Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
01.06.03, 02:22
Wielki chłód
USA - Francja
Mimo chwilowego rozejmu w ONZ Ameryka i Francja nieprędko zakopią topór
wojenny.
Wielcy tego świata mogą wreszcie uścisnąć sobie ręce" - ogłosił triumfalnie
w zeszły piątek "Berliner Zeitung". "Zwyciężył rozsądek" - wtórował
londyński "Times".
Francja, która jeszcze kilka dni temu toczyła z Waszyngtonem dyplomatyczną
wojnę, niespodziewanie padła w objęcia Amerykanów. W zeszły czwartek Rada
Bezpieczeństwa ONZ, za zgodą Paryża, zniosła sankcje wobec Iraku i
zalegalizowała kontrolę USA nad tym krajem. Ale salonowa dyplomacja i
kurtuazyjne gesty to jedno, a głębokie urazy przywódców i negatywne emocje
rozpalone wśród zwykłych ludzi to drugie. Spór o wojnę w Iraku poróżnił
trwale liderów Francji i USA. A co gorsza, wyrwał przepaść między ich
społeczeństwami, której nie zasypie się jednym głosowaniem.
Zdaniem komentatorów nagła wolta dyplomatyczna Francji wzięła się z czystego
wyrachowania. "Zgoda w ONZ to tylko listek figowy, który ma przykryć różnice
przed zaplanowanym na początek czerwca szczytem przywódców 8 najbogatszych
państw (G8) w kurorcie Evian" - komentuje David Ignatius z
dziennika "Washington Post". Czy im się to podoba, czy nie, Bush i Chirac
będą często stawać twarzą w twarz w Evian, a wzajemne docinki wypadłyby tam
po prostu głupio.
Także francuska prasa nie ma złudzeń, że chwilowe zakopanie topora wojennego
było wymuszone. "Francja potrzebuje poparcia lub przychylnej neutralności
prezydenta Busha, by szczyt G8 zakończył się sukcesem" - komentował
piątkowy "Le Monde". Prezydent Jacques Chirac marzy, by w Evian odegrać rolę
zbawcy krajów Trzeciego Świata. Zamierza namówić Waszyngton, żeby przestał
dotować eksport do biednych krajów afrykańskich, który według niego rujnuje
ich gospodarki.
Czy zgoda w ONZ wystarczy, żeby zapomnieć o dawnych urazach? Wielu
Amerykanów, w tym prezydent George W. Bush, nie ma dobrego zdania o
francuskim przywódcy. Po zwycięstwie w Iraku okazało się, że francuskie
firmy nie mają szans na zdobycie znaczących kontraktów na odbudowę
zniszczonego kraju. Francuzi są w Ameryce lekceważeni i wyszydzani. W
niektórych stanach pojawiły się nawet koszulki z napisem "Najpierw Irak,
potem Francja". Bulwarówka "New York Post" do dziś nie nazywa Francuzów
inaczej niż "tchórzliwe łasice", telewizja Fox mówi o kraju w Europie na
F... (niewybredna aluzja do ordynarnego słowa fuck), a neokonserwatywni
intelektualiści związani z Białym Domem wygłaszają tyrady o bezczelnych
Francuzach, którzy nie chcą pogodzić się z tym, że to Waszyngton dyktuje
warunki na świecie.
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6409