Dodaj do ulubionych

PRZEDSIĘBIORSTWO HOLOKAUST

17.01.03, 12:46
„Mam wrażenie, że zamiast uczyć o holokauście, handluje się nim."




Rabin Arnold Jacob Wolf, Uniwersytet Yale1

1 Michael Berenbaum, After Tragedy and Triumph, Cambridge, 1990, s. 45.



Norman G. Finkelstein



PRZEDSIĘBIORSTWO HOLOKAUST

SPIS TREŚCI

Wstęp…………………………………………………… 4





ROZDZIAŁ l

Zbijanie kapitału na
holokauście.........................................
9



ROZDZIAŁ 2

Oszuści, handlarze i historia..........................................
….. 23



ROZDZIAŁ 3

Wyłudzanie do
kwadratu ..................................................
42





Konkluzja...............................................................
……….. 72





Posłowie do wydania
polskiego ............................................ 77





Goldhagen dla początkujących, czyli Sąsiedzi J. T. Grossa... 86











PODZIĘKOWANIA






Pomysł napisania tej książki zawdzięczam Colin Robinson z wydawnictwa Verso.
Roane Carey nadała moim rozważaniom kształt spójnego tekstu. Na każdym etapie
powstawania tej książki pomocą służyli mi Noam Chomsky i Shifra Stern.
Manuskrypt zre­cenzowały Jennifer Loewenstein i Eva Schweitzer. Osobistej po­
mocy i wsparcia nie szczędził Rudolph Baldeo. Jestem im wszyst­kim bardzo
wdzięczny.

Strony te poświęcam pamięci moich rodziców. Dedykuję je przeto moim braciom,
Richardowi i Henry'emu oraz mojemu bra­tankowi Davidowi.

Norman G. Finkelstein
Obserwuj wątek
    • wild [-------WSTĘP------] 17.01.03, 12:48
      WSTĘP

      Międzynarodowy debiut książki Przedsiębiorstwo holokaust (The Holocaust
      Industry), w czerwcu 2000 r., wywołał fale reak­cji. W wielu krajach, od
      Brazylii, Belgii i Holandii po Austrię, Niemcy i Szwajcarię, moja książka
      sprowokowała szerokie deba­ty i znalazła się na czołówkach list bestsellerów.
      Wszystkie głów­ne brytyjskie dzienniki i czasopisma poświęciły jej co najmniej
      całostronicowe recenzje, a francuski „Le Monde" zamieścił na jej temat
      komentarz redakcyjny i zajmujące dwie strony omówienia. Poświecono jej też już
      mnóstwo audycji radiowych i programów telewizyjnych oraz kilka pełnometrażowych
      filmów dokumen­talnych.
      Największe natężenie miały reakcje w Niemczech. W towa­rzyszącej wydaniu
      niemieckiego przekładu książki konferencji prasowej udział wzięło prawie dwustu
      dziennikarzy, a ponad ty­siąc osób (dla prawie pięciuset dodatkowych nie było
      już miejsca na sali) uczestniczyło w zorganizowanej w Berlinie dyskusji ze mną.
      W ciągu kilku tygodni sprzedano w Niemczech 130 tyś. eg­zemplarzy książki, zaś
      po paru miesiącach opublikowano trzy zbio­ry opinii na jej temat.1 Latem 2001 r.
      przygotowywano jej tłuma­czenia na 16 kolejnych języków.
      W przeciwieństwie do ogłuszającego hałasu w różnych innych miejscach świata,
      początkową reakcją w Stanach Zjednoczonych była ogłuszająca cisza. Czołowe
      amerykańskie media nabrały wody w usta.2 Stany Zjednoczone są bowiem główną
      siedzibą „przed­siębiorstwa holokaust". Toteż podejrzewam, że z podobną reakcją
      spotkałaby się w Szwajcarii publikacja opracowania dowodzące­go, że czekolada
      powoduje raka. Gdy jednak nie dało się już dłu­żej ignorować międzynarodowych
      odgłosów, w kilku wybranych amerykańskich mediach pojawiły się histeryczne
      komentarze, które skutecznie pogrzebały książkę. Dwa z nich zasługują na
      bliższą uwagę.
      Dziennik „The New York Times" służy „przedsiębiorstwu holokaust" za główną tubę
      propagandową. I to on, przede wszyst­kim, wypromował takie postacie jak Jerzy
      Kosiński, Daniel Gol-dhagen czy Elie Wiesel. Publikowane przez „The New York Ti­
      mes" artykuły na tematy związane z holokaustem ustępują, pod względem ilości,
      tylko codziennym prognozom pogody. Na przy­kład w roku 1999 na jego łamach
      ukazały się łącznie 273 takie artykuły. Dla porównania, materiałów dotyczących
      Afryki było 32.3 W cotygodniowym dodatku „The New York Times Book Review"
      zamieszczono 6 sierpnia 2000 r. recenzję mojej książki, zatytułowaną A Tale of
      Two Holocausts („Opowieść o dwóch holokau­stach"). Napisał ją Omer Bartov,
      izraelski historyk wojskowości, który przeistoczył się w eksperta od
      holokaustu. Wyśmiewając moje spostrzeżenia o żerowaniu na holokauście, Bartov
      uznał niniejszą książkę za „nową wersję Protokołów mędrców Syjonu" i obrzucił
      ją stekiem inwektyw - „wstrętna", „dziwaczna", „pa­
      ranoiczna", „odrażająca", „przerażająca", „obraźliwa", „niedoj­
      rzała", „samozwańcza", „arogancka", „głupia", „kołtuńska", „fa­natyczna", itp.4
      Po kilku miesiącach Bartov posunął się jeszcze dalej i - odwracając kota
      ogonem - zaczął się wypowiadać przeciwko „wydłużającej się liście żerujących na
      holokauście". Za główny przykład podał Przedsiębiorstwo holokaust Normana
      Finkelsteina.5
      Z kolei we wrześniu 2000 r., na łamach pisma „Commentary", jego czołowy
      redaktor Gabriel Schoenfeld opublikował miażdżący atak zatytułowany Holocaust
      Reparations - A Growing Scandal („Odszkodowania za holokaust - coraz większy
      skandal"). Odwołując się do spraw poruszonych w rozdziale III tej książki,
      Schoenfeld potępił żerujących na holokauście za „nie­skrępowane uciekanie się do
      wszelkich metod, nawet niegodnych i niestosownych", „zasłanianie się retoryką
      świętej sprawy" oraz „podsycanie antysemityzmu". I chociaż jego oskarżenia szły
      dokładnie w ślad za wysuniętymi w mojej książce, niemniej Schoenfeld oczernił
      ją i jej autora posługując się takimi inwektywami,
      jak „ekstremista", „szaleniec" czy „odszczepieniec".6 W podobnym tonie
      utrzymana była jego kolejna krytyka, zamieszczona również w „Commentary" w
      styczniu 2001. Natomiast w artykule napisa­nym dla „The Wall Street Journal" i
      opublikowanym 11 kwietnia 2001 r. (The New Holocaust Profiteers - „Nowi
      żerujący na holokauście"), Schoenfeld znów zaatakował „żerujących na holokau­
      ście" i doszedł do wniosku, że „jednego z najgroźniejszych zama­chów na pamięć
      dokonują teraz nie negujący holokaust [...] lecz łowcy spadków z kręgów
      literackich i prawniczych". I to oskarże­nie jest dokładnym powtórzeniem tych,
      które wysuwam w Przed­siębiorstwie holokaust. Ale Schoenfeld łaskawie wrzucił
      mnie do jednego worka z negującymi holokaust, jako „oczywistego odszczepieńca".
      Za jednym zamachem opluć i przywłaszczyć sobie ustalenia jakiejś książki to nie
      byle jaki wyczyn. Toteż popisy Bartova i Schoenfelda przywodzą mi na myśl słowa
      mojej matki: „Nie przypad­kiem to właśnie Żydzi wymyślili słowo «hucpa»". Z
      drugiej zaś strony, nie mogę ukrywać satysfakcji, że niezaprzeczalnie najwy­
      bitniejszy na świecie ekspert od hitlerowskiego holokaustu, Raul Hilberg,
      wielokrotnie udzielił publicznego poparcia zawartym w Przedsiębiorstwie
      holokaust kontrowersyjnym twierdzeniom.7 Doniosłość badawczych osiągnięć
      Hilberga i jego prawość wymagają pokory. Stąd może nie przypadkiem Żydzi
      wymyślili również słowo „mensch"- „człowiek".8
      Książka ta jest zarówno anatomią „przedsiębiorstwa holokaust", jak też aktem
      jego oskarżenia. Na kolejnych stronach będę udowad­niał, że „holokaust" jest
      ideologicznym wyobrażeniem hitlerowskiego holokaustu.9 I jak większość
      ideologii ma niewielki związek z rze­czywistością. Holokaust nie jest bowiem
      samoistnym zjawiskiem, lecz raczej wewnętrznie spójną konstrukcją. Jego główne
      dogmaty służą wspieraniu poważnych interesów politycznych i klasowych. W
      istocie, holokaust okazał się niezastąpionym orężem ideologicz­nym. Posługując
      się nim, jedna z największych militarnych potęg świata, która winna jest
      nagminnego łamania praw człowieka, od­grywa rolę „ofiary", podobnie jak
      odnosząca największe sukcesy grupa etniczna w Stanach Zjednoczonych. Z tego,
      prawdziwego tyl­ko pozornie, statusu „ofiar" wynikają poważne korzyści, a zwłasz­
      cza niepodleganie krytyce, nawet tej uzasadnionej. Wypada tu do­dać, że ci,
      których ów immunitet chroni, sami nie ustrzegli się przed moralnym zepsuciem,
      tak typowym w tego rodzaju biegu wydarzeń.
      Z tego punktu widzenia to nie przypadek, że Elie Wiesel wy­stępuje w charakterze
      oficjalnego rzecznika holokaustu. Oczywi­ście, nie osiągnął on tej pozycji
      dzięki swej działalności humani­tarnej czy talentom literackim.10 Wiesel odgrywa
      tę wiodącą rolę przede wszystkim dlatego, że precyzyjnie artykułuje dogmaty ho­
      lokaustu, czym wspiera jego żywotne interesy.
      Pierwszym bodźcem do napisania tej książki była głośna pu­blikacja Petera
      Novicka The Holocaust in American Life, którą zrecenzowałem dla brytyjskiego
      czasopisma literackiego." Na tych stronach kontynuuję krytyczny dialog z
      Novickiem i stąd nie zabraknie tu wielu odniesień do jego książki. Stanowiący
      raczej zbiór prowokacyjnych spostrzeżeń niż konsekwentną kry­tykę, The Holocaust
      in American Life należy do typowo amery­kańskiego nurtu literatury
      demaskatorskiej. Ale też jak większość demaskatorów, Novick koncentruje się
      tylko na najbardziej skan­dalicznych nadużyciach. Momentami zjadliwy i
      nowatorski, The Holocaust in American Life nie jest jednak krytyką radykalną.
      Podstawowe założenia nie zostały zakwestionowane. Pozbawioną tak banałów, jak
      herezji, książkę tę zaliczyć należy do kontro­wersyjnego skraju głównego nurtu.
      I jak można było oczekiwać, doczekała się ona wielu, choć bardzo rozmaitych
    • wild [-------WSTĘP------]2] 17.01.03, 12:50
      doczekała się ona wielu, choć bardzo rozmaitych, wzmianek w amerykańskich
      mediach.
      Główną kategorią analityczną u Novicka jest „pamięć". Wy­jątkowo modna ostatnio
      w zaskorupiałych kręgach akademickich, „pamięć" stalą się bodaj najbardziej
      zubożałym pojęciem, o jakim rozprawia się w tych kręgach. Czyniąc obowiązkowy
      ukłon w stro­nę Maurice'a Halbwachsa, Novick stara się pokazać, jak „współ­czesne
      problemy" kształtują „pamięć o holokauście". Dawno, daw­no temu kontestujący
      intelektualiści posługiwali się mocnymi ka­tegoriami politycznymi w
      rodzaju „władza" czy „interesy" z jed­nej strony,
      a „ideologia" z drugiej. Dziś' wszystko co pozostało to łagodny,
      odpolityczniony język „troski" i „pamięci". Ale mimo to, dzięki przytaczanym
      przez Novicka dowodom, widzimy, że pa­mięć o holokauście jest zwartą konstrukcją
      ideologiczną, rządzącą się nienaruszalnymi prawami. Chociaż, według Novicka,
      pamięć o holokauście ma charakter wybiórczy, to jednak jest ona „prze­ważnie"
      arbitralna. Novick twierdzi, że wybór nie jest dokonywa­ny w oparciu o „rachunek
      zysków i strat", lecz raczej „bez zbyt­niego zastanawiania się nad...
      konsekwencjami".12 Dowody suge­rują coś wręcz przeciwnego.
      Moje początkowe zainteresowanie hitlerowskim holokaustem miało podłoże
      osobiste. Moi rodzice przeszli przez warszawskie getto i obozy koncentracyjne.
      Oprócz nich, wszyscy członkowie obu rodzin zostali zamordowani przez
      hitlerowców. Moje najwcze­śniejsze wspomnienia, że tak to nazwę, o hitlerowskim
      holokau­ście to - gdy wracałem do domu ze szkoły - obraz matki wpa­trzonej w
      telewizyjną relację procesu Adolfa Eichmanna (1961).
      Ale choć rodzice zostali uwolnieni z obozów zaledwie szesnaście lat przed tym
      procesem, jakaś bezkresna otchłań zawsze, przynaj­mniej w mojej świadomości,
      oddzielała ich, takich jakich ich zna­łem, od tamtego czasu. Fotografie rodziny
      mojej matki wisiały na ścianie w salonie. (Z rodziny mojego ojca nikt nie
      przeżył wojny.) Nigdy jakoś nie mogłem pojąć mojego pokrewieństwa z nimi, a tym
      bardziej wyobrazić sobie tego, co się stało. To były dla mnie sio­stry mojej
      matki, jej bracia i rodzice, a nie moje ciotki, wujowie czy dziadkowie.
      Pamiętam, jak w dzieciństwie czytałem The Wall Johna Herseya i Mila 18 Leona
      Urisa, fabularne opowieści z war­szawskiego getta. (Wciąż pamiętam, że matka tak
      się zaczytała w The Wall, iż nie zdążyła wysiąść na jej przystanku metra w dro­
      dze do pracy.) Choć bardzo się starałem, to jakoś nigdy, nawet przez chwilę,
      nie zdołałem wyobrazić sobie moich rodziców, ta­kich zwyczajnych, w tamtej
      przeszłości. I szczerze mówiąc, do tej pory nie potrafię.
      O wiele istotniejsze jest jednak to, że z wyjątkiem tych wspo­mnień nie
      pamiętam, by hitlerowski holokaust kiedykolwiek za­kłócał moje dzieciństwo.
      Działo się tak głównie dlatego, że niko­go, poza moją rodziną, najwyraźniej nie
      obchodziło to, co się sta­ło. W kręgu moich przyjaciół z dzieciństwa dużo się
      czytało i za­żarcie dyskutowało o wydarzeniach dnia. I naprawdę nie przypo­minam
      sobie, żeby ktokolwiek z moich przyjaciół lub ich rodzi­ców zadał choćby jedno
      pytanie o przejścia mojej matki i ojca. To nie było pełne szacunku milczenie.
      To była zwykła obojętność. W tym świetle - czyż nie należy sceptycznie odnosić
      się do po­toków boleści, wylewanych w późniejszych dekadach, już po za­
      instalowaniu się „przedsiębiorstwa holokaust" na dobre?
      Czasem myślę, że amerykańscy Żydzi byli gorsi „odkrywa­jąc" holokaust niż
      zapominając o nim. To prawda, moi rodzice rozpamiętywali w samotności; ich
      cierpienia nie zostały publicznie zatwierdzone. Ale czy nie było to lepsze niż
      obecna, beznadziej­nie głupia eksploatacja żydowskiego męczeństwa?
      Zanim jeszcze hitlerowskie ludobójstwo stało się holokaustem, opublikowano na
      ten temat zaledwie kilka prac naukowych, jak Raula Hilberga The Destruction of
      the European Jews, oraz wspo­mnień, jak Viktora Frankla Man's Search for Meaning
      czy Elli Lingens-Reiner Prisoners of Fear. Ale ten niewielki zbiór war­
      tościowych pozycji jest lepszy niż rzędy śmiecia wypełniającego teraz
      biblioteki i księgarnie.
      Moi rodzice, choć aż do śmierci codziennie od nowa przeży­wali tamtą przeszłość,
      pod koniec życia zupełnie stracili zaintere­sowanie publicznym spektaklem pod
      tytułem „Holokaust". Jed­nym z najlepszych przyjaciół ojca był jego współwięzień
      z Auschwitz, nieprzejednany, jak mogłoby się wydawać, lewicowy ide­alista, który
      dla zasady odmówił po wojnie przyjęcia odszkodo­wania od Niemiec. Został w końcu
      dyrektorem izraelskiego mu­zeum holokaustu Yad Vashem. Mój ojciec, choć
      niechętnie i z nie­ukrywanym rozczarowaniem, przyznał jednak ostatecznie, że na­
      wet ten człowiek sprzedał się „przedsiębiorstwu holokaust", prze-farbowując
      swoje przekonania w zamian za władzę i korzyści. Wraz z przybieraniem coraz
      bardziej absurdalnych form przez hołdy dla holokaustu, moja matka lubiła
      cytować, z oczywistą ironią, słowa Henry'ego Forda: „Historia to banialuki".
      Opowieści „ocalałych z holokaustu" - obowiązkowo więźniów obozów koncentracyj­
      nych i bohaterów ruchu oporu - stanowiły szczególne źródło ironicznych żartów w
      naszym domu. Już dawno temu John Stuart Mill odkrył, że prawdy, które nie
      podlegają ustawicznemu kwe­stionowaniu, w końcu „przestają być prawdą, gdy sieje
      wyolbrzymi do rozmiarów kłamstwa".
      Moi rodzice często zastanawiali się, dlaczego tak się oburzam na fałszowanie i
      eksploatowanie hitlerowskiego ludobójstwa. Najoczywistszą tego przyczyną jest
      dla mnie fakt, że holokaust wyko­rzystano dla usprawiedliwiania zbrodniczej
      polityki Izraela i oka­zywanego jej przez Stany Zjednoczone poparcia.
      Mam też osobisty powód. Zależy mi bowiem na pamięci o prześladowaniach mojej
      rodziny. A obecna kampania „przedsię­biorstwa holokaust", obliczona na
      wyłudzenie pieniędzy od Euro­py w imieniu „potrzebujących ofiar holokaustu",
      sprowadziła moralny wymiar ich męczeństwa do rozmiarów kasyna w Monte Carlo.
      Poza tym jestem również przekonany, że trzeba walczyć o prawdę historyczną i
      chronić ją. Na końcowych stronicach tej książki stwierdzę więc, że studiując
      hitlerowski holokaust może­my się wiele nauczyć nie tylko o „Niemcach"
      lub „gojach", ale także o nas samych. Jednak żeby to osiągnąć, należy
      zredukować jego wymiar fizyczny na rzecz wymiaru moralnego. Zbyt wiele środków
      publicznych i prywatnych zainwestowanych zostało w upamiętnianie hitlerowskiego
      holokaustu. Rezultat jest przeważnie bezwartościowy, bo nie stanowi hołdu wobec
      żydowskich cier­pień, lecz jest jedynie wywyższaniem Żydów. Już dawno powinniśmy
      otworzyć serca na cierpienia reszty ludzkości. Tego przede wszystkim uczyła
      mnie moja matka. Ani razu nie słyszałem, żeby powiedziała: „nie porównuj". Ona
      zawsze porównywała. Oczywi­ście, trzeba dokonywać rozróżnień historycznych. Ale
      dokonywa­nie rozróżnień moralnych między „naszym" a „ich" cierpieniem samo w
      sobie stanowi moralną trawestację. Jak humanistycznie zauważył Platon, „nie
      można porównywać dwojga nieszczęśliwych ludzi i mówić, że jeden jest
      szczęśliwszy od drugiego". Wobec cier­pień amerykańskich Murzynów, Wietnamczyków
      i Palestyńczy­ków credo mojej matki brzmiało zawsze: Wszyscy jesteśmy ofia­rami
      holokaustu.

      Norman G. Finkelstein kwiecień 2000, Nowy Jork
      • wild [-------WSTĘP------]3] Przypisy 17.01.03, 12:51
        Przypisy :
        1 Ernst Piper (red.), Gibt es wirklich eine Holocaust-industrie?, Mona­chium
        2001, Petra Steinberger (red.), Die Finkelstein-Debatte, Monachium 2001, Rolf
        Surmann (red.), Dos Finkelstein-Alibi, Kolonia 2001.
        2 Zob. Christopher Hitchens, Dead Souls, „The Nation", 18-25 wrze­śnia 2000.
        3 Według indeksu Lexis-Nexis za rok 1999, ponad 25 proc. artykułów napi­sanych
        przez korespondenta „The New York Timesa" w Niemczech, Rogera Co-hena,
        dotyczyło tematów związanych z holokaustem. „Słuchając programów nie­mieckiego
        radia Deutsche Welle dowiaduję się o zupełnie innych Niemczech niż
        czytając «The New York Times»", kwaśno zauważył Raul Hilberg. („Berliner
        Zeitung", 4 września 2000). Warto przypomnieć, że ten sam „New York Times" nie­
        mal zupełnie ignorował w czasie wojny doniesienia o hitlerowskiej eksterminacji
        Żydów (zob. Deborah Lipstadt, Beyond Relief, Nowy Jork 1993).
        4 Nawet autor Mein Kampf wypadł znacznie lepiej w książkowych recen­zjach „The
        New York Times". Wprawdzie dziennik skrytykował Hitlera za an­tysemityzm, ale
        omawiając Mein Kampf nie szczędził pochwał temu „niezwykłemu człowiekowi"
        za „zjednoczenie Niemców, wykorzenienie komunizmu, szkolenie młodzieży,
        stworzenie spartańskiego państwa opartego na duchu pa­triotyzmu, ograniczanie
        władzy parlamentarnej, tak nie pasującej do niemiec­kiego charakteru, ochron?
        prawa własności prywatnej" (James W. Gerard, Hi­tler As Hę Etplains
        Himself, „The New York Times Book Review". 15 paź­dziernika 1933
        5 Omer Bartov- Did Punch Cards F ud the Holocaust?, „Newsday", 25 mar­ca 2001.
        6 „Holocaust Reparations: Gabriel Schoenfeld and Critics" (styczeń 2001).
        7 Zob. wywiady z Hilbergiem zebrane na stronie internetowej:
        www.normanfinkelstein.com pod odsyłaczem
        „The Holocaust Industry".
        8 Powyższa cześć Wstępu została napisana dla paperbackowej wersji tej książki,
        której wydanie w języku angielskim zaplanowano na wrzesień 2001 r. Dalsza cześć
        Wstępu pochodzi z pierwszego wydania książki,
        z czerwca 2000 r.
        9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń histo­
        rycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne wyobrażenie.
        10 Skandaliczne przykłady usprawiedliwiania Izraela przez E. Wiesela opi­sują w:
        Norman G. Finkelstein i Ruth Bettina Birn, A Nation on Trial: The Goldhagen
        Thesis and Historical Truth, Nowy Jork 1998, s. 91 przyp. 83, s. 96, przyp. 90.
        Inne wzmianki o Wieselu są równie negatywne. W swych nowych wspomnieniach And
        the Sea Is Never Full, Nowy Jork 1999, Wiesel przedsta­wia zupełnie
        nieprawdopodobne wyjaśnienie swego milczenia wobec cierpień
        Palestyńczyków: „Mimo silnych nacisków, odmówiłem zajęcia publicznie stanowiska
        w kwestii konfliktu izraelsko-arabskiego" (s. 125). Krytyk literacki Irving
        Howe, autor bardzo szczegółowego studium literatury holokaustu, roz­prawił się z
        obszernym dorobkiem Wiesela w zaledwie jednym akapicie, za­wierającym mdłą
        pochwałę, że „Pierwsza książka Elie Wiesela Night napisana jest prosto i bez
        retorycznych zapędów." Krytyk literacki Alfred Kazin potwier­dza, że „od czasu
        Nocy Wiesel nie napisał nic wartego przeczytania. Elie jest teraz wyłącznie
        aktorem. Sam określił się mianem zbolałego wykładowcy." (Irving Howe, Writing
        and the Holocaust, w: „New Republic", 27 października 1986; Alfred Kazin, A
        Lifetime Burning in Every Moment, Nowy Jork 1996, s. 179).
        11 Nowy Jork 1999. Norman Finkelstein, Uses of the Holocaust, „London Review of
        Books", 6 stycznia 2000
        l2 Peter Novick, The Holocaust..., s. 3-6.
        13 Raul Hilberg, The Destruction of the European Jews, Nowy Jork 1961; Viktor
        Frankl, Man's Search for Meaning, Nowy Jork 1959; Ella Lingens--Remer,
        Prisoners of Fear, Londyn 1948.
    • wild ROZDZIAŁ l - ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE 17.01.03, 12:57
      ROZDZIAŁ l
      ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE

      Kilka lat temu doszło do pamiętnej dyskusji miedzy Gore Vidalem a Normanem
      Podhoretzem, wówczas redaktorem wydawa­nego przez American Jewish Committee
      pisma „Commentary". Vidal zarzucił Podhoretzowi, że nie zachowuje się jak
      Ameryka­nin.1 Dowodem na to miał być fakt, że Podhoretz przywiązywał znacznie
      mniejszą wagę do wojny secesyjnej- „najbardziej tra­gicznego wydarzenia, którego
      echa wciąż brzmią w naszym kra­ju" - niż do problemów żydowskich. Jednak to
      raczej Podhoretz okazał się bardziej amerykański niż jego oskarżyciel. W tym bo­
      wiem czasie centrum amerykańskiego życia kulturalnego stano­wiła już nie „wojna
      miedzy stanami", lecz wojna „przeciwko Ży­dom". Większość wykładowców
      akademickich może zaświadczyć, że znacznie więcej studentów potrafi umieścić
      hitlerowski holo­kaust we właściwym stuleciu i podać przybliżoną liczbę ofiar
      niż wykazać się taką wiedzą na temat wojny secesyjnej. De facto hi­tlerowski
      holokaust jest dziś bodaj jedynym historycznym wyda­rzeniem szeroko omawianym w
      czasie uniwersyteckich zajęć. Son­daże wykazują, że o wiele więcej Amerykanów
      potrafi zidentyfi­kować holokaust niż atak na Pearl Harbor czy zrzucenie bomb
      ato­mowych na Japonię.
      Do niedawna jednak hitlerowski holokaust prawie nie istniał w amerykańskim
      życiu. Miedzy końcem II wojny światowej a koń­cem lat sześćdziesiątych tematowi
      temu poświęcono ledwie kilka książek i filmów. I tylko na jednym uniwersytecie
      w całych Sta­nach Zjednoczonych prowadzono na ten temat wykłady.2 Publiku­jąc w
      1963 r. swą książkę Eichmann in Jeruzalem, Hannah Arendt mogła przytoczyć
      zaledwie dwie prace naukowe w języku angiel­skim - Gerarda Reitlingera The Final
      Solution i Raula Hilberga The Destruction of the European Jews? Majstersztyk
      Hilberga dopiero co zdołał ujrzeć światło dzienne. Promotor Hilberga na
      Columbia University, niemiecko-żydowski teoretyk socjologii Franz Neumann,
      bardzo zniechęcał go do zajmowania się tym te­matem („Kopiesz sobie grób") i
      żaden uniwersytet ani poważne wydawnictwo nie chciały nawet dotknąć rękopisu.
      Kiedy w końcu doszło do wydania The Destruction of the European Jews, książka
      ta doczekała się jedynie kilku, głównie zresztą krytycznych, re­cenzji.4
      Hitlerowski holokaust nie interesował nie tylko Ameryka­nów, lecz także
      amerykańskich Żydów, w tym żydowskich inte­lektualistów. Wyniki przeprowadzonych
      w 1957 r. przez socjo­loga Nathana Glazera badań wykazały, że
      hitlerowskie „ostatecz­ne rozwiązanie kwestii żydowskiej" (a także powstanie
      państwa Izrael) „miało bardzo nieznaczny wpływ na życie amerykańskich Żydów". W
      czasie zorganizowanego w 1961 r. przez „Commentary" sympozjum na temat „Młodzi
      intelektualiści a kwestia ży­dowska" tylko dwóch z trzydziestu jeden uczestników
      podkre­ślało znaczenie holokaustu. Podobnie, zorganizowana w 1961 r. przez
      pismo „Judaism" konferencja okrągłego stołu na temat „Afirmacji żydostwa", w
      której uczestniczyło dwudziestu jeden religijnych Żydów amerykańskich, prawie
      całkowicie zingorowała tę kwestię.5 Nie było też w Stanach Zjednoczonych pomni­
      ków czy innych świadectw pamięci o hitlerowskim holokauście. Wręcz przeciwnie,
      czołowe organizacje żydowskie sprzeciwiały się temu. Dlaczego?
      Typowe wyjaśnienie brzmi, że Żydzi mieli uraz na tle hitle­rowskiego holokaustu
      i dlatego tłumili pamięć o nim. Nie ma jed­nak żadnych dowodów na to, że tak
      faktycznie było. Oczywiście, niektórzy spośród ocalałych nie chcieli wtedy lub
      z tego samego powodu także później mówić o tym, co się stało. Lecz wielu in­nych
      bardzo chciało o tym mówić i robiło to przy każdej nadarzającej się okazji.6
      Problem polegał na tym, że Amerykanie nie chcieli słuchać.
      Prawdziwym powodem ogólnego milczenia na temat hitle­rowskiej zagłady była
      konformistyczna polityka przywódców amerykańskiego żydostwa i polityczny klimat
      w powojennej Ame­ryce. Zarówno bowiem w kwestiach polityki wewnętrznej jak za­
      granicznej żydowskie elity7 w Stanach Zjednoczonych ściśle do­stosowywały się do
      oficjalnej amerykańskiej polityki. Realizowa­ły w ten sposób tradycyjne cele
      asymilacji i zdobycia dostępu do władzy. Wraz z początkiem zimnej wojny główne
      organizacje ży­dowskie rzuciły się w wir walki. Żydowskie elity w Ameryce „za­
      pomniały" o hitlerowskim holokauście, ponieważ Niemcy - a od 1949 r. Niemcy
      Zachodnie - stały się kluczowym powojennym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w
      ich konfrontacji ze Związ­kiem Radzieckim. Grzebanie się w przeszłości niczemu
      więc nie służyło, a nawet komplikowało sprawy.
      Główne amerykańskie organizacje żydowskie szybko, choć z drobnymi
      zastrzeżeniami (rychło zarzuconymi), podpisały się pod wsparciem Stanów
      Zjednoczonych dla rozbrojonych i dopiero co zdenazyfikowanych Niemiec.
      Obawiając się, że „jakikolwiek zor­ganizowany sprzeciw amerykańskich Żydów wobec
      nowej polity­ki zagranicznej i strategicznego zbliżenia mógłby odizolować ich w
      oczach nieżydowskiej większości i zagrozić ich powojennym osiągnięciom na
      scenie wewnętrznej", American Jewish Committee (AJC) pierwszy zaczął wychwalać
      zalety nowego aliansu. Pro syjonistyczny World Jewish Congress (WJC) i jego
      amerykańska filia zrezygnowały ze sprzeciwów po podpisaniu z Niemcami na począt­
      ku lat 1950. porozumień o odszkodowaniach. Z kolei Anti-Defa-mation League
      (ADL) była pierwszą dużą organizacją żydowską, która wysłała, w 1954 r., swą
      oficjalną delegację do Niemiec. Or­ganizacje te wspólnie współpracowały z
      władzami w Bonn na rzecz powstrzymania fali „antyniemieckich nastrojów" ws'ród
      Żydów.8 Z jeszcze jednego powodu „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej"
      stanowiło tabu wśród żydowskich elit w Ameryce.
      Nie przestawała o nim bowiem mówić lewica żydowska, która sprzeciwiała się
      zimnowojennemu przymierzu z Niemcami prze­ciwko Związkowi Radzieckiemu. Pamięć o
      hitlerowskim holokauście uznano więc za przejaw komunizowania. Obawiając się
      stereotypu lewicującego Żyda - w wyborach prezydenckich w 1948 r. żydowscy
      wyborcy stanowili jedną trzecią elektoratu po­stępowego kandydata Henry'ego
      Wallace'a- amerykańskie eli­ty żydowskie nie zawahały się poświęcić współbraci
      na ołtarzu antykomunizmu. AJC i ADL aktywnie też uczestniczyły w „po­lowaniu na
      czarownice" za czasów McCarthy'ego, dostarczając agencjom rządowym akta
      domniemanych żydowskich wywro­towców. AJC poparł karę śmierci dla Rosenbergów, a
      w swoim miesięczniku „Commentary" twierdził, że tak naprawdę nie byli oni
      Żydami.
      Główne organizacje żydowskie odmówiły współpracy z nie­miecką antyfaszystowską
      partią socjaldemokratyczną, nie chciały bojkotować niemieckich towarów i nie
      uczestniczyły w publicz­nych protestach przeciwko przyjazdom do Stanów
      Zjednoczonych byłych nazistów, ponieważ obawiały się posądzeń o powiązania z
      polityczną lewicą, zarówno krajową, jak i zagraniczną. Żydow­scy przywódcy nie
      wahali się natomiast oczerniać odwiedzających Stany Zjednoczone znanych
      niemieckich dysydentów, jak choćby protestanckiego pastora Martina Niemollera,
      który spędził osiem lat w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, a teraz
      ośmielał się sprzeciwiać antykomunistycznej krucjacie. Aby podkreślić swój
      antykomunizm, przedstawiciele żydowskich elit wstępowali na­wet do
      ekstremistycznych organizacji prawicowych, takich jak All-American Conference
      to Combat Communism, i wspierali je fi­nansowo. Przymykali też oczy na przyjazdy
      do Stanów Zjedno­czonych weteranów hitlerowskiego SS.9Aby wkraść się w łaski
      amerykańskich elit rządzących i odciąć od żydowskiej lewicy, or­ganizacje
      żydowskie w Stanach Zjednoczonych odwoływały się do hitlerowskiego holokaustu
      tylko w jednym określonym celu - potępienia ZSRR. „Sowiecka (antyżydowska)
      polityka otwiera możliwości, których nie wolno lekceważyć przy realizacji pew­
      nych aspektów krajoweg
      • wild ROZDZIAŁ l - ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE-2 17.01.03, 13:00
        aspektów krajowego programu AJC", radośnie stwierdza się w wewnętrznym
        dokumencie AJC, cytowanym przez Novicka.
        Oznaczało to, po prostu, zrównanie hitlerowskiego „ostatecznego rozwiązania" z
        rosyjskim antysemityzmem.
        Stalin dokończy tego, czego nie zdołał Hitler - złowrogo progno­
        zował „Commentary". - Zgładzi on ostatecznie Żydów w Europie Środkowej i
        Wschodniej. [...] Zbieżność z nazistowską polityką eks­terminacji jest niemal
        całkowita.
        Główne amerykańskie organizacje żydowskie potępiły nawet sowiecką inwazję na
        Węgry w 1956 r. jako „pierwszy przystanek na drodze do rosyjskiego Auschwitz."10
        Wszystko uległo zmianie wraz z arabsko-izraelską wojną w czerwcu 1967 r. Niemal
        wszyscy są zgodni, że to dopiero po tym konflikcie holokaust stał się trwałym
        elementem życia amery­kańskiego żydostwa." Tradycyjna wykładnia tej
        transformacji objaśnia, że skrajna izolacja i stan ciągłego zagrożenia Izraela
        w czasie wojny sześciodniowej ożywiła wspomnienia o hitlerow­skiej zagładzie. W
        istocie wersja ta błędnie przedstawia ówczesny układ sił na Bliskim Wschodzie
        oraz sposób ewolucji stosunków między żydowskimi elitami w Ameryce a Izraelem.
        Tak jak po II wojnie światowej główne amerykańskie organiza­cje żydowskie
        obojętnie traktowały hitlerowski holokaust, by dopa­sować się do zimnowojennych
        priorytetów rządu Stanów Zjednoczonych, tak też szedł w parze z amerykańską
        polityką ich stosunek do Izraela. Już od samego początku żydowskie elity w
        Ameryce ży­wiły wobec państwa żydowskiego poważne obawy. Największa wy­nikała ze
        strachu przed zarzutem o „podwójną lojalność". Wraz z eskalacją zimnej wojny
        obawy te narastały. Zresztą jeszcze przed powstaniem Izraela amerykańscy
        przywódcy żydowscy wyrażali zaniepokojenie, że jego pochodzące głównie z Europy
        Wschodniej lewicowe kierownictwo dołączy do obozu sowieckiego. I choć osta­
        tecznie poparli kierowaną przez syjonistów kampanię na rzecz utwo­rzenia
        niepodległego Izraela, to jednak dokładnie obserwowali i do­stosowywali się do
        sygnałów płynących z Waszyngtonu. W rzeczy­wistość AJC popierał utworzenie
        Izraela głównie z obawy przed wybuchem antyżydowskich nastrojów w Ameryce, do
        czego mo­głoby dojść, gdyby szybko nie załatwiono problemu żydowskich wy­
        siedleńców w Europie.12 Wprawdzie wkrótce po swym powstaniu Izrael sprzymierzył
        się z Zachodem, jednak wielu Izraelczyków we władzach i poza nimi zachowało
        sympatię do Związku Radzieckie­go. Toteż, jak można było tego oczekiwać,
        amerykańscy przywódcy żydowscy traktowali Izrael ze znacznym dystansem.
        Od czasu swego powstania w 1948 r. po wojnę sześciodniową w 1967 r. Izrael nie
        zajmował istotnej pozycji w amerykańskich planach strategicznych. Gdy żydowscy
        przywódcy w Palestynie przygotowywali deklarację niepodległości, prezydent
        Truman gde­rał o tym i owym, ważąc racje wewnętrzne (głosy żydowskiego
        elektoratu), którym przeciwstawiało się wyrażane przez Departa­ment Stanu
        zaniepokojenie, że poparcie dla żydowskiego państwa doprowadzi do alienacji
        świata arabskiego. W celu zabezpiecze­nia amerykańskich interesów na Bliskim
        Wschodzie administracja prezydenta Eisenhowera starała się równoważyć poparcie
        dla Izraela i państw arabskich, faworyzując jednak Arabów.
        Kryzys na tle Kanału Sueskiego w 1956 r., kiedy to Izrael w zmowie z Wielką
        Brytanią i Francją zaatakował nacjonalistycz­nego egipskiego przywódcę Ganiała
        Abdela Nassera, stanowił kulminację sporadycznych jak dotąd tarć między
        Izraelem a Sta­nami Zjednoczonymi na tle polityki zagranicznej.
        I chociaż wspa­niałe zwycięstwo Izraela i opanowanie przezeń półwyspu Synaj
        zwróciło powszechną uwagę na jego potencjał strategiczny, to jed­nak Stany
        Zjednoczone nadal traktowały młode państwo jako jed­nego wielu regionalnych
        sprzymierzeńców. W konsekwencji pre­zydent Eisenhower zmusił Izrael do
        całkowitego i praktycznie bez­warunkowego wycofania się z Synaju. Podczas
        tamtego kryzysu amerykańscy przywódcy żydowscy bardzo krótko wspierali izra­
        elskie zabiegi na rzecz zmuszenia Amerykanów do ustępstw i ostatecznie, jak
        wspomina Arthur Hertzberg, „woleli doradzić Izraelo­wi podporządkowanie się
        [Eisenhowerowi], niż sprzeciwiać się ży­czeniom przywódcy Stanów
        Zjednoczonych".13
        Właściwie od początku swego istnienia Izrael praktycznie nie istniał w życiu
        amerykańskich Żydów, okazjonalnie tylko stając się adresatem akcji
        charytatywnych. De facto Izrael nie miał dla amerykańskich Żydów żadnego
        znaczenia. W pochodzącym z 1957 r. studium Nathan Glazer zauważa, że istnienie
        Izraela „ma wyjątkowo niewielki wpływ na życie amerykańskiego żydostwa".14
        Liczba członków Zionist Organization of America spadła z kilku­set tysięcy w
        roku 1948 do kilkudziesięciu tysięcy w latach sześć­dziesiątych. Przed czerwcem
        1967 r. tylko co dwudziesty amery­kański Żyd wyrażał chęć odwiedzenia Izraela. W
        czasie kampanii prezydenckiej w 1956 r. już i tak znaczne poparcie Żydów dla
        sta­rającego się o reelekcję Eisenhowera wzrosło jeszcze bardziej, choć działo
        się to tuż po zmuszeniu przezeń Izraela do upokarzającego wycofania się z
        Synaju. Na początku lat sześćdziesiątych Izrael zbierał nawet cięgi za porwanie
        Eichmanna od niektórych przed­stawicieli żydowskich elit, jak np. byłego
        przewodniczącego AJC Josepha Proskauera i historyka z Harvardu Oscara Handlina,
        a także od należącego do Żydów „Washington Post". Erich Fromm uznał,
        że „porwanie Eichmanna jest aktem bezprawia, dokładnie takim samym [...] jakich
        dopuszczali się naziści".15
        Amerykańscy intelektualiści żydowscy z różnych stron sceny politycznej okazali
        się wyjątkowo obojętni na losy Izraela. Szcze­gółowe badania prowadzone w latach
        sześćdziesiątych w lewicowo-liberalnym środowisku nowojorskich intelektualistów
        żydow­skich prawie nie wspominają o Izraelu.16 Tuż przed wybuchem wojny
        sześciodniowej AJC zorganizował sympozjum na temat „Ży­dowska tożsamość tu i
        teraz". Tylko trzy z trzydziestu jeden „naj-błyskotłiwszych umysłów żydowskiej
        społeczności" ledwie napo­mknęły o Izraelu, z czego dwa tylko po to, by
        udowodnić brak związku Izraela z tematem sympozjum.17 Czyż to nie ironia, że
        myśl, że Izrael [...] mógłby w jakikolwiek sposób oddziaływać na żydostwo w
        Ameryce [...] uważa się za złudny" (s. 115). bodaj jedynymi dwoma znanymi
        intelektualistami żydowskimi, którzy nawiązali kontakt z Izraelem przed wojną
        sześciodniową, byli Hannah Arendt i Noam Chomsky?18
        I oto wybuchła wojna sześciodniowa. Stany Zjednoczone, pod wrażeniem
        przytłaczającego pokazu izraelskiej siły, postanowiły zaliczyć Izrael do swych
        strategicznych nabytków. (Jeszcze przed wybuchem wojny Stany Zjednoczone
        ostrożnie dryfowały w stro­nę Izraela, w miarę jak w połowie lat
        sześćdziesiątych rządy Egip­tu i Syrii coraz bardziej podążały drogą
        niezależności.) Do Izraela zaczęła napływać pomoc wojskowa i gospodarcza,
        przekształca­jąc go w pełnomocnika amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie.
        Podporządkowanie się Izraela amerykańskiej władzy było nie lada gratką dla
        żydowskich elit w Stanach Zjednoczonych. Syjo­nizm bowiem wyrósł na założeniu,
        że asymilacja to mrzonka i że Żydzi zawsze będą postrzegani jako potencjalnie
        nielojalni cudzo­ziemcy. Syjoniści dążyli do utworzenia żydowskiego państwa wła­
        śnie po to, by rozwiązać ten problem. Ale powstanie państwa Izra­el jedynie go
        nasiliło, przynajmniej jeśli chodzi o żydowską diasporę, gdyż dostarczało
        pretekstu do oskarżeń o podwójną lojal­ność. Paradoksalnie, po wojnie
        sześciodniowej istnienie Izraela ułatwiało asymilacje w Stanach Zjednoczonych:
        Żydzi stali się te­raz głównymi obrońcami Ameryki czy wręcz „zachodniej cywili­
        zacji przed hordami arabskich degeneratów". Toteż, gdy przed 1967 r. Izrael
        przywoływał upiora podwójnej lojalności, teraz ko­jarzył się z superlojalnością.
        Bo przecież to nie Amerykanie, lecz Izraelczycy walczyli i ginęli w obr
        • wild ROZDZIAŁ l - ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE-3 17.01.03, 13:03
          Bo przecież to nie Amerykanie, lecz Izraelczycy walczyli i ginęli w obronie
          amerykańskich interesów. I w przeciwieństwie do amerykańskich szeregowców w
          Wietnamie, żołnierze izraelscy nie byli upokarzani przez parweniuszy z
          Trzeciego Świata.19
          Przeto żydowskie elity w Ameryce nagle odkryły Izrael. Po wojnie sześciodniowej
          można już było wychwalać militarne zaan­gażowanie Izraela, ponieważ jego broń
          skierowana była we właściwym kierunku - przeciwko wrogom Ameryki. Jego
          waleczność mogła nawet utorować drogę do przybytków władzy w Ame­ryce. Żydowskie
          elity miały dotąd do zaoferowania tylko kilka list z nazwiskami żydowskich
          wywrotowców, teraz zaś" mogły wystę­pować w roli naturalnego rzecznika
          najnowszego strategicznego nabytku Ameryki. Z drobnych graczy mogły więc
          przekształcić się w czołowych rozgrywających w zimnowojennym spektaklu. Toteż
          Izrael stał się strategicznym nabytkiem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych,
          lecz także dla amerykańskiego żydostwa.W pamiętniku wydanym tuż przed wojną
          sześciodniową Norman Podhoretz z ekscytacją wspomina swój udział w oficjalnym
          bankiecie w Białym Domu, „którego wszyscy uczestnicy nie posiadali się z dumy,
          że zostali zaproszeni".20 Chociaż Podhoretz był już wtedy redaktorem naczelnym
          czołowego pisma amerykańskich Żydów, miesięcznika „Commentary", jego pamiętnik
          zawiera tyl­ko jedną przelotną aluzję dotyczącą Izraela. Bo cóż Izrael miał do
          zaoferowania ambitnemu amerykańskiemu Żydowi? Ale w później­szym pamiętniku
          Podhoretz wspomina, że po wojnie sześciodnio­wej Izrael stał się „religią
          amerykańskich Żydów".21 Występując teraz w roli aktywnego orędownika Izraela,
          Podhoretz mógłby chwalić się już nie tylko zaproszeniem na bankiet w Białym
          Domu, lecz spotkaniami sam na sam z prezydentem dla omówienia „spraw wagi
          państwowej".
          Po wojnie sześciodniowej główne żydowskie organizacje w Ameryce ruszyły całą
          parą, by umocnić sojusz amerykańsko-izraelski. W przypadku ADL działania te
          obejmowały zakrojoną na szeroką skalę inwigilację, prowadzoną we współpracy z
          wy­wiadem izraelskim i południowoafrykańskim.22 Niepomiernie wzrosła liczba
          publikowanych przez „The New York Times" arty­kułów na temat Izraela.
          Na przykład, w rocznych indeksach „The New York Times" za lata 1955 i 1965
          odnośniki dotyczące Izraela zajmują po 60 calowych kolumn, natomiast w indeksie
          za rok 1975 już 260. „Gdy chcę sobie poprawić nastrój, zaczynam czytać o Izra­
          elu w «The New York Times»", zauważył w 1973 r. Elie Wiesel.23
          Na wzór Podhoretza wielu czołowych amerykańskich intelektu­alistów żydowskich po
          wojnie sześciodniowej również odnalazło nagle „religie". Jak zauważa Novick,
          seniorka literatury holokau­stu Lucy Dawidowicz była swego
          czasu „nieprzejednanym kryty­kiem Izraela". Jej zdaniem, Izrael nie powinien
          żądać reparacji wojennych od Niemiec, uchylając się jednocześnie od odpowie­
          dzialność za los wysiedlonych Palestyńczyków. „Moralność nie może być aż tak
          rozciągliwa", drwiła Dawidowicz w 1953 r. Ale niemal natychmiast po wojnie
          sześciodniowej Dawidowicz stała się „zagorzałą zwolenniczką Izraela" i uznała
          go za „powszechny wzorzec idealnego wizerunku Żyda we współczesnym świecie".24
          Ulubioną postawą nawróconych po 1967 r. na syjonizm stało się zawoalowane
          przeciwstawianie ich własnego, aktywnego po­parcia dla rzekomo oblężonego
          Izraela tchórzostwu amerykańskich Żydów podczas holokaustu. W ten sposób robili
          oni dokładnie to, co żydowskie elity w Ameryce robiły zawsze: maszerowali ramię
          w ramię z amerykańską władzą. Szczególnie biegłe w przybiera­niu bohaterskich
          póz okazały się warstwy wykształcone. Weźmy, na przykład, znanego lewicowo-
          liberalnego krytyka społecznego Irvinga Howe. Wydawane przezeń pismo „Dissent"
          potępiło w 1956 r. „wspólny atak na Egipt" jako „niemoralny".
          I chociaż Izrael był wówczas zupełnie osamotniony, to i tak dostało mu się
          również za „kulturowy szowinizm", „niemal mesjanistyczne poj­mowanie oczywistego
          przeznaczenia" i bycie „podłożem ekspansjonizmu".25 Natomiast po wojnie w roku
          1973, gdy amerykań­skie poparcie dla Izraela osiągnęło apogeum, Howe opublikował
          przepełniony „głębokim niepokojem" osobisty manifest w obro­nie osamotnionego
          Izraela. Świat gojów zalany jest antysemity­zmem, biadał Howe w stylu parodii
          Woody'ego Allena. Nawet na Górnym Manhattanie, ubolewał, Izrael „wyszedł już z
          mody": każ­dy, z wyjątkiem Howe'a, zdawał się być zniewolony przez Mao, Fanona
          czy Guevarę.26
          Oczywiście, byli też krytycy Izraela jako strategicznego na­bytku Ameryki. Poza
          narastającą międzynarodową krytyką za od­mowę negocjowania porozumienia z
          Arabami w oparciu o rezolu­cje ONZ i za agresywne wspieranie globalnych ambicji
          amerykań­skich, Izrael miał też do czynienia z niezadowoleniem w samych Stanach
          Zjednoczonych.27 Tak zwani arabiści w amerykańskich ko­łach rządzących
          twierdzili, że zapewnianie Izraelowi wszystkich możliwych atutów przy
          jednoczesnym ignorowaniu elit arabskich szkodzi strategicznym interesom Stanów
          Zjednoczonych.
          Niektórzy uważali nawet, że podporządkowanie Izraela ame­rykańskiej władzy i
          okupacja sąsiednich państw arabskich są nie­właściwe nie tylko ze względów
          zasadniczych, lecz szkodzą też jego własnym interesom. Prowadzi to bowiem do
          dalszej military­zacji Izraela i jego alienacji od świata arabskiego. Ale dla
          nowych wśród amerykańskich Żydów „popleczników" Izraela tego rodza­ju
          argumentacja stanowiła niemal herezję: niezależny Izrael współ­żyjący pokojowo z
          sąsiadami byłby bezwartościowy, a Izrael sprzy­mierzony z dążącymi do
          niezależności od Stanów Zjednoczonych segmentami świata arabskiego byłby wręcz
          katastrofą. Wchodziła w grę tylko izraelska Sparta, uzależniona od
          amerykańskiej potęgi, gdyż tylko wówczas przywódcy amerykańskich Żydów mogli
          występować w roli rzecznika imperialnych ambicji Stanów Zjed­noczonych. Noam
          Chomsky zaproponował, żeby tych „poplecz­ników Izraela" nazywać
          raczej „zwolennikami moralnej degene­racji i ostatecznej zagłady Izraela."28
          W celu obrony swego strategicznego nabytku żydowskie eli­ty w
          Ameryce „przypomniały sobie" o holokauście.29 Jak już była mowa, powszechnie
          uważa się, że stało się tak dlatego, iż w czasie wojny sześciodniowej
          amerykańscy Żydzi przekonani byli o za­grażającym Izraelowi śmiertelnym
          niebezpieczeństwie i dlatego zaczęli się obawiać „ponownego holokaustu". Jednak
          takie wyja­śnienie nie wytrzymuje krytyki.
          Weźmy, na przykład, pierwszą wojnę arabsko-izraelską. W przeddzień uzyskania
          niepodległości w 1948 r., Żydzi w Pale­stynie stali wobec znacznie bardziej
          realnego zagrożenia. David Ben-Gurion głosił, że „700 tysięcy Żydów"
          musi „zmierzyć się z 27 milionami Arabów - jeden przeciwko czterdziestu". Stany
          Zjednoczone przyłączyły się do embarga ONZ na dostawy broni dla regionu, czym
          umocniły wyraźną przewagę armii arabskich. Amerykańskim Żydom zajrzał w oczy
          strach przed kolejnym „osta­tecznym rozwiązaniem". Ubolewając, że państwa
          arabskie „uzbra­jają teraz następcę Hitlera - Muftiego, podczas gdy Stany Zjed­
          noczone wprowadzają w życie embargo na dostawy broni", AJC
          przewidywał „zbiorowe samobójstwo i kompletną zagładę w Pa­lestynie". Nawet
          sekretarz stanu George Marshall i Centralna Agencja Wywiadowcza otwarcie
          przepowiadali nieuchronną porażkę Ży­dów w przypadku wybuchu wojny.30 I
          chociaż, jak zauważył hi­storyk Benny Morris, „silniejszy zwyciężył", to jednak
          nie była to dla Izraela łatwa wygrana. W pierwszych miesiącach wojny na
          początku 1948 r., a szczególnie wraz z ogłoszeniem w maju nie­podległości
          Izraela, jego szansę na przetrwanie dowódca izrael­skiej armii Yigael Yadin
          szacował na „pół na pół". Izrael zapewne nie przetrwałby, gdyby nie potajemna
          transakcja zakup
          • wild ROZDZIAŁ l - ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE-4 17.01.03, 13:05
            gdyby nie potajemna transakcja zakupu broni od Czechosłowacji.31 Po roku walk
            Izrael stracił sześć tysięcy oby­wateli, czyli jeden procent swej ludności.
            Dlaczego więc wtedy, po wojnie w 1948 r., holokaust nie zajął w życiu
            amerykańskich Żydów centralnego miejsca?
            Izrael okazał się w 1967 r. znacznie mniej narażony na nie­bezpieczeństwo niż w
            czasie walki o niepodległość. Izraelscy i ame­rykańscy przywódcy z góry
            wiedzieli, że Izrael bez trudu zwycię­ży w wojnie z państwami arabskimi. Stało
            się to oczywiste, gdy w ciągu zaledwie kilku dni Izrael najechał na swych
            arabskich są­siadów. Według Novicka, „podczas mobilizacji amerykańskich Żydów na
            rzecz Izraela tuż przed wojną, zadziwiająco mało było bezpośrednich odniesień
            do holokaustu".32 „Przedsiębiorstwo ho­lokaust" narodziło się dopiero po
            druzgocącym pokazie militarnej przewagi Izraela i rozkwitło na gruncie
            niesłychanego izraelskie­go tryumfalizmu.33 Takiego braku konsekwencji nie da
            się wyja­śnić obiegowymi interpretacjami.
            Powszechnie uważa się, że początkowe niepowodzenia Izra­ela i poniesione przezeń
            poważne straty podczas wojny z Arabami w październiku 1973 r. oraz jego rosnąca
            po tej wojnie izolacja na arenie międzynarodowej, nasiliły wśród amerykańskich
            Żydów obawy o bezpieczeństwo Izraela i w związku z tym centralną po­zycję zajęła
            pamięć o holokauście. W typowym duchu, Novick zauważa:
            Sytuacja słabego i osamotnionego Izraela zaczęła się w przerażają­cy sposób
            kojarzyć amerykańskim Żydom z położeniem europej­skiego żydostwa sprzed
            trzydziestu lat [...] Zaczęło się wiec nie tyl­ko mówić o holokauście, lecz
            stawało się to również coraz bardziej [sic] zinstytucjonalizowane.34
            Prawda jest jednak taka, że Izrael był bliżej przepaści i poniósł o wiele
            więcej strat, pośrednich i bezpośrednich, podczas wojny w 1948 r. niż podczas
            wojny w roku 1973.
            To fakt, że mimo sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi Izrael utracił po wojnie w
            październiku 1973 r. sympatię na arenie mię­dzynarodowej. Porównajmy to jednak
            do sytuacji z czasów wojny o Kanał Sueski w roku 1956. Izrael i amerykańskie
            organizacje ży­dowskie twierdziły, że w przeddzień inwazji na Synaj Egipt zagra­
            żał istnieniu Izraela i że całkowite wycofanie się Izraela z Synaju naraziłoby
            na śmiertelne niebezpieczeństwo jego „żywotne intere­sy: przetrwanie Izraela
            jako państwa".35 Ale społeczność między­narodowa pozostała niewzruszona.
            Opowiadając o swym wspaniałym wystąpieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ,
            Abba Eban ze smutkiem wspomina, że „choć przemówienie moje przy­jęto długimi i
            rzęsistymi oklaskami, to jednak ogromna większość głosowała przeciwko nam".36
            Stanowisko Stanów Zjednoczonych bardzo się do tej jednomyślności przyczyniło.
            Eisenhower nie tyl­ko zmusił Izrael do wycofania się, lecz także poparcie
            amerykań­skiego społeczeństwa dla Izraela „przerażająco spadło" (według
            historyka Petera Grose).37 Natomiast tuż po wojnie w 1973 r. Sta­ny Zjednoczone
            udzieliły Izraelowi ogromnej pomocy wojskowej, o wiele większej niż w czterech
            poprzednich latach łącznie, a ame­rykańskie społeczeństwo zdecydowanie poparło
            Izrael.38
            To wła­śnie wtedy „zaczęto w Ameryce mówić o holokauście", choć Izra­el był
            znacznie mniej osamotniony niż w roku 1956.
            „Przedsiębiorstwo holokaust" wysunęło się na czołową pozy­cję nie dlatego, że
            doświadczone przez Izrael nieoczekiwane nie­powodzenia podczas wojny w
            październiku 1973 r. i zepchnięcie go po tej wojnie do statusu pariasa ożywiło
            wspomnienia o „osta­tecznym rozwiązaniu". Należy raczej przypuszczać, że to
            imponu­jące militarne wyczyny Sadata podczas wojny w 1973 r. przeko­nały
            polityczne elity Stanów Zjednoczonych i Izraela do nieuchron­ności
            dyplomatycznego uregulowania konfliktu z Egiptem, w tym zwrócenia mu ziem
            zajętych w czerwcu 1967 r. „Przedsiębiorstwo holokaust" podniosło więc normy
            wydajności, by wzmocnić ne­gocjacyjną pozycję Izraela. Najważniejsze zaś jest w
            tym to, że po wojnie w 1973 r. Izrael nie był izolowany przez Stany Zjednoczo­
            ne: wszystko rozegrało się w ramach amerykańsko-izraelskiego sojuszu, który
            pozostał nienaruszony.39 Dokumenty historyczne wska­zują niezbicie, że gdyby
            Izrael został rzeczywiście osamotniony po wojnie w 1973 r., to żydowskie elity
            w Ameryce nie pamięta­łyby o hitlerowskim holokauście, tak jak miało to miejsce
            po woj­nach w roku 1948 i 1956.
            Novick dostarcza dodatkowych wyjas,’nień, które są nawet jeszcze mniej
            przekonujące. Cytując, na przykład, opinie reli­gijnych żydowskich uczonych,
            sugeruje on, że „wojna sześcio­dniowa przyczyniła się do powstania ludowych
            wierzeń o ho­lokauście i zbawieniu". „Światłość" zwycięstwa w czerwcu 1967 r.
            odkupiła „mrok" hitlerowskiego ludobójstwa: „podaro­wała Bogu drugą szansę".
            Holokaust mógł pojawić się w amery­kańskim życiu dopiero po czerwcu 1967 r.,
            ponieważ „ekstermi­nacja europejskich Żydów dotarła, jeśli nie do szczęśliwego,
            to przynajmniej do znośnego końca". Ogólnie jednak obowiązują­ca wśród Żydów
            wykładnia mówi, że to nie wojna sześciodniowa, lecz powstanie Izraela było
            odkupieniem. Dlaczego więc holokaust musiał czekać na powtórne odkupienie?
            Novick utrzy­muje, że „wizerunek Żydów jako bohaterów wojennych" w cza­sie wojny
            sześciodniowej „usunął w cień stereotyp Żydów jako słabych i pasywnych ofiar,
            który [...] wcześniej uniemożliwiał Żydom dyskusję o holokauście".40 Jednak -
            ze względu na oczy­wistą odwagę Izraelczyków - to wojnę w 1948 r. należy uznać
            za „pięć minut" Izraela. To również „śmiała" i „wspaniała" stugodzinna kampania
            Moshe Dayana na Synaj w 1956 r. ułatwiła błyskawiczne zwycięstwo w czerwcu 1967
            r. Dlaczego więc amerykańscy Żydzi potrzebowali dopiero wojny sześciodniowej,
            aby „wymazać ten stereotyp"?
            Podjęta przez Novicka próba wyjaśnienia przyczyn instrumen­talizacji
            hitlerowskiego holokaustu przez żydowskie elity w Ame­ryce nie jest przekonująca.


            Zwróćmy uwagę na następujące fragmenty:
            W miarę jak żydowscy przywódcy w Ameryce usiłowali zrozumieć przyczynę izolacji
            i słabości Izraela - co pomogłoby w znalezieniu lekarstwa- największym
            poparciem zaczęła się cieszyć teza, że zanikanie pamięci o hitlerowskich
            zbrodniach przeciwko Żydom i po­jawienie się pokolenia nic nie wiedzącego o
            holokauście spowodo­wało utratę przez Izrael poparcia, którym dotąd się cieszył.
            [...] Choć żydowscy przywódcy w Ameryce nie mogli zmienić niedaw­nego przebiegu
            wydarzeń na Bliskim Wschodzie i mieli niewielki wpływ na jego przyszłość, to
            jednak mogli spowodować ożywienie wspomnień o holokauście. Dlatego też
            wyjaśnienie o „zanikaniu pamięci" stanowiło punkt wyjścia do podjęcia
            działania.41
            Dlaczego wyjaśnianie kłopotliwego położenia Izraela po 1967 r. „zanikaniem
            pamięci" „zaczęło się cieszyć największą ak­ceptacją"? Przecież była to najmniej
            prawdopodobna wersja. Sam Novick dostarcza wielu dowodów na to, że poparcie,
            jakim po­czątkowo cieszył się Izrael, miało niewiele wspólnego z „pamię­cią o
            hitlerowskich zbrodniach" i ze pamięć ta zblakła na długo przed jego
            międzynarodową utratą.42 Dlaczego żydowskie elity mały „niewielki wpływ" na
            przyszłość Izraela? Przecież kontrolowały potężną sieć organizacji.
            Dlaczego „ożywienie pamięci o ho­lokauście" było jedynym punktem programu
            działania? Dlaczego nie poparto zgodnych międzynarodowych apeli o wycofanie się
            Izraela z terytoriów okupowanych po wojnie sześciodniowej oraz „sprawiedliwego
            i trwałego pokoju" miedzy Izraelem i jego arab­skimi sąsiadami (rezolucja ONZ nr
            242)?
            Bardziej logiczne, choć mniej wygodne wyjaśnienie sprowa­dza się do tego, że
            żydowskie elity w Ameryce pamiętały przed czerwcem 1967 r. o hitlerowskim
            holokauście tylko wtedy, gdy było to korzystne politycznie. Ich nowy klient,
            Izrael, zbił kapitał na hitl
            • wild ROZDZIAŁ l - ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE-5 17.01.03, 13:08
              Ich nowy klient, Izrael, zbił kapitał na hitlerowskim holokauście podczas
              procesu Eichmanna.43 Idąc za przykładem Izraela, amerykańskie organizacje
              żydowskie wyko­rzystały hitlerowski holokaust po wojnie sześciodniowej. Po pew­
              nych ideologicznych przeróbkach holokaust okazał się idealną bro­nią do
              odpierania krytyki wobec Izraela. Nieco dalej zilustruję to przykładami. Tu zaś
              wypada podkreślić, że dla żydowskich elit w Ameryce holokaust pełnił taką samą
              rolę jak Izrael: kolejnego bezcennego atutu w grze o władzę. Jawne okazywanie
              zaintereso­wania pamięcią o holokauście było tak samo sprytnym posunię­ciem, jak
              jawne okazywanie zainteresowania losem Izraela.44 To­też amerykańskie
              organizacje żydowskie szybko wybaczyły i za­pomniały Ronaldowi Reaganowi jego
              szalone oświadczenie, złożone w 1985 r. na cmentarzu w Bitburgu, że pochowani
              na nim niemieccy żołnierze (w tym członkowie Waffen SS) byli „tak samo ofiarami
              nazizmu jak ofiary obozów koncentracyjnych". W roku 1988 Reagan został
              za „niezachwiane poparcie dla Izraela" uho­norowany nagrodą „Filantropa Roku"
              przez Centrum Szymona Wiesenthala, jedną z najbardziej prestiżowych instytucji
              zajmują­cych się holokaustem. A w 1994 r. proizraelska ADL przyznała mu
              nagrodę „Pochodnia Wolności".45
              Natomiast nie zapomniano i nie wybaczono równie szybko pastorowi Jesse
              Jacksonowi gniewnej uwagi z 1979 r., że „ma po­wyżej uszu słuchania o
              holokauście". Ataki amerykańskich elit żydowskich na Jacksona nigdy nie ustały,
              choć nie tyle za jego „antysemickie uwagi", co za „nagłaśnianie stanowiska
              Palestyń­czyków".46 W przypadku Jacksona działał bowiem jeszcze jeden czynnik:
              reprezentował on wyborców, z którymi amerykańskie or­ganizacje żydowskie miały
              na pieńku już od końca lat sześćdzie­siątych. Również w tych konfliktach
              holokaust okazał się skuteczną bronią ideologiczną.
              To nie rzekoma słabość i izolacja Izraela ani też strach przed „powtórnym
              holokaustem", lecz jego ewidentna siła i jego strategiczny sojusz ze Stanami
              Zjednoczonymi doprowadziły do roz­kręcenia przez żydowskie elity po czerwcu 1967
              r. „przedsiębior­stwa holokaust". Novick mimo woli dostarcza niezbitych dowo­dów
              na poparcie tej tezy. By dowieść, że to względy polityczne, a nie
              hitlerowskie „ostateczne rozwiązanie" określiły amerykań­ską politykę wobec
              Izraela, Novick pisze:
              Przez pierwszych dwadzieścia pięć lat po wojnie, gdy holokaust był jeszcze
              świeżym wspomnieniem dla amerykańskich przywód­ców, poparcie Stanów
              Zjednoczonych dla Izraela było znikome... Amerykańska pomoc zmieniła się ze
              strużki w powódź nie wtedy, gdy postrzegano Izrael jako słaby i uległy, lecz po
              zademonstrowa­niu przezeń siły podczas wojny sześciodniowej.47
              Argument ten w takim samym stopniu dotyczy żydowskich elit w Ameryce.
              Istnieją również wewnętrzne przyczyny powstania „przedsię­biorstwa holokaust".
              Obiegowe interpretacje wskazują, z jednej strony, na niedawne wykształcenie
              się „polityki tożsamościowej", a z drugiej, „kultury wiktymizacji". Ostatecznie
              przecież, każda próba znalezienia tożsamości narodowej osadzona była w jakiejś
              historii ucisku. Żydzi też szukali swej narodowej tożsamości
              w holokauście.
              Co ciekawe, wśród grup eksponujących swój status ofiar, w tym Murzynów,
              Latynosów, Indian, kobiet, homoseksualistów i lesbijek, tylko Żydzi nie są
              dyskryminowani w amerykańskim społeczeństwie.
              W istocie, moda na poszukiwanie tożsamości i holokaust przyjęła się wśród
              amerykańskich Żydów nie dlatego, że są ofiarami, lecz dlatego, że nimi nie są.
              Wraz z szybkim zniknięciem antysemickich barier po II woj­nie światowej, Żydzi
              zaczęli się w Stanach Zjednoczonych wy­różniać. Według Lipseta i Raaba, średnie
              zarobki Żydów są nie­mal dwukrotnie wyższe niż nie-Żydów; szesnastu z
              czterdziestu najbogatszych Amerykanów to Żydzi; 40 proc. amerykańskich lau­
              reatów Nagrody Nobla w dziedzinie nauki i ekonomii to Żydzi, podobnie jak 20
              proc. profesorów na czołowych uczelniach; Ży­dzi stanowią też 40 proc.
              wspólników w głównych kancelariach prawniczych w Nowym Jorku i Waszyngtonie.
              Wyliczankę tą moż­na by ciągnąć długo.48 Żydowskie pochodzenie nie tylko nie
              prze­szkadzało w osiągnięciu sukcesu, ale stało się wręcz jego ukoro­nowaniem.
              Tak jak wielu Żydów dystansowało się od Izraela, gdy był niewygodnym balastem,
              a potem nawróciło się na syjonizm, gdy stał się sprzymierzeńcem Ameryki, tak
              też wielu dystansowało się od swego pochodzenia, gdy było ono niewygodnym
              balastem, a po­tem nawróciło się na żydostwo, gdy stało się ono atutem.
              Historia sukcesów amerykańskich Żydów ugruntowała trzon - być może jedyny -
              dogmatu ich nowo nabytej tożsamo­ści jako Żydów. Bo któż ośmielałby się odtąd
              wątpić, że Żydzi są narodem „wybranym"? Charles Silberman, sam ponownie nawró­
              cony na żydostwo, otwarcie przyznaje w swej książce A Certain people: „Żydzi
              nie byliby ludźmi z krwi i kości, gdyby wyzbyli się mniemania o swej wyższości"
              i „amerykańskim Żydom jest nie­zwykle trudno pozbyć się przekonania o swej
              wyższości, żeby się nawet nie wiadomo jak starali". Według pisarza Philipa
              Rotha, ży­dowskie dziecko w Ameryce nie dziedziczy ani zbioru praw, ani zbioru
              nauk, ani języka, ani na­wet Boga [...], lecz określony rodzaj psychiki, którą
              da się streścić w trzech słowach: „Żydzi są lepsi".49
              Jak więc wyraźnie widać, holokaust był negatywną wersją ich cheł­pliwego,
              materialnego sukcesu, bo posłużył do potwierdzenia tezy, że Żydzi są
              narodem „wybranym".
              Z nadejściem lat siedemdziesiątych antysemityzm nie odgry­wał już istotniejszej
              roli w amerykańskim życiu publicznym. Nie­mniej jednak żydowscy przywódcy
              zaczęli bić na alarm, że ame­rykańskim Żydom zagraża „nowa fala
              antysemityzmu".50 Do głów­nych na to dowodów, przytoczonych w głośnym raporcie
              ADL (de­dykowanym „tym, co zginęli, ponieważ byli Żydami") zaliczał się, gdyby
              ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, wystawiony na Broadwayu musical Jesus
              Christ Superstar oraz kontrkulturowy bruko­wiec, który przedstawił Henry'ego
              Kissingera jako lizusa i pochlebcę, tchórza, łajdaka, sługusa, tyrana,
              karierowicza, wrednego manipulatora, sno­ba, pozbawionego wszelkich zasad łowcę
              posad.51
              Ta udawana histeria na tle nowej fali antysemityzmu służyła amerykańskim
              organizacjom żydowskim do różnorakich celów. Reklamowała Izrael jako ostateczne
              schronienie, gdyby amerykań­scy Żydzi takiego potrzebowali. Co więcej jednak,
              apele walczących rzekomo z antysemityzmem żydowskich organizacji o dota­cje
              pieniężne coraz bardziej trafiały do przekonania. Jak zauważył
              Sartre, „Antysemita znajduje się w niedogodnym położeniu, gdyż koniecznie
              potrzebuje wroga, którego pragnie zniszczyć".52 W przypadku tych organizacji
              mamy do czynienia z sytuacją od­wrotną. Toteż przy niedostatku antysemityzmu
              doszło w ostatnich latach do zażartej rywalizacji między głównymi żydowskimi or­
              ganizacjami „broniącymi" Żydów - szczególnie między ADL a Centrum Szymona
              Wiesenthala.53 Nawiasem mówiąc, również w przypadku zbiórki funduszy rzekome
              niebezpieczeństwo gro­żące Izraelowi służy podobnemu celowi. Ogólnie poważany
              izra­elski dziennikarz Danny Rubinstein relacjonował po powrocie z podróży do
              Stanów Zjednoczonych co następuje:
              Zdaniem większości przedstawicieli żydowskiego establishmentu najważniejsze
              jest nieustanne podkreślanie zewnętrznych zagrożeń dla Izraela... Żydowski
              establishment w Ameryce potrzebuje Izra­ela wyłącznie w charakterze ofiary
              ataków okrutnych Arabów. Dla takiego Izraela można zdobyć poparcie, sponsorów,
              pieniądze... Wszyscy znają oficjalną sumę funduszy zebranych w Ameryce przez
              United Jewish Appeal, których odbiorcą ma być Izrael, ale też po­wszechnie
              wiadomo, że niemal połowa tej sumy wcale nie trafia do Izraela, lecz do
              żydowskich instytucji w Ameryce. Czy można so­bie w
              • wild ROZDZIAŁ l - ZBIJANIE KAPITAŁU NA HOLOKAUŚCIE-6 17.01.03, 13:10
                Czy można so­bie wyobrazić większy cynizm?
                Jak dalej wyjaśnię, eksploatacja „potrzebujących ofiar holokau­stu"
                przez „przedsiębiorstwo holokaust" jest najnowszym i bodaj najbardziej
                obrzydliwym przejawem tego cynizmu.54
                Główny skryty motyw bicia na alarm z powodu „nowej fali antysemityzmu" leży
                jednak gdzie indziej. Odnoszący coraz więk­sze materialne sukcesy amerykańscy
                Żydzi zaczęli wyraźnie dry­fować na prawo. I choć wciąż pozostają bliżej lewej
                strony cen­trum w takich obyczajowych kwestiach jak etyka seksualna czy aborcja,
                to w przypadku polityki i gospodarki Żydzi stają się co­raz bardziej
                konserwatywni.55 Temu zwrotowi w prawo towarzy­szył jednocześnie zwrot do
                wewnątrz, w miarę jak zapomniawszy o swoich poprzednich, ubogich sojusznikach
                Żydzi zaczęli prze­znaczać coraz więcej zasobów wyłącznie na własne potrzeby.
                Taka zmiana orientacji stała się szczególnie widoczna w przypadku na­rastających
                napięć między amerykańskimi Żydami a Murzynami.56
                Wielu Żydów, tradycyjnie sprzymierzonych z Murzynami przeciw­ko dyskryminacji
                klasowej w Stanach Zjednoczonych, zerwało z sojuszem na rzecz praw
                obywatelskich pod koniec lat sześćdzie­siątych, gdy, jak zauważa Jonathan
                Kaufman,
                cele ruchu na rzecz praw obywatelskich zaczęły ulegać zmianie - z żądań o
                równouprawnienie polityczne i prawne na żądania o rów­nouprawnienie ekonomiczne.
                Podobnie wspomina Cheryl Greenberg:
                Gdy ruch na rzecz praw obywatelskich przesunął się na północ, do dzielnic
                zamieszkałych przez liberalnych Żydów, kwestia integra­cji nabrała innego
                charakteru. Zainteresowani teraz raczej względa­mi klasowymi niż rasowymi, Żydzi
                wynieśli się na przedmieścia tak samo szybko jak biali chrześcijanie, aby
                uniknąć, jak to okre­ślali, pogorszenia się poziomu w ich szkołach i warunków
                życia w ich dzielnicach.
                Pamiętnym punktem kulminacyjnym stał się długotrwały strajk no­wojorskich
                nauczycieli w roku 1968, w czasie którego zdomino­wany przez Żydów związek
                zawodowy wystąpił przeciwko mu­rzyńskim działaczom społecznym, walczącym o
                nadzór nad pod­upadającymi szkołami. Relacje z tego strajku często odwołują się
                o skrajnego antysemityzmu. Mniej się jednak pamięta o erupcji żydowskiego
                rasizmu- tuż pod powierzchnią, na krótko przed strajkiem. Natomiast później
                żydowscy publicyści i organizacje odgrywali aktywną rolę w działaniach na rzecz
                likwidacji programów zawierających preferencje dla mniejszości etnicznych.
                Podczas kluczowych rozpraw Sądu Najwyższego w sprawach Defunisa (1974) i Bakke
                (1978) organizacje AJC, ADL i American Jewish Congress zgodnie złożyły wnioski
                o rozstrzygnięcie polu­bowne, które stało w sprzeczności z preferencyjnym
                programem, odzwierciedlając tym samym nastroje żydowskiej społeczności.57
                Agresywnie broniąc swych interesów zbiorowych i klasowych, elity żydowskie
                przykleiły metkę antysemityzmu wszystkim sprze­ciwiającym się ich nowej
                konserwatywnej polityce. Toteż prze­wodniczący ADL Nathan Perlmutter utrzymywał,
                że „prawdziwy antysemityzm" w Ameryce składa się z takich „podkupujących ży­
                dowskie interesy" inicjatyw politycznych, jak programy preferen­cji dla
                mniejszości etnicznych, redukcja wydatków na obronę, neo-izolacjonizm, sprzeciw
                wobec energetyki atomowej czy nawet re­forma systemu wyborczego.58
                Holokaust zaczął odgrywać w tej ideologicznej ofensywie klu­czową rolę. To
                oczywiste, że przywoływanie wspomnień o histo­rycznych prześladowaniach miało na
                celu odpieranie współcze­snej krytyki. Żydzi mogli nawet wskazywać na „system
                preferen­cyjnych punktów" dla członków mniejszości etnicznych, który nie
                sprzyjał im w przeszłości, jako na powód przeciwstawiania się pre­ferencyjnym
                programom. Ale poza tym zrąb holokaustu polegał na sprowadzaniu antysemityzmu
                do całkowicie irracjonalnej nie­nawiści gojów wobec Żydów. Wykluczało to
                możliwość wynik­nięcia jakichkolwiek urazów wobec Żydów z realnego konfliktu
                interesów (więcej na ten temat w dalszej części książki). Odwoływanie się do
                holokaustu służyło więc pozbawianiu racji bytu wszel­kiej krytyki Żydów: taka
                krytyka mogła wypływać wyłącznie z pa­tologicznej nienawiści.
                Tak jak organizacje żydowskie przypomniały sobie o holo­kauście, gdy Izrael
                osiągnął szczyt swej potęgi, tak też przypo­mniały sobie o holokauście, gdy
                szczyty osiągnęła potęga Żydów w Ameryce. Stworzono natomiast pozory, że tu i
                tam Żydom nie­uchronnie grozi „ponowny holokaust". Dzięki temu amerykańskie
                elity żydowskie mogły przybierać heroiczne pozy, parając się jed­nocześnie
                podłym zastraszaniem innych. Norman Podhoretz, na przykład, wskazywał na
                podjęte przez Żydów po wojnie sześcio­dniowej nowe postanowienie
                przeciwstawiania się każdemu, kto w jakikolwiek sposób, w jakim­kolwiek stopniu
                i z jakiegokolwiek powodu usiłuje wyrządzić nam krzywdę. [...] Od tej pory nie
                będziemy ustępować.59
                I tak jak uzbrojeni po zęby przez Stany Zjednoczone Izraelczycy
                odważnie „usadzili" niesfornych Palestyńczyków, tak też amery­kańscy Żydzi
                odważnie „usadzili" niesfornych Murzynów.
                Pomiatanie tymi, którzy najmniej potrafią się bronić: oto isto­ta odzyskanej
                przez amerykańskie organizacje żydowskie odwagi.
                • wild ROZDZIAŁ l - przypisy 17.01.03, 13:11
                  Przypisy :
                  1 Gore Vidal, The Empire Lovers Strike Back, „Nation", 22 marca 1986.
                  2 Rochelle G. Saidel, Never Too Late to Remember, Nowy Jork 1996, s. 32.
                  3 Hannah Arendt, Eichmann in Jerusalem: A Report on the Banality of Evil,
                  wydanie poprawione
                  i uzupełnione, Nowy Jorki 965, s. 282. Sytuacja w Niem­czech była podobna. Na
                  przykład, w zasłużenie chwalonej biografii Hitlera autor­stwa Joachima Festa,
                  wydanej w Niemczech w 1973 r., tylko cztery z 750 stron poświecą się
                  eksterminacji Żydów, a Auschwitz i innym obozom zagłady zaled­wie jeden ustęp
                  (Joachim C. Fest, Hitler, Nowy Jork 1975, s. 679-682).
                  4 Raul Hilberg, The Politics of Memory, Chicago 1996, s. 66,105-137. Od strony
                  historyczej rzetelność tych kilku filmów o hitlerowskim holokauście była
                  całkiem imponująca. W Judgment at Nuremberg (1961) Stanleya Kramera zna­lazło
                  się wyraźne odniesienie do decyzji sędziego Sądu Najwyższego Olivera Wendella
                  Holmesa z 1927 r., sankcjonującej sterylizacje „niedorozwiniętych umysłowo",
                  jako zwiastunki nazistowskiego programu udoskonalania rasy ludz­kiej. W filmie
                  tym nie omieszkano również przypomnieć pochwał, jakich jeszcze w 1938 r. roku
                  Winston Churchill nie szczędził Hitlerowi, uzbrajania Hitle­ra przez żądnych
                  zysku amerykańskich przemysłowców i oportunistycznego uniewinnienia po wojnie
                  niemieckich przemysłowców przez amerykański try­bunał wojskowy.
                  5 Nathan Glazer, American Judaism, Chicago 1957, s. 114. Stephen J. 'The
                  holocaust and the american Jewish Intellectual, „Judaism", jesień 1979
                  6 Książka Primo Leviego The Reawakening (Nowy Jork 1986, wraz z no­wym
                  poslowiem, s. 207) zawiera emocjonalny komentarz, omawiający te dwie odmienne
                  postawy Żydów ocalałych z holokaustu.
                  7 Termin „żydowskie elity" jest tu używany w odniesieniu do osób odgry­wających
                  prominentną rolę w działalności organizacji żydowskich oraz w ży­ciu kulturalnym
                  żydowskiej społeczności.
                  8 Shlomo Shafir, Ambiguous Relations: The American Jewish Community and Germany
                  Since 1945, Detroit 1999, s. 88, 98, 100-101, 113-114,177, 192, 215,231,251.
                  9 Ibidem, s. 98, 106, 123-137, 205, 215-216, 249. Robert Warshaw,
                  The „Idealism" of Julius and Ethel Rosenberg, „Commentary", listopad 1953. Czy
                  to tylko zbieg okoliczności, że w tym samym czasie główne organizacje ży­dowskie
                  podjęły krucjat? przeciwko Hannie Arendt za to, że wypomniała kola­boracje
                  żydowskich elit z Niemcami podczas wojny? Yitzhak Zuckerman, przy­wódca
                  powstania w warszawskim getcie, tak wspomina perfidną rolę, jaką ode­grała
                  podlegająca Radzie Żydowskiej policja żydowska: „Nie było żadnego «po-rządnego»
                  policjanta, bo ci porządni zrzucili mundury i stali się zwykłymi Ży­dami." (A
                  Surplus of Memory, Oxford 1993, s. 244).
                  10 Peter Novick, The Holocaust..., s. 98-100. Oprócz zimnej wojny jesz­cze inne
                  czynniki, takie jak strach przed antysemityzmem czy, z gatunku bar­dziej
                  optymistycznych, amerykański etos asymilacji w latach pięćdziesiątych,
                  odgrywały dodatkową rolę w umniejszaniu po wojnie hitlerowskiego holokau­stu
                  przez amerykańskich Żydów. Novick omawia te kwestie w rozdziałach 4-7.
                  11 Jedynie Elie Wiesel neguje ten związek i głównie sobie samemu przypi­suje
                  wprowadzenie holokaustu do amerykańskiego życia publicznego.
                  12 Menahem Kaufman, An Ambiguous Partnership, Jerozolima 1991, s. 218, 276-277.
                  13 Arthur Hertzberg, Jewish Polemics, Nowy Jork 1992, s. 33; por. Isaac
                  Alteras, Eisenhower, American Jewry, and Israel, „American Jewish Archives",
                  listopad 1985, oraz Michael Reiner, The Reaction of US Jewish Organizations to
                  the Sinai Campaign and Its Aftermath, „Forum", zima 1980-1981.
                  14 Nathan Glazer, American Judaism, Chicago 1957, s. 114. Dalej Glazer
                  Pisze: „Izrael znaczył dla amerykańskiego żydostwa niemal tyle co nic [...] Po-
                  15 Shafir, Ambiguous Relations..., s. 222.
                  l6Zob. np. Alexander Bloom, Prodigal Sons (Nowy Jork 1986).
                  17 Lucy Dawidowicz i Milton Himmelfarb, Conference on Jewish Identity Here and
                  Now (American Jewish Committee 1967).
                  18 Po emigracji z Niemiec w 1933 r. Arendt stalą się w czasie II wojny
                  światowej działaczką francuskiego ruchu syjonistycznego, a potem, aż do po­
                  wstania Izraela, dużo pisała o syjonizmie. Chomsky, syn wybitnego amerykań­
                  skiego hebraisty, wychowywał się w duchu syjonistycznym, a tuż po powstaniu
                  Izraela zamieszkał na pewien czas w kibucu. ADL przewodziła kampanii oszczerstw
                  przeciwko Arendt, na początku lat sześćdziesiątych oraz Choamsky'emu, w latach
                  1970. (Elisabeth Young-Bruehl, Hannah Arendt, New Ha-«n 1982, s. 105-108, 138-
                  139, 143-144, 182-1844, 223-233, 348; Robert •Barsky, Noam Chomsky, Cambridge
                  1997, s. 9-93; David Barsamian, Chronicle, of Dissent, Monroe, ME 1992, s.38).
                  19 Dla wcześniej sformułowanego potwierdzenia mojej tezy zob. Hannah Arendt,
                  Zionism Reconsidered, 1944, w: Ron Feldman (red.), The Jew as Patriots, Nowy
                  Jork 1978, s. 159.
                  20 Making It, Nowy Jork 1967, s. 336.
                  21 Breaking Ranks, Nowy Jork 1979, s. 335.
                  22 Robert I. Friedman, The Anti-Defamation League is Spying on You, "Village
                  Voice", 11 maja 1993.
                  Abdeen Jabara, The Anti-Defamation League: Civil Rights and Wrongs, "Covert
                  Action", lato 1993. Matt Isaacs, Spy vs Spite, "SF Weekly", 2-8 lutego 2000.
                  23 Elie Wiesel , "Against Silence" wybór i redakcja Irvinga Abrahamsona Nowy
                  Jork 1984 s. 283
                  24 P. Novick, The Holocaust..., s. 147. Lucy S. Dawidowicz, The Jewish
                  Presence, Nowy Jork 1977, s. 26.
                  25 Eruption in the Middle East, „Dissent", zima 1957.
                  26 Izrael: Thinking the Unthinkable, „New York", 24 grudnia 1973.
                  27 Norman G. Finkelstein, Image and Reality of the Israel-Palestine Conflict,
                  Nowy Jork 1995, rozdz. 5-6.
                  28 Noam Chomsky, The Fateful Triangle, Boston 1983, s. 4.
                  29 Kariera Elie Wiesela rzuca nieco światła na związek miedzy holokau­stem a
                  wojną sześciodniową. Chociaż już wcześniej wydal on pamiętniki z Auschwitz, to
                  rozgłos zdobył dopiero po napisaniu dwóch tomów, sławiących zwycięstwo Izraela
                  (Wiesel, And the Sea, s. 16).
                  30 Menahem Kaufman, An Ambiguous Partnership, s. 287,306-307. Steven L.
                  Spiegel , The Other Arab-Israeli Conflict, Chicago 1985, s. 17, 32.
                  31 Benny Morris, 1948 And After, Oxford 1990, s. 14-15. Uri Bialer, Between
                  East and West, Cambridge 1990, s. 180-181.
                  32 Peter Novick, The Holocaust..., s. 148.
                  33 Zob. np. Amnon Kapeliouk, Israel: la fin des mythes, Paryż 1975.
                  34 Peter Novick, The Holocaust..., s. 152.
                  35 Letter from Israel, „Commentary", luty 1957. W czasie kryzysu
                  sueskiego, „Commentary" wciąż ostrzegał, że stawką jest „przetrwanie" Izraela.
                  36 Abba Eban, Personal Witness, Nowy Jork 1992, s. 272.
                  37 Peter Grose, Israel in the Mind of America, Nowy Jork 1983, s. 304.
                  38 A.F.K. Organski, The $ 36 Billion Bargain, Nowy Jork 1990, s. 163,48.
                  39 Finkelstein, Image and Reality, rozdz. 6.
                  40 Novick, The Holocaust..., s. 149-150. Novick cytuje tu znanego ży­dowskiego
                  uczonego, Jacoba Neusnera.
                  41 Tamże, s. 153, 155.
                  42 Tamże, s. 69-77.
                  43 Tom Segev, The Seventh Million, Nowy Jork 1993, cz. VI.
                  44 Równie sprytnym posunięciem było zainteresowanie ocalałymi z hitle­rowskiego
                  holokaustu: przed czerwcem 1967 r. uciszano ich, bo stanowili cię­żar finansowy,
                  ale po czerwcu 1967 r. stali się cennym nabytkiem i zaczęto ich gloryfikować.
                  45 „Response",grudzień 1988. Wpływowi handlarze holokaustem i poplecz­nicy
                  Izraela, w rodzaju krajowego dyrektora ADL Abrahama Foxmana,
                  byłegoprzewodniczącego AJC Morrisa Abrama czy przewodniczącego Konferencji
                  Prezesów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich Kennetha Bialkma, me
                  wspominając już o Henrym Kissingerze, jak jeden mąż rzucili się=w obronie
                  Reagana podczas jego wizyty w Bitburgu. W tym samym tygodniu AJC zaprosił na
                  swoje doroczne spotkanie w charakterze gościa honorowego
                  zachodnioniemieckiego ministra spraw zagranicznych. W tym te
    • oleg3 Zabieram się do lektury n/t 17.01.03, 20:54
      • Gość: Przykład Re: Zabieram się do lektury n/t IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 19.01.03, 17:28
        Klinicznym przykładem ksiązka Grossa !! ( pisana na potrzeby, ustawy
        reprywatyzacyjnej w Polsce !!)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka