Gość: tato
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
31.12.02, 16:17
Siedzę sobie na plaży w Arabii Saudyjskiej, patrzę na kobiety, poddane króla
Fahda, które wcale nie chcą być "obywatelkami kobietami pracującymi" (napiszę
o nich, napiszę...), opalam się na słoneczku, przede mną rafa koralowa, rybki
pływają, ludzie się opalają - i tak sobie rozmyślam o sprawach Polski,
dawniej tonącej w morzu czerwonym, obecnie, po rozwodnieniu, w morzu już
tylko różowym....
Otóż dowiaduję się z InterNetu, że p. Leszek Miller wywalczył ten miliard
eurosów... Suma jest, oczywiście, śmieszna: jest to 25 euro, czyli 100 zł na
Polaka. No, dobrze - tylko czy pamiętamy, że po wchłonięciu Polski przez Unię
będziemy musieli wydać na "ochronę środowiska" - czyli, najczęściej, na
zmarnowanie - 40 miliardów?
Na zmarnowanie - albo nawet na pogorszenie sytuacji. Na przykład po
katastrofie tankowca "Torrey Canyon" u wybrzeży Alaski - czy już Kanady, nie
pamiętam - cwaniacy od ratowania środowiska wyciągnęli grube dziesiątki (albo
i ponad setkę) milionów dolarów na "ratowanie plaż". Pojechała tam masa
ochotników i posypywali plaże detergentami, by ratować ptaki i ryby przed
ropą naftową...
Po kilku latach zrobiono remanent: tam, gdzie plaż nie ratowano (bo
pieniędzy, na szczęście, nie starczyło) po pół roku wszystko wróciło do
normy: bakterie zeżarły ropę (to w końcu produkt naturalny!), ameby zeżarły
bakterie, ryby zjadły ameby - i życie rozkwitło bujniej niż przed katastrofą.
Tam natomiast, gdzie ratowano - powstała pustynia...
...spokojnie, też tylko na kilka lat. Teraz już wszystko wróciło do normy.
Na te 40 miliardów dolarów (z naszej kieszeni, z naszej) czeka już masa
cwaniaków, zakładających rozmaite stowarzyszenie "Nasza Ziemia" albo coś
takiego - gotowych "ratować" co się da. Zwracam tu uwagę, że las najlepiej
ratuje się, nie robiąc nic: sam odrasta. No, tak - ale czy można wziąć forsę,
za nicnierobienie? Nie można! Więc będą ratować nasze lasy i ratować - aż je
całkiem Diabli wezmą.
Przypomina to metody stosowane za Wielkiego Przewodniczącego Mao. W ramach
ratowania zbiorów kazano np. wytępić wróble. Sekretarze z poszczególnych
prowincji dostawali premie za wybicie jak największej liczby wróbli - więc w
ciągu jednego lata wybito ich coś 3 razy więcej, niż według ornitologów w
ogóle było wróbli w Chinach!! Po czym trzeba było ratować populacje wróbli,
bo rozmnożyły się muchy...
To samo dzieje się w euro-socjalizmie. Tyle że w Chinach Ludowych stracono
pracę ludzką - a u nas będą ginęły miliardy. To już nie jest drobiazg - bo 40
miliardów to po tysiącu (czyli po 4000 zł) na łebek, czyli 16.000 na
czteroosobową rodzinę!! Innymi słowy: każda rodzina dołoży do tego interesu
nie najgorszy używany samochód!! Ze świadomością, że ćwierć tego poszła na
rzeczy pewno i potrzebne (choć nie w pierwszej kolejności) ćwierć utonęła w
kieszeniach wydrwigroszów (i te też się nie zmarnują) - a połowa to pieniądze
stracone kompletnie bez sensu, albo i ze szkodą dla środowiska!!!
A przecież "ochrona środowiska" to wcale nie jedyna i wcale nie najdroższa
zabawka pań i panów z Brukseli!
Ale wyobraźmy sobie, że reżymowa telewizja dopuściła mnie do dyskusji z
jakimś euro-federastą, np. JE Leszkiem Millerem. I ja zadaję Mu takie
pytanie:
- Jakie będą dla naszego środowiska naturalnego konsekwencje z wejścia do
Unii Europejskiej?
- Ale-ż (rozpromieni się p. Miller) włożymy 40 miliardów euro w ochronę...
- No, dobrze - ale czy wydanie tych pieniędzy jest dla Polski korzystne?
- Oczywiście!
- No, dobrze - a po niewejściu do Unii nie wydamy tych pieniędzy?
- Nie...
- To chce Pan powiedzieć, że Pański Rząd nie robi obecnie tego, co jest dla
Polski korzystne????!!!?
Bo sprawa jest prosta: jeśli wydanie tych 40 miliardów na "ochronę
środowiska" jest dla Polski korzystne, to okupująca Polskę III RP powinna to
zrobić sama, nie czekając na Anchluß; jeśli natomiast jest niekorzystne, to
nie trzeba tego robić wcale!
Tak sobie człowiek myśli, mimo upału, logicznie - ale czy w tzw. Rządzie ktoś
jeszcze myśli logicznie?
www.angora.pl/index.phtml?main=1&iArticleId=1488&iArticleChapter=20