.......Witam Wszystkich
....W zakonczeniu swego bardzo interesujacego felietonu (Wprost; “Test
Jedwabnego”

, autorzy, Mac i Borowski, stwierdzili, iz:_____
_____ swego rodzaju test z Jedwabnego wykazal, a raczej kolejny raz
potwierdzil, ze istnieja dwie Polski, dwa typy polskiej duszy, dwie formacje
polskiego sumienia, dwa swiaty polskiej wrazliwosci. Miesiecznik "Midrasz"
nazwal je trafnie "jedwabnym" i "welnianym". Granice miedzy nimi biegna w
poprzek roznych grup, warstw i stanow spolecznych. Rowniez w poprzek stanu
duchownego. Inny jest swiat ojca Rydzyka, ksiedza Orlowskiego i
srodowiska "Naszego Dziennika", inny biskupow Zycinskiego i Pieronka, ksiezy
Musiala i Czajkowskiego. Podobnie podzielony jest swiat zydowski. Ambasadora
Szewacha Weissa, niestrudzonego adwokata Polski i Polaków, z nowojorskim
rabinem Weisem, znanym z polakozerczych ekscesow, laczy tylko brzmienie
nazwiska. "Jedwabny" Polak latwiej zrozumie zydowska dusze, niz znajdzie
wspolny jezyk z "welniana", zgrzebna czescia swojego narodu._____
i szkoda tylko, ze nie chcieli, pozostac - po prostu! – madrzy. Do konca.
Ze nie mogli sobie odpuscic tego niezwykle filozoficznego zadumania sie w
ostatnim zdaniu felietonu – analizujacego postawy jednostek i grup w obliczu
ujawnionego mordu w Jedwabnem, oraz wskazujacego na przewidywalnosc tych
postaw – ktory calkiem niezle oraz interesujaco nawiazuje do bardzo zlozonej
rzeczywistosci. Dlaczego ostatnie zdanie koniecznie musialo nie pasowac do
reszty?
....Autorzy dopuscili sie porownywania owych “matematycznych gruszek i sliwek”,
albowiem ewentualne zrozumienie zydowskiej duszy, jak juz komus bardzo na tym
zalezy, stoi w dosc luznym zwiazku z ewentualna mozliwoscia dogadania sie z
owym Polakiem “welnianym”. Przy czym nakreslone przez autorow proste podzialy
sa w rzeczywistosci znacznie bardziej skomplikowane i nie daja sie zamknac li
tylko w obrebie owych dwoch swiatow. Bo i nie mniej interesujace od
przeciwstawiania “welnianego” Rydzyka “jedwabnemu” Pieronkowi sa odnosne
porownania w wybitnie “welnianych ramach” – na przyklad pomiedzy Glempem,
Rydzykiem, czy Stefankiem.
....Nie o to chodzi czy ja predzej zrozumiem zydowska dusze anizeli znajde
wspolny jezyk z jakims “welniakiem”. Choc ze swej natury staram sie jednak by
zrozumiec drugiego czlowieka, bez wzgledu na jego grupowa przynaleznosc.
Albowiem wlasnie od zrozumienia go prowadzi droga do znalezienia wspolnego
jezyka. A dla scislosci, bardziej zalezy mi jednak na porozumieniu sie z moim
rodakiem - jesli tylko jest to mozliwe. Bo czesto stajemy przed potwierdzeniem
starej prawdy, ze nie ma takich argumentow ktore pomoglyby w dotarciu do
czlowieka o zlej woli – do glupca. Rozumienie zydowskiej duszy to jednak mocno
obcy dla mie temat.
....Analizujac postawy i podzialy autorzy felietonu w koncowce zapomnieli, o
tym, ze swej mrowczej pracy dokonywali na na kanwie zbrodni w Jedwabnem,
1941roku. W tym kontekscie bardzo trudno jest znalezc wspolny jezyk z rodakiem
ktory odrzuca mozliwosc przyjecia do wiadomosci faktow i jednoczesnie oburzony
jest wyciaganiem ich na swiatlo dzienne. Bo tak! ma byc i juz! Bo taki obrazek
bardziej mu odpowiada.
....Zrozumienie zydowskiej duszy nie ma tutaj nic do rzeczy i mocno nie na
miejscu jest proba rysowania portretu Polaka ktory nie kwapi sie do dogadania z
rodakiem. I juz raczej woli zrozumiec zydowska dusze. Bardzo pokretny jest to
wiec argument, jako ze tu nie o zadne rozumienie duszy idzie tylko o –
ordynarnie i po prostu – dostrzezenie tej plonacej stodoly i uslyszenie
dobywajacych sie z niej glosow ginacych w meczarniach ludzi. Nie o ewentualne
zadumanie sie nad zydowskimi duszami. I kwitnacymi tuz obok stodoly rozami.
Przy czym prawda dot. owego dogadywania sie takze jest inna. Bowiem wlasnie
To!, to co sie aktualnie odbywa, jest roznych Polakow rozmowa. To! sa
poszukiwania wspolnego jezyka pomiedzy “jedwabnymi” a “welnianymi” – jesli
tylko jest to mozliwe.
....Trudne i bolesne sa to usilowania, gdyz wlasnie naruszone zostalo tabu. W
ramach ktorego krzywd wszelkich i od zawsze doznawalismy wylacznie My.
Doswiadczalismy zlego od Nich – kimkolwiek by Oni nie byli.
....Przez ostatnich kilkanascie lat obejrzalem tu, w amerykanskiej telewizji
publicznej, przynajmniej kilka programow w ktorych mowa byla o zbrodniach
dokonanych na powracajacych, po wojnie, w swoje rodzinne strony, zydowskich
niedobitkach. Padaly w nich glownie nazwy bialostockich i lubelskich wsi oraz
miasteczek, a opowiadajacy objasniali, iz mordercom chodzilo o rabunek mienia.
Jako wtedy (zwykle) dzieci, byc moze nie zdawali sobie sprawy z tego, ze chec
grabiezy byla tylko jedna ze zbrodniczych pobudek dzialania mordercow ich
najblizszych (np. jedna z opowiadajacych byla kobieta, ktora jako dziewczynka,
w zamieszaniu jaki towarzyszyl nocnemu napadowi, udalo sie przezyc pod trupem
wlasnej matki). Ze zbrodnie te popelniane byly przy, chociazby, milczacej
aprobacie calych wsi.
....Wstrzasajace to byly wspomnienia. W ktorych ani razu nie padlo oskarzenie
pod adresem Polakow, jako takich. Zawsze byli to bandyci, rabusie, badz zli
ludzie. Choc czasem potrafilo ich byc – dziwnym trafem – kilkudziesieciu nawet.
A ja i tak mialem wlasne straszne podejrzenia. I zawsze bylem pelen obaw, ze
powiedza to czego nie chcialbym uslyszec. I kazdorazowo wdzieczny bylem
opowiadajacym za ich powsciagliwosc i takt.
....Nie widzialem zadnego programu w ktorym mowa bylaby o mordowaniu
powracajacych Zydow na polskim Poludniu, przez takiego Ognia, na przyklad. I
mam nadzieje, ze doczekam powrotow do tamtych wypadkow. Byc moze, przy okazji,
i Francuzi, Wlosi, czy Belgowie przestana wzbraniac sie przed ujawnieniem brudu
za wlasnymi paznokciami. Byc moze i Austriacy stana w koncu przed lustrem i
ujrza w nim wlasne odbicie w mundurze SS czy Gestapo. A caly czas udaja, ze
ich “tam” nie bylo. Jak po wojnie zapuscili konce w wode – tak je trzymaja.
Milczki jakies... Jak ci z Jedwabnego.
....Mam nadzieje, ze potworna zbrodnia w Jedwabnem to poczatek rozliczania sie
z historia. Bardzo potrzebnego rozliczania, jako ze nie moze dokonywac sie
moralny postep czlowieka gdy przekonany jest on o wlasnej nieskazitelnosci.
Pisze potworna, gdyz i zbrodnie mozna kategoryzowac, a ta nalezala do
najbardziej ohydnych i wstrzasajacych. Do najbardziej okrutnych. Bo popelniona
dla wykazania wlasnej twardosci, i tego, jak bezlitosnym mozna byc i trzeba.
Mozliwa zapewne jedynie w wykonaniu osobnika o bardzo mrocznej i gluchej duszy –
antysemicki produkt najwyzszej proby. Przez osobnika – w gruncie rzeczy -
zlego.
....Autorzy artykulu przytaczaja przyklad czyjejs internetowej propozycji
zrzutki na znacznie wieksza stodole; taka w ktorej moznaby upchnac reszte
Zydow. A mnie nie wydaje sie mozliwe znalezienie wspolnego jezyka z tym
dowcipaskiem. Ba, nawet nie probowalbym go szukac. Z doswiadczenia wiem, ze
prozne to usilowania. Jak i z dotarciem do jakiegos narodowokatolickiego
antysemity typu tlukowaty Strzembosz (niezla rodzinka). Zwlaszcza gdy taki
mieni sie jeszcze byc historykiem. Jeden i drugi nie jest po prostu w stanie
rozpoznac wlasnego kretynizmu. Im nie pomoglyby coraz to nowe “Jedwabne”
ujawniane co tydzien. Odczekaja i beda mowic to co do tej pory (nieprawdaz
panie Labedzki, Pawlak, CK, Kiepul, QW, Korzeniewicz, Colgate....?; nieprawdaz
panie Konior?)
....Tu nie o to chodzi, ze istnieje podzial na Polske “jedwabna” i “welniana”,
albowiem te dwa swiaty ciagle sobie towarzysza, przenikaja sie i scieraja. W
wyniku czego “welniactwo”, w duzej czesci, okazuje sie jednak bardziej wra