Gość: Galba
IP: 144.57.128.*
06.02.03, 09:47
Mam parę pytań, do których brak mi odpowiedzi. Chodzi mi o bliższe poznanie
stanu ducha bliskich mi ideowo konserwatywnych liberałów, którzy w
przeciwieństwie do mnie opowiadają się przeciwko atakowi na Irak. Poniższe
pytania nie są skierowanie do wyznawców zabobonów w stylu: socjalizm czy
europeizm (choć i ich wypowiedzi z zainteresowaniem przeczytam) – w
odniesieniu do nich nie mają one bowiem sensu.
1. Jak się czuje człowiek rozsądny, prawy i odpowiedzialny stając w jednym
szeregu z Francją, Niemcami, Grecją, Syrią czy Libią mając po przeciwnej
stronie Stany Zjednoczone, Zjednoczone Królestwo, Polskę czy kraje bałtyckie?
2. Jak się czuje człowiek myślący gdy w jego obozie rej wodzą pryszczaci,
zaćpani i niedomyci pasażerowie Autobusów Dla Saddama? Mam na myśli tę wielce
radującą (w obliczu wojny) wycieczkę wyrzutków społeczeństwa, którzy
zapragnęli oberwać w tyłek taktyczną głowicą jądrową.
3. Czy nie jest pewnym dyskomfortem oglądanie relacji obrad Sejmu, na którym
to posiedzeniu za Interwencją optują Kaczyński czy Gilowska a przeciw
gardłują Lepper i Gadzinowski? (to samo pytanie w wersji dla osób uczulonych
na relacje z Parlamentu: czy nie jest pewnym dyskomfortem oglądanie
sobotniego programu pana Kwiatkowskiego, w którym z pasją przeciwko wojnie
gardłuje kobieta której iloraz inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do
częstotliwości występów w TVP – pani Kofta, a za jest pani Julia Pitera?)
4. Jak człowiek konsekwentny godzi pochwałę twardej polityki Reagana i innych
prezydentów USA wobec ZSRR (włącznie z interwencjami zbrojnymi) z
argumentacją: Irak może i jest ohydny ale to suwerenne państwo i Ameryka nie
powinna się nim interesować.
5. Jak człowiek tak często w przeszłości narzekający na polski romantyzm i
brak realizmu politycznego czuje się odtrącając okazję udziału w grze, która
może i nie jest zbyt czysta ale z pewnością pozwala Polsce wiele osiągnąć
(być może pierwsza taka okazja od czasów Jagiellonów)?
Jak łatwo zauważyć nie odnoszę się do meritum sprawy, którym dla większości
obserwatorów jest kwestia czy Irak ma weapons of mass destruction czy też nie
ma. Nie poruszam tego tematu bo nie ma to sensu – wiedzą na ten temat
dysponuje wąska grupa pracowników wywiadów oraz ich szefów, cała reszta może
się jedynie opierać na zaufaniu, wierze czy przeczuciach. Mnie interesuje
stan ducha ludzi tak mi bliskich a jednocześnie tak dalekich ostatnimi czasy.
Galba
PS. Dla pełnej jasności: dla mnie kwestia tego, czy Saddam ma / chce mieć
bombę czy inne paskudztwo jest zdecydowanie drugorzędna.