Dodaj do ulubionych

drobiowa sprawa

12.06.06, 16:48

Mimo weltmajsterszaftu (żaden mundial), sezon na komisje specsejmowe i
paradoprotesty mamy w pełni:

"Protest w obronie kurczaków
Ubrane w bikini i zamknięte w klatce – tak będą dziś protestowały przed
stołecznymi restauracjami KFC aktywistki z międzynarodowej fundacji na rzecz
etycznego traktowania zwierząt PETA."

www.zw.com.pl/apps/index.jsp

Informuję szanowne aktywistki, że chociaż za nimi nie przepadam, również od
czasu do czasu konsumuję kurczaki, więc mogą protestować również przed moim
oknem. Nie wiem jak jest w KFC, jednak zmuszony jestem dodać, że nie pałaszuję
kurczaków w bikini, tylko gołe, nomen-omen - do rosołu. Aha, jeszcze jedno:
jakkolwiek toleruję wszelkie aktywistki (w wieku niemoherowym), tak aktywistów
(w dowolnym wieku) przywitam kamieniami.
Obserwuj wątek
    • andrzejg Re: drobiowa sprawa 12.06.06, 18:51
      Podejrzewam,że chodzi o sposób chowu owych kurczaków
      W celu zmniejszenia kosztów produkcji jest stosowany
      tzw. chów klatkowy, w którym w małej klatce (serio małej,
      a wymiarów nie pamiętam) trzyma się kilka kurczzków,
      bez mozliwości ruchu (bo to strata energii), które mają
      tylko przyrastac na wadze. Inna metodą jest tzw. ściólkowa,
      bardziej humanitarna, w której kurczaki biegają sobie swobodnie
      po całym kurniku. W masowej produkcji o kurczaku z podwórka
      gospodarza możemy sobie zapomnieć, ale jestem pewien,że ten
      wygimnastykowany bardziej by Ci smakował. W sumie dla kurczaka
      to jeden diabeł , bo w końcu i tak trafia do garnka, ale chociaż
      ma namiastkę normalnego kurzego życia.

      Walczą o lepszy smak kurczaków. Popieram.

      A.
      • danutki Re: drobiowa sprawa 12.06.06, 19:42
        andrzejg napisał:

        > Podejrzewam,że chodzi o sposób chowu owych kurczaków
        > W celu zmniejszenia kosztów produkcji jest stosowany
        > tzw. chów klatkowy, w którym w małej klatce (serio małej,
        > a wymiarów nie pamiętam) trzyma się kilka kurczzków,
        > bez mozliwości ruchu (bo to strata energii), które mają
        > tylko przyrastac na wadze. Inna metodą jest tzw. ściólkowa,
        > bardziej humanitarna, w której kurczaki biegają sobie swobodnie
        > po całym kurniku.

        tak długo jak długo sięgają do podnoszonego wraz ze wzrostem kurczaków karmnika.
        te, które zbyt wolno podrastają w sposób "naturalny" kończą żywot w
        bardziej "humanitarnym kurniku"
        tak mi ktoś opowiadał.
        • jaceq Re: drobiowa sprawa 12.06.06, 21:11
          danutki napisała:

          > te, które zbyt wolno podrastają w sposób "naturalny" kończą żywot w
          > bardziej "humanitarnym kurniku"
          > tak mi ktoś opowiadał.

          Tak długo, jak długo nasze gusta kulinarne "głosują" za nas w tym, co jest
          podawane, tak długo nie należy spodziewać się rewelacji, zwłaszcza w okresach,
          gdy kg tak wyhodowanego kurczaka kosztuje 2,89. Wystarczyłoby zapytać
          "jaki to kurczak? fermowy?"
          "tak"
          "a to dziękuję, pójdę gdzie indziej"

          A jeśli zostaniemy oszukani, to odnosimy upieczonego i nadgryzionego kurczaka
          nieuczciwemu sprzedawcy (czyli krótko mówiąc - złodziejowi) i domagamy się
          zwrotu pieniędzy za kurczaka, energię zużytą do jego przyrządzenia i oczywiście
          kosztów przypraw etc. Oczywiście mamy nagraną (technika jest wielka i tania)
          rozmowę ze sprzedawcą, która może się przydać na sprawę cywilną w przypadku, gdy
          sprzedawca okaże się gburem odpornym na nasze argumenty i nie zechce ponieść
          kosztów niewywiązania się z zawartej (ustnie) umowy cywilnoprawnej zakupu drobiu.

          Mnie osobiście bardzo dziwi sukces handlowy KFC w Polsce. Liczyłem, że gust
          Polaków jest jednak lepszy.
      • jaceq Re: drobiowa sprawa 12.06.06, 20:57
        Andrzeju, oczywiście, że wolę smak rosołu z kury "wolno" biegającej,
        odżywiającej się czym jej się żywnie podoba, robiącej, przepraszam, kupę gdzie
        się jej podoba, kochającej się z kogutem kiedy się jej podoba i z którym się jej
        podoba. W sobotę o mało takiej właśnie kury nie przejechaliśmy, ale masz rację,
        to coraz większa rzadkość. Mamy takich znajomych, którzy prowadzą ekofarmę
        (własna trzcinowa oczyszczalnia ścieków, ogromne stado kóz, własna mleczarnia,
        produkcja serów (w tym tzw. twardych) itp.). Otóż u nich słyszałem, że
        "szczęśliwe kury znoszą smaczne jajka" i faktycznie, takiej jajecznicy, na
        ekologicznym (tłustym) boczku i ekologicznej cebuli dawno już nigdzie nie jadłem.

        Ale tenor główny mojego postu dotyczył tego nieszczęsnego bikini. Nie mam
        oczywiście nic przeciwko bikini, ale w planowanej hapenigowej "wybowiedzi"
        aktywistek owo bikini stanowi wg mnie jakiś nieszczery zgrzyt.

        wink

        Pozdrawiam
        • nick.kertiz kury i kaczki 12.06.06, 21:19
          Kury i kaczki się nie kochają. Mają na to za prymitywne ptasie móżdżki.

          Kopulują.

          Uważam ponadto, że ich możliwości swobodnego doboru partnera do kopulacji są
          dalece ograniczone, porównywalne z możliwościami nieszczęsnych kobiet
          uwikłanych w typową współczesną kulturę arabsko-muzułmańską lub może nawet
          mniejsze.

          Sądzę natomiast, że cierpią. I nie jest to rzecz nieważna.

          pozdrawiam

          li
          • jaceq Re: kury i kaczki 13.06.06, 13:18
            nick.kertiz napisał:
            > Kury i kaczki się nie kochają. Mają na to za prymitywne ptasie móżdżki.
            > Kopulują.
            > (...)
            > Sądzę natomiast, że cierpią.

            Wiesz, trudno mi wymierzyć stopniem prymitywu kaczego mózgu zdolność do
            "miłości" i do cierpienia zarazem. Mnie całe to żarcie nie przyrządzane, ale
            fabrykowane właśnie przyprawia o rozstrój żołądka na samą myśl. Zwłaszcza, że
            normalne żarcie robi się coraz trudniej dostępne z powodu wszechobecności tych
            fabrykatów, na podobnej zasadzie, jak szelągi wypierały od zawsze dukaty.

            > I nie jest to rzecz nieważna.

            Oczywiście nie jest, jeżeli jest jako piszesz.
            • jaceq Psiakrew, zapomniałem o najważniejszym: 13.06.06, 13:23
              że uważam, że nasza Ziemia, dana nam na własność [jako panom wszelkiego
              stworzenia, wg niektórych] jest już przeludniona o tak cirka ze 3 miliardy.
              Znasz ec1.images-amazon.com/images/P/1857988361.01._SS500_SCLZZZZZZZ_.jpg ?
        • andrzejg Re: drobiowa sprawa 13.06.06, 06:46
          jaceq napisał:


          >
          > Ale tenor główny mojego postu dotyczył tego nieszczęsnego bikini. Nie mam
          > oczywiście nic przeciwko bikini, ale w planowanej hapenigowej "wybowiedzi"
          > aktywistek owo bikini stanowi wg mnie jakiś nieszczery zgrzyt.
          >
          > wink
          >
          > Pozdrawiam

          Podejrzewam,że źle sprzedali informację i sądzę,ze nie ma tu wiekszego zgrzytu
          Zamiast bikini wstaw sobie 'rozebrane do rosołu' i będzie wszystko grało

          smile

          A.
    • abstrakt2003 jesteś sąsiadem palnicka? 12.06.06, 19:32
      Chociaż on mówił o nekrozoofilii a nie o nekrozoofagii....
      więc to chyba nie ty...
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=43418577
      • jaceq Jednak chyba nie ja. 12.06.06, 21:01

        Palnick, o ile pamiętam, prowadzi życie promowe, więc sąsiadów zmienia na
        zasadzie "co port to sąsiad". Ja koło nekrozoofilii ani nekrozoofagii w życiu
        nawet nigdy nie stałem; co najwyżej mogę być podejrzewany o jakąś zboczoną
        odmianę fetyszyzmu, ponieważ - jak już byłem wspomniałem Andrzejowi - w tej
        drobiowej aferze najbardziej interesowało mnie bikini.
        • abstrakt2003 Re: Jednak chyba nie ja. 13.06.06, 05:46
          jaceq napisał:

          Ja koło nekrozoofagii w życiu
          > nawet nigdy nie stałem;
          ======================================
          Jesteś WEGETARIANINEM! wink))))
          • jaceq Re: Jednak chyba nie ja. 13.06.06, 13:06

            Masz, kurrna, rację. No to wolę już być tym zoonekrofagiem.
    • wikul Dla ekshibicjonisty/ek każdy pretekst jest dobry 12.06.06, 23:03
      Dla ekshibicjonisty/ek każdy pretekst jest dobry by zademonstrować swoją
      goliznę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka