Dodaj do ulubionych

Polska pracowitość i gospodarność...

IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 04.12.02, 03:49
Na Opolszczyźnie kilka rodzin z byłego PGR Mikolin w gminie Lewin Brzeski
zawiązało spółkę pracowniczą. Od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa
Oddziału Terenowego w Opolu spółka jesienią ubiegłego roku przejęła w
dzierżawę 300 hektarów popegeerowskiej ziemi. Mimo że obecnie jest
szczególnie trudno gospodarzyć, polscy rolnicy są jednak zainteresowani
uprawą ziemi po byłych PGR-ach.
Na wsi nie ma bardziej smutnego widoku jak olbrzymie połacie nieuprawianej
ziemi, opuszczone i rozszabrowane budynki gospodarcze i chwasty porastające
podwórka - znak, że nikt tamtędy już nie przechodzi, bo i nie ma po co. Taki
widok to bardzo często pozostałość po kolektywistycznej gospodarce rolnej z
czasów PRL. Ci sami ludzie, którzy dumnie i wcale niebezinteresownie nosili
legitymacje PZPR i głosili wyższość gospodarki socjalistycznej nad
kapitalistyczną, jednym pociągnięciem pióra na początku lat 90. zlikwidowali
PGR-y. Tak zwana reforma gospodarcza, przypisywana nie do końca słusznie
tylko Leszkowi Balcerowiczowi, spowodowała, że rzesze pracowników państwowych
gospodarstw znalazły się bez pracy. Część z nich chciała "wziąć sprawy w
swoje ręce": zawiązywała spółki pracownicze, próbowała przejmować
gospodarstwa, najczęściej przegrywając z biurokracją i rywalami, którzy - jak
się później okazywało - niekoniecznie mieli pieniądze i wiedzę potrzebną do
prowadzenia gospodarstwa, ale na pewno mieli tzw. układy. Jednak byli
pegeerowcy przede wszystkim przegrywali z niechętnym im właścicielem majątku,
czyli AWRSP. Agencja miała swoje plany, inne wytyczne i nie do końca jasne
cele.

Porzucona ziemia i ludzie
Po raz pierwszy w Mikolinie byłem w 1999 roku. Wtedy na niektórych polach
wyrastały małe sosenki, siała się obficie brzezina. Po pustych oborach hulał
wiatr, a porzuceni ludzie opowiadali mi o swoim kierowniku Zbigniewie
Wierzbickim, który tak dobrze zarządzał, że gospodarstwo przynosiło spory
dochód. Panował przy tym taki ład i porządek, że na podwórku nie miała prawa
znaleźć się nawet jedna słomka. Opowiadali też z wielkim bólem, że na
początku lat 90. chcieli wraz ze swoim szefem przejąć gospodarstwo i
gospodarzyć jak dawniej. Nie udało się. Lepszym gospodarzem dla AWRSP w Opolu
okazał się Zbigniew Kruszyński, kierowca I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego
PZPR w Opolu. W ramach przetargu przejął gospodarstwo obsiane, wraz z
maszynami, oborami i inwentarzem. Wkrótce zaczęła się wyprzedaż. Gospodarstwo
upadło, a ludzie stracili pracę. Agencja - nie wiedzieć czemu - wyposażyła go
niebawem w sąsiednie gospodarstwo. Tam historia się powtórzyła. Ludzie też
stracili pracę. A ziemia marniała, zarastała chwastami do tego stopnia, że -
jak powiedział mi burmistrz Lewina Brzeskiego Tadeusz Monkiewicz - niektórzy
przejeżdżając obok, szosą, całkiem serio brali nasze poczciwe osty za...
uprawę bawełny.

Radosny powrót na ugory
Dzisiaj mikolińskie pola są już zagospodarowane. Jesienią ubiegłego roku
Zbigniew Wierzbicki z kilkoma rodzinami w ramach spółki otrzymali wreszcie
zgodę na uprawę niejako swojej ziemi.
- Sprawa nie była prosta - wspomina Zbigniew Wierzbicki. - Ziemia od prawie
siedmiu lat nie była uprawiana, dlatego w pierwszym roku wydaliśmy sporo
pieniędzy na walkę z chwastami. W niektórych miejscach rosły już całkiem
spore drzewka samosiejki. Wszystko wymagało ogromnej pracy - opowiada.
W pierwszym roku posiali kukurydzę, nie tyle z myślą o zarobku, ale dlatego,
że jest to roślina niszcząca swoim zacienieniem wiele chwastów. - Właśnie
trafił pan na kukurydziane żniwa. Żeby tylko była pogoda - martwił się pan
Zbigniew, bo za oknem poranna mgła ani myślała znikać.

Najpierw kukurydza, potem świnki
Plany spółki z Mikolina nie ograniczają się do produkcji roślinnej. Na
terenie gospodarstwa znajdują się zabudowania, które można by wykorzystać do
chowu trzody chlewnej. Ale do tego trzeba mieć ponad 100 tys. zł i niezłą
głowę na karku.
Podczas naszej rozmowy wpadł jak po ogień jeden z młodszych członków spółki
Feliks Chojecki, wyglądający na 35 lat, i zameldował, że udało mu się
wynegocjować całkiem znośną cenę za beton, który potrzebny jest na wylewkę w
remontowanej chlewni. Wziął pieniądze na zaliczkę i już go nie było.
- Właściwie dzisiaj każdy ma zajęcie, a papierów przy tym ile - mówi Bożena
Wierzbicka. - Wszystko musi przejść przez naszą księgowość. W sezonie
zatrudniamy pracowników, bo nas jest za mało. Zawsze staramy się do pracy
brać tych, którym jest naprawdę ciężko, bo o pracę tu trudno, a dzieci w domu
sporo. My tu wszystkich w okolicy dobrze znamy - zaznacza.
Zbigniew Wierzbicki pokazywał mi szereg maszyn stojących jeszcze w nie
najlepszych warunkach, ale jest już czym się pochwalić. Ostatnio zakupiony
kombajn bizon jest dumą spółki. Dlaczego polska maszyna, a nie na przykład
firma klaas? Filozofia zakupów jest dość prosta: polski kombajn jest tańszy,
ma miejscowy i tańszy serwis, a poza tym kupując polski produkt, daje się
pracę swoim rodakom. Czy nie o to chodzi? Zapytałem Zbigniewa Wierzbickiego,
czym zatem kierują się niektórzy rolnicy, kupując stare i używane kombajny?
- Chyba tym, że mają silnik mercedesa i są trochę szybsze. Ale te używane
niemieckie maszyny wcale nie są znów takie tanie. Niemiec też chce zarobić, a
za darmo nic tam nie ma. Przecież to normalne - stwierdził Zbigniew
Wierzbicki.

Zwyczajna popegeerowska gmina
Nie tylko wielu okolicznych mieszkańców Mikolina cieszy się, że zapuszczone
pola wracają do życia. Także władze gminy Lewin Brzeski idą z pomocą spółce
pracowniczej kierowanej przez Zbigniewa Wierzbickiego.
- Zdajemy sobie sprawę, że wszystko wymaga ogromnych inwestycji i dużych
nakładów pracy ze strony udziałowców spółki - powiedział burmistrz Lewina
Brzeskiego Tadeusz Monkiewicz. - Nasze możliwości pomocy są dość ograniczone,
ale jednak są. Myślę tutaj o zwolnieniu z obowiązku płacenia podatku rolnego.
Wiadomo, że w pierwszym okresie gospodarzenia w sytuacji, gdy gospodarstwo w
Mikolinie jest - jak to się mówi - na dorobku, i trzeba solidnie inwestować,
a nie zbierać, to występowanie z naszej strony o podatek byłoby nie na
miejscu - zaznacza burmistrz.
W rozmowie o gospodarstwie mój rozmówca podkreśla, że pamięta Zbigniewa
Wierzbickiego jako dyrektora, który bardzo dobrze prowadził powierzone mu
przez państwo gospodarstwo i chociażby dlatego rokuje, że i tym razem będzie
dobrze. Burmistrz wspomina także niefortunne "gospodarzenie" nieżyjącego już
Zbigniewa Kruszyńskiego. Jak ogromna większość samorządowców martwił się
bezrobociem, które w jego gminie dotknęło 1650 osób na początku tego roku, a
obecnie jest nieco niższe i wynosi 1400 osób.
- To może wynikać także z tego, że jest taki sezon i trochę osób znalazło
pracę w naszej cukrowni Wróblin, część została zatrudniona przy dużej
inwestycji kolejowej, a dotyczącej całkowitej przebudowy nasypów i torów
kolejowych, aby jeżdżące nią pociągi mogły osiągać prędkość 160 km/h. Trochę
osób trafiło do usług, niektórzy znajdują pracę w dużych gospodarstwach
popegeerowskich, których w naszej gminie było aż siedem. Część ziemi trafiło
do dużych gospodarstw indywidualnych. Małe, kilkuhektarowe gospodarstwa
wchłaniane są przez te większe, w których gospodarzą stosunkowo młodzi
ludzie. Jesteśmy typowo rolniczą gminą. Cieszymy się, że są jeszcze tacy
ludzie jak Zbigniew Wierzbicki i jego udziałowcy, którzy usiłują coś robić -
dodał Tadeusz Monkiewicz.
Marek Garbacz



Rok w gospodarstwie rolnym to bardzo krótki okres, a tyle zaledwie czasu
gospodarzy spółka z Mikolina. Mimo wszystko chciałem pokazać, że Polacy łakną
pracy i ziemi, nawet jeśli jest ona "zapuszczona" i otwiera w pierwszych
latach raczej perspektywę strat niż zysków. Zysk w rolnictwie niekoniecznie
zawsze przekłada się na zysk rozumiany przez właściciela fabryki. Niektórym
decydentom ciężko to zrozumieć. Szkoda.


Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka