wild
29.11.02, 08:04
Feministki często uważają, że kobieta ma prawo do aborcji, gdyż "tylko ona
może decydować o swoim brzuchu", zaś prawny zakaz aborcji jest
przejawem "patriarchalnej kultury gnębiącej kobietę". Pomińmy fakt, że
stosunek do aborcji nie zależy od płci, lecz bardziej od systemu wartości i
od poglądu, w którym momencie zaczyna się ludzkie życie. Za i przeciw bywają
zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Można nawet przypuszczać, że to kobietom w
praktyce trudniej przychodzi decyzja o aborcji niż mężczyznom.
Jeśli jednak, zgodnie z feministkami uznajemy, że tylko kobieta ma pełne
prawo zdecydować o losie płodu, to należałoby konsekwentnie przyjąć, że tylko
kobieta ponosi pełną odpowiedzialność za swoją decyzję (pełna władza = pełna
odpowiedzialność). Oznaczałoby to zatem zwolnienie ojca z odpowiedzialności
za dziecko i z obowiązku alimentacyjnego w sytuacji, gdy kobieta zdecyduje
się urodzić dziecko. Tu feministki już się zatrzymują - żądają bowiem pełnej
władzy dla kobiety, lecz chcą zarazem, by współodpowiedzialność za jej
decyzję ponosił mężczyzna.
Maciej Kołodziejczyk
www.he.com.pl/Kobieta/Okiemm/Kom66fem.html