pozarski Re: _______________1855.11.26________ ___________ 26.11.06, 22:49 hasz0 napisał: > W tę smutną rocznicę... Zdradz Haszu.Co?Kaczynskiego prababcia urodzila babcie? Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: _______________1855.11.26________ __________ 26.11.06, 22:54 pozarski napisał: > Zdradz Haszu.Co?Kaczynskiego prababcia urodzila babcie? Haszowi być może chodzi o rocznicę śmierci Micka, wielkiego polskiego poety. Okoliczności śmierci dotąd owieka lekka mgiełka tajemnicy. Niewykluczone, że była to jedna z pierwszych mokrych robót Układu. Inna wersja głosi, że wprost przeciwnie, że to Adaś był człowiekiem Układu. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: _______________1855.11.26________ _________ 26.11.06, 22:57 jaceq napisał: > pozarski napisał: > > > Zdradz Haszu.Co?Kaczynskiego prababcia urodzila babcie? > > Haszowi być może chodzi o rocznicę śmierci Micka, wielkiego polskiego poety. > Okoliczności śmierci dotąd owieka lekka mgiełka tajemnicy. Niewykluczone, że > była to jedna z pierwszych mokrych robót Układu. > > Inna wersja głosi, że wprost przeciwnie, że to Adaś był człowiekiem Układu. > Ach Mick,powinienem sie byl domyslic;kto inny niz wieszcz w taki doniosly dzien. Jasne,ze byl z Ukladu.Kazdy Frankista(i to po mamusi) jest,byl i bedzie z Ukladu. Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: _______________1855.11.26________ ________ 26.11.06, 23:01 pozarski napisał: > Jasne,ze byl z Ukladu. W takim razie sprzątneły go WSI. Żeby milczał. Żeby nie napisał "Dziadów cz. VI". Żeby nie wyprorokował "spieprzaj-dziadów". Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: _______________1855.11.26________ _______ 26.11.06, 23:04 jaceq napisał: > pozarski napisał: > > Jasne,ze byl z Ukladu. > > W takim razie sprzątneły go WSI. Żeby milczał. Żeby nie napisał "Dziadów cz. > VI". Żeby nie wyprorokował "spieprzaj-dziadów". > Masz Jacek talent,nie marnuj go! Odpowiedz Link Zgłoś
szach0 No pewnie nie to co europitka lubię Jacqa 27.11.06, 07:28 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=52899289&a=52934822 Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Gratukuję wyborcom Hannah 27.11.06, 07:34 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=52899289&a=52934822 Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Gratuluję wyborcom Hanny zły link się przylepił 27.11.06, 07:36 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=13&w=52899289&a=52934822forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=13&w=52899289&a=52934822 Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Re: Gratuluję wyborcom Hanny zły link się przyle 27.11.06, 07:37 Rozmowa z Hanną Gronkiewicz-Waltz Specjalnie dla Absolutnie Fantastyczne Redakcja - Jesteś osobą publicznie znaną w naszym kraju, ale może nie wszyscy wiedzą, że jesteś też osobą głęboko wierzącą. Czy dla czytelników naszego czasopisma zechciałabyś przybliżyć okoliczności swojego nawrócenia i spotkania z Bogiem? Hanna Gronkiewicz Waltz - Właściwie od dziecka byłam wychowywana jako osoba wierząca, ale bez świadomości, że muszę poddać Jezusowi całe moje życie. Byłam osobą wierzącą raczej w tradycyjny sposób. Przełomowym okazał się dla mnie okres stanu wojennego. Wtedy przeżyłam nawrócenie i pogłębienie wiary. Ani ja, ani moja rodzina nie przeżyliśmy żadnych osobistych tragedii związanych ze stanem wojennym, ale bardzo odczuwałam wtedy pustkę i beznadzieję. Tak się złożyło, że moje dziecko było już odchowane - Dominika miała wówczas 3 lata - obroniłam pracę doktorską. Mając trochę wolnego czasu, zaczęłam uczęszczać na spotkania Odnowy w Duchu Świętym, na które zaprosiła mnie koleżanka z wydziału. Na początku nie było to regularne, ale mogę powiedzieć, że od razu "wsiąkłam". Spotkania odbywały się co tydzień w kościele Św. Marcina. Była to jedna z pierwszych wspólnot Odnowy w Duchu Świętym, którą założył zresztą ks. Dembowski. On sam zetknął się z odnową w Duchu Świętym w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych. Ks. Dembowski od 1992 r. jest biskupem włocławskim. Czasami sobie żartujemy, że awansowaliśmy w tym samym czasie - ja na prezesa NBP, a on na biskupa. Takie były moje początki. Później uczestniczyłam w różnych rekolekcjach, począwszy od rekolekcji uzdrowienia wewnętrznego, a skończywszy na rekolekcjach ewangelizacyjnych i eucharystycznych. Był to okres szczególnego duchowego wzrostu. Potem sama zaczęłam prowadzić rekolekcje ewangelizacyjne. - Co było w tych pierwszych spotkaniach grupy Odnowy w Duchu Świętym tak istotnego, że postanowiłaś na nie uczęszczać, albo jak sama stwierdziłaś "wsiąkłaś"? - To było coś bardzo zewnętrznego. My Polacy jesteśmy narodem bardzo smutnym, a tutaj po raz pierwszy spotkałam ludzi, którzy są radośni, uśmiechnięci bez udawania. U nas w Kościele jest bardzo dużo anonimowości, a pamiętam, że na tych spotkaniach ludzie starali się poznać chociaż z imienia. Szczera życzliwość to następna niezwykle pociągająca rzecz, chociaż muszę przyznać, że czułam się czasami nieco skrępowana, szczególnie na pierwszych spotkaniach, gdy proszono mnie o zabranie głosu. I tak powolutku zaczęłam "wsiąkać", ponieważ było mi z tymi ludźmi dobrze. Tak jak już wcześniej wspomniałam, pomimo uczucia beznadziei i braku perspektyw związanych ze stanem wojennym, radość, której ci ludzie doświadczali była autentyczna. To mnie pociągnęło. - Ukształtowany w naszym kraju typ pobożności, lub inaczej mówiąc, sposób okazywania swoich uczuć religijnych takich jak miłość do Boga nie zakłada zbytniej "wylewności". Czy Twoim zdaniem te uczucia należy skrywać, czy może wręcz przeciwnie - okazywać je? - Raczej okazywać, choć bez wątpienia trochę zależy od temperamentu danej osoby. Jedni są bardziej wylewni, inni mniej. Chociaż pewne zachowania i postawy będą u osoby wierzącej zawsze widoczne: uśmiechnięte i pogodne twarze, wzajemna życzliwość, otwartość i szczerość. To wszystko towarzyszyło osobom, które spotkałam na samym początku moich kontaktów z Odnową. To nie mogły być pozory, bo byli tacy za każdym razem, gdy się z nimi spotykałam. Byli autentycznie pogodni i życzliwi. - Swoje spotkanie z Bogiem przeżyłaś jeszcze zanim stałaś się osobą publicznie znaną. Być może dla wielu byłby to sygnał, by przestać mówić o wierze i relacji z Bogiem. W Twojej sytuacji niczego to nie zmieniło. W dalszym ciągu bezkompromisowo mówiłaś o swojej wierze i na pewno nie zamilkłaś. Niektórzy zarzucali Ci zbytnie obnoszenie się ze swoimi uczuciami religijnymi, argumentując, że wiara jest przeżyciem osobistym i nie należy się z nią zbytnio obnosić. Jak na to patrzysz? - Trudno byłoby mi zamilknąć w 1992 r. tylko dlatego, że zostałam prezesem NBP. Przez 11 lat pomiędzy rokiem 1981 a 1992 dzieliłam się Bogiem z innymi ludźmi. A ponieważ było to szczere, to nie mogłam zamilknąć tylko dlatego, że zmieniłam miejsce pracy. Kiedy się nawracałam, opowiadałam o swoich doświadczeniach kolegom i koleżankom z uniwersytetu. Dlaczego coś miałoby się zmienić, w momencie gdy awansowałam na prezesa NBP? Oczywiście, pewne doświadczenia wiary mogą być intymne, ale nie cała wiara. Świadectwo wiary musi być składane. Myślę, że w obecnej dobie następuje odtajnienie prywatnego życia osób publicznych. Więcej wiemy na temat osobistego życia polityków, na temat ich rodzin, żon dzieci itp. niż to miało miejsce jeszcze w okresie komunizmu. Na dobrą sprawę pierwszy ze swoją żoną pokazał się dopiero Gierek. Żony Gomułki przecież nikt nigdy nie widział. Dzisiaj na człowieka patrzy się w szerszym kontekście, nie tylko na jego życie zawodowe. Do tego należy sprawa wiary. I dlatego ja jej nie ukrywam. Reakcje ludzi były oczywiście różne, ale tylko ze strony tygodnika "Nie" spotkałam się ze zdecydowanie negatywną. To właśnie "Nie" rozpowszechniło opinię, że jakoby moje decyzje o podwyżce stóp procentowych lub zmianach kursów walut konsultuję z Duchem Świętym. To była próba przekręcenia mojej wypowiedzi, w której stwierdziłam, że takie decyzje podejmuję kolegialnie - z zarządem Banku - a potwierdzeniem słuszności decyzji jest dla mnie konsensus. Traktuję go jako potwierdzenie od Boga. - To w takim razie jak to, że jesteś osobą świadomie wierzącą wpływa na Twoje życie zawodowe i sprawowaną przez Ciebie funkcję prezesa NBP? - Przede wszystkim świadomość, że jestem osobą wierzącą nakłania mnie do postawy pokory względem innych osób. Było mi to niezwykle potrzebne, ponieważ nie mam wykształcenia ekonomicznego. Z zawodu jestem prawnikiem. Co prawda, zajmowałam się prawem bankowym, ale potrzebowałam otoczyć się ekonomistami, których zdania musiałam słuchać. Wymagało to ode mnie dużej pokory. Po drugie, moja wiara w Boga wyklucza kult rozumu, który niestety widoczny jest u wielu ludzi sprawujących różne funkcje. Moim zdaniem człowiek zależny jest od łaski Bożej. W pewnych momentach wiedza to nie wszystko. Przy podejmowaniu rozmaitych decyzji bardzo potrzebujemy Bożego impulsu. Po trzecie, przy decyzjach personalnych staram się opierać na ewangelii tak, aby ludzi nie skrzywdzić. Nawet kiedy musiałam kogoś zwolnić, dlatego że zadanie go przerastało, to starałam się takiej osobie znaleźć pracę w NBP. W przypadku wyraźnej nierzetelności zmuszona byłam takie osoby zwolnić, ale i wtedy starałam się taką osobę otoczyć modlitwą i jeśli to możliwe, doprowadzić ją do głębszej refleksji nad życiem. - Kilka lat temu po jednej z Twoich telewizyjnych wypowiedzi, kiedy śmiało złożyłaś świadectwo o swojej relacji z Bogiem, stwierdziłem, że nasze pieniądze są w świętych rękach. Wiem, że jesteś osobą skromną i nieskorą do mówienia o swoich sukcesach, ale czy myślisz, że fakt, iż nasze polskie pieniądze trzyma w swoich rękach osoba wierząca może mieć wpływ na sytuację ekonomiczną kraju? Czy widzisz tutaj jakiś związek? - Z nauczania Pisma Świętego wynika, że przez głowę każdej instytucji na kraj może spłynąć Boże błogosławieństwo. Wierzę w to, czego naucza Pismo Święte i dlatego świadomie poddaję instytucję, w której pracuję pod Boże błogosławieństwo. I jestem pewna, że ma to duchowy wpływ. Pamiętam, że w czasie jednej z modlitw ojciec Ricardo przekazał mi słowo o Józefie jako zarządcy dóbr, mówiąc do mnie: "Ty nie jesteś już więcej Hanna, ty jesteś Józef." Myślę, że to ma związek. Poza tym wierzę, że Bóg chce dawać błogosławieństwo w sprawach materialnych, a jeśli w jakimś momencie nie daje, to znaczy, że chce nas oczyścić i czegoś jeszcze nauczyć. Zgodnie z tym co mówi Pismo Święte, daje nam tyle, byśmy nie żyli w nęd Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Dalszy ciąg ale wystarczy dla uzasadnienia gratula 27.11.06, 07:38 Kilka lat temu po jednej z Twoich telewizyjnych wypowiedzi, kiedy śmiało złożyłaś świadectwo o swojej relacji z Bogiem, stwierdziłem, że nasze pieniądze są w świętych rękach. Wiem, że jesteś osobą skromną i nieskorą do mówienia o swoich sukcesach, ale czy myślisz, że fakt, iż nasze polskie pieniądze trzyma w swoich rękach osoba wierząca może mieć wpływ na sytuację ekonomiczną kraju? Czy widzisz tutaj jakiś związek? - Z nauczania Pisma Świętego wynika, że przez głowę każdej instytucji na kraj może spłynąć Boże błogosławieństwo. Wierzę w to, czego naucza Pismo Święte i dlatego świadomie poddaję instytucję, w której pracuję pod Boże błogosławieństwo. I jestem pewna, że ma to duchowy wpływ. Pamiętam, że w czasie jednej z modlitw ojciec Ricardo przekazał mi słowo o Józefie jako zarządcy dóbr, mówiąc do mnie: "Ty nie jesteś już więcej Hanna, ty jesteś Józef." Myślę, że to ma związek. Poza tym wierzę, że Bóg chce dawać błogosławieństwo w sprawach materialnych, a jeśli w jakimś momencie nie daje, to znaczy, że chce nas oczyścić i czegoś jeszcze nauczyć. Zgodnie z tym co mówi Pismo Święte, daje nam tyle, byśmy nie żyli w nędzy, ale i tyle, byśmy z powodu nadmiaru o nim nie zapomnieli. Nie łączę tego ze swoją osobą, ale tak się złożyło, że rok 1992 był pierwszym rokiem wzrostu gospodarczego. Z pewnością był to efekt pracy i reform prof. Balcerowicza, ale wiem, że to też jest efekt Bożego błogosławieństwa. Zresztą do dnia dzisiejszego ten wzrost nadal trwa. Kiedy przyszłam do pracy w NBP to w jego zasobach było 3,5 mld dolarów rezerw, dzisiaj jest ich 21 mld dolarów. I wiem, że to Pan Bóg pomnożył. Te pieniądze są nam potrzebne. O błogosławieństwo trzeba prosić i ja proszę. - Jesteś już prezesem Narodowego Banku Polskiego sześć lat. Przeżyłaś siedmiu premierów, ośmiu ministrów finansów, zmieniali się prezydenci i parlament. Pomimo rozmaitych prób i nacisków w dalszym ciągu pełnisz swoją funkcję. W rzeczywistości politycznej ostatnich lat jest to niezwykłe. Czemu to przypisujesz? - To prawda, że podejmowane były najrozmaitsze próby mające na celu zmianę na stanowisku prezesa NBP. Już w 1993 roku po wyborach parlamentarnych ówczesny poseł SLD Cimoszewicz, jeszcze nie premier, postulował zmianę. Z kolei w 1994 roku podczas przygotowywania nowej ustawy bankowej domniemywano, że skróci się kadencję prezesa NBP. Natomiast w sierpniu ubiegłego roku jeden z posłów postulował skrócenie mojej kadencji. Tak więc były takie zakusy, ale jak widać okazały się bezskuteczne. Mam bardzo silne przeświadczenie, że zawdzięczam to modlitwom moich przyjaciół z Odnowy w Duchu Świętym. A później - wierzę, że był to owoc modlitw o szerszym, ekumenicznym charakterze, które od 2 lat odbywają się w Radości pod Warszawą. A dwa ostatnie lata były najtrudniejsze. Wiele osób uważało, że po porażce w wyborach prezydenckich już się nie podniosę. To, że dzisiaj mogę dalej normalnie funkcjonować jest owocem tych modlitw. Podobne pytanie zadano mi wczoraj podczas konferencji prasowej podsumowującej całą moja kadencję i odpowiedziałam, że zawdzięczam to ręce Opatrzności. - Czyli odbierasz to jako dowód Bożej przychylności i jego łaski? - Niewątpliwie tak. - Teraz może dosyć nietypowe pytanie. Dotyczy ono konfliktu z byłym ministrem finansów. Wydawało mi się wtedy, że nie jest to konflikt tylko na płaszczyźnie zawodowej czy merytorycznej, ale przede wszystkim na płaszczyźnie duchowej. Czy zechciałabyś to skomentować? - Muszę przyznać, że współpraca z premierem Kołodką nie była łatwa, aczkolwiek odczuwałam wyraźne działanie łaski, która pozwalała mi go akceptować takim, jakim był. Na swój własny użytek próbowałam go usprawiedliwiać, tłumacząc sobie jego zachowanie jako wynik być może jakiś zranień z okresu dzieciństwa. Oczywiście to tylko domysły. Ale prawdą jest, że zarozumiałość i pycha są skutkiem ukrywanego poczucia niższości. Tak twierdzą psycholodzy, ale również i ci, którzy patrzą na zagadnienie od strony duchowej. Czasami sobie w duchu myślałam: "O ile byłbyś spokojniejszy i bardziej szczęśliwy, gdybyś pojechał na jakieś rekolekcje dla uzdrowienia wewnętrznego i takiego uzdrowienia doświadczył". Minister Kołodko był pełen wewnętrznego niepokoju i niestety dało się to odczuć w naszej współpracy. A poza tym kiedy człowiek poddaje się pysze, to zaczyna działać wbrew sobie i traci instynkt samozachowawczy. Tak się stało kiedy prof. Kołodko napisał referat i rozpowszechniał go za granicą. A krytykował w nim Leszka Balcerowicza za jego politykę jako ministra finansów i mnie jako prezesa NBP. Jak się później okazało, to co było wymierzone w nas, ugodziło w niego. Jednak szczerze przyznaję, że mimo wszystkich problemów nie czuję do niego urazy czy niechęci. To jest działanie Bożej łaski. - Porozmawiajmy jeszcze na temat twojej rodziny. Wiemy, że masz męża i jedną córkę Dominikę. Jak czuje się mąż, gdy żona gra pierwsze skrzypce i jest osobą powszechnie znaną? - Myślę, że mój mąż jest ze mnie dumny. Właściwie całą swoją karierę zawdzięczam jemu. Wyszłam za mąż będąc na trzecim roku studiów, a potem będąc już żoną napisałam i obroniłam doktorat i habilitację, zostałam prezesem banku. Widzę w tym ogromny wkład mojego męża. Kiedy dzisiaj młode studentki pytają mnie o tajemnicę sukcesu, to zawsze odpowiadam, że jest nią właściwie wybrany mąż. Mąż był zawsze dla mnie podporą. A córka? Cóż, poszła w ślady mamy i studiuje prawo. Aktualnie jest na drugim roku. Na razie jest panną. - W ostatnich latach zauważamy szczególne zbliżenie wśród osób pochodzących z różnych kościołów, a których łączy troska o duchową przyszłość naszego kraju. Pan Jezus modlił się kiedyś o jedność między uczniami. Czy to co się dzieje można traktować jako odpowiedź na modlitwę Pana Jezusa? Skoro tak, to wokół kogo i w oparciu o co ta jedność będzie budowana? - Ekumenizm był dla mnie czymś niezwykle ważnym już w dzieciństwie, choć nie zdawałam sobie z tego do końca sprawy. W Płocku gdzie się wychowałam było zawsze dużo kościołów. Po mszy często chodziłam do cerkwi, która znajdowała się w tym samym budynku. Zawsze mi się tam bardziej podobało, bo ładniej śpiewali i mieli ładniejsze stroje. Dużą rolę odegrał też fakt, że oczytana byłam w literaturze protestanckiej, z której korzysta Odnowa w Duchu Świętym. Jak wiemy, odnowa ta przyszła do Kościoła Katolickiego z ruchu zielonoświątkowego. Stąd też ta bardziej radosna pobożność, gdyż jak mówi bp.Dembowski: "My nawet takie pieśni jak 'Wesoły nam dziś dzień nastał', śpiewaliśmy ze łzami w oczach." Pierwszy raz uczestniczyłam w modlitwie międzywyznaniowej w Wilanowie w 1987 roku. Pamiętam, że pod wpływem braci protestantów wyrzekłam się wtedy czytania wszelkich horoskopów. W Kościele Katolickim dopiero teraz zaczyna mówić się, że czytanie horoskopów może być niebezpieczne. Później uczestniczyłam w Kongresie Ekumenicznym w Brnie pod hasłem: "Jesus - Hope for Europe" ( Jezus nadzieją dla Europy). Było to w 1990 roku. W kongresie brało udział około 4000 osób z całej Europy. Bóg nie cieszy się z naszych podziałów i dlatego wszelka modlitwa o taką jedność jest Bogu miła. Jedność zostanie zbudowana wokół Pana Jezusa Chrystusa i będzie to jedność na płaszczyźnie serca. - W imieniu naszej redakcji i wszystkich naszych czytelników dziękuję za rozmowę. Rozmowa autoryzowana. Odbyła się 8.01.1998 w Warszawie. W imieniu redakcji "AF" rozmawiał Bogdan Olechnowicz Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 lepsza od Piskora 27.11.06, 08:58 www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006071202 Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 a R7 mylnie sądził że # to prorok... 27.11.06, 09:04 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=52893647&a=52913700 Odpowiedz Link Zgłoś
szach0 juz mnie wycięli na Kraju! 27.11.06, 09:44 a pisałem bez wulgaryzmów i z pełnym szacunkiem do polemistów za to bardzo wyszukanym stylem hahahaha annna Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: No pewnie nie to co europitka lubię Jacqa 27.11.06, 17:17 Że też Ci się chce Haszu zauważać różne europsitki (nie mylić z europitkiem!!!) Odpowiedz Link Zgłoś