Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
09.04.03, 03:09
Od zeszłego wtorku restauracja działająca w parlamencie Stanów Zjednoczonych
przestała serwować francuskie frytki. Nazwa została zmieniona na frytki
wolności. Również francuskie tosty zostały zmienione w tosty wolności. Inni
restauratorzy ostentacyjnie wylewają do rynsztoków wina importowane z
Francji. Francuscy i niemieccy klienci nie są mile widziani. Takie oto
rasistowskie nieomal napisy pojawiły się ostatnio na drzwiach niektórych
restauracji w Danii.
Wygląda na to, że antywojenne stanowisko Francji pociąga za sobą poważne
konsekwencje dla produktów francuskich i z Francją w nazwie. Patriotyczne
wspieranie rządu w Stanach prowadzi na przykład do bojkotu francuskich win.
Jeśli ktoś nie lubi "frytek wolności" – nie jest patriotą.
W niektórych restauracjach sery Brie i Camembert zepchnięto na tylne półki.
Sprzedawca serów wysokiej jakości Fromages.com odnotował piętnastoprocentowy
spadek sprzedaży w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich tygodni. Francuska
sieć hoteli Sofitel opuściła flagę w akcie bezwarunkowej kapitulacji.
Wypada zapomnieć o "francuskim pocałunku", używanej na świecie
nazwie "pocałunku z języczkiem". Od teraz mówi się "pocałunek pokoju", tego
lata natomiast można odbyć "tour of freedom" zamiast "tour de France".
To zabawne, że nawet ludzie wykształceni dają wciągać się w grę w omijanie
nazwy "francuskie", zwłaszcza że na przykład "francuskie frytki" ("french
fries") nie mają nic wspólnego z samą Francją: nazwa pochodzi od sposobu
krojenia ziemniaków, określanego jako "frenching". Ukazuje to jednak wagę
emocji w marketingu. Zdecydowanie skorzystają na tym ci, którzy rozumieją,
jak grać z wielkimi emocjami. Robiący interesy z Amerykanami generalnie mogą
liczyć na docenienie dowcipu o Francuzach (choć z właściwą dozą ostrożności -
jest wiele wyjątków).