hugo_w2
30.04.07, 02:56
Spór o rozwarstwienie społeczne w Ameryce trwa nieustannie i nie widać jego
końca. Ostatnio jednak sprawa nabrała ostrości.
Staranne studium dwóch ekonomistów - Emanuela Saeza z Berkeley i Thomasa
Piketty z Paryża - ukazuje, iż w USA najbogatsze 10 proc. społeczeństwa
uzyskuje 44 proc. z rocznych ogólnych dochodów. Jest to najwyższy procent
od "złotych" lat 20. ub. wieku, które winimy dziś za wszystkiego późniejsze
nieszczęścia.
NIERÓWNOŚĆ SPOŁECZNA ZACZYNA BYĆ RAŻĄCA. Rzecz nie tylko w ogólnym poczuciu
sprawiedliwości, ale w rosnącym rozwarstwieniu. Wprawdzie wbrew popularnemu
powiedzeniu biedniejsi wcale nie stają się ubożsi, ponieważ zamożniejsi się
bogacą, ale uważa się, że ci ostatni winni mieć większy finansowy udział w
programach społecznych, które niwelowałyby przepaść materialną, a co za tym
idzie - kulturową i socjalną. Z jednej strony rozbuchana konsumpcja,
najlepsze wykształcenie i władza, a z drugiego krańca - ubóstwo. Według
ostatnich danych Biura Spisu Powszechnego ponad 13 procent społeczeństwa żyje
poniżej oficjalnego poziomu biedy (na rodzinę 4-osobową wynosi on nieco
poniżej 20 tys. dol. rocznie).
To są tylko wybrane fakty, ale nabierają one sensu dopiero w świetle
odpowiedniej interpretacji, a te są krańcowo różne.
JEDNI DOWODZĄ, IŻ NIE TYLE POZIOM BIEDY JEST ISTOTNY, ile ruchliwość
społeczna; innymi słowy szanse, jakie dane społeczeństwo stwarza. Jeśli 80
proc. osób poniżej oficjalnego poziomu ubóstwa tkwi w biedzie nie dłużej niż
rok, to znaczy, że tak naprawdę biednych jest około 4 proc., a i tak przecież
ludzie ci nie są zostawieni sami sobie. To właśnie ruchliwość społeczna jest
siłą Ameryki, otwiera przed ludźmi ogrom szans, jeśli tylko chcą i umieją z
nich skorzystać. Chroni USA przed społeczną rewolucją.
Inni twierdzą, iż zróżnicowanie majątkowe jest konieczne, albowiem zmusza
ludzi do ciężkiej pracy i wykazywania inicjatywy. Bardziej egalitarne
społeczeństwa zachodnioeuropejskie są właśnie dlatego mało innowacyjne, a
bezrobocie jest wysokie ("nie opłaca się" pracować). Tymczasem w USA
bezrobocie wynosi poniżej 5 proc. i każdy może zadbać o siebie.
WSZYSTKO TO PRAWDA. Ale w społeczeństwach postindustrialnych znaczenie ma nie
tyle "chęć szczera" i wysiłek mięśni, co wykształcenie, wysokie kwalifikacje.
To współczesna droga do sukcesu, do pieniędzy, statusu społecznego. Tymczasem
nauka w Ameryce staje się coraz droższa, co utrudnia masom awans, a inne
koszty (np. leczenia, ubezpieczenia) pogłębiają nierówność.
Problem tkwi w tym, o czym wszyscy wiedzą - w kwestii istotnych reform
społecznych: powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i szerszego dostępu do
nauki na poziomie uniwersyteckim.
Quelle PDN-NY(CK)
www.washingtonpost.com/wp-srv/photo/gallery/070426/GAL-07Apr26-72466/index.html?hpid=multimedia2&hpv=national