Dodaj do ulubionych

Olejnik obala bełta

IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 31.05.03, 10:36
Olejnik obala bełta
Pod okiem obecnego zastępcy prokuratora generalnego dokonywano podziału podejrzanych na lepszych, bo naszych, i gorszych, bo obcych.
Nikomu już nie chce się śledzić odsłon kolejnych ramion łódzkiej ośmiornicy. 12 maja 2003 r. przed sądem w Łodzi zeznawać miało trzech świadków w tzw. wątku winiarskim głowonoga. Świadków interesujących: jeden czynny oficer CBŚ, jeden zawieszony prokurator i jeden aresztowany oficer CBŚ. Gliniarz z pierdla nie dojechał ? sąd i prokuratura chciały zaoszczędzić mu upokorzenia i paradowania po gmachu w kajdankach. Zeznawać będzie 16 czerwca, już z wolnej stopy, czyli bez łańcuchów. Pozostali zeznawali.
Prowadząca sprawę sędzia nie robiła problemów z wpuszczeniem na salę prasy, choć początkowo nie była pewna, czy sprawa nie jest "wyłączona z jawności". Było przyjemnie i familijnie jak u cioci na imieninach. Żarty i żarciki, targowanie się o termin następnej rozprawy ("w piątek niechętnie, bo to już weekend"). Prokurator, zamiast gnębić świadków skłanianiem ich do obwiniania oskarżonych, robił wszystko, aby ich nie denerwować (w końcu przesłuchiwał kolegów). Oskarżeni milczeli, adwokaci pytali od niechcenia ? tak aby zaspokoić nieco ambicje swoich klientów nie denerwując przy okazji sędzi, prokuratora i świadków. Poszło gładko dzięki dającej się wyczuć duchowej obecności na sali prokuratora Kazimierza Olejnika, ksywa Ośmiernik.
Już rok żyję z honorariów za teksty o pogromcy wszystkich łódzkich ośmiornic ? Kazimierzu Olejniku. Każdy nowy artykuł zaczynam od przypomnienia, ile tych ośmiornic było i jak po kolei zdychały. Głowię się przy tym, jak zrobić to oryginalnie, żeby tekst zakwalifikowano do druku.
Temat "Olejnik" planowałem zakończyć w sierpniu zeszłego roku. Ukazał się wówczas wspólny tekst kilku dziennikarzy "NIE" o instytucji świadka koronnego i zagrożeniach, jakie ona ze sobą niesie ("NIE" nr 31/2002). Wystarczyło, aby redakcja przez kilka miesięcy nie wspominała o dokonaniach prokuratora Olejnika, a już w styczniu 2003 r. awansował on na zastępcę prokuratora generalnego RP. I jak tu nie pisać?
Jako pogromca Olejnika jestem zasypywany korespondencją o rzekomych manipulacjach pana prokuratora. Rodziny hochsztaplerów przekonują mnie, że ich bliscy są uczciwi, a ich poprzednie wyroki to przypadki lub nieporozumienia. Adwokaci handlarzy narkotyków wykorzystują znajomości, bym napisał, że są na świecie więksi skurwiele od ich klientów. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy dostałem propozycje napisania książki o ośmiornicach Olejnika, redagowania strony internetowej poświęconej jego osiągnięciom, wydawania miesięcznika pt. "Ośmiernik", wejścia w skład zarządu powstającego Stowarzyszenia Ofiar Olejnika (SOO). Żadnej z tych propozycji nie przyjąłem.
* * *
Moja "Olejnikowa" twórczość wywołała ostatnio dwie nieśmiałe krytyki.
Marek Barański zarzucił mi w "Trybunie", że całkowicie pomijam osiągnięcia Olejnika, a Violetta Krasnowska z "Wprost", że tak jak red. Gomzar Baraniny, tak ja bronię innych przestępców (a Urban chleje z Pruszkowem!). Nikogo nie bronię! Nie zapominam też o osiągnięciach pana Olejnika. Jak wcześniej wspomniałem, każdy kolejny artykuł zaczynałem od ich przypomnienia.
* * *
Ośmiornicą, którą uznać należy za niewątpliwy sukces organów ścigania, jest właśnie ta, od której rozpocząłem artykuł ? winiarska. Co prawda, oprócz prokuratora Olejnika przyznaje się do jej unicestwienia prokurator krajowy, Urząd Kontroli Skarbowej (UKS), Urząd Skarbowy, ABWera (jako następczyni UOP) i policja, ale i tak cały splendor spadł na pana Kazimierza Olejnika.
Przed kilkoma tygodniami spotkałem się z ludźmi, którzy stworzyli ośmiornicę winiarską, czyli najprawdziwszymi przestępcami. Zaproponowali mi to spotkanie po ukazaniu się artykułu "Olejnik na wierzch wypływa" ("NIE" nr 8/2003). Publikacja była o tym, jak aresztowanie jednej rodziny znanych łódzkich biznesmenów, państwa G., pociągnęło kolejne nieplanowane ofiary. Biznesmeni wystawili naczelnika łódzkiej skarbówki Lecha M., a ten znanego w mieście adwokata Grzegorza Ł. Adwokat zakapował najbliższego współpracownika Olejnika
? prokuratora Wiktora C. (obecnie zawieszony, a prowadząca jego sprawę prokuratura we Wrocławiu zapowiedziała wystąpienie o pozbawienie go immunitetu). Przy okazji do pierdla trafił wspomniany na wstępie oficer CBŚ ? Karol P., który razem z prokuratorem Wiktorem C. miał rozwalać "winiarzy". Żeby było jeszcze śmieszniej ? to Karol P. zapudłował wcześniej rodzinę biznesmenów G.
Moi rozmówcy nie robili z siebie niewinnych ofiar. Przeciwnie ? przy piwie z rozbrajającą szczerością opowiadali o mechanizmie przekrętu. Podkreślali, że są winni, i wiedzą, że za to bekną. Wskazywali jednak na pewną nienormalną w Łodzi sytuację: wszystkie dotychczasowe ośmiornice były nadmuchiwane do granic wytrzymałości. Ta dęta nie jest. Przeciwnie: prokuraturze, ABW i kilku wpływowym w Łodzi obywatelom zależy, by się bydlę nie rozrastało. Chcąc uniknąć dekonspiracji i zemsty organów ścigania, odmówili powoływania się na własną sprawę. Wskazali inną (bo oskarżonych w wątku winiarskim jest ok. 100 osób), akurat tę, której rozprawę zrelacjonowałem na wstępie. Według moich rozmówców, nawet mało inteligentny prawnik dostrzeże w niej dziwne uchybienia. Już pobieżna analiza akt pokaże, że aktem oskarżenia powinno być objętych przynajmniej 8 dodatkowych winiarskich spółek i przynajmniej
20 związanych z nimi osób. Oznacza to, że organy ścigania dokonały podziału podejrzanych na dobrych i złych. Bezinteresownie?
* * *
Mechanizm winiarskiego przekrętu był prosty. Firmy produkujące wina rejestrowane były pierwszego dnia miesiąca na tzw. słupy, czyli podstawione osoby. Podatek akcyzowy od win należało płacić do 25. dnia następnego miesiąca. Firma mogła więc bez żadnych obciążeń funkcjonować 55 dni. Gdy nadchodził termin płatności ? zakład przestawał istnieć. Po prostu rozpływał się w powietrzu. Pozostawał tylko słup. Zazwyczaj były to osoby bez majątku, które oświadczały, że zostały oszukane. I tyle. Ile zarabiała taka 55-dniowa winiarnia? Różnie, ale nawet słabo zorganizowana przynosiła prawdziwym właścicielom nie mniej niż 300 tys. zł miesięcznie. Netto, po odliczeniu działki dla słupa (od 15 do 100 tys. zł) i działki dla kontrolerów ze skarbówki (w zależności od kwitu, jaki mieli podpisać, okresu i regionu Polski ? od 30 do 100 tys. zł, mieszkanie albo samochód). Warto dodać, że niektórzy z królów taniego wina mieli takich "słupowych" spółek po kilka. Kiedy jeden słup padał, pojawiał się następny itd. Straty skarbu państwa liczone są w dziesiątkach milionów złotych.
Firma działająca przez 55 dni działała na pełnych obrotach. Tłukła produkcję, jak tylko się dało, a nawet bardziej. To "bardziej" nie jest przesadą. Dochodziło do sytuacji anormalnych, np. aby wino nabrało jakiejś tam minimalnej mocy, potrzeba na jego fermentację minimum 4 dni. W niektórych spółkach wystarczyły zaledwie 24 godziny. Jest to teoretycznie i praktycznie niemożliwe. Było jednak wykonalne. Jak? Wystarczyło do winnego półproduktu dodać trochę spirytusu... Spirytus spółki kupowały jako rozcieńczalnik przemysłowy służący do mycia urządzeń. Rozpracowującego sprawę lewych winiarni policjanta Karola P. nie zastanawiało, dlaczego mały, działający przez 55 dni zakład kupował taką ilość rozcieńczalnika, która wystarczyłaby mu na 5 lat?
Cichym współwłaścicielem firmy dostarczającej rozcieńczalnik miał być Karol P. z CBŚ.
Wspólnik policjanta, Bartłomiej L., naprawdę kupował od producentów skażony rozcieńczalnik. Ale odsprzedawał winiarniom czysty spirytus. Po prostu go destylował. Jeśli zarzuty te okażą się prawdziwe, to wyjdzie, że oficer CBŚ współkierował grupą, którą miał rozpracowywać.
Wino produkowane przez "słupowe" spółki bardzo rzadko bezpośrednio trafiało do sklepów. Było hurtowo odsprzedawane winiarniom działającym legalnie. Jako że produkt słupów nie był obciążony podatkami, musiał być tańszy. Dzięki temu wino dostarczane do sklepów i hurtowni przez firmy działające leg
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka