hugo_w2
23.05.06, 09:00
Referendum w Czarnogórze zadecydowało o oderwaniu się tej ziemi od Serbii i
utworzeniu odrębnego państwa. Jeszcze nie ma oficjalnych wyników, ale rzecz
wydaje się przesądzona. W ten sposób rozpad byłej Jugosławii praktycznie się
dokonał. Jeszcze status Kosowa nie został uregulowany - prowincja ta
pozostaje pod administracją ONZ.
Państwo, które powstało w 1918 r. jako zlepek narodów, z którymi wielcy tego
świata nie wiedzieli co zrobić, toteż wtłoczyli je pod jedną administrację,
przestało istnieć. Był to sztuczny twór od początku: w okresie międzywojennym
targany wewnętrznymi sprzecznościami, zaś po 1945 r. trzymany w ryzach
żelazną ręką dyktatora Josipa Broz-Tito. Po jego śmierci rozpoczął się długi
proces dezintegracji.
Podobnych państw istniało i istnieje wiele. Irak jest dziś kolejnym,
najdramatyczniejszym tego przykładem. Tak samo "nienaturalna" więź złączyła
trzy różne kultury, religie i nacje szarpane konfliktami, które powstrzymać
mogły tylko brutalne rządy. Gdy znikły, natychmiast doszło do wybuchu tlących
się konfliktów. Błąd polityczny sprzed prawie stu lat mści się dziś. Co
zrobić z Irakiem? Mimo wszystko utrzymać w całości czy też pozwolić na rozpad
na trzy państwa. Pierwsza ewentualność oznacza podtrzymanie konfliktu, ale
zarazem zamknięcie go w dotychczasowych granicach; druga grozi rozlaniem
konfliktu na cały region. Każde rozwiązanie jest złe.
Państwa europejskie zgodziły się na rozpad Jugosławii, choć wbrew nadziejom
nie zapobiegło to wojnie. Trzeba było użyć siły, aby zatrzymać walczące
strony. W stolicach zachodnich uznano, iż w imię demokracji trzeba uznać wolę
narodów do samostanowienia.
Z siedmiu odrębnych administracji państwowych byłej Jugosławii tylko Słowenia
funkcjonuje doskonale, Chorwacja staje na nogi, żywot pozostałych zaś
podtrzymywany jest sztucznie: Bośnia jest nadal enklawą siłą rozdzielonych
frakcji czekających tylko, by rzucić się sobie do gardła, Kosowo - żyje na
koszt ONZ, czyli międzynarodowej wspólnoty, podobnie jest z Macedonią.
Powstanie Czarnogóry to wprawdzie ostateczny cios w ambicje Serbów do
wielkości, ale zarazem i dodatkowa zadra dla narodu nieustannie
rozpamiętującego urojone (czy rzeczywiste) krzywdy i czekającego tylko okazji
do rewanżu. Utworzenie nowego państwa będzie zapewne nieuniknione, ale oprócz
herbu, hymnu, flagi i innych oznak suwerenności pozostaje najważniejszy
problem: z czego to państwo się utrzyma? Gdzie będą pracować jego obywatele?
Czy administracja liczącego niewiele ponad pół miliona zacofanego kraiku
będzie w stanie zapewnić swym ludziom warunki do życia? I czy jest to w ogóle
możliwe? Czy może stanie się kolejnym dysfunkcjonalnym państwem, utrzymywanym
dla świętego spokoju za pieniądze międzynarodowego gremium?
Quelle PDN-NY(CK)