Gość: JKM
IP: 217.30.132.*
30.03.03, 11:05
Zwolennicy tzw. euthanazji cieszą się obecnie poparciem
miłośników "Cywilizacji Śmierci" (bo, istotnie, nasza cywilizacja umiera!) -
ale przede wszystkim stanowczym poparciem rządów. Problem coraz dłużej
żyjących staruszków spędza sen z powiek socjaldemokratycznych polityków,
którzy obiecali ludziom emerytury. Gdyby to byli po prostu socjaliści, to by
te przywileje ograniczyli - jednak w d***kracji decyduje większość - a im
dłużej żyją ludzie, i im mniejszy przyrost naturalny, tym większy procent
wyborców stanowią starcy...
W normalnych krajach problem długo żyjących starców trafiał się w
poszczególnych rodzinach - które jakoś dawały sobie z nim radę: ostatecznie
taki staruszek mało je i co najwyżej zajmuje kawałek podłogi w izbie... Cała
istota socjalizmu polega jednak na tym, że "prywatne problemy ludzi stają się
problemami społecznymi" - których rozwiązywanie wymaga angażowania (i
opłacania...) całej masy polityków i urzędników.
I oto trafił im się problem, którego nie mogą rozwiązać. Więc, cóż: trzeba
tym ludziom dać "prawo do śmierci".
Zauważmy, że nie chodzi tu o prawo do samobójstwa. Tego żaden współczesny
kodeks nikomu nie odbiera - bo i jak? Chodzi o to, by ludzi jakoś nakłonić do
rozstania się z tym cholernym życiem. Może nawet da się utworzyć jakiś nowy
urząd do załatwiania tych spraw? Stanowisko rządzącej biurokracji jest więc
jasne. Albo my zniszczymy biurokratów - albo oni zniszczą nas.
Zauważmy jednak, że w praktyce "prawo do śmierci" jest nam na każdym kroku
odbierane. Na przykład jeszcze niedawno obowiązywało posiadanie "karty
pływackiej" - a dziś we własnych samochodach trzeba się przypinać pasami. Co
oznacza, że mnie nie wolno ryzykować moją własną śmiercią. Proszę zauważyć:
wolno mi - w myśl Czerwonej doktryny - zadecydować o zabiciu się - ale nie
wolno mi podjąć decyzji o zwięk-szeniu prawdopodobieństwa, że zginę!!
Dlaczego?
Dlatego, że kierowcy są z reguły ludźmi w sile wieku, bezlitośnie
eksploatowanymi przez reżymy - a "śmierć starca jest dla społeczeństwa
opłacalna" (tak, taką pracę w latach 6970 napisano w Instytucie Techniki
Drogownictwa).
Spójrzmy prawdzie w oczy:
Żyjemy w ustroju niewolniczym. To, że raz na 5 lat wolno nam wybrać spośród
siebie kastę Właścicieli Niewolników niczego nie zmieni (mnie o to chodzi, że
kasta ta prawie się nie zmienia - bo ilu w końcu może być właścicieli...)!!
Popatrzmy po prostu na liczby. Wolny Amerykanin 120 lat temu płacił podatki
rzędu 3%, Polak dziś 83% (oszukujemy: płacimy około połowy...), niewolnik w
Rzymie 90% (ale w ramach tej kwoty pan musiał go ubierać, żywić i dać dach
nad głową!!!). Jesteśmy niewolnikami tego reżymu - który jednak jest
dobrotliwy i niewolnikami się opiekował...
Teraz jednak Czerwonym kończą się pieniądze. Biurokracje zresztą wzajemnie
sobie pomagają - w panice, bo załamanie się tego reżymu to bunt i wyrżnięcie
tej pasożytniczej kasty - jednak teraz forsa kończy się wszystkim.
No więc, niestety: właściciele niewolników muszą się niepotrzebnych już rabów
pozbyć - bo zbuntują się inni.
I, właściwie, powinniśmy być naszym Panom wdzięczni, że lukrują nam tę
pigułkę z cyjankiem, nazywając to "euthanazją" i "zwiększeniem prawa do
wyboru". Przecież mogliby prowadzić na skałę Tajgetu - albo, jak na
Polinezji, co roku każąc starcom włazić na szczyt palmy - i potrząsać:
Jak się utrzymał - to zdatny. Nie utrzymał się - cóż, problem sam się
rozwiązał...
No więc teraz nasze być albo nie być: trzymajmy się, zanim Czerwona (czy może
Różowa) biurokracja zacznie potrząsać nami!
Janusz KORWIN-MIKKE
Artykuł z dnia 13.02.2001