bebokk
30.11.02, 20:00
Konserwatysta Ziemkiewicz występuje w obronie komuchów i ich kolesia, szefa
telefoniki :
"Bez mała 200 lat temu grupy zwolenników Neda Ludda niszczyli maszyny w
Yorkshire i Derbyshire. Dziś luddyści przenieśli się do Ożarowa.
Tuż po północy 14 grudnia 1811 r. grupa zamaskowanych mężczyzn, której
przewodził Ned Ludd, zwany Kingiem, włamała się do fabryki tekstyliów w
Nottingham. Ludzie Ludda zniszczyli maszyny dziewiarskie, winiąc je za utratę
pracy. W ciągu następnych dwóch lat grupy luddystów atakowały maszyny w
Yorkshire, Derbyshire, Leicestershire, Lancashire. 191 lat później w Polsce
pojawili się następcy Neda Ludda: w ożarowskiej fabryce kabli, śląskich
kopalniach, cukrowniach.
Pracownicy ożarowskiej fabryki kabli uważają, że spotkało ich nieszczęście -
prywatyzacja. A właściciel prywatny, w przeciwieństwie do spółek państwowych,
czyli niczyich, musi patrzeć w przyszłość. Konkurencja na światowych rynkach
jest ostra i aby jej w przyszłości sprostać, już teraz trzeba racjonalizować
produkcję. TeleFonika zrobiła więc to samo co jej przyszli konkurenci i co w
ogóle jest normalnym sposobem rozwoju każdej zdrowej firmy - dotychczasową
produkcję trzech zakładów postanowiła skoncentrować w dwóch, trzeci
zamykając. Normalne, zgodne z logiką rynku postępowanie TeleFoniki skończyło
się ponad 200 dniami okupacji firmy, 35 mln zł strat i bijatyką z
ochroniarzami i policją, której kosztów - zwłaszcza tych poniesionych przez
podatników - nikt publicznie nie podsumuje. Co najistotniejsze, sprawcy
bijatyk nie spotkali się z potępieniem. Przeciwnie, bronią przecież swoich
miejsc pracy. Całe szczęście, że TeleFonika jest firmą polską. Gdyby
ożarowską fabrykę wykupił, nie daj Boże, koncern zagraniczny, jedna trzecia
posłów rzucanie kamieniami w tiry i policjantów podniosłaby zapewne do rangi
czynu patriotycznego na miarę obrony Westerplatte.
W przeszłości obrona miejsc pracy przed nowoczesnością - technologiczną czy
organizacyjną - prowadziła nie tylko do starć z policją, ale nawet do
powstań, jak w wypadku tkaczy w Lyonie w latach 1831 i 1834. Luddystom nie
udało się zatrzymać nowoczesności, ale pozostali w historii jako symbol
tępego oporu przeciwko postępowi cywilizacyjnemu. Nie zawsze luddyści
ponosili zresztą klęski. Niedługo po wystąpieniach Ludda w tej samej Wielkiej
Brytanii uchwalono tzw. locomotiv act, dławiący w zarodku rozwój motoryzacji.
Stało się to pod naciskiem towarzystw pocztowych - by chronić miejsca pracy
woźniców, stajennych i siodlarzy. Dopiero po kilkunastu latach Anglicy
uświadomili sobie, ile może ich kosztować zacofanie wobec dynamicznie
rozwijającego motoryzację kontynentu.
Dziesięć tysięcy górników wyprowadzonych przez związkowców na ulice Katowic
nigdy nie słyszało o Nedzie Luddzie, ale łatwo by z nim znaleźli wspólny
język. Górników obchodzi tylko jedno: utrzymanie stanu obecnego. "Nie
pozwolimy na zamykanie kopalń" - i już. Kopalnie te budowano na potrzeby
machiny zbrojeniowej Układu Warszawskiego i nie mają one w normalnej
gospodarce racji bytu. Z wydobywanym przez nie węglem nie ma co robić.
Niektóre z nich są tak technologicznie zacofane, że w celu wydobycia tony
węgla trzeba w elektrowniach zasilających kopalnie spalić go tyle samo lub
nawet więcej. Sumy przeznaczane na utrzymywanie kopalń zaczynają już zagrażać
stabilności publicznych finansów. To nie są jednak dla polskich luddystów
argumenty. Interesuje ich tylko jedno: nie dopuścić do likwidacji miejsc
pracy.
Konanie nierentownych kopalń ciągnie się już dwunasty rok i gdyby nie
perspektywa wejścia do Unii Europejskiej, mogłoby trwać aż do ostatecznego
bankructwa Rzeczypospolitej. Energetyka jest bowiem państwowa, co znaczy, że
tak naprawdę nikomu nie zależy na jej modernizacji. Dyrektorzy kopalń i
spółek węglowych nauczyli się doskonale zarabiać na deficycie, zresztą
najbardziej zależy im na życzliwości działaczy związkowych. Stąd z zasady
występują ramię w ramię ze swymi podwładnymi przeciwko wszelkimi próbom
zmian. Efekt - szacuje się, że górnictwo wydoiło już budżet III RP na 40 mld
zł. A przecież bezpośrednie dopłaty i "oddłużenia" na koszt podatników to
tylko drobna część kosztów. Znacznie więcej tracimy przez to, że dla
dogodzenia egoizmowi wąskiej grupy utrzymuje się Polskę w zacofaniu,
konserwując coraz bardziej archaiczny i nieopłacalny model energetyki opartej
niemal wyłącznie na spalaniu węgla.
Oczywiście tracący pracę górnicy i pracownicy fabryki kabli zasługują na
współczucie. Nie dlatego, że tracą pracę, tylko dlatego, że mają małe szanse
na nową. Ten stan rzeczy jest wynikiem dławienia gospodarki przez państwową
biurokrację i podatki. Współczucie dla bezrobotnych winno się przejawiać w
staraniach o przyspieszenie rozwoju gospodarczego. Tymczasem w Polsce
przybiera ono formę przeciwną - walki o utrzymanie kraju w technologicznym
zacofaniu, nowoczesność bowiem zawsze zaczyna się od zwolnień. W efekcie
największą przeszkodą w rozwoju Polski staje się stopniowo nie brak
inwestorów, ale antymodernizacyjna mentalność samych Polaków.
Rafał A. Ziemkiewicz"
www.wprost.pl/ar/?O=36624
Ten arcydebil przekroczył granice absurdu !
W USA jest niemożliwe coś takiego jak zdobycie monopolu na rynku, czyli to co
zrobiła telefonika.
A likwidacja 35 tys. miejsc pracy na Sląsku bez odpraw to gotowy bunt
społeczny, którego koszty moga być straszne.
Konserwatysta to człek mądry, który w odróznieniu od liberalnych fanatyków
widzi społeczeństwo jako jeden organizm, gdzie powinien panować ład i gdzie
pracownicy nie są traktowani jak śmieci.
To konserwatysta Bismarck wprowadził obowiązkowe ubezpieczenia społeczne
i konserwatysta Disraeli reformował Wielką Brytanię.
Obaj wiedzieli, że alternatywą dla reform jest bolszewickie mordobicie.