www.tygodniksolidarnosc.com/
... z Pioterem Gembarowskim w tle, czyli o obyczajach w TV Publicznej...
Prawdziwa historia Edyty Piotr Semka
Wielka fala plotek dotyczących Edyty Górniak załamała się. Stanowcze dementi
pałacu prezydenckiego i polskiego menedżera artystki, jak się zdaje, wyjaśnia
sprawę. Jednak całkiem niedawno na łamach prasy pojawiła się inna, tym razem
jak najbardziej autoryzowana przez znaną piosenkarkę, historia.
Jakoś nie wzbudziła ona zainteresowania mediów, a szkoda, bo jest równie
sensacyjna. Na dodatek więcej mówi o obyczajach towarzyskich w III RP niż
setki artykułów w kolorowej prasie. Oto w pierwszym tegorocznym numerze
magazynu Gala Edyta Górniak opowiada o szczegółach swojej znajomości ze
znanym dziennikarzem Telewizji Publicznej Piotrem Gembarowskim. Nie zajmuję
się zazwyczaj życiem towarzyskim gwiazd, ale tym razem nawet mnie, starego
cynika, zatkało. Edyta Górniak opowiada w Gali jak to poznała Piotra
Gembarowskiego w czasie wywiadu i jak to znany prezenter zrobił na niej dobre
wrażenie: "Przez te chyba trzy miesiące znajomości nieustannie ujmował mnie
tym, że np. dzwonił do mnie do domu, żeby zapytać, dlaczego płaczę, w chwili
kiedy rzeczywiście płakałam".
Edyta, jak wynika z wywiadu, uwierzyła, że znalazł się oto człowiek, z którym
nawiązała nić empatii na granicy telepatii. Mężczyzna, który siłą uczucia
uzyskał intuicyjną wiedzę o jej duszy. W miłości czasem się tak zdarza.
Wspomina, że znany prezenter potrafił przyjechać w środku nocy i
powiedzieć: "Przepraszam, że tak nagle przyjechałem, ale czułem, że miałaś
dzisiaj ciężki dzień". I jak zaznacza artystka, zazwyczaj "rzeczywiście tak
było".
Niestety, w końcu prawda o domniemanej zaskakującej intuicji emocjonalnej
Gembarowskiego okazała się równie trywialna i wulgarna jak Rywingate.
Jak wykryła artystka: "Pan Gembarowski rozpoznał kod mojego telefonu, który
był wyposażony w system pozwalający usłyszeć z zewnątrz, co dzieje się w
domu". Jak wyjaśnia Edyta Górniak, jest to specjalna usługa stanowiąca
zabezpieczenie przeciw potencjalnym złodziejom. Tak więc - jeśli wierzyć
słowom artystki - dzięki swoistemu podsłuchowi, w jaki zamieniał się jej
własny telefon, Piotr Gembarowski do woli mógł inwigilować domniemaną panią
swojego serca.
W ten właśnie sposób, mówi pani Edyta: "wiedział kiedy płaczę, kiedy krzyczę,
o czym rozmawiam ze swoimi gośćmi, bo zwyczajnie mnie podsłuchiwał". Od
ukazania się w kioskach numeru Gali z wypowiedziami pani Górniak minęły już
ponad trzy tygodnie. W kolejnych numerach magazynu (a wyszły w tym roku
cztery) nie znalazłem żadnego dementi czy choćby wyjaśnienia Piotra
Gembarowskiego, więc nie mam jak na razie podstaw do wątpienia w jej słowa.
No cóż, historia godna pióra Balzaka czy w bardziej cynicznej formie -
żyjącego w XVIII wieku kawalera Choderlosa de Laclosa -
autora "Niebezpiecznych związków". Laclos opisywał świat schyłku rządów
królewskich we Francji, w którym podboje sercowe były okazją do operacji
manipulacyjno-socjotechnicznych. Swoisty hazard emocjonalny, w którym
libertyni zakładają się ze sobą, jak oszukać i w ostatecznej odsłonie
skompromitować ofiary wierzące naiwnie w siłę uczucia.
Współczesnym emocjonalnym hazardzistom w sukurs idzie nowoczesna technika.
Nieprzypadkowo w dziejącej się w dzisiejszym Nowym Jorku
wersji "Niebezpiecznych związków" uwodziciel ujawnia zdjęcia in flagranti
swojej ofiary, publikując je na powszechnie dostępnej stronie Internetu.
Piotr Gembarowski - jak wynika z relacji Edyty Górniak - sięga po tzw.
technikę operacyjną, którą posługują się zazwyczaj służby specjalne i agencje
detektywistyczne. Bardzo ciekawi mnie odpowiedź na pytanie, w jaki sposób
dotarł do sposobu złamania kodu dostępu do telefonu komórkowego pani Edyty
Górniak. Takie sprawy załatwiają specjaliści o bardzo specyficznej reputacji
i nie są to ludzie, do których można trafić ot tak z ulicy.
Przypomnę, że rozmawiamy o osobie publicznej. Dziennikarzu, który w imieniu
TVP przeprowadza wywiady w studiu "Gościa Jedynki". O ile mi wiadomo,
Telewizja nie uznała, że relacja pani Górniak stawia jej frontmana w jakiejś
dwuznacznej sytuacji.
Ktoś powie, że pani Edyta powinna znać wilcze obyczaje panujące w tak zwanym
towarzystwie i że sama powinna mieć tyle oleju w głowie, by widzieć kim jest
Piotr Gembarowski.
Być może, ale jak się okazuje pani Edyta płaci za to niezwykle wysoką cenę.
Jeśli piszę o relacji Edyty Górniak, to dlatego, że jej ponure doświadczenia
jakoś idealnie komponują mi się z atmosferą przebijającą z nagrania rozmowy
Lwa Rywina z Adamem Michnikiem. Piękna fasada i odpychające kulisy.
Skrzyżowanie "Love Story" z Big Brotherem. Nieznośna wulgarność bytu III
Rzeczypospolitej.
Piotr Semka