatów -zaproszeń na IV-ligowy mecz piłki nożnej.

                Tydzień temu premier Kazimierz Marcinkiewicz, dobry znajomy Schreibera jeszcze
                z czasów ZChN, powołał go na wiceministra sportu. - Od lat jest też zapalonym
                szachistą, a kiedyś prezesował nawet w klubie sportowym w Bydgoszczy. To
                powinno wystarczyć - tak nominację tłumaczy poseł Tomasz Markowski, szef PiS w
                kujawsko-pomorskim.

                - A wybryki z przeszłości?

                - Zmiana klimatu z bydgoskiego na warszawski pozwoli mu się odnaleźć.

                Na "odnalezienie się" ministra liczą też władze bydgoskiej spółdzielni
                mieszkaniowej Nad Wisłą. Schreiber od wielu miesięcy nie płaci im czynszu za 60-
                metrowe, trzypokojowe mieszkanie w bloku na osiedlu Fordon.

                Dotarliśmy do dokumentów, z których wynika, że w ubiegłym roku dług przekroczył
                już 5 tys. zł. To znaczy, że nie regulował opłat przynajmniej przez 10
                miesięcy. Miał z czego płacić - jest bydgoskim radnym miejskim i dostaje 2 tys.
                zł diety miesięcznie. Władze spółdzielni wielokrotnie monitowały dłużnika, ale
                bez skutku. W końcu ich cierpliwość się wyczerpała i sprawa trafiła do sądu.
                Spółdzielnia uzyskała sądowy nakaz zapłaty.

                - Potwierdzam, że jest taki nakaz - mówi Zenon Kleczkowski, prezes spółdzielni.
                Nie chce ujawnić kwot. - Obowiązuje mnie ustawa o ochronie danych osobowych -
                mówi.

                - Mogliśmy iść do komornika, ale się wstrzymaliśmy z egzekucją - opowiada
                anonimowo pracownik spółdzielczej administracji. - Schreiber to nie jest zwykły
                lokator. Z władzą się nie zadziera. Poza tym łudziliśmy się, że w końcu
                nabierze rozumu i oszczędzi sobie wstydu.

                Nadzieja okazała się płonna. Schreiber - po niekorzystnym dla siebie orzeczeniu
                sądu - podpisał wprawdzie ze spółdzielnią ugodę i obiecał, że będzie spłacał
                dług w ratach, jednak nie dotrzymał zobowiązania. Zwrócił tylko małą część
                należności.

                - Teraz, jak jest w rządzie, to już chyba zapłaci - mówi z nadzieją nasz
                informator. - Przez sam wstyd, żeby się premier Marcinkiewicz nie dowiedział.

                Wstyd jest posłowi Markowskiemu. - Nic nie wiem o kłopotach finansowych pana
                ministra - mówi. - Teraz, kiedy dostaje niemałą rządową pensję, pewnie
                ureguluje stare należności.

                Chcieliśmy zapytać o to samego Schreibera. Jednak dostępu do niego bronią
                sekretarki. Nie udało się też uzyskać komentarza od ministra sportu Tomasza
                Lipca. Jego rzecznik prasowy oświadczył : - Minister jest ostatnią osobą, która
                może komentować tą historię.

                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3138782.html?nltxx=856991&nltdt=2006-01-31-09-05
                • wikul Minister sportu usunął ludzi, którzy go kiedyś ... 02.02.06, 21:40
                  Minister sportu usunął ludzi, którzy go kiedyś zawiesili

                  Minister sportu Tomasz Lipiec powołał wczoraj nowe władze komisji ds.
                  zwalczania dopingu. Usunął z niej ludzi, którzy go w przeszłości zawiesili -
                  pisze "Życie Warszawy".

                  "Ta decyzja to efekt personalnej rozgrywki" – twierdzi Jerzy Smorawiński, który
                  był szefem komisji od 1993 roku.

                  "Kilkanaście lat temu kierowana przeze mnie komisja zawiesiła w prawach
                  zawodnika Lipca, gdy był on naszym czołowym chodziarzem. W jego organizmie
                  wykryto podwyższony poziom testosteronu. Utrzymuję, że podjęliśmy wówczas
                  prawidłową decyzję. Pan Lipiec postanowił jednak po latach wziąć na nas rewanż.
                  W nowym składzie komisji nie ma żadnego z jej dotychczasowych członków" –
                  dodaje Smorawiński.

                  Tymczasem w komunikacie ministerialnym można przeczytać: „Kontrola
                  ministerialna w komisji wykazała liczne nieprawidłowości. Komisja nie była
                  aktywna np. w 2004 roku; odbyły się tylko dwa posiedzenia, zresztą nie
                  protokołowane. W komisji nie było pisemnych procedur kontroli finansowej; brak
                  było również obowiązującej dokumentacji, opisującej zasady rachunkowości i
                  reguł kontroli wewnętrznej”.

                  sport.onet.pl/1253131,wiadomosci.html
                  • wikul PiS chce mieć w swoich szeregach Annę Sobecką 03.02.06, 22:41
                    Jacek Hołub, Toruń 03-02-2006,

                    PiS chce wyrwać sztandarową postać Ligi Polskich Rodzin - związaną z Radiem
                    Maryja toruńską posłankę Annę Sobecką. - Na razie jestem jeszcze w LPR, ale
                    wszystko jest możliwe - mówi Sobecka.

                    PiS kusi Sobecką pierwszym miejscem na liście wyborczej w Toruniu lub
                    stanowiskiem rzecznika praw dziecka. Choć na RPD zgłosiła ją Liga, a partia
                    Jarosława Kaczyńskiego ma swoją kandydatkę - posłankę Annę Pakułę-Sacharczuk -
                    z naszych informacji wynika, że możliwy jest kompromis: Pakuła-Sacharczuk
                    rezygnuje, a PiS popiera Sobecką.

                    Przy obu rozwiązaniach korzyści PiS są ewidentne. Odejście Sobeckiej poważnie
                    osłabia Ligę. Toruńska parlamentarzystka jest jedynym liderem LPR, który ma
                    bezpośrednie poparcie Radia Maryja. Bez Sobeckiej LPR straci resztki wpływów u
                    redemptorysty.

                    - Pani Ania jest bardzo popularna w środowiskach katolickich i kręgach Ligi, w
                    ostatnich wyborach zdobyła niemal 14 tys. głosów. Jej przejście byłoby dużym
                    wzmocnieniem dla naszej listy - wylicza korzyści toruński poseł PiS Zbigniew
                    Girzyński.

                    Nie wykluczył, że Sobecka może być liderem toruńskiej listy PiS w razie
                    przyspieszonych wyborów parlamentarnych. - Decyzje podejmie zarząd główny lub
                    komitet polityczny PiS - wskazuje.

                    Sama Sobecka unika rozmów na ten temat. - Nie chcę się wypowiadać w tej
                    sprawie - mówi. - Na razie jestem jeszcze w LPR, ale wszystko jest możliwe.

                    Szef LPR Marek Kotlinowski jest zaniepokojony informacjami o transferze
                    Sobeckiej. - Pani poseł jest wiceprzewodniczącą klubu parlamentarnego LPR, ma
                    duży wpływ na kreowanie wizerunku i linię polityczną Ligi, jej odejście byłoby
                    dla nas dużym osłabieniem - mówi Kotlinowski. - Mam jednak nadzieję, że
                    stabilizująca się sytuacja w Sejmie sprawi, że emocje opadną i do tego nie
                    dojdzie.

                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3144857.html?nltxx=856991&nltdt=2006-02-03-09-05
    • wikul Samoobrona w kierownictwie agencji rządowych 07.02.06, 21:33
      PAP, pi 07-02-2006,

      Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział we wtorek w Koszalinie, że przy
      obsadzaniu stanowisk kierowniczych w agencjach rządowych zostanie uwzględnione
      zainteresowanie Samoobrony problematyką wsi.

      - Jeśli chodzi o obsadę stanowisk w agencjach rządowych to oczywiście
      uwzględnimy to, że Samoobrona jest szczególnie zainteresowana problemami wsi. I
      to w jakiejś mierze będzie się a pewno też odnosiło do kształtu personalnego
      kierownictw różnego rodzaju agencji - powiedział J. Kaczyński na konferencji
      prasowej w Koszalinie.

      Zadeklarował, że nie będzie odejścia od zasady merytorycznej obsady tych
      stanowisk.

      Odnosząc się do telewizji i radia publicznego J. Kaczyński powiedział, że w
      Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji obowiązuje zasada decydowania dwoma
      trzecimi głosów. "Czyli te osoby, które zostały wysunięte przez PiS same nie
      mogą podjąć żadnej decyzji, jest rzeczą oczywistą, że trzeba będzie podejmować
      decyzje w zgodzie z innymi" - powiedział.

      - Mam nadzieję, że nie będzie to oznaczało podejmowania niemerytorycznych
      decyzji personalnych, to byłoby czymś bardzo niedobrym" - podkreślił. (...)

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3152004.html
      • wikul Fałszerz w agencji. PiS wpuściło lisa do kurnika? 08.02.06, 01:34
        Joanna Gergont, Kielce 08-02-2006,

        Marek Płusa z PiS, oskarżony o fałszowanie dokumentów, teraz kieruje w Kielcach
        Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która rozporządza milionami
        złotych z UE dla rolników

        Całe Busko się dziwi: Marek Płusa, człowiek z wyrokiem - jak podkreśla,
        zatartym - człowiek, którego pozbyła się nawet Samoobrona, został nominowany na
        szefa oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Kielcach.
        Agencja dzieli większość unijnych pieniędzy dla polskich rolników - dopłaty,
        fundusze na inwestycje itd.

        - Jako najważniejszą informację o sobie podaje, że jest osobą wierzącą -
        napisało tuż po nominacji Płusy kieleckie ''Echo Dnia''.

        Dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi Marek Płusa został członkiem PiS.
        (...)

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3152563.html
    • wikul Minister Radia Maryja 09.02.06, 00:30
      Krzysztof Katka, Gdańsk 09-02-2006,

      Zbigniew Wysocki, współpracownik o. Rydzyka i prelegent Radia Maryja, jest od
      wczoraj wiceministrem transportu. Chce finansować budowę statków z opłat za
      parkingi

      - Szczególnie jestem szczęśliwy, że na zaproszenie Ojca Dyrektora mogę znowu
      się wypowiedzieć na antenie Radia Maryja na ważny temat morski - tak obecny
      minister mówił niedawno w audycji "Świadome niszczenie rybołówstwa". - Polskie
      rybołówstwo potrzebuje pieniędzy i nie dajmy się zwieść bałamutnej
      propagandzie, że ich nie ma. One są, tylko potrzebna jest decyzja rządzących, a
      pojawią się jak dżdżownice po deszczu.

      I Wysocki przedstawił pomysł na uratowanie floty: - W kraju są liczne płatne
      parkingi, trzeba pieniądze z nich przeznaczać na budowę statków. Wyliczyłem:
      jeden duży parking daje 16 mln rocznie - za to można zbudować dwa nowoczesne
      kutry. Zadaniem rządu będzie wsparcie takiego rozwiązania.

      Od wczoraj Wysocki jest już w rządzie, odpowiada za rybołówstwo.

      Ten 66-letni inżynier, były oficer żeglugi wielkiej, nie miał dotąd nic
      wspólnego z PiS. Działał w założonej przez siebie partii Liga Polska-
      Organizacja Narodu Polskiego, która - jak czytamy w programie - miała być
      odpowiedzią na "wynaturzenia ustroju demokratycznego".

      Liga postulowała m.in. "odzyskanie dla Polaków środków masowego przekazu", tzn.
      usunięcie zagranicznych inwestorów z mediów.

      Z toruńskim radiem Wysocki związał się przez Polskie Stowarzyszenie Morskie-
      Gospodarcze, którym kieruje wespół z honorowym prezesem Zbigniewem Sulatyckim.

      Sulatycki został wiceministrem transportu w rządzie Jana Olszewskiego, potem
      kierował Społecznym Komitetem Ratowania Stoczni Gdańskiej powołanym przez Radio
      Maryja. Zbierał od rodaków pieniądze i świadectwa udziałowe, które ostatecznie
      nie trafiły do Stoczni, lecz do banku w Toruniu.

      W ostatnich wyborach Wysocki bezskutecznie startował do Senatu z Gdyni. Na
      listę Domu Ojczystego (partii członków Rodziny Radia Maryja) wpisała go
      Gertruda Szumska - była lektorka u o. Rydzyka, potem posłanka.

      Przed wyborami Wysocki i Szumska razem manifestowali pod gdańską parafią św.
      Brygidy poparcie dla ks. Henryka Jankowskiego, podejrzewanego o molestowanie
      ministrantów.

      Wysocki wszedł do rządu - jak sam mówi - "wyłącznie z rekomendacji
      Stowarzyszenia", którym kieruje. (...)

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3154286.html
    • babariba-babariba zaplecze nie tylko intelektualne jest... 10.02.06, 19:31
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060210/kraj/kraj_a_13.html
      • wikul Re: zaplecze nie tylko intelektualne jest... 10.02.06, 23:13
        Cześć babariba. Napijemy sie czegoś ?

        www.funnyinside.com/mlpic627.shtml

        • niezlomny.prawicowiec Najlepszym zapleczem jest Ojciec Rydzyk !!!!. 11.02.06, 11:19
          Popieram apel prof. Janusza Kaweckiego "Zaprzestańcie kamienować Bożego
          kapłana!", który ukazał się w "Naszym Dzienniku" w dniu 18.01 br.

          W ciągu ostatnich czternastu lat różna była intensywność ataków na ojca
          Tadeusza Rydzyka i Radio Maryja, jednak ostatnio gwałtownie narasta
          niespotykana w przeszłości lawina haniebnych, przepełnionych nienawiścią i
          kłamliwych oskarżeń.
          • dachs Ojciec Rydzyk nie kłamie, 11.02.06, 11:41
            kiedy nie mówi.
            Np. kiedy nie mówi o tym co sie stało z pieniędzmi na stocznię.
            • stan.borys Re: Ojciec Rydzyk nie kłamie, 11.02.06, 14:39
              Prasa doniosła, że Jarosław Kaczyński przygotował listę 30 osób, które jego
              zdaniem powinny objąć stanowiska w spółkach skarbu państwa.

              Bardzo dobrze, iż zarządzono właśnie, że sejmowa komisja śledcza,
              tzw. „orlenowska”, powinna wznowić działalność. Jako pierwszego powinni
              przesłuchać pana Jarosława Kaczyńskiego.

              Przypominamy, że gdy prezydent kraju i premier spotkali się i w trakcie
              rozmowy poruszyli temat składu władz płockiej spółki, to jednego z nich
              (premiera) już przed komisją przeczołgano, a na drugiego właśnie polują.
              Prezydent Kwaśniewski na komisję się nie stawił, ale obywatel Kwaśniewski
              będzie musiał. Po to ta reaktywacja. Obu ich postawią następnie przed
              Trybunałem Stanu, który na pewno nie zdaje się na rozwój wypadków, tylko ma
              już gdzieś gotowy, przygotowany do ogłoszenia, wyrok.

              Jeśli więc za to, że rozmawiali o PKN Orlen, tak postępuje się (i ma się
              zamiar postąpić w przyszłości), z ludźmi, którzy pełnili najwyższe funkcje
              państwowe, to co zrobić z kimś, kto jest zaledwie kierownikiem jednej z
              partii politycznych, a mimo to typuje aż 30 swoich faworytów do kierowania
              spółkami skarbu państwa. Jakim prawem, na podstawie jakich kryteriów?

              To KABARET.

              • wikul Ścigała opozycję, pracuje u Ziobro 18.02.06, 21:13
                Bogdan Wróblewski 18-02-2006,

                Krystyna Bartnik, prokurator ze zwalczającego opozycję osławionego "zespołu
                prok. Bardonowej", negatywnie zweryfikowana w 1990 r., została awansowana przez
                nową ekipę do Ministerstwa Sprawiedliwości.

                - Pamiętam ją doskonale - opowiada Wacław Holewiński, dawny współpracownik KOR-
                u, w stanie wojennym szef podziemnego "Przedświtu".- W 1984 r. zatrzymała mnie
                milicja. W samochodzie miałem 20 książek, może też jakieś matryce. Zawieźli
                mnie do "mostowa" (Pałacu Mostowskich, wówczas siedziby MO i SB). Pani Bartnik
                przy otwartych drzwiach wypytywała się jakiegoś esbeka, co ma ze mną zrobić.
                Dostałem trzy miesiące sankcji [czyli aresztu]. Moją rodzinę, która próbowała
                przekazać mi jakąś paczkę, uzyskać widzenie, traktowała gorzej niż psa. O ile
                wiem, była od Bardonowej. Po latach, w 1995 r., gdy sam robiłem prokuratorską
                aplikację, trafiłem na nią w wydziale sądowym. Proszę sobie wyobrazić, że
                stawała m.in. w sprawach o odszkodowania dla dawnej opozycji - nie kryje
                oburzenia Holewiński. Dodaje, że opisał tę historię w 1996 r. w "Gazecie
                Polskiej". - Miałem nadzieję, że mnie pozwie do sądu. Reakcji nie było - dodaje.

                Symbol dyspozycyjności

                Wiesława Bardonowa była naczelnikiem wydziału śledztw prokuratury wojewódzkiej
                w Warszawie w latach 80., jedną z najczarniejszych postaci prokuratury tamtych
                lat. Ona i grupa podległych jej prokuratorów zajmowała się sprawami
                politycznymi, w pełni wykonując ówczesne partyjne dyrektywy. Bardonowa to
                symbol.

                Henryk Wujec: - Symbol aparatu represji, w stu procentach dyspozycyjna.
                Najlepiej pamiętam ją ze sprawy aresztowania drukarzy Narożaniaka i Sapełły z
                grudnia 1980 r., którzy drukowali tajną instrukcję dla prokuratorów - jak
                zwalczać "Solidarność". To ona, łamiąc wszelkie zasady praworządności, weszła
                do siedziby regionu Mazowsze.

                Czym był jej zespół? - To osoby w ówczesnym wydziale śledztw używane w sprawach
                o charakterze politycznym, instrumentalnie traktujące prawo - wyjaśnia
                Aleksander Herzog, przed stanem wojennym przewodniczący
                prokuratorskiej "Solidarności", w 1990 r. szef komisji weryfikującej
                prokuratorów, którzy wyróżnili się w zwalczaniu opozycji. - Pani Bartnik
                należała do grupy naczelnik Bardonowej. Weryfikacji nie przeszła. Powołana
                została na nowo do prokuratury za ministra Bentkowskiego - przypomina sobie
                Aleksander Herzog.

                Tak samo prok. Bartnik kojarzy też Stefan Śnieżko, w 1990 r. zastępca
                prokuratora generalnego.

                Gdy zapytaliśmy Stefana Śnieżkę, jak przyjmuje ściągnięcie prok. Bartnik przez
                nowe kierownictwo resortu sprawiedliwości, zareagował śmiechem: - Ha, ha, a to
                mnie pan rozbawił.

                Przerwał i dodał poważnie: - No cóż poradzić.

                Sekretarka przełącza rozmowę

                Przeszłość nie pomagała latami prok. Bartnik. Tkwiła, jak ustaliliśmy, w
                wydziale sądowym prokuratury okręgowej. Teraz oddelegowana została do pracy w
                ministerstwie. Zapotrzebowanie złożył departament kadr ministerstwa. -
                Zatrudniona jest w departamencie orzeczeń i probacji - informuje prok. Julita
                Sobczyk z ministerstwa. Ten departament podlega ministrowi Andrzejowi Kryżemu.
                Znali się też z sądu odwoławczego, gdzie min. Kryże pracował wcześniej kilka
                lat.

                Czy to on stoi za awansowaniem prok. Bartnik, nie udało nam się wczoraj
                ustalić. Dyrektor departamentu kadr Leszek Drwęski nie znalazł dla "Gazety"
                czasu, po kilku telefonach poprosił o pytania faksem. Przełożonych pani
                prokurator - dyrektorów Marka Motuka i Karola Dałka - nie było w ministerstwie.
                Sekretarka poinformowała nas, że szefów zastępuje... prok. Krystyna Bartnik.

                Gazeta: Cieszę się, że w zastępstwie dyrektorów przełączono mnie do Pani? Od
                jak dawna pracuje Pani w ministerstwie?

                Krystyna Bartnik: Nie udzielam informacji na ten temat.

                Zajmuje się Pani ofiarami przestępstw, jak słyszałem.

                - Nic mi o tym nie wiadomo, przynajmniej na razie.

                A czym się Pani zajmuje?

                - Nie udzielam odpowiedzi na ten temat. Proszę pana, jestem prokuratorem.

                Właśnie o prokuratorską przeszłość chciałem Panią zapytać, jest pani wychowanką
                słynnej prokurator Bardonowej.

                - O, widzę, że jest pan dobrze poinformowany. Dziękuję za rozmowę. Żegnam.


                Minister prosi o nazwisko

                Kto stoi za awansem prokurator Bartnik, w latach 80. pracującej w "zespole
                Bardonowej"? - zapytaliśmy ministra Zbigniewa Ziobro. - Nie znam człowieka -
                zareagował. - Nic mi na ten temat nie wiadomo. Proszę powtórzyć nazwisko.

                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3170578.html?nltxx=856991&nltdt=2006-02-18-09-05
                • wikul Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskiego 19.02.06, 21:55
                  Ostatnio błyskotliwą karierę robi poseł Samoobrony, niejaki Mateusz Piskorski.
                  Gazeta Wyborcza wyśledziła drogę do kariery tego posła.


                  Poseł ze swastyką w podpisie

                  Rafał Pankowski* 23-01-2006 ,

                  Mateusz Piskorski - dziś poseł Samoobrony - w drugiej połowie lat 90. redagował
                  rasistowską gazetę "Odala", której celem była walka z "obcymi naszej Rasie
                  doktrynami, jak chrześcijaństwo, liberalizm i marksizm... zgłębiając tajniki
                  ezoterycznego Narodowego Socjalizmu i pierwotnego Poganizmu". Piskorski nigdy
                  nie odciął się od propagowanych przez siebie poglądów

                  Zanim poseł Samoobrony Mateusz Piskorski zyskał rozgłos jako organizator
                  ostatniego wyjazdu Andrzeja Leppera do Chin, media opisywały jego działalność w
                  środowisku neofaszystów, rasistów i nacjonalistycznych radykałów. Mimo to
                  zdobył mandat poselski z listy Samoobrony. Wraz z nim do partii Leppera
                  przyłączyła się kilkuosobowa grupa młodych ludzi (m.in. Igor Górewicz i Marcin
                  Martynowski) znanych w Szczecinie z działalności neonazistowskiej.

                  Wadera: Nie chcemy czarnuchów

                  "Niedawne wieści z Olsztyna napawają pesymizmem wszystkich, którym zależy na
                  szerzeniu pewnych idei w Polsce. Mam nadzieję, że nie powstrzyma nas to od
                  dalszych działań" - pisał kilka lat temu Piskorski do redaktora polskiego nazi-
                  skinheadzkiego biuletynu "Salute". Ubolewał w ten sposób nad aresztowaniem
                  działaczy polskiego oddziału międzynarodowej sieci neonazistowskiej Blood &
                  Honour (Krew i Honor) zatrzymanych za propagowanie idei faszystowskich.

                  Przyszły poseł chwalił się własnymi dokonaniami na polu krzewienia „pewnych
                  idei”: „Wydawnictwo Folk [którego Piskorski był jednym z szefów - R.P.] wciąż
                  jest na etapie rozwoju, choć zdołało uzyskać już pewien prestiż. Kolejną jego
                  pozycją powinien być skinzin »Wadera «”. List zakończony jest podpisem ze
                  swastyką.

                  „Wadera” to jedno z kilku pisemek wydawanych przez grupę skupioną od połowy lat
                  90. wokół Piskorskiego. Jego okładkę zdobi symbol Ku-Klux-Klanu. Pismo w
                  całości wypełnione jest artykułami propagującymi neonazizm, rasizm i
                  antysemityzm. Np. tekst „Judeo-sprawiedliwość” pochwala pobicie amerykańskiego
                  koszykarza. Sprawca - skinhead - został skazany przez sąd: „Wielu z was (...)
                  słyszało zapewne o bezpodstawnym ukaraniu jednego z najbardziej zasłużonych
                  członków naszego ruchu, Pawła ze Stargardu. Swego czasu o jego ataku na
                  czarnucha Eggelstona głośno było nawet w ogólnopolskich mediach. (...) Sąd,
                  który wydał ten wyrok, nie kierował się więc na pewno interesem Polski ani
                  białego człowieka. Paweł trafił do zakładu karnego, a prowokator Eggelston
                  nadal kala polską ziemię i zamiast skakać gdzieś w Mozambiku z palmy na palmę w
                  poszukiwaniu kokosów, nieustannie szwenda się po ulicach Stargardu. Nie bójmy
                  się głośno powiedzieć, że my go tu nie chcemy!”. Czasopisma tego typu zazwyczaj
                  nie są datowane, cytowany artykuł pochodzi z końca lat 90. (...)

                  serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3125348.html
                  • vegas Re: Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskie 28.02.06, 09:40
                    Nie da sie ukryc, ze posel Mateusz Piskorski jest promowany mocno w telewizji -
                    widac go czesto w debatach i spotkaniach z poslami, glownie w telewizji
                    publicznej. Jak to sie dzieje?
                    • ewa8a Re: Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskie 28.02.06, 10:10
                      Jak widać Lepper zamienia stopniowo swojsko pachnące Hojarskie i Begerowe na
                      rasistowsko- nazistowskich oszołomów i odpady poprodukcyjne z innych partii. Za
                      kilka lat z Samoobrony może powstać niezła mieszanka wybuchowa.
                      • wikul Re: Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskie 28.02.06, 18:13
                        ewa8a napisała:

                        > Jak widać Lepper zamienia stopniowo swojsko pachnące Hojarskie i Begerowe na
                        > rasistowsko- nazistowskich oszołomów i odpady poprodukcyjne z innych partii.
                        Za
                        >
                        > kilka lat z Samoobrony może powstać niezła mieszanka wybuchowa.


                        Jeszcze większa niz teraz ? A moze wczesniej się to towarzystwo rozsypie.
                        Lepper nie będzie już mógł mówic że nie rzadził.
                        • vegas Re: Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskie 01.03.06, 23:10
                          wikul napisał:
                          > Lepper nie będzie już mógł mówic że nie rzadził.

                          Ha ha, ty niepoprawny optymisto.
                          Nie ma takiej rzeczy, której Lepper nie będzie mógł powiedzieć i to w żywe oczy.
                          • wikul Re: Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskie 01.03.06, 23:36
                            vegas napisał:

                            > wikul napisał:
                            > > Lepper nie będzie już mógł mówic że nie rzadził.
                            >
                            > Ha ha, ty niepoprawny optymisto.
                            > Nie ma takiej rzeczy, której Lepper nie będzie mógł powiedzieć i to w żywe
                            oczy
                            > .


                            Słusznie, nieprecyzyjnie sie wyraziłem. To nie kwestia mojego optymizmu. Lepiej
                            by było gdybym napisał że argument Leppera że nie rzadził, byłby niewiarygodny.
                  • wikul Re: Błyskotliwa kariera posła Mateusza Piskorskie 30.04.06, 00:20
                    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3315073.html?nltxx=1721542&nltdt=2006-04-29-04-05
          • wikul Paweł Poncyljusz, 37-letni warszawski poseł PiS... 09.03.06, 23:34
            Warszawski PiS kręci nosem na Poncyliusza

            Jan Fusiecki 09-03-2006 , ostatnia aktualizacja 09-03-2006 10:22

            Paweł Poncyljusz, 37-letni warszawski poseł PiS, nie skończył wyższych studiów,
            ale wywalczył stanowisko piątego wiceministra gospodarki. Ma zajmować się
            znoszeniem barier dla przedsiębiorców, rozwiązywać problemy Śląska

            - Chodził, chodził i wychodził - komentują tę nominację posłowie PiS-u.
            Niektórym nie podoba się, że na tak wysokie stanowisko premier powołał osobę
            legitymującą się tylko średnim wykształceniem. - Jest mi wstyd. Chcę skończyć
            studia na wydziale historii, ale nie zaliczyłem jeszcze łaciny z drugiego roku -
            przyznaje Poncyljusz.
            Inni pamiętają kłopoty, jakie Poncyljusz sprawiał w przeszłości partyjnym
            władzom. - Przed wyborami do Sejmu 2001 r. okazało, się że nie zgłosił
            komitetowi wyborczemu wydatków na kampanię, choć wymagały tego przepisy. Ludwik
            Dorn, wówczas odpowiedzialny za PiS na Mazowszu, zgłosił tę sprawę do
            prokuratury, ale ta nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i sprawa rozeszła
            się po kościach - wspomina Bartłomiej Szrajber, były warszawski poseł PiS.
            - Wszystko rozliczyłem. Poszło o to, że rozpocząłem kampanię bez zgody komitetu
            wyborczego - wspomina Poncyljusz.
            Było też o nim głośno w 1999 r. Działał wówczas jako śródmiejski radny z
            ramienia AWS. Okazało się, że jego żona jest w grupie ludzi, która chce
            nadbudować wynajmowane garaże. A w urzędzie Śródmieścia dostała kontrowersyjną
            zgodę na przekształcenie ich w lokale użytkowe.
            W wyborach do Sejmu Poncyljusz nie uzyskiwał dobrych wyników. Jednak w 2001 i
            2005 r. udało mu się zdobyć poselski mandat głównie dzięki liderowi
            warszawskiej listy PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, który bił rekordy popularności
            i wciągnął za sobą do Sejmu polityków drugiej linii.
            Minister gospodarki Piotr Woźniak był wczoraj za granicą i nie mógł
            powiedzieć "Gazecie", dlaczego wystąpił o nominację dla Poncyljusza.
            Nieoficjalnie mówi się, że byłemu warszawskiemu radnemu pomogły sejmowe
            znajomości.
            - W zeszłej kadencji Sejmu Poncyljusz współpracował z byłymi posłami a obecnymi
            ministrami, m.in. z Jerzym Polaczkiem, ministrem transportu i budownictwa.
            Widać to pomogło - mówi jeden z działaczy PiS.

            miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3201970.html?nltxx=1077927&nltdt=2006-03-09-04-05
            • jaceq Re: Paweł Poncyljusz, 37-letni warszawski poseł P 10.03.06, 00:49

              > nie zaliczyłem jeszcze łaciny z drugiego roku
              > przyznaje Poncyljusz.

              I nie dziwota. Z takim nomen?
              ____
              • wikul Re: Paweł Poncyljusz, 37-letni warszawski poseł P 10.03.06, 00:52
                jaceq napisał:

                >
                > > nie zaliczyłem jeszcze łaciny z drugiego roku
                > > przyznaje Poncyljusz.
                >
                > I nie dziwota. Z takim nomen?



                Musi zgłosić sie do Edgara Gosiewskiego ps.Filipinka na korepetycje.
    • wikul Lepper: damy fachowców, PiS cierpi na braki ludzi 20.02.06, 22:29
      PAP 20-02-2006,

      Szef Samoobrony Andrzej Lepper nie wyklucza, że działacze jego partii będą
      zajmować stanowiska w agendach okołorządowych związanych z rolnictwem.
      Zapowiedział, że w tej sprawie poseł Janusz Maksymiuk ma rozmawiać z ministrem
      rolnictwa Krzysztofem Jurgielem.

      "Po rozmowie w piątek z prezesem PiS jest propozycja, abyśmy w pewnych
      regionach, ustalając to z ministrem rolnictwa, dali swoich ludzi ze względu na
      to, że odnośnie spraw rolniczych, tych wszystkich agencji rolniczych, Kasy
      Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i innych, PiS cierpi na braki ludzi" -
      oznajmił Lepper w poniedziałek na konferencji prasowej w Kielcach.

      Dodał, że w tej sprawie Maksymiuk spotka się z Jurgielem po jego powrocie z
      Brukseli. "Minister przedstawi, gdzie ma braki ludzi, żeby dać mu kompetentnych
      ludzi, którzy będą dobrze prowadzić te agendy, różne agencje czy KRUS" -
      oznajmił Lepper.

      Lepper podkreślił, że zajmowanie przez członków Samoobrony stanowisk nie
      jest "żadnym warunkiem". Przypomniał swoją deklarację sprzed tygodnia, że "dla
      dobra sprawy" Samoobrona jest gotowa zrezygnować ze stanowisk okołorządowych.

      Pytany o wypowiedź eurodeputownego Samoobrony Ryszarda Czarneckiego dla
      poniedziałkowej "Gazety Wyborczej" o tym, że istnieje konflikt między szefem
      PiS a premierem, Lepper oznajmił, że od rana nie udało mu się dodzwonić do
      Czarneckiego i zapytać go "skąd ma te rewelacje, że jest konflikt". Dodał, że
      źle się stało, że poseł wypowiada się na temat "tak ważny i tak poważny", nie
      konsultując tego z władzami partii.

      "Pewne zgrzyty być może są, ale źle by było, gdyby tam było wszystko dopięte na
      ostatni guzik i to, co powie prezes PiS, to robi premier itd. Na spotkaniu z
      prezesem PiS nie wyczułem absolutnie takiej atmosfery, że jest jakieś
      nieporozumienie między nim a premierem. Są to insynuacje" - powiedział.

      Pobyt Leppera w Kielcach miał związek z konfliktem w strukturach regionalnych
      partii między posłami Józefem Cepilem i Leszkiem Sułkiem. W ubiegłym tygodniu
      przewodniczący rozwiązał Radę Wojewódzką Samoobrony w regionie świętokrzyskim.

      Lepper oznajmił, że za partię w województwie odpowiada od poniedziałku poseł
      Krzysztof Filipek. Zapowiedział, że w powiatach, gdzie potwierdzą się
      podejrzenia o nieprawidłowości, zostaną powtórzone wybory władz począwszy od
      struktur gminnych. Skargi będą przyjmowane do końca tygodnia. Dodał, że nie ma
      zamiaru ustalać, kto jest winny w konflikcie. "Zaczynamy od nowa, zamykamy
      tamten rozdział" - oznajmił.

      W poprzednią niedzielę dotychczasowy szef Samoobrony w Świętokrzyskiem Józef
      Cepil zawiadomił policję o naruszeniu jego nietykalności podczas odbywającego
      się w Opatowie zjazdu powiatowego partii. Jak utrzymuje Cepil, na zjazd
      organizowany przez posła Sułka nie wpuszczono go wraz z kilkudziesięcioma
      delegatami.

      Cepil powiedział w poniedziałek, że jeśli Sułek go przeprosi, to wycofa sprawę
      z prokuratury. Na to Sułek oznajmił, że nie czuje się winny, a wszystko, co
      mówi Cepil, jest nieprawdą.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3173773.html
    • wikul Re: Błyskotliwe kariery zaplecza intelektualnego 26.02.06, 00:06
      "Rz": Kostrzewski - pierwszy skarbnik IV RP
      (25-02-2006)

      To skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski jest autorem głośnej listy kandydatów do
      władz spółek skarbu państwa, którą dysponuje Jarosław Kaczyński -
      ustaliła "Rzeczpospolita". Nieznany publicznie Kostrzewski rozdaje dziś karty w
      polskiej gospodarce

      Na "liście 30" znajdują się m.in. profesorowie, absolwenci i pracownicy
      warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Po weryfikacji mają objąć stanowiska we
      władzach spółek państwowych. - Znam nazwiska profesorów i doktorów, którzy
      znają się na zarządzaniu i byliby przydatni w spółkach skarbu państwa. Potrafię
      ocenić, kto się nadaje do takiej pracy - przyznaje w rozmowie
      z "Rzeczpospolitą" Kostrzewski, który studiował na SGH.

      Więcej w dzienniku "Rzeczpospolita"

      www.wyborczy.pl/index.php?akcja=artykul&id=4951&sekcja=przeglad_prasy&polecil=newsletter
      • niezlomny.prawicowiec Stek kłamstw lewicy o kasie na Stocznię Gdańską ! 28.02.06, 11:08
        "Wyborczej" z 27 lutego pan S. Sowula po raz kolejny docieka, czy Radio Maryja
        zwracało, jak deklarowało, ofiarodawcom pieniądze przesłane na ratowanie
        stoczni, i żali się nad swoją niewiedzą. Niewydarzonemu publicyście doradzamy
        proste rozwiązanie problemu - "Wyborcza" może wszak zamieszczać na swych łamach
        ogłoszenia z prośbą o skontaktowanie się z nią osób, które ofiarowały pieniądze
        na ratowanie stoczni, a potem bezskutecznie występowały o ich zwrot. To, że
        takich osób nie ma, to już zmartwienie "Wyborczej". Podkreślam, że są to
        pieniądze ofiarodawców, a nie stoczniowców, więc to ofiarodawcy decydują o ich
        przeznaczeniu. Biedny publicysta nie zauważył nawet całostronicowej rozmowy na
        ten temat w "Naszym Dzienniku" z 25-26 lutego. Nawiasem mówiąc,
        także "Wyborcza" mogła ogłosić na swych łamach zbiórkę na ratowanie stoczni,
        kolebki "Solidarności", i można się zastanawiać, dlaczego tego nie uczyniła.
        Adam Hojda
        • antoni.goczal Re: Stek kłamstw lewicy o kasie na Stocznię Gdańs 28.02.06, 18:20
          niezlomny nie niszcz już wikula.
          Przecież razem jesteście z jednego "pnia".
          • wikul Wrzodak przechodzi do Samoobrony? 28.02.06, 20:15
            Wojciech Szacki 28-02-2006,

            W Samoobronie jest miejsce dla Zygmunta Wrzodaka. Rozmawiałem z nim o przejściu
            do naszego klubu, na razie nieformalnie - mówi wiceszef Samoobrony Krzysztof
            Filipek
            Wrzodak jest posłem niezrzeszonym. Na początku kadencji próbował obalić "wodza"
            LPR Romana Giertycha, ale okazał się za słaby i z partii wyleciał.

            Poseł niezrzeszony niewiele może. Wrzodak próbował więc zmontować chociaż koło
            poselskie, ale razem z nim z Ligi odszedł tylko jeden poseł, obecnie też
            niezrzeszony Marian Daszyk. Nie widać też śladów aktywności Forum Polskiego -
            partii, którą założył Wrzodak wraz z innymi secesjonistami z LPR (m.in.
            europosłem Bogdanem Pękiem). Stąd rozmowy z Samoobroną.

            Wiedzą o nich w Lidze. - Poseł Filipek konsultował się z nami, czy mogą przyjąć
            Wrzodaka. Odpowiedziałem, że nie mamy nic przeciwko. Już w żartach dodałem, że
            stawiamy tylko jeden warunek: przez pierwszy miesiąc ma chodzić w partyjnym
            krawacie w biało-czerwone pasy - mówi Wojciech Wierzejski, sekretarz LPR.
            - Nie słyszałem, żeby miał do nas przyjść. Byłoby dobrze, bo to człowiek o
            nieposzlakowanej opinii - uważa Mateusz Piskorski, poseł Samoobrony. (...)

            serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3186558.html
    • wikul Liczne posady dyrektora w Ministerstwie Transportu 04.03.06, 23:15
      Dominika Dziobkowska 04-03-2006 ,

      Robertowi Malickiemu, szefowi gabinetu politycznego ministra transportu, nie
      wystarczyły dwie atrakcyjne posady. Załatwił więc sobie trzecią

      Do zarządu Gminnej Gospodarki Komunalnej Ochota (GGKO) Robert Malicki wszedł w
      lutym 2003 r. Nie jest tajemnicą, że posadę dostał dzięki znajomym z
      długoletniej działalności w ZChN i Opus Dei. Dlatego kiedy PiS wygrało wybory,
      awans Malickiego był tylko kwestią czasu.
      I rzeczywiście, na nową posadę nie musiał długo czekać. W październiku 2005 r.
      został dyrektorem gabinetu politycznego Jerzego Polaczka, ministra transportu i
      budownictwa. Szybko okazało się, że dla Malickiego dwie posady to za mało.
      Ledwo zaaklimatyzował się w ministerstwie, a już postarał się o trzecią.

      W styczniu br. wybrano go dyrektorem pionu handlowego Portów Lotniczych (PPL).
      Nadzór nad tym przedsiębiorstwem państwowym sprawuje... Ministerstwo Transportu
      i Budownictwa (MTiB).
      Malicki długo w PPL nie popracował. Po jednym dniu wziął bezterminowy urlop
      bezpłatny. Co ciekawe, od początku było wiadomo, że ze względu na pracę w
      ministerstwie do Portów teraz nie przejdzie. Jednak Paweł Łatacz, dyrektor
      naczelny Portów, na Malickiego się uparł. Szefa PPL do Malickiego nie
      zniechęciła nawet negatywna opinia rady pracowniczej przedsiębiorstwa.

      - Baliśmy się, że ktoś podkupi Malickiego, bo na rynku nie ma takiego drugiego
      fachowca. Na razie mamy za niego zastępstwo. Czekamy na niego, aż odejdzie z
      ministerstwa - tłumaczy Artur Burak, rzecznik prasowy PPL.
      Już dawno minął miesiąc, a Malicki jak pracował, tak wciąż pracuje u Jerzego
      Polaczka. - O ile mi wiadomo, dyrektor Malicki nie złożył wymówienia ani nie
      zapowiada odejścia z ministerstwa - mówi Teresa Jakutowicz, rzecznik prasowy
      MTiB.

      Dlaczego więc Pawłowi Łataczowi zależało na zatrudnieniu Malickiego? - Łatacz
      nie miał wyjścia, o pracę dla Malickiego poprosił go sam Jerzy Polaczek. A
      ministrowi się nie odmawia - kwituje pracownik PPL.
      To niejedyna kontrowersyjna postać zatrudniona ostatnio w PPL. Niedawno
      wiceszefem przedsiębiorstwa został Janusz Fota, skompromitowany szef Zarządu
      Dróg Miejskich. Dzięki protekcji kolegów z magistratu załatwił sobie tanio
      wartościowe mieszkanie w centrum Warszawy.

      Dlaczego szefowi gabinetu ministra tak zależało na posadzie w PPL? - Od dawna
      mówi się o prywatyzacji portów. Wtedy Malicki dostanie bardzo dużo akcji
      pracowniczych. Poza tym zabezpiecza się, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będzie
      w ministerstwie - wyjaśnia nam pracownik Portów.
      Niestety, dyrektor Malicki przez ostatnie trzy dni nie znalazł czasu na rozmowę
      z dziennikarzami "Gazety".

      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3194756.html?nltxx=1077927&nltdt=2006-03-04-04-05

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka