Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.04.03, 21:00
Robert Fisk
Taka jest rzeczywistość wojny. My bombardujemy. Oni cierpią.
Niniejszy artykuł, opublikowany przez The Observer, powstał jeszcze na
początku wojny w Iraku, 23 marca 2003 r. Część militarna wojny się
zakończyła, ale dla Irakijczyków skutki wojny będą odczuwalne przez wiele
lat, być może setki, jeśli weźmiemy pod uwagę ponowne użycie przez USA broni
zawierającej zubożony uran. Ponadto w naszych mediach ilość reportaży z
punktu widzenia zwykłych ludzi była znikoma. Dlatego zdecydowaliśmy się
zamieścić fragmenty tego artykułu Roberta Fiska.
Donald Rumsfeld twierdzi, że ataki na Bagdad są „najbardziej precyzyjną
kampanią lotniczą, jaka kiedykolwiek miała miejsce”, ale Irakijczycy mogą
mieć na ten temat inne zdanie. Pięcioletnia Doha Suheil, na przykład.
Wczoraj patrzyła się na mnie - kroplówka wpięta wprost do nosa - z wyraźną
dezaprobatą, malującą się na całej jej malutkiej twarzy. Bezskutecznie
starała się poruszyć lewą stroną ciała. Rakieta Cruise, która eksplodowała
niedaleko jej domu, na bagdadzkim przedmieściu Radwaniyeh, naszpikowała jej
nogi odłamkami. Jeden z nich utkwił też w kręgosłupie, powodując paraliż
lewej nogi.
Jej matka nachyla się nad szpitalnym łóżkiem i prostuje prawą nogę małej -
tą którą Doha ciągle kopie i szarpie. Kobieta jest przekonana, że jeżeli
obie nogi jej dziecka będą leżeć bez ruchu obok siebie, to paraliż ustąpi.
Doha i jej matka były jednymi z pierwszych ze 101 pacjentów przyjętych przez
uniwersytecki szpital Al-Mustansaniya od czasu rozpoczęcia amerykańskich
nalotów w piątkową noc. Również siedem innych osób z ich rodziny zostało
rannych podczas tego jednego ataku. Najmłodsza - roczne dziecko - była
karmiona piersią w chwili ataku.
Jest coś chorego i obscenicznego w tych szpitalnych wizytach. My
bombardujemy. Oni cierpią. A później przychodzimy i robimy zdjęcia ich
rannym dzieciom. Iracki minister zdrowia zdecydował się na zorganizowanie
konferencji prasowej poza oddziałem, by podkreślić „bestialską” naturę
amerykańskich ataków. Amerykanie twierdzą, że nie chcą ranić i okaleczać
dzieci. A Doha patrzy na mnie i na lekarzy z nadzieją, że kiedy ten koszmar
minie, będzie mogła poruszać lewą nogą i nie będzie czuła żadnego bólu.
Zapomnijmy, na chwilę, o taniej propagandzie i równie tanim moralizatorstwie
panów Rumsfelda i Busha i przejdźmy się po szpitalu Al-Mustansaniya.
Rzeczywistość wojny nie zasadza się na zwycięstwie, porażce, czy też
kłamstwach o „siłach koalicji” - które jak wiadomo składają się tylko z
Amerykanów, Anglików i garstki Australijczyków (i nas… –przyp. tłum.) -
rozpowszechnianych przez reporterów włączonych w skład jednostek bojowych.
Wojna, nawet taka z międzynarodową legitymizacją, oznacza przede wszystkim
cierpienie.
Weźmy, jako kolejny przykład, Amel Hassan, pięćdziesięcioletnią wieśniaczkę
o wytatuowanych nogach i rękach, która leży na swoim szpitalnym łóżku i
wygląda jak ktoś dotknięty elephantiasis, jako że jej ramiona, spuchnięte na
purpurowo, wydają się dwa razy grubsze niż normalnie. Kiedy pierwsza
amerykańska rakieta uderzyła w Bagdad, Amel była w drodze do swojej
córki. „Wysiadałam właśnie z taksówki, kiedy wszystko wybuchło i upadłam na
ziemię, w kałużę własnej krwi – mówiła – krew była wszędzie: na moich
rękach, nogach, wszędzie”. Amel wciąż ma wiele ran odłamkowych na klatce
piersiowej i brzuchu.
Jej pięcioletnia córka, Wahed, leży na sąsiednim łóżku, jęcząc z bólu.
Zdołała wydostać się z taksówki i prawie dotarła do drzwi swojej ciotki, gdy
nastąpiła kolejna eksplozja. Jej stopy nadal krwawią. Krew przesiąka i
oblepia bandaże na kostkach i łydkach. W następnym pokoju znajduje się dwóch
chłopców, bracia Sade. Selim ma 11 lat, Omar – 14. Obaj z ranami od odłamków
na nogach i korpusach.
Isra Riad znajduje się w trzecim pokoju i ma prawie identyczne obrażenia,
tyle że spowodowane w czasie panicznej ucieczki z domu do ogrodu na początku
bombardowań. Imam Ali ma 23 lata. Odłamki raniły go w brzuch - w jelito
grube.
Najla Hussein Abbas stara się ukryć twarz za kwefem, ale nie jest w stanie
zamaskować purpurowych ran na nogach. Odłamki. Po chwili określenie „rany od
odłamków” staje się czymś niemal normalnym, wyznacznikiem jakiejś typowej
choroby, immanentnej dla tych, którzy przeżyli z 20 lat wojny.
I wszystko to, spytałem sam siebie, z powodu 11 września? Mieliśmy przecież
tylko „wymierzyć cios” w tych, którzy zaatakowali nas, więc dlaczego Doha
Suheil, Wahed Hassan i Imam Ali mieliby mieć więcej wspólnego z tą zbrodnią,
niż Saddam? Kto decyduje o tym, zastanawiałem się, że te kobiety i dzieci
mają płacić za 11 września?